Savonir Zhorrus - Zatwierdzone

Punkt składania aplikacji - stale otwarty.
Regulamin forum
Przy składaniu podania należy wykorzystać wzór pojawiający się przy zakładaniu nowego tematu w tym dziale. Można go pobrać jednak także ręcznie, z tego tematu.

Bezwzględnie proponujemy także zapoznanie się z tym tematem z największą dokładnością, wliczając w to lekturę Regulaminu.

Savonir Zhorrus - Zatwierdzone

Postautor: Savonir dodano: 03 maja 2020, 15:48

1. Informacje bazowe
a. Imię: Sławomir
b. Wiek: 29 lat
c. Zainteresowania/Hobby: Może zacznijmy od najbardziej oczywistego, czyli od gier. Bardzo lubię usiąść ze znajomymi i zagrać kameralną partyjkę w jakąś karciankę lub planszówkę. Gry wideo są dla mnie znacznie bardziej wartościowe, ponieważ są mi bliskie od wielu lat. Te hobby ewoluowało do mojego życia zawodowego i aktualnie jestem Level Designerem w polskim studiu developerskim. Dlatego rozrywka interaktywna stała się dla mnie nie tylko zabawą, a skupiskiem referencji, których mogę używać w swojej codziennej pracy.

Oprócz grania lubię spędzać czas na świeżym powietrzu, w szczególności ćwicząc kalistenicznie lub uprawiać Capoeirę. Treningi wznowiłem od kilku miesięcy po długiej przerwie spowodowanej wypadkiem, który miałem we wcześniejszej pracy.
Gdy zaś nie mam ochoty na nic interaktywnego, czy też związanego z wysiłkiem fizycznym, to wczytuje się lub słucham opracowań tekstów z różnych uniwersów. Bardzo podoba mi się element tworzenia całego świata i wypełniania go historiami, które tylko z pozoru nie są ze sobą powiązane. Do moich ulubionych światów należy Starcraft, Warhammer 40k oraz Świat Mroku. Gwiezdne Wojny są wysoko, ale Disney lubi psuć wrażenie z historii.
Od czasu do czasu lubię również pogrzebać w grafice 2D. Niestety moje umiejętności są już znacznie mniejsze niż wcześniej, ale nadal potrafię to i owo. Wystarczy dla prostych zadań w Photoshopie czy Illustratorze.

d. Kilka zdań o sobie i swoim charakterze: Cóż mogę tutaj napisać. Staram się być uprzejmą osobą i empatycznie podchodzić do relacji z ludźmi. Wychodzę z założenia, że powiedzenie ‘dzień dobry’, ‘dziękuje’ albo ‘miłego dnia’ może naprawdę odmienić komuś cały dzień lub po prostu poprawić odrobinę samopoczucie. Sądzę, że jest to coś naprawdę ważnego dla życia socjalnego. Szczególnie w takich czasach w jakich aktualnie żyjemy i nie mówię tylko o pandemii.
Na samym początku napisałem, że staram się to robić. Nie przychodzi mi to tak łatwo. Z natury jestem introwertykiem i preferuję bardziej chłodne oraz racjonalne podejście. Niestety wychodzi to ze mnie w najgorszych momentach, szczególnie gdy ktoś chce mnie do czegoś przekonać bez stosowania argumentów.
Szanuję sobie mój czas oraz ludzi, z którymi mam styczność. Zatem staram się angażować w to co robię w stu dwudziestu procentach, aby nie marnować ani sekundy. Choć muszę przyznać, że ten nawyk podłapałem odkąd zacząłem pracować w gamedevie.

Praca jest również rzeczą, o której muszę wspomnieć w podaniu. Czasami zmusza mnie ona do zmienienia priorytetów i mogą zdarzyć się momenty, że nie byłbym w stanie grać przez jakiś czas. Od kilku miesięcy nic takiego(na szczęście) się nie wydarzyło, ale im bliżej końca projektu tym gorzej z zapewnieniem obecności. Oczywiście o takich sytuacjach bym informował. Nie zniknąłbym bez śladu.
e. Kontakt:
- email: srudzki969@gmail.com
- steam: https://steamcommunity.com/profiles/76561197994532101

2. Doświadczenie z RP:
a. Formy rozgrywki:
- systemy papierowe takie jak DnD oraz Świat Mroku w edycjach Maga oraz Maskarady(kilka innych też się przewinęło, ale w te grałem najdłużej)
- systemy autorskie/przełożenia w papierowej formie(miałem okazję przełożyć Diablo oraz Dragon’s Age)
- servery RP w World Of Warcraft
- PBFy(różne, większość fantasy)
- JK3
b. Organizacje/Grupy: Jeżeli chodzi o organizacje RP w JK3, w których miałem przyjemność uczestniczyć to pierwszą z nich była sama Akademia na Yavin IV. Niestety z racji, że moje młodzieńcze lata były pełne przeprowadzek to nie mogłem dłużej być tam członkiem. Następnie dołączyłem do zakonu Crystal Jedis, jednak nie podobała mi się tam atmosfera i wraz z dwoma kolegami założyliśmy własną organizację o nazwie Sanctuary Jedi. Sama grupa istniała ponad rok, jednak z czasem zapał jakoś zniknął. Po kilku latach wróciłem do gry i dołączyłem ponownie do Akademii na Yavin IV, w której byłem członkiem do niedawna, z przerwą w międzyczasie.
c. Staż: Gry RP towarzyszą mi od wielu lat i nie jestem w stanie tego zliczyć. Jeżeli zaś chodzi o samo JK3 to gram od 2004 roku. Zabawę w RP w tej grze rozpocząłem bodajże w 2007 roku, ale mogę się mylić – to było naprawdę dawno temu. Z tych bardziej świeżych danych, wróciłem do Akademii w 2013 roku. Kilka lat później stałem się jednym z Rycerzy oraz członkiem Rady. Chaos organizacyjny oraz ustalenia wcześniejszej Rady uniemożliwiło mi pomyślną współpracę, więc postanowiłem odpocząć od organizacji. Rok temu wróciłem do Akademii, ale to niestety nie było to samo - nie było też lepiej.
d. Powód zakończenia gry: Nie chcę za bardzo wypowiadać się źle o Akademii, ponieważ rozstałem się w dobrych stosunkach. Nie czułem, żeby dłużej było tam dla mnie miejsce. Pojawiło się również kilka problemów organizacyjnych, z którymi po prostu się nie zgadzałem.

3. Postać
a. Imię i nazwisko: Savonir Zhorrus
b. Wiek: 24 lata(ur. 7 ABY)
c. Pochodzenie: czwarta stacja orbitująca wokół Duro
d. Rasa: Duros
e. Wygląd: Na pierwszy rzut oka, wygląda jak typowy przedstawiciel swojej rasy. Niezbyt wysoki, bo liczący metr siedemdziesiąt, zwykłej postury Duros. Po zbliżeniu na jego twarz można zauważyć, że nie jest ona jeszcze tak pomarszczona jak u reszty pobratymców, sugerując jego młody wiek. Zaś jego niebieskiej karnacji skóra miewa delikatne, szarawe przebarwienia. Jego czerwone ślepia również posiadają złote przebarwienie wokół źrenic, dodatkowo kontrastując się z przyciemnionymi narządami węchowymi. Widać po nim, że bardzo lubi kurtki ponieważ cały czas w nich chodzi.
f. Historia:

Rozdział 1: „Ach, piękna planeta!”
Data: okolice 17 ABY

Duro, piękna planeta tętniąca życiem. Jej tereny były pokryte gęstymi lasami, w których życie toczyło się własnym torem. Kilkanaście zwierząt na każdym skrawku ziemi koegzystowało lub walczyło ze sobą o terytorium. Tam, gdzie flora się kończyła, zaczynały się głębokie oceany. Na nich, o ile można tak rzec znajdowały się duże miasta-platformy. Niesamowite i złożone rusztowania świadczące o szczycie technologi łysych inżynierów. Ogromne skwery mieszczące istoty, o których nawet nie śniło się najstarszym podróżnikom. Wszystko skąpane w intensywnych promieniach słonecznych, prosto z najjaśniejszej gwiazdy, którą znał Savonir.
- Ach, piękna planeta – powiedział cicho młodzieniec
- Przestań się gapić na tę kulę gazu! Zaraz zaczynają! - donośny głos pochodził z sąsiedniego pomieszczenia
Chłopak spojrzał w stronę wyjścia.
- Jeszcze chwila! Zaraz zniknie! - odkrzyknął
Po czym wrócił wzrokiem, tym razem na wyniszczoną planetę wypełnioną brązowym kolorem. Tak, nieważne jak często Duros spoglądał na kulę z okna, zawsze wyobrażał sobie przyszłość swojej rasy na odbudowanym świecie. Teraz musi żyć na czwartej, z dwudziestu, stacji orbitujących wokół Duro. Raz na kilka godzin był w stanie siąść przed oknem i marzyć o spacerze na pięknej powierzchni pełnej zieleni. Zabawie z kolegami na świeżym powietrzu, czy zauważeniu myśliwców na jasnym nieboskłonie. Jego teraźniejszym domem było kilka zwarcie zbitych se sobą pomieszczeń, aby nadać iluzję przestrzeni. Chłopak nie narzekał zbytnio na to, jak żył wraz z ojcem. Nie brakowało im niczego, ale dumanie nad lepszą przyszłością było jednym z jego ulubionych zajęć.
Gdy Savonir usłyszał głośny krzyk trybun, od razu zerwał się z łóżka i pobiegł do sąsiedniego pokoju. Na kanapie siedział dorosły, szarawy mężczyzna i trzymał przekąskę. Wyglądała jak małe, brązowe batoniki i smakowały naprawdę dobrze. Jeden z najlepszych przysmaków, jakie można znaleźć na stacji.
- Zaczęli już? - zapytał z entuzjazmem w głosie wskakując na mebel
- Jeszcze nie. Spokojnie… Ach, uważaj na miskę! - powiedział szturchnięty przez malca
Na ekranie można było zauważyć rozpoczęcie pod-wyścigów na skalistej planecie, która tonem zbliżała się do ciekawego połączenia fioletu z czernią.
- Gdzie ona jest? No powiedz mi! - rzucił do mężczyzny
- Tam, przedostatnie miejsce – wskazał palcem całkiem sporej wielkości ścigacz
W kokpicie siedziała urokliwa, zielonoskóra kobieta. Była prawie otoczona przez dwa, naprawdę spore turbo silniki. Na pokrywie jednego z nich zauważyć można było namalowany napis „Jini Gwiazda.” Nie minęła nawet minuta i odliczanie się rozpoczęło. Dwaj Durosi wzdrygnęli się i z wyczekiwaniem wpatrywali się w trzy lampki, które stopniowo zapalał się. Trzy sygnały, trzy zielone paski i ruszyli. Wyścig był niesamowicie zażarty, maszyny obijały się o siebie, a niektóre kończyły swój żywot w skałach. Trasa była stosunkowo długa, zaś ojciec i syn siedzieli jak na szpilkach zajadając się przekąskami, dopingując przedstawicielkę swojej rasy. Jej technika była prawie nieskazitelna, wymijała swoich przeciwników z pewną gracją. Było to dziwne zjawisko, ponieważ posiadała naprawdę sporą maszynę. Płynne ruchy i przejścia pomiędzy biegami wprowadzały w trans obserwowania płynącej wody w rzece. Gdzieniegdzie porysowała pokrywy, czy to na agresywnym zakręcie czy po uderzeniu w maszynę innego pilota. Te trzydzieści minut minęło dla Savonira w chwilę wypełnioną czarującymi ruchami utalentowanych istot i okazjonalnymi wybuchami. Jini zajęła drugie miejsce, zaraz za Sullustianinem o imieniu Zhiev Hunaan. Można było przysiąc, że gdyby miała jeszcze jedno okrążenie to dałaby radę go pokonać. Prezenterka miała właśnie przejść do wywiadów, lecz po chwili ekran zgasł. Mężczyzna odłożył pilota i ruszył do kuchni, która była praktycznie w tym samym pomieszczeniu. Pokoje przedzielała mała ścianka, w której była wnęka. Dzięki niej, bez problemu można było obserwować wszystko w salonie – o ile można było go tak nazwać.
- Dlaczego wyłączyłeś? Mogliśmy jej choć chwilę posłuchać!
- Wystarczy. Pamiętaj, że pod wyścigi nadal są zabronione. Mama musiała się naprawdę postarać, żebyśmy mieli odblokowane połączenie – wyjaśnił ojciec
- Wiem… Ale chciałem usłyszeć jej głos. Tak rzadko tutaj bywa – powiedział ze smutkiem w głosie
Mężczyzna westchnął, po czym nachylił się nad malcem.
- Dzięki niej, nie musimy się o nic martwić. Dba o nas, przemierzając galaktykę i wykorzystując swój dar. Postaraj się to docenić, Savo – powiedział delikatnym głosem
Chłopak popatrzył w wygaszony ekran i rozchmurzył się.
- Nie tylko to docenię. Będę taki jak mama! Będę świetnym pilotem! - rzucił z entuzjazmem, dosłownie podskakując na kanapie
Śmiech szaroskórego Durosa wypełnił mieszkanie. Nie był on złośliwy, a pełen szczęścia.
- Dopiero za dwa lata możesz aplikować do Akademii. Wyczekuję Twojego pierwszego dnia z niecierpliwością – rzekł życzliwie
- Ja też! A później będę z nią ścigał!

Rozdział 2: „Nie mogę.”
Data: 23 ABY

Przed szybą siedziało dwóch Durosów, jeden z nich był w pełni umundurowany. Drugi zaś wyglądał bardziej na technika, gdyż przy swoim pasie miał kilka narzędzi. Pomieszczenie było duże, wypełnione ekranami i panelami. Za szybą znajdowało się kolejne pomieszczenie, które wielkością dorównywało małemu hangarowi. Na samym środku znajdowała się maszyna wyglądająca na rozłożonego T-65. Wszędzie znajdywały się kable, które przebijały poszycie w dziesiątkach miejsc. Działa laserowe były kompletnie rozłożone, a silniki zmodyfikowane na bardzo lekki ciąg. W kokpicie siedział niewielki nastolatek, właśnie ustawiał kolejne systemy.
- Bardzo dobrze, tak jak Cię uczyliśmy – odgłos poważnego głosu dobiegał z jednej ze słuchawek
- Tak jest, jeszcze tylko diagnostyka skrzydeł i mogę zaczynać – odpowiedział wciskając kolejne przyciski
Po chwili na niewielkim ekranie sygnatura X-Winga zaczęła się poruszać, a konkretnie skrzydła zaczęły tworzyć charakterystyczną literę X. Lampka zaświeciła się na zielono, co świadczyło o sukcesie rozłożenia i gotowości bojowej. Młodzieniec entuzjastycznie wyciągnął rękę do góry na znak zadowolenia. Po czym jedną ręką chwycił za drążek, a drugą za dźwignię modyfikującą ciąg.
- Jestem gotów, zaczynać Kapitanie? - zapytał przez mikrofon
- Tak. Masz zielone światło
Savonir uśmiechnął się i powoli przesunął dźwignię, aby dodać silnikom trochę siły. Drążek lekko wygięty do tyłu, umożliwił delikatny – może trochę zbyt wolny start myśliwca. Oczywiście kadet widział wszystko poprzez symulacje na ekranach, które zostały umieszczone zamiast szyb. Kolejne minuty wypełnione były standardowymi manewrami – zwroty we wszystkich kierunkach, wymijanie przeszkód z zachowaniem wektora, czy też lot pionowy. Na samym końcu lądowanie przebiegło bez żadnego problemu i program zaczął analizować każdy zakodowany ruch. Kadet wszedł ochoczo do pomieszczenia, gdzie czekały już na niego wyniki.
- Jaki procent? - zapytał bez wahania
- Osiemdziesiąt jeden. Starczy na licencję, ale musisz poprawić jeszcze kilka rzeczy, żeby zdobyć najwyższy wynik – wyjaśnił umundurowany Duros
Młodzieniec skrzywił się słysząc o swoich błędach, po czym zbliżył do ekranu wyświetlającego nagrania manewrów. Wychodziło na to, że podczas lotu pionowego niektóre założenia i kąty podejścia nie były na tyle precyzyjne jak chciał. Kilkadziesiąt kolejnych minut było wypełnionych dogłębną analizą i wymienianiem solucji na przyszłe symulacje.
- Pamiętaj o tych rzeczach. Za miesiąc egzamin, a masz jeszcze do wylatania godzinę dla treningu – powiedział z reprymendą mężczyzna
- Następnym razem wynik będzie lepszy, obiecuje! - przyrzekł Savonir

Minął tydzień. Po kolejnej sesji ćwiczeń kadet wyszedł z pomieszczenia operacyjnego. W korytarzu czekała na niego dwójka innych kadetów, byli to jego dobrzy znajomi – Nina oraz Ulaad. Dziewczyna była zadbana, jej zielonkawa skóra wręcz połyskiwała przy odpowiednim kącie odbić światła. Chłopak zaś wyglądał na lekko otyłego, szczególnie po policzkach. Nic dziwnego, skoro ilekroć go gdzieś widać, to ma w ręku jakaś przekąskę.
- Ile udało Ci się uzyskać tym razem? - zapytała
- Osiemdziesiąt trzy procent. Nie udało mi się dostosować kątów. Mógłbym przysiąc, że zmienili tor – wyjaśnił starając się usprawiedliwić niewielki progres
- Na pewno Ci się uda! Masz to w genach – powiedział z pełnymi ustami
Wydźwięk wypowiedzianych słów naprawdę zabrzmiały dziwnie i zabawnie. Przez co dwójka nastolatków zaczęła śmiać się z kolegi. Wszyscy ruszyli przed siebie prosto do hangaru, w którym czekał już ustalony prom. Akademia znajdowała się na osiemnastej stacji, co wymuszało krótką podróż każdego dnia. Statki zawsze odlatywały o tych samych porach, które zostały ustalone głównie przez kadrę nauczycielską. Wszystko wydawało się perfekcyjne obliczone i kadeci rzadko musieli czekać na rozpoczęcie powrotu do domu.
Podróż nie trwała długo, do stacji czwartej nie było tak daleko jak do innych. Savonir po ułożeniu się w fotelu, często spoglądał na Duro, lecz już nie fantazjował na temat życia na powierzchni planety. Jego myśli wybiegały znacznie dalej, do innych sektorów i na co mógłby się tam natknąć. Nowe technologie, obce istoty, może trochę niebezpieczeństwa? Jednym słowem – przygody.
- Dzisiaj masz połączenie z mamą, Savo? - zapytał kolega
Pytanie zdezorientowało niebieskoskórego, gdyż był skupiony na marzeniach. Otrząśnięcie się zajęło mu chwilę.
- Tak, dzisiaj ma mieć otwarte, bezpieczne połączenie. Nareszcie! – powiedział
- Pozdrów ją od nas! I popytaj o jakąś fajną historię… Być pilotem dla Republiki… Wow – rzucił Ulaad
Nie była to do końca prawda, ponieważ dzisiaj miał mieć miejsce kolejny wyścig Gwiazdy. Kadet nie mógł powiedzieć kolegom o tym, że jego matka zajmuje się podracingiem. Nadal jest to zakazany sport i gdyby ktoś się o tym dowiedział, to wraz z ojcem mieliby problemy na stacji. Same wyścigi w większości nie są transmitowane, więc Savonir jest w stanie je obejrzeć może raz na dwa miesiące. Oczywiście Jini kontaktuje się ze swoją rodziną i od czasu do czasu wraca, ale nadal odbywa się to stosunkowo rzadko. Kiedyś przeszkadzało to Durosowi, ale z biegiem lat przyzwyczaił się do takiego życia. Co więcej, był naprawdę z niej dumny, że robi to w czym jest dobra. Nadała przez to cel dla swojego syna.
Po dotarciu na czwartą stację pożegnał się ze swoimi kompanami i ruszył przez kolejne korytarze, aby po kilkunastu minutach dotrzeć do serwisu jego ojca. Był to średni box z niewielkim przedsionkiem, na górze neonowy szyld wskazywał ‘Serwis Kaleda.’ Savonir nigdy nie rozumiał prostoty nazwy, choć tłumaczono mu to już kilka razy. Młodzieniec wszedł do środka i przywitał się z tatą, który aktualnie grzebał coś przy ladzie.
- Co robisz? - zapytał z ciekawością
- Dostaliśmy nietypowe zamówienie. Sensory sejsmiczne, trzy sztuki. Według klienta przestały się unosić – wyjaśnił zaglądając do środka bardzo małego repulsora
- Nie są one zwykle serwisowane przez korporacje? - zapytał dociekliwie
- Zwykle tak. Te są od prywatnego klienta
- Aha. To co z nimi nie tak? - gdy usłyszał odpowiedź jego ton widocznie stracił zainteresowanie
- Temu akurat przepalił się przewód. Trzeba go wymienić. Przynieś dwójkę z zaplecza, najlepiej trzy sztuki. Nauczę Cię jak to zrobić i zabierzemy się za resztę – powiedział zachęcająco do syna
- Super! Już idę! - rzucił z entuzjazmem i poszedł w stronę niewielkich drzwi

Po kilku godzinach pracy obaj wrócili do domu. Już za chwilę miała się zacząć transmisja wyścigu, jednak nim zasiedli przed ekranem musieli wymienić opatrunek na palcu młodzieńca.
- Au, uważaj tato – rzucił gdy chłodny środek przylgnął do jego rany
- Mówiłem, żebyś najpierw upewnił się, że nie ma napięcia. To będzie dla Ciebie nauczka – wyjaśnił
- Tak tak, najpierw użyć tej Twojej różdżki – skomentował widocznie nie akceptując swojego błędu
Ich kolejny dialog był wypełniony wzajemnymi docinkami, które były przyjmowane tylko uśmiechem połączonym z grymasem bólu młodego Durosa.
Nadszedł w końcu ten czas. Ojciec włączył transmisję i ku ich zaskoczeniu, wyścig już trwał. Na szczęście zauważyli, że dopiero się rozpoczął, gdyż licznik nie wskazywał nawet minuty lotu dla pierwszego pilota. Tym razem ścigali się wewnątrz czegoś, co wyglądało jak ogromna stacja kosmiczna. Ogrom metalowych rzeczy, poruszających się modułów, dym wydobywający się prawdopodobnie z kompresorów. Wszystkie elementy były znane młodzieńcowi, lecz samo wykonanie świadczyło o bardziej niedbałym podejściu. Niektóre płyty były źle przycięte, panele były odsłonięte i można było przysiąc, że w jednym miejscu spalarnia znajdowała się przy modułach mieszkalnych. Tak czy inaczej, wyścig trwał i był zażarty choć widać było, że uczestnicy walczyli nie tylko z sobą – tor był nieprzewidywalny. Naprawdę wiele mechanizmów na stacji było ruchomych, co wymagało od pilotów niesamowitego refleksu, nawet przy zredukowanej prędkości. Jini była na trzecim miejscu i ponownie jej sposób prowadzenia maszyny był pełen gracji, lecz jej syn zauważył coś.
- Tato, widzisz to? Coś jest nie tak z prawym silnikiem. Trzyma się bardziej z tyłu nawet z połączeniem – wyjawił obawę
Mężczyzna przyjrzał się transmisji.
- Masz rację. W dodatku na zakrętach wygląda jakby się dławił. Problem z nawiewem? - przyznał, po czym zaczął sam się zastanawiać
Pomimo usterki kobieta dawała sobie radę. Kolejne przeszkody pokonywała bez większego problemu, aż do momentu w którym ścigacz oponenta uderzył w jej prawą stronę. Z prawej komory zaczął wydobywać się ogień. Zielonoskóra starała się szybko załatwić sprawę zmniejszając ciąg, zaciągając płyty i wprowadzając gaz chłodzący. Ten dosyć szybko poradził sobie z usterką i widząc to, Jini popełniła błąd. Dodała nagle mocy, aby nie stracić zbyt wiele w wyścigu. To wywołało niewielki wybuch, robiąc dosyć sporą dziurę w poszyciu. Silnik nadal działał, jednak kobieta skupiła się na tym za bardzo. Nagle masywny moduł poruszył się i nie zdążyła zareagować wystarczająco szybko co spowodowało kolizję… Na pełnej prędkości. Uderzenie, huk, krótka ściana ognia i komentarz ze strony prowadzącego. Kaled wstał z sofy, będąc w szoku. Nie był w stanie nic powiedzieć. Obaj oniemieli, nie mogąc wypowiedzieć ani słowa. Savonir przywoływał miłe wspomnienia z matką, jej wygrane i naprawdę szeroki uśmiech. Kolejne obrazy przed jego oczyma dodawały warstwy uczuć – smutku oraz gniewu. Gdy emocje sięgnęły zenitu, ojciec objął syna i zaczęli płakać razem w echu ścigających się podów.

Przed szybą siedziało czterech Durosów, jednym z nich był znany wszystkim kadetom technik. Pozostała trójka to odznaczeni piloci, w tym kapitan grupy o imieniu Nufu. Cała diagnostyka została wykonana pomyślnie, lecz wszyscy czekali, aż chłopak rozpocznie manewr wylotu. Zwykle trwa to może dziesięć sekund, dwanaście jeżeli ktoś się ociągał. Tym razem nic się nie działo przez ponad minutę. Jeden z obserwujących w końcu nachylił się do mikrofonu.
- Powtarzam, możesz zaczynać. Wszystkie systemy są sprawne
Nic się jednak nie działo, a z głośników można było usłyszeć jakiś bełkot. Nikt nie był w stanie usłyszeć słów wystarczająco wyraźnie. Opiekun rozkazał osobie technicznej wyłączyć symulację i otworzyć kokpit. Po czym sam wszedł do pomieszczenia i wbiegł po platformie, aby zobaczyć co jest nie tak. Podejrzewał usterkę, często kadeci sobie z nimi nie radzili. Co więcej – za wszelką cenę chcieli wystartować i nie przyznawali się do problemów. Tym razem spotkała go kompletnie inna sytuacja. Na fotelu siedział zapłakany młodzieniec, nie dowierzając swoim drżącym dłonią. Będąc w stanie podobnym do szoku powtarzał tylko jedno.
- Nie mogę...

Rozdział 3: „Jedi, huh?”
Data: 26 ABY

Przy ladzie niewielkiego pomieszczenia siedział młody Duros odziany w kurtkę. Aktualnie pracował nad naprawą uszkodzonego cyfronotesu. Nie było to nic trudnego, lecz rozmiar urządzenia wymagał od niego użycia szczypiec. Jego palce były długie i często bardziej przeszkadzały w pracy nad małym urządzeniami. Z zaplecza można było usłyszeć dźwięk uderzających się o siebie metalowych rzeczy.
- Jak Ci idzie, Savo? - pytanie wydobyło się ze środka zaplecza
Głos mężczyzny wybił go z koncentracji, co poskutkowało upuszczeniem szczypiec i ich głośnym odbiciem o płytę. Duros westchnął i zmrużył oczy z frustracji.
- Poszłoby szybciej, gdybyś nie przeszkadzał – wyjaśnił, schodząc ze stołka
Do pomieszczenia wszedł Kaled, po czym popatrzył na schylającego się syna.
- Jak tak dalej pójdzie, to zatrudnię Cię jako sprzątacza – skomentował śmiejąc się
- Podaj mi mopa, to Ci pokaże co mogę z nim zrobić – odpowiedział nie zostając dłużnym
Po chwili drzwi otworzyły się, a do serwisu wparowało dwóch dobrych znajomych – Nina oraz Ulaad. Dziewczyna raptownie chwyciła Savonira za rękaw i wskazała wyjście.
- Chodź, chodź! Coś fajnego się stało, musisz to zobaczyć – wyjaśniła, szybko oddychając
Duros skrzywił się, ponieważ ostatni raz ‘czymś fajnym’ było obserwowanie jak przyłączano nowy sektor do stacji. W skrócie: trwało to około półtora godziny, podczas której Ulaad nawet zasnął.
- Nie mogę. Muszę dzisiaj naprawić ten cyfronotes – powiedział wskazując ladę
Nagle do konwersacji wtrącił się Kaled.
- Idź. Poradzę sobie. Dzisiaj wylatujemy, więc spędź jeszcze chwilę z przyjaciółmi – wyjaśnił z lekkim smutkiem w głosie
- Tatooo… To miała być moja wymówka – skomentował szczerze syn
- No chodź, nie daj się prosić dłużej. Nie pożałujesz! - rzuciła ochoczo, ignorując nastawienie kolegi
Savonir westchnął, po czym podał ojcu szczypce i wyszedł ze serwisu.

Trójka Durosów po kilkunastu minutach znalazła się w korytarzu przy wejściu do hangaru. Przez tę całą drogę nie chcieli powiedzieć mu o co chodziło. Nina wyjrzała zza rogu.
- Dobrze. Nadal tam jest, choć tym razem chyba się kłócą – powiedziała
- Co? O czym Ty mówisz? Powiecie mi w końcu o co chodzi? - wypytywał niebieskoskóry
- Cicho. Popatrz.. - uciszyła kolegę i wskazała za róg
Chłopak wyjrzał i zobaczył trzy osoby. Jednym z nich był Duros ubrany w robocze ciuchy, wyglądał na pracownika CorDuro w okolicznym hangarze. Drugim był raczej przedstawiciel korporacji, gdyż jego odzienie wyglądało nieskazitelnie, co było charakterystyczne dla urzędników. Kłóciła się z nimi piękna, ludzka kobieta ubrana w brązową szatę. Brunetka z naprawdę interesującą strukturą twarzy, szczególnie na policzkach.
- No i? Kto to? - zapytał praktycznie stojąc już w korytarzu
Dwójka przyjaciół chwyciła go i mocno pociągnęła, żeby nie zauważyli podglądaczy.
- Uważaj. Jak nas zobaczą to możemy mieć kłopoty – powiedziała dziewczyna
- No dobra, ale kto to jest? - zapytał ponownie
- To Jedi. Mój wuj mi tak powiedział. Przyleciała tutaj i podobno od razu zaczęła wypytywać o SELCORE – wyjaśnił cicho Ulaad
Savonir zamrugał dwa razy widocznie zaskoczony, po czym wyjrzał jeszcze raz zza rogu.
- Jedi, huh? Myślałem, że są wyżsi – skomentował
Nina parsknęła śmiechem, co spowodowało zwrócenie na siebie uwagi. Nim cokolwiek się wydarzyło to Durosi dosłownie zniknęli z korytarza w obawie przed złapaniem. Znali stację jak własną kieszeń, więc nie było to trudne. Gdy zorientowali się, że nikt ich nie ściga to ruszyli ponownie korytarzem – tym razem w stronę mieszkania Ulaada.
- Było blisko – powiedział Duros z nadwagą
- Tak, nie rozśmieszaj mnie tak, Savo! - powiedziała z uśmiechem lekko uderzając go w rękę
Chłopak wzdrygnął się z grymasem na twarzy, po czym instynktownie osłonił uderzone miejsce po fakcie.
- Nie próbowałem. Co ona w ogóle tu robi? - zapytał ciekawsko
- Tak jak mówiłem, usłyszałem od wuja, że pytała o SELCORE. Wiesz, ta pomoc dla ofiar wojny – wyjaśnił
- Aha. Nieważne kim jest i tak sobie nie poradzi z CorDuro. Szkoda tylko, że tego nie zobaczę – przyznał niebieskoskóry
Dwójka przyjaciół widocznie posmutniała, nie chcieli się żegnać.
- Na pewno musisz lecieć z tatą, Savo? Jestem pewna, że Akademia przyjmie Cię z powrotem. Teraz zdawałbyś już na pełną licencję, nie tylko na tymczasową – zapytała z nadzieją w głosie
Ulaad spojrzał intensywnie na kolegę, wręcz wymuszając na nim odpowiedź. Ten westchnął przypominając sobie egzamin na tzw. tymczasową licencję pilota. Pozwalała ona na pilotowanie, zależnych od roku, poznanych maszyn w sektorze Duro. Był to najlepszy początek dla aspirujących Durosów, którzy chcieli latać w barwach Republiki. Dopiero na ostatnim roku Akademii miał miejsce egzamin na pełnoprawną licencję, a jej zakres wybierał sam kadet.
- Nawet gdybym chciał… Ilekroć trzymam drążek to przypomina mi się śmierć mojej mamy. Wtedy po prostu zamieram i nie mogę nic zrobić – wyjaśnił z bólem w głosie
- Nie można na to nic poradzić? Minęło tyle lat – zapytała drążąc temat
- Według lekarza, mam jakąś mentalną blokadę. Podobno mógłbym ją pokonać dzięki terapii, ale nie stać nas na to. Sam serwis ledwo nas utrzymuje. Stąd mój tata wkręcił się na pokład jakiegoś okrętu. Ma tam znajomego i podobno szukają ludzi, którzy nie mają problemu z długimi wojażami – ponownie wytłumaczył
Durosi weszli do mieszkania, które aktualnie było puste. Najwyraźniej rodzicie Ulaada byli wtedy w pracy. Domostwo było bardzo uporządkowane – poza pokojem młodzieńca, w którym panował chaos i praktycznie w każdym zakamarku można było doszukać się paczki po jakimś jedzeniu. Trójka przyjaciół zaczęła wspominać swoje przygody na stacji, przez zdrowe kilka godzin śmiejąc się i czasami się wzruszając, choć głównie to Nina. Gdy nadszedł czas na pożegnanie, wszyscy przyrzekli sobie, że będą ze sobą utrzymywać kontakt i ich przyjaźń przetrwa wojnę i miliony lat świetlnych.

Rozdział 4: „Naprawdę, Milo?”
Data: 28 ABY

Spokojny czas, pokój wypełniony znajomymi twarzami. Nina i Ulaad, Kaled, kapitan Nufu oraz Milo. Wszyscy bawili się w swoim towarzystwie, gawędząc o prywatnych niesnaskach, żartując o sytuacji na stacji i przekazując ciekawe szczegóły ze swoich przygód. Savonir siedział na sofie i z uśmiechem słuchał każdego z obecnych. Przyjaciele z dzieciństwa opowiadali o swoich manewrach podczas walk, które toczyli w barwach Republiki. Ojciec narzekał na brak części do napraw, więc kilka razy odwalił dosłowną prowizorkę i nikt się nie zorientował. Kapitan dawnej grupy kadetów, do której należał niegdyś Savo, wspominał żenujące wyczyny trójki przyjaciół. Milo – ludzki, starszy inżynier, opowiadał żart za żartem, z których mało kto się śmiał. Cała atmosfera była wypełniona przyjaźnią i intymnym dobrem, lecz po chwili młody Duros zauważył coś na zewnątrz. Wstał i podszedł do ściany, po czym wyjrzał przez okno. W oka mgnieniu w przestrzeni kosmicznej pojawiły się trzy ogromne krążowniki, które wyglądały jakby żyły. Chłopak nigdy wcześniej nie widział podobnych konstrukcji, a studiował większość ze znanych machin z Corelli oraz Kuat. To było coś nowego, coś co wywołało w nim ogromny strach. Po chwili statki zaczęły się zmieniać, jakby mutować i z ich boków wyrosły potężne działa. Te wystrzeliły kilka wiązek, które szybko poradziły sobie z tarczami siódmej stacji. Kolejny wystrzał kompletnie zdewastował cel i tak kolejny… I kolejny… I kolejny. Gdy Duros odwrócił się, każdy z obecnych w pokoju był już martwy. Wszyscy poranieni w przeróżny sposób, a odór ciał był nie do wytrzymania. Nagle cała struktura pokoju zaczęła wrzeć, pojawił się błysk i wszyscy wylecieli w zimną, pustą przestrzeń.
W tym samym czasie Savonir obudził się na pryczy. Zlany potem i ciężko oddychając, starając się zapomnieć o wyśnionych obrazach. Na przeciwko niego leżał starszy mężczyzna, już lekko posiwiały z bujną brodą. Na jego kombinezonie, który leżał obok widniał podpis Milo O’nader.
- Znowu śniło Ci się Duro? - zapytał delikatnym głosem
Duros westchnął.
- Tak, tym razem ja byłem na stacji… Jak i Ty… - powiedział i przetarł oczy
- Ja? Byłem na Duro tylko kilka razy. Widzieliśmy się może z dwa? - widocznie sięgał pamięcią
- Wiem, cały sen był strasznie dziwny. Ja nawet nie widziałem ataku, a był on taki wyraźny – wyjaśnił z gniewem w głosie
- Słuchaj, mały. Obiecałem Kaledowi, że się Tobą zaopiekuję, ale nie znam się na tych sprawach. Powinieneś pogadać z kimś o tym. Na statku jest personel medyczny, to może ktoś tam Ci pomoże
Savonir spojrzał ze skwaszonym wyrazem twarzy na inżyniera. Chciał mu wygarnąć, żeby nie mieszał się do jego spraw. Ugryzł się jednak w język, ponieważ wiedział, że człowiek chce mu tylko pomóc. Znał się z jego ojcem od wielu lat i to właśnie Milo załatwił im obu pracę. Z uwagi na wiek i przeżycia Kaleda, a raczej jego zachowanie po zniewoleniu ich planety – został oddelegowany do pracy w dokach na czas wojny. Młody Duros wolał pomagać tam gdzie jest najwięcej pracy. Na początku roku, starszy inżynier został przypisany do załogi niszczyciela klasy Nebula o nazwie Explorator. Wziął pod swoje skrzydła Durosa jako ucznia, gdyż umożliwiał mu to jego statut i polecił go przy poborze wojskowym. Tak więc Savonir zawdzięczał mu naprawdę wiele, traktował go praktycznie jak członka rodziny – choć nie zamierzał mu tego powiedzieć.
- Wcześniej mi nie pomogli. Nie mam na co liczyć. Same przejdą – zanegował sens propozycji
Można było zauważyć, że człowiek chciał coś powiedzieć, jednak również się powstrzymał. Po chwili spojrzał na cyfronotes i zwrócił uwagę na godzinę.
- Dobra, to zabierzmy się do roboty. Nie powinno być żadnego problemu, jeżeli przyjdziemy szybciej – rzucił i zaczął się ubierać
- Pierwszy raz widzę kogoś w takim wieku, z takim zapałem do pracy – skomentował niebieskoskóry
Milo zignorował odzywkę młodszego inżyniera, który również zaczął ubierać swój kostium. Na niego nałożył kolejne warstwy kombinezonu, który został narzucony przez dowództwo. Z reguły nie nosił hełmu, ponieważ był dla niego dosyć niewygodny. W dodatku zlewał się kompletnie z kolorem skóry, co stawało się tematem żartów niektórych mechaników.
Po chwili człowiek podał mu identyfikator, niewielką kartę z pinami do odczytu.
- Nie zgub znowu przepustki – rzekł przenikliwie mężczyzna, z lekkim uśmiechem na twarzy
- Tak, Milo – powiedział z wyrzutem
- Ten kawał metalu jest Twoim życiem – wyjaśnił pouczając
- Postaram się, Milo – powtórzył tym samym tonem odbierając go i chowając do kieszeni
Starszy inżynier wyszedł z pokoju. Po chwili zastanowienia się, skręcił w lewo.
- Chodź Savo! Najpierw coś zjemy – zachęcił głodomora
- Świetnie. Tylko nie przesadź, wszyscy wiemy kto ma największe gazy na brygadzie – skomentował

(Jakiś czas później...)

- Naprawdę, Milo? - zapytał Duros
Młody mężczyzna leżał pośród wielu kabli i metalowych ram. Obok leżała lampa, która skutecznie rozświetlała kolejne układy i moduły statku. Posiwiały mężczyzna stał na zewnątrz, doglądając od czasu do czasu podopiecznego.
- Co? To nie ja – tłumaczył się
- Ta jasne – rzucił w jego stronę, jednocześnie układając się na niewygodnych wybrzuszeniach
Uczeń powoli analizował całą usterkę. Starannie obserwował szczegóły konstrukcji, którą miał przed sobą. Giętkie przewody prowadziły do przepływów, a te pod pokrywami przekazywały energię wprost do katalizatora. Ten widocznie się przepalił, ponieważ zauważyć można było lekkie wgięcie i osmolenie. Póki co odłączono ten moduł na czas napraw, więc nie było zbytniego niebezpieczeństwa.
- To katalizator – powiedział do Milo, jednocześnie odkręcając go
- Świetnie, który model? - zapytał inżyniera
- KCG-98N. Ale w sumie, może użyjemy dziewięćdziesiątki dziewiątki? Będzie pasować i powinna dłużej wytrzymać - zasugerował
Mężczyzna zastanowił się i podał młodemu egzemplarz, o którym wspomniał. Duros zamrugał dwa razy, po czym wymienił sukcesywnie część i wyszedł z odkrytego poszycia. Otrzepał i rozciągnął się, gdyż najwidoczniej musiał się nieźle powyginać w kurzu i brudzie.
- Wiedziałeś, że będziemy to wymieniać… Prawda? - zapytał z lekkim wywodem
- Może. Ale to właśnie Ty uratowałeś połowę tego statku, Savo – powiedział z pełnym powagi tonem
- Co? Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem spoglądając kolejno na mentora i na wnękę
- Nie, jesteśmy w łazience. Naprawiłeś ogrzewanie płyt podłogowych, w wielkim skrócie – powiedział i roześmiał się na całe pomieszczenie
Młody Duros najwyraźniej nie przyjął tego żartu dobrze i z grymasem ubrał kombinezon. Musiał wcześniej go ściągnąć, gdyż nie zmieściłby się pod poszyciem statku – o manewrowości nie wspominając. Po powrocie do normalności, starszy inżynier chwycił za pokrywę i był już gotów do zamykania modułu. Przeszkodził mu w tym uczeń.
- Nie zamykaj jeszcze. Powinniśmy wymienić bezpieczniki, dla pewności – wyjaśnił
- Dlaczego? Widziałeś tam coś? - zapytał brodaty mężczyzna
- Nie, ale jest duża szansa, że były przeciążone. Jeżeli katalizator padł, zapewne dostało się im nieźle – ponownie wyjaśnił
Milo spojrzał pod poszycie i rozejrzał się. Płyta z bezpiecznikami była dosyć daleko od miejsca dostępu, więc trudno byłoby to zauważyć będąc spętanym zewsząd kablami. Mężczyzna podrapał się po głowie, ponieważ najwyraźniej tego nie przewidział. Sama propozycja była w pełni sensowna, najwyraźniej był to znak dobrej intuicji młodego mechanika. Spojrzał na Durosa i przytaknął.
- Masz rację. Chodźmy do magazynu, trzeba je znaleźć – rzucił wychodząc z pomieszczenia

Rozdział 5: „Jaki idiota zaprojektował ten generator?”
Data: 28 ABY

Dwójka techników szybko maszerowała przez kolejne korytarze. Mijali wiele znanych twarzy w takim tempie, że nie byli w stanie nawet się przywitać. Dużo załogantów spieszyło się na swoje stanowiska, gdyż niszczyciel miał odebrać prom z uchodźcami. Pozornie wyglądało to jak sytuacyjny chaos, lecz tak naprawdę każdy wiedział co ma robić. Oczywiście w tym wypadku pomoc sanitarna była priorytetem,. Na rozkaz kapitana Qadrixa, kilku mechaników zostało również postawionych w stan gotowości. W skład drużyny technicznej należeli między innymi Milo oraz Savonir. Niestety, dwójka była spóźniona, ponieważ byli w kompletnie innym sektorze statku. Nawet ich pośpiech nie pomógł i na czas nie dostali się do hangaru, choć jak później się okazało – uratowało to im życie.
Jeden głośny wybuch, który odczuć mógł chyba każdy, kto znajdował się w sąsiednich modułach.
- Co do…
- Co jest?
Rzucili obaj, czując lekkie drganie pokładu. Nie wiedząc co się dzieje, rozejrzeli się po korytarzu. Wszystko wyglądało na sprawne w tej części, zatem byli w miarę bezpieczni. Po chwili w słuchawkach, znajdujących się w hełmach, pojawił się głos dowodzącego. Dwójka miała ruszyć do modułu 37, na pokładzie dziewiątym. Ich zadaniem było manualne wyłączenie jednego z generatorów. Najwyraźniej wybuch naruszył kilka miejsc i pokładowi specjaliści nie byli w stanie tego zrobić zdalnie. Potwierdzając przyjęcie rozkazu, ruszyli w drugą stronę – prosto do windy, która miała ich zabrać na wskazany pokład. Podczas jazdy machiną, usłyszeli kolejne wybuchy i coraz więcej chaosu na kanałach komunikacyjnych. Z tego co udało się im usłyszeć, to Yuuzhan Vongowie zaatakowali niszczyciela. Starszy inżynier zachowywał zimną krew, nie był to pierwszy raz gdy musiał pracować wokół walczących żołnierzy. Duros z drugiej strony do tej pory nie brał udziału w żadnej walce i można było zauważyć na jego twarzy spięcie oraz stres.
- Savo, skup się. Mamy zadanie do wykonania. Jesteśmy daleko od wroga, więc nic nam się nie stanie. Rozkaz jest jednak jasny i musimy sobie poradzić – wyjaśnił, mówiąc stanowczym lecz też przejmującym tonem
- Wiem. I tak nie przydałbym się im w walce. Mam tylko nadzieję, że zabiją ich wszystkich – odpowiedział, z pełnią gniewu w głosie
Milo wiedział, żeby nie kontynuować. Przypominanie podopiecznemu dlaczego tutaj są, nie miało za bardzo sensu. Sama rozmowa mogła też zahaczyć o temat Duro… Które było drażliwą kwestią, ponieważ Savonir nadal czuł swoją winę. W tym, że udało mu się uciec przed atakiem – w którym zginęli jego przyjaciele, znajomi i duża część rasy. Tak czy inaczej, mechanik wydawał się skupiony na zadaniu, nawet jeżeli brało się to z jego przykrych doświadczeń.
Winda stanęła i otwarły się drzwi. Dwójka szybko pognała do wskazanego modułu, który podświetlał się im na ekranie cyfronotesu. Używali również nawigacji z trasą, którą najszybciej tam dotrą. Podczas biegu odczuwali kolejne drgania pokładu, najwyraźniej Yuuzhani nie skończyli z eksplozjami. Dotarła do nich również informacja, jakoby Jedi zaczęli stawiać opór. Była to wiadomość, która wręcz dodała im motywacji. Jedi mieli naprawdę dobrą reputację na pokładzie niszczyciela i załoga wypowiadała się o nich pozytywnie. Duros nie miał okazji zapoznać się z nimi, lecz mijał kilkoro z nich na korytarzu przez te kilka miesięcy służby. Nie wydawali się dla niego szczególni, ot inaczej ubrane istoty. Tak czy inaczej, każdy brał udział w bitwie na swoje sposoby. Mechanicy w końcu dotarli na miejsce, które nie różniło się za bardzo od innych modułów. Jedyną zmianą i jednocześnie poszlaką, były wygięcię płyty na lewej ścianie. Po krótkiej analizie planów z cyfronotesu, doszli do wniosku, że ta część była połączona z jedną windą na pokładzie siódmym. Było to według nich dziwne, aby konstrukcja była w ten sposób połączona. Założyli, że istnieje powód dlaczego tak jest, ale nie mieli czasu żeby go szukać. Milo podszedł do terminalu przy generatorze i zaczął sprawdzać uszkodzenia oraz ich opcje.
- Tak, wybuch uszkodził kable, które znajdują się za ścianą – powiedział i wskazał palcem wybrzuszenie
- Nie mamy części, więc jak to naprawimy? - zapytał Duros
- Hhhhmm… - posiwiały inżynier wymruczał zastanawiając się nad problemem
- No, użyj tej swojej mózgownicy. Nie mamy zbyt wiele czasu – skomentował pospieszając kompana
Ten zaś spojrzał na generator i przytaknął.
- Powinniśmy być w stanie wyłączyć ten model przez przełącznik, ale znajduje się on z tyłu – wyjaśnił
Savonir również spojrzał na dużą machinę. Mierzyła może z pięć metrów wysokości i można było wyczuć od niej ciepło, prawdopodobnie kolejna usterka wywołana wybuchem. Problemem było dostanie się do przełącznika, gdyż generator w połowie był ‘w ścianie.’ O ile nie była ona przesłonięta, to znajdowało się tam wiele kabli i innych urządzeń wymaganych do okiełznania tej bestii. Cała konstrukcja sprawiła, że wąskim przejściem mógł przedostać się tylko młodszy inżynier. Ten nawet nie czekał na pozwolenie i zaczął ściągać z siebie kombinezon.
- Jaki idiota zaprojektował ten generator? Przełącznik z tyłu? - zapytał retorycznie
- Nie pamiętam imienia, ale cieszmy się, że w ogóle istnieje. Na niektórych niszczycielach używają modeli bez nich. Kompletnie polegają na terminalach – wyjaśnił z lekkim uśmiechem
- Kolejni idioci… Gdyby Durosi tworzyli te krążowniki, byłyby znacznie lepsze i bezpieczniejsze – kontynuował narzekanie
Gdy udało mu się zrzucić wszystkie warstwy, od razu zaczął przeciskać się ostrożnie na drugą stronę. Nie było to łatwe, ponieważ im dalej zaszedł tym było cieplej. Oparzył się również kilka razy po drodze, przylegając do układów tranzystorowych. Ich założenia były właściwe i nie mieli wiele czasu, aż wszystko się przegrzeje. O ile nie wydarzyłoby się nic szczególnego, ponieważ każdy z generatorów miał zabezpieczenie odnośnie takiej sytuacji. Gdy generator przekroczy dany próg temperatury, sam powinien się wyłączyć. Pozostaje tylko kwestia reszty podzespołów i czasu, który jest potrzebny do ponownego uruchomienia urządzenia – szacuje się go wtedy na około trzydzieści sześć godzin. Oczywiście istniało również niebezpieczeństwo, że zabezpieczenie nie zadziała lub zostało uszkodzone. Dlatego właśnie dwójka została tutaj przysłana, żeby nie dopuścić do czegoś takiego. Savonir w końcu dostał się za generator i gdy tylko znalazł przełącznik, wcisnął go i na ich szczęście wszystkie wskaźniki zaczęły potwierdzać sukces przedsięwzięcia. Obaj odetchnęli z ulgą, lecz to nie był koniec kłopotów – walka trwała.

Rozdział 6: „Chce pomóc!”
Data: 28 ABY

Savonir oraz Milo w końcu dotarli do hangaru na pokładzie siódmym, gdzie mieli rozpoczynać naprawy. Ciała Yuuzhan Vongów jeszcze tam leżały i dopiero teraz żołnierze zaczęli się nimi zajmować. Pobojowisko było szokujące dla obu mechaników. Setki śladów broni, wgięć w poszyciu, skrzynie i inne urządzenia były porozrzucane wszędzie wokół. Na młodszym inżynierze najbardziej wywarł wrażenie fakt, że tylu najeźdźców zostało pokonanych tylko przez garstkę Jedi. Naprawdę nie przeceniano ich umiejętności. Choć nie widział nagrań z tego co się tam działo, to mógł sobie wyobrazić niesamowitą batalię, która miała miejsce.
Człowiek poklepał go po ramieniu i wskazał pole siłowe. Ich zadaniem miało być upewnienie się, że wszystko z nim w porządku. Nie zarejestrowali żadnych niedogodności, jednak nic nie zaszkodzi w dokładnym sprawdzeniu. Nikt nie chciał narażać części załogi, która przeżyła. Duża jej część miała priorytetowo zająć się naprawami w zniszczonych modułach niszczyciela. Dwójka położyła swoje narzędzia i zaczęła pracować, najpierw przy terminalu. Gdy Milo przeprowadzał diagnostykę systemów, Duros odkręcał już poszycia, od czasu do czasu wpatrując się w bezkresne, martwe tereny AX-12. Pusta skała, bez szczególnej historii, a przynajmniej on nic o niej nie wiedział. Krajobraz jednak skutecznie przeraził niebieskoskórego. Nawet skłonił do przemyśleń, co by było gdyby Yuuzhan Vongowie wygrali? Ten statek byłby tak samo martwy jak ta planeta. Savonir przełknął ślinę i wziął się do pracy.
- Jak tam, Milo? - zapytał, bardziej aby odrzucić swoje emocje
Posiwiały mechanik wpatrywał się silnie w każdy zakamarek ekranu, aby potwierdzić wszystkie informacje.
- Wygląda na to, że nic nie zostało uszkodzone. Dla pewności zajrzymy do środka, bo czujniki mogły się przepalić od samej walki lub pożaru – wyjaśnił spokojnym głosem
Uczeń przytaknął i przesuwał kolejne, odkręcone pokrywy.
- Kto by pomyślał, że Ci Jedi poradzą sobie z takim zagrożeniem, co? Są całkiem nieźli – powiedział z lekką zadyszką
- Wiesz, że zostali stąd transportowani ledwo żywi, prawda? - zapytał człowiek
- Jeżeli dali radę Yuuzhan Vongom, to pewnie i wyjdą z tego cali – rzucił wręcz ignorując sam fakt
Milo popatrzył na niego ze skwaszoną miną, można by wręcz powiedzieć, że był na niego zły.
- Ty zdajesz sobie sprawę, jak dużo szczęścia mieliśmy? Zarówno my, jak i oni? To jest wojna, mały – rzekł z wywodem
- Jasne, ale wszystko dobrze się skończyło…- odpowiedział
- Wszystko dobrze się skończyło? - powtórzył
Człowiek chwycił kompana za kombinezon i zatargał do niewielkiego korytarza nieopodal. Nikogo tam nie było, więc mogli swobodniej rozmawiać. Lekko rzucił Durosem o ścianę, najwidoczniej ledwo się kontrolując.
- Wiesz ilu naszych zostało zabitych? Ilu jest rannych? Jedi wcale nie muszą wyjść z tego cali, mogę umrzeć na stołach operacyjnych. Wojna jest okrutna, a to co robimy tutaj codziennie miało Cię do niej przygotować. Ale widzę, że nic do Ciebie nie dotarło. Miałem nadzieję, że po tym ataku zmądrzejesz, ale najwyraźniej łudziłem się – powiedział ściszonym głosem, jednak pełnym emocji
- Ja… Przepraszam, Milo. Ale udało się! Przecież wygraliśmy – odpowiedział z wyrzutem
Posiwiały mechanik znowu chwycił Savonira, ale tym razem ustawił go tak, żeby widział cały hangar.
- Czy tak wygląda dla Ciebie wygrana, chłopcze? - zapytał i wskazał palcem pobojowisko
Ten zaś nie wiedział co powiedzieć. Nie sądził, że cokolwiek co powie poprawi jego sytuacje.
- Przepraszam. To nie tak… - brakowało mu słów, ponieważ pierwszy raz został pouczany w ten sposób
- Twoje przeprosiny nie zdadzą się na nic. Przy następnej turze, zostajesz na planecie na której wylądujemy – powiedział twardo
Duros otrząsnął się z szoku i spojrzał na Milo.
- Ale jak to? Chce pomóc! Republice! W tej wojnie i w następnych jeżeli zajdzie taka potrzeba – rzucił z wywodem
- Nie jesteś gotowy, a nie ma czasu. Jak tak dalej pójdzie, to nie będę w stanie dotrzymać obietnicy Twojemu ojcu. Gdyby to ode mnie zależało, to dałbym Ci jeden z myśliwców i kazał wracać… Ale nadal nie potrafisz nimi latać – wyjaśnił, ponownie surowym tonem, ukrywając swój strach
Savonir chciał coś powiedzieć, naprawdę. Gdy człowiek przypomniał mu o jego problemach z lataniem, widocznie posmutniał. Wiedział, że musi nauczyć się naprawdę wiele. Zarówno w kwestiach mechanicznych, wojskowych, jak i samego życia. To nie tak, że był kompletnie lekkomyślny i nie myślał o trudach związanych z tym co się dzieje w Galaktyce. Tym razem po prostu przegiął, nie pomyślał o tym o czym mówi. Nie ugryzł się w język, kiedy trzeba było to zrobić. Brak mu było rozwagi i doświadczenia. Miał swoje problemy z przeszłości, z którymi musi się jeszcze uporać. W skrócie, jego mentor miał po prostu rację.
- Zrobię tak jak mówisz… - powiedział cicho, akceptując swoją porażkę
- To dobrze, chociaż raz mnie posłuchałeś – odpowiedział Milo
- Ale ja naprawdę chcę nadal pomagać. Jeżeli nie tu, to gdzie indziej – powiedział z determinacją
Posiwiały mężczyzna ucieszył się, że jego uczeń nie stracił zapału i zawziętości. Wiedział jednak, że kolejne bitwy mogą mieć konsekwencje, których nie mogą przewidzieć. Dlatego też, najbezpieczniejszym dla niego, będzie szkolenie się nadal w dokach lub nawet w jakiejś korporacji. Najważniejszym było to, aby przeżył. Przywiązał się do swojego łysego ucznia i bał się, że kolejna walka z Yuuzhan Vongami może skończyć się naprawdę źle. Złożył obietnicę, której za wszelką cenę chciał dotrzymać.

Rozdział 7: Gdzie jest ten identyfikator? Spóźnię się...
Data: 31 ABY

Gdy Duros przeszukiwał całe swoje mieszkanie, pod jego kurtką leżał lekko święcący się przedmiot.

Ukryte:


4. Informacje dodatkowe
a. Czego szukasz w RP w organizacji i co jest dla Ciebie w grze najważniejsze? Zdecydowanie szukam dobrej zabawy i atmosfery, która sprawi że będę z oczekiwaniem wypatrywać kolejnych sesji. One zaś dla mnie mogą być zwykłymi, codziennymi interakcjami pomiędzy zainteresowanymi. Tworzenie relacji i dynamika pomiędzy postaciami to dla mnie kwintesencja RP. Nie są mi potrzebne technicznie dopracowane misje z efektami na każdym kroku.
b. Skąd dowiedziałeś się o organizacji? Z Akademii Jedi na Yavin IV.

Awatar użytkownika
Savonir
 
Posty: 12
Rejestracja: 06 kwie 2020, 14:34

Re: Savonir Zhorrus [Podanie]

Postautor: Edgar Alexander dodano: 04 maja 2020, 9:17

Historia mi się ogółem podobała. Jest dość obszerna i pokazałeś w niej naprawdę dużo z osobowości Savonira. Wydarzenia jakie wpłynęły na niego są przedstawione wiarygodnie. Mamy dwie traumy, jakie w dużym stopniu na niego wpłynęły, kierujące nim ambicje i sentymenty, marzenia jakie ma oraz jego elementy osobowości. Najbardziej podobały mi się drobne wstawki gust i marzeń Savonira - wspomnienie, że "Durosi zrobiliby coś lepiej", albo marzenie o naturalnym, żywym i nieskażonym Duro. To takie drobne elementy nie mające bezpośredniego wpływu na fabułę, ani na poczynania postaci, ale niewielkie smaczki, które czynią go bardziej charakterystycznym. Można zrobić z takimi elementami co się chcę, mogą stanowić tło postaci, mogą pojawiać się bardzo okazjonalnie i sporadycznie, a mogą ewoluować w coś większego.

Było kilka momentów, które wydały mi się nieco wymuszone. Przede wszystkim końcowa scena w której Milo beszta Savonira za mówienie, że "wszystko dobrze się skończyło".... wydaje mi się mało wiarygodne. Nie wydaje mi się, by czerpanie satysfakcji choćby z marginalnego zwycięstwa było w takim wojsku krytykowane, to coś co ułatwiłoby utrzymanie morale wojska na jakimś pozytywnym poziomie. Wydało mi się to dość niewiarygodne, szczególnie pochodząc od kogoś służącego na wojnie.

Definitywnie podobają mi się wstawki z kanonu, tak szlakowego jak i ogólnego. Z ciekawości sprawdzałem niektóre nazwy, których nie zawsze kojarzyłem, jak na przykład CorDuro. Wstawka z Eksploratora i nawiązanie do bitwy przeciw Yuuzhan Vongom na jego pokładzie była bardzo dobrze zrobiona. Nieintruzyjna, mająca wpływ na losy Savonira, dobrze korzystająca z fabuły szlaków, ukazując całą bitwę z normickiej perspektywy.

Mój główny problem jeżeli chodzi o fabułę to samo zakończenie. Skaczemy Savonirem od połowy wojny do dwóch lat po jej zakończeniu. To długi okres, podczas którego wiele w życiu młodej osoby może się zmienić, szczególnie pod tym względem, że Yuuzhan Vongowie mieli na jego życie i na całą galaktykę tak ogromny wpływ. Chciałbym zobaczyć jak Savonir reaguje na wieści o zakończeniu wojny, być może z nadzieją na odbudowanie świata. Co sprawiło, że trafił na Korelię, jak się czuję z pozycją w jakiej się znalazł. Jest tutaj nadal ogromne pole do pisania, mam wrażenie wręcz, że przeszliśmy przez dwa pierwsze akty historii, a brakuje tutaj jej zwieńczenia, pokazanie Savornia przed momentem, kiedy na skutek jakichś okoliczności mógłby trafić do Jedi. Nie rujnuje to całości podania, naturalnie, w którym i tak pokazujesz zarówno zdolności pisania jak i kreowania postaci, ale na pewno szkodzi historii jako literackiemu tekstowi.

Obszerne i dokładne odpowiedzi na pozostałe części podania pokazują zdolność wkładania wysiłku w to, co się robi, szczególnie w kontekście obszernego i w dużej mierze dobrze napisanego opowiadania. Wszystko jest napisane prosto, szczerze i wysuwa się na dodatkowy plus twojej osoby i kolejny powód, by twoje podanie zaakceptować.

Zdecydowanie szukam dobrej zabawy i atmosfery, która sprawi że będę z oczekiwaniem wypatrywać kolejnych sesji. One zaś dla mnie mogą być zwykłymi, codziennymi interakcjami pomiędzy zainteresowanymi. Tworzenie relacji i dynamika pomiędzy postaciami to dla mnie kwintesencja RP. Nie są mi potrzebne technicznie dopracowane misje z efektami na każdym kroku.


Po tym sądzę, że odnajdziesz się u nas znakomicie. Misje stanowią duży element rozgrywki, ale jej rdzeń to tak naprawdę właśnie proste interakcje i budowanie relacji między postaciami w bazie, w której spędzamy najwięcej czasu. Liczę, że rozgrywka tego typu wpadnie w twoje gusta i się w niej odnajdziesz.

ZA
Obrazek
Awatar użytkownika
Edgar Alexander
Uczeń Jedi
 
Posty: 597
Rejestracja: 18 wrz 2015, 12:09

Re: Savonir Zhorrus [Podanie]

Postautor: Savonir dodano: 04 maja 2020, 10:48

Dziękuje bardzo za pozytywny głos.

Chciałbym odnieść się do dwóch krytycznych rzeczy, o których wspomniałeś. Jak najbardziej zgadzam się z zarzutami odnośnie reakcji Milo oraz zakończeniem historii. Odnośnie tego pierwszego, myślałem akurat, że to naprawiłem dodając strach o losy Durosa, jako osoby do której inżynier się przywiązał. Niestety najwidoczniej zarysowałem to zbyt słabo, w dodatku nie dając kontekstu dla samej historii człowieka. W moim zamyśle, miała to być osoba, która bardzo ceni sobie życie kompanów i, że uczestniczył też w wielu innych potyczkach. Stąd lekkie podejście do wygranej przez Savonira, miało go zdenerwować. Faktycznie ten wątek mogłem rozpisać lepiej.

Końcówka dla mnie, jako autora, jest chyba największą bolączką. Od długiego czasu mam problemy z zakończeniami, nieważne do czego podchodziłem literacko. Chciałem sobie tym wszystkim zostawić tematy i furtkę dla RP, jako że pokazywałbym coś kompletnie nowego. Coś, czego gracz po drugiej stronie nie wie. Wyszło jak wyszło. Bałem się również, że gdybym opisywał wszystko w ten sam sposób to miałbym jakieś cztery kolejne rozdziały. Nie chciałem przytłoczyć ilością tekstu, tym bardziej, że nie wiem jaki tutaj jest do tego stosunek. W innych organizacjach, w których uczestniczyłem, introdukcje na ponad trzy tysiące słów już bardziej męczyły, niż fascynowały.

Obie kwestie wezmę sobie na pewno do serca, ponieważ chciałem żeby Savonir był jak najbardziej kompletną postacią - właściwie najlepszą jaką dotąd stworzyłem.
Awatar użytkownika
Savonir
 
Posty: 12
Rejestracja: 06 kwie 2020, 14:34

Re: Savonir Zhorrus [Podanie]

Postautor: Tanna Saarai dodano: 04 maja 2020, 11:46

Historia mi się podoba, mógłbym tu przytoczyć pierwszy akapit wypowiedzi Edgara bo w pełni się z nim zgadzam.

Ta scena po bitwie to faktycznie wydaje się nieco wymuszona. Musiałem przeczytać ją dwa razy, by zrozumieć o co Milo się tak właściwie wściekł, bo jego reakcja wydawała mi się przesadzona. Ale by nie psuć sobie odbioru całości dopowiedziałem sobie w głowie, że on właśnie przeżył dość spore zagrożenie i zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie zapewnić 100% bezpieczeństwa Savonirowi i dotrzymać obietnicy. Uświadomiła mu to skala zniszczeń, ilość poległych i krytyczny stan Jedi. I jasne jest żołnierzem i pewnie nie raz był w podobnej sytuacji, ale Bitwa o Exploratora była dość sporym wydarzeniem, dość zaskakującym. Wiele rzeczy mogło potoczyć się inaczej i wtedy Savonir mógł zginąć w tej bitwie, czego Milo nie wybaczyłby sobie do końca życia. Więc postanowił odesłać go w bezpieczne miejsce, a przesadzona reakcja była wynikiem wściekłości bardziej na siebie niż samego Durosa.
Choć trochę słabo, że sam musiałem to sobię dopowiadać i że to tylko moja interpretacja zdarzeń.
Mimo wszystko to tylko taki mały mankament.

Wstawki z naszego kanonu są bardzo na plus. Bitwę o Exploratora wspominam do dziś jako jedno z lepszych RP, w którym brałem udział i mam do niej wielki sentyment. Tym milej było zobaczyć co działo się w jej trakcie na reszcie Exploratora. Czasami w trakcie RP łatwo zapomnieć, że jest się częścią większego świata, gdy skupia się na miejscu, w którym się jest. Ty bardzo ładnie pokazujesz, że walka nie toczyła się tylko tam gdzie byli nasi Jedi, ale objęła sporą część niszczyciela. I może nie była tak epicka jak starcie z chordą Yuuzhan Vongów i Uśmiercicielami, ale nie mniej ważna. To ciekawe spojrzenie na cichych bohaterów tej bitwy. I świetne uzupełnienie samego wydarzenia.
Bardzo, bardzo na plus.

Przeskok czasowy kompletnie mi nie przeszkadza. Sam zastosowałem u siebie taki zabieg. Ba... skoczyłem o jeszcze więcej i właściwie kompletnie nie pokazałem swojej Tanny. Więc nie mam z tym zupełnie problemu. Wierzę, że masz na to jakiś pomysł, byłoby dziwnym, gdybyś po tym co zaprezentowałeś przez cały tekst po prostu miał dziurę w historii takich rozmiarów.

Jestem jak najbardziej za.

Savonir pisze:Nie chciałem przytłoczyć ilością tekstu, tym bardziej, że nie wiem jaki tutaj jest do tego stosunek. W innych organizacjach, w których uczestniczyłem, introdukcje na ponad trzy tysiące słów już bardziej męczyły, niż fascynowały.

Powiem tak...
Ewidentnie zapoznałeś się z naszymi historiami, raportami... Na prawdę więc sądzisz, że przy takiej ilości tekstu jaka tam jest, przy ilości godzin spędzonych na RP każdego miesiąca, liczonej łącznie w dziesiątkach tysięcy już, gdy cała rozgrywka opiera się w 95% na pisaniu i czytaniu... Sądzisz, że wrażenie zrobi na nas coś co ma kilkadziesiąt stron A4? xP
Oczywiście mówię pół żartem, pół serio.

Moja historia miała około 30 stron A4 i parę osób ją przeczytało nawet ;') A wiem, że niektórzy więcej niż raz ;') Nie mamy problemu z czytaniem, wręcz przeciwnie. Jeśli coś jest dobre i potrafi wciągnąć to, jak widzisz na przykładzie Edgara chcemy więcej ;')
Obrazek
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 905
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Nick gracza: Binol

Re: Savonir Zhorrus [Podanie]

Postautor: Khad Llyn'han dodano: 04 maja 2020, 13:14

Podanie czytało mi się bardzo dobrze. Nie musiałem niczego właściwie doczytywać, nie brałem też większych przerw na "odpoczęcie", bo najzwyczajniej historia mnie zainteresowała i ciekawie się ją czytało. Jest obszerna, to fakt, ale czy to minus? Im więcej tekstu, tym większe pole do popisu i szczegółowego opisania samej postaci, jak i otoczenia. Oczywiście nie mówię tu o rozmiar = dokładność, bo to nie jest zależność, która występuje zawsze, ba, niekiedy opisy na dwa zdania potrafią być bardziej szczegółowe od tych na dziesięć zdań :D.

Opisujesz najważniejsze wydarzenia w życiu Savonira, który poza marzeniami durosów, miał swoje własne, jak każdy zresztą. Podobał mi się wątek chęci zostania świetnym pilotem, jakim była Jini. Niespełnione marzenie, które zabolało Savo, gdy wspomniał o nim Milo. To, jak odbijają się na nim wydarzenia z Duro to również ciekawy wątek. Śnią mu się niestworzone rzeczy, ciągle dręczą go koszmary z podbicia planety, inwazji Yuuzhan Vongów.

Zawsze lubię smaczki w podaniach, takie jak wplatanie postaci w sytuacje ze szlakowego kanonu. Fajnie pokazuje to wydarzenia z innej perspektywy, za to ogromny szacun :)

Nie chcę się powtarzać z tym zakończeniem ani z sytuacją na eksploratorze, po prostu wiemy, jak jest, ale nie przeszkadza mi to jakoś bardzo. Podobnie jak napisał Edgar, myślę, że po tej wstawce spokojnie się u nas odnajdziesz.

Jestem za.
Awatar użytkownika
Khad Llyn'han
Padawan
 
Posty: 267
Rejestracja: 11 cze 2019, 15:39
Nick gracza: Violet

Re: Savonir Zhorrus [Podanie]

Postautor: Arelle Deron dodano: 04 maja 2020, 15:04

Bardzo podobało mi się Twoje podanie. Lubię historie, w których postać jest wyraźnie zarysowana poprzez zachowania, a nie podane przez narratora przymiotniki, w które mamy uwierzyć. Wyrywki z życia Savonira sprawdziły się tu doskonale, ponieważ dobrze opisałeś zarówno świat, w którym żył na przestrzeni lat, jak i wydarzenia oraz ludzi, którzy pozwolili mu finalnie się stać tym kim jest obecnie.

Tak jak wspominali poprzednicy, odwołania do szlaczkowego lore jest mocnym punktem podania. Nie będę się tu rozpisywać, ale to zdecydowanie coś, co nie tylko osadza go w naszym świecie, ale też może wpłynąć na stosunek wobec Jedi i dalsze losy.

Co do wybuchu Milo po walce, większość osób na jego miejscu pewnie czułaby ulgę, ale widok zniszczeń w połączeniu z długotrwałym stresem może oprowadzić do różnych reakcji. Zdziwiło mnie raczej, że po czymś takim cieszył się z ciągłego zapału Savonira – ale znowu, kiedy nerwy puszczają można przejść przez spektrum emocji.

Zakończenie pozostawiło jednak pewien niedosyt. W pełni rozumiem, że chciałeś zostawić sobie kilka niedopowiedzeń na samo RP, jednak nawet napomknięcie o tym jak Savonir obecnie wygląda, w jakim standardzie mieszka i czy zapodział komunikator przez ogólne roztargnienie któryś raz w tym samym miesiącu, czy może z powodu porannego chaosu po nocce zarwanej na grach, byłoby miłym końcowym akcentem.

W każdym razie, Savonir jest realistyczną postacią i da się lubić w każdym okresie życia. Ma swoje cele i swoje problemy, a jednocześnie pozostaje sympatycznym Durosem z sąsiedztwa.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, przy korekcie zawieruszyło Ci się wprawdzie kilka literówek ogólnie i mnóstwo kropek w dialogach, ale nie wpłynęło to znacznie na odbiór tekstu. Ogólnie podoba mi się Twój styl pisania. Jest przejrzysty, dynamiczny, obrazowy i bez zbędnych udziwnień czy ozdobników. Sprawdził się w podaniu i powinien w naszym RP.

ZA i powodzenia na dalszej drodze rekrutacji ^^
Awatar użytkownika
Arelle Deron
Padawan
 
Posty: 295
Rejestracja: 08 cze 2019, 11:25

Re: Savonir Zhorrus [Podanie]

Postautor: Savonir dodano: 06 maja 2020, 6:35

Dziękuje za pozytywne głosy i słowa o postaci oraz historii.

Tanna Saarai pisze:Ewidentnie zapoznałeś się z naszymi historiami, raportami... Na prawdę więc sądzisz, że przy takiej ilości tekstu jaka tam jest, przy ilości godzin spędzonych na RP każdego miesiąca, liczonej łącznie w dziesiątkach tysięcy już, gdy cała rozgrywka opiera się w 95% na pisaniu i czytaniu... Sądzisz, że wrażenie zrobi na nas coś co ma kilkadziesiąt stron A4? xP
Oczywiście mówię pół żartem, pół serio.


Mówiąc szczerze mając ograniczony dostęp skupiłem się na sprawozdaniach, które z mojego doświadczenia są takie długie jak sesja. Także trudno było to określić. Zresztą byłem trochę też niecierpliwy :P

Tanna Saarai pisze:Moja historia miała około 30 stron A4


Good job :> Może kiedyś poczytam do snu^^"
Awatar użytkownika
Savonir
 
Posty: 12
Rejestracja: 06 kwie 2020, 14:34

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Ashtar Tey dodano: 07 maja 2020, 11:31

Co tu dużo mówić, zarówno sama historia, jak i pozostała część podania bardzo mi się podobały. Widać z Twojej strony zaangażowanie, włożoną pracę, odpowiednie przygotowanie od strony naszej fabuły, a jednocześnie wykonanie jest na wysokim poziomie. Bardzo fajnie udało Ci się przedstawić swoją postać w naturalny, niewymuszony sposób, po prostu prowadząc narrację i fabułę, a reszta wyszła tak naprawdę przy okazji. Savonir zdaje się być sumą swoich rodziców, otoczenia, niezależnych wydarzeń, nadal zachowując jednak pełną indywidualność i będąc odrębną, wiarygodną jednostką. Na plus wychodzi również wiedza z kanonu w postaci niewielkich wstawek czy opisów technologii.

Mam podobne odczucia co do ostatniego rozdziału i zakończenia. Reakcja Milo mimo, że być może sensowna, wybiła mnie nieco z Twojej opowieści, bo zwyczajnie zacząłem się zastanawiać o co mu tak naprawdę chodzi. Jednocześnie scena nie wydaje mi się w pełni wiarygodna - Savonir w końcu służył na wojskowym statku, w środku wojny, w stanie stałego niedoboru personelu. Wątpię, by zwykły mechanik miał możliwość podejmowania tu jakichkolwiek decyzji co do dysponowania swoimi podwładnymi, a na pewno nie na tyle, by móc kogoś zostawić na losowej planecie. Samo zakończenie i przeskok w czasie nie jest aż tak problematyczne i nie liczę tego na minus - ot, fajnie byłoby dostać tu choć krótki akapit, który pozwoliłby choć w minimalnym stopniu zorientować się w obecnej sytuacji Durosa.

Ostatni, najmniejszy minus to w moim odczuciu momentami kulejąca stylistyka i spadki jakości od strony literackiej. W pewnych momentach opowieści zdarzały się po prostu takie miejsca, jakby były napisane na szybko i trochę odstawały od reszty tekstu (choćby ostatni dialog, który trącił nieco sztucznością). To nie jest żaden wielki błąd, póki nie utrudnia zrozumienia tego, co chciałeś przekazać, jak w przypadku powtarzającego się zwrotu

rzekł z wywodem


Za każdym razem zakładałem, że miało być "z wyrzutem", ale pojawiło się to parę razy i pod koniec już sam do końca nie wiedziałem, co to ma znaczyć.

Wszystkie te narzekania mają jednak niewielki wpływ na końcową ocenę całego podania, bo wrażenia po lekturze mam jak najbardziej pozytywne. Dobra robota, jestem bardzo ciekawy Twojej gry na żywo. Jestem za.
Awatar użytkownika
Ashtar Tey
Rycerz Jedi
 
Posty: 1686
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Nick gracza: Gluppor

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Zosh Slorkan dodano: 07 maja 2020, 15:38

Co do tego wykorzystania Exploratora, to ja tu uczciwie powiem, że nie widzę tu szczególnie niczego do pochwały pod kątem zapoznania z historią naszą czy wczytania w cokolwiek, bo tu wyjaśnię reszcie co już komentowali, że Savonir mnie tu prosił o podsunięcie jakiegoś miejsca konkretnego z tego typu bitwą i jej rezultatami w konkretnym roku ABY z udziałem naszych Jedajów, więc Exploratora i tą bitwę to podsunąłem sam i totalnie na tacy wyłożyłem od A do Z odpowiednie sprawka i kupę własnych objaśnień i opisów. Wszystko było właściwie wejściem po gotowe, tylko przeczytać co ja wyszukałem i dałem i to dobrze wykonać. A wykonane akurat jest swoją drogą super i do ogromnej pochwały.

Ogólnie podanie naprawdę mi się podoba. Postać jest fajnie, realistycznie wykonana, podoba mi się pokazanie jej życia przez czasy wojny, jest świetnie pokazana jako jeden z miliardów malutkich trybików w czasach wojny, ale unikalny, niepowtarzalny trybik z osobistą historią, tak jak każdy z tych niedostrzegalnych miliardów rozmieszczonych po tysiącach miejsc był kimś niepowtarzalnym. Postać jest charakterystyczna i czytelna, bardzo mocno widać konkretne pomysły na nią, jej tok myślenia, styl bycia, a to wszystko bez jakichś skrajności i przerysowań też. Pod tym kątem jest rewelacja.

Bardzo podoba mi się osadzenie w kanonie, super wykorzystanie Duro, natury rasy Durosów. Wszystko tutaj jest naprawdę świetnie zrobione i Twoja postać jest Durosem z krwi i kości, świetnie zdziałałeś to co najtrudniejsze, wpisać się maksymalnie w kulturę rasy, a zrobić dalej postać niepowtarzalną i świeżą.

Końcówka faktycznie do rozbudowy. Wiadomo, nie trzeba opisywać jak dokładnie postać znalazła się w swoim określonym żywocie w 31 ABY, ale jej położenie życiowe na czas teraźniejszy koniecznie trzeba dopisać. Po prostu ciężko żeby ktoś ułożył wprowadzenie dla postaci, o której na obecne czasy wiemy wyłącznie gdzie pracuje i nic więcej x)

Są różne inne rzeczy, mi tam np. reakcja Milo zupełnie pasowała, w rozpieprzu emocjonalnym w środku wojny właściwie każde reakcje są zrozumiałe, co najwyżej mogą nie być zrozumiałe w taki sposób, jaki autor sobie założył. Tu i tam są jakieś lekkie babole językowe, ale ja na pewno nie jestem osobą co powinna takie kwestie komentować XD

Całe podanie jest naprawdę super i bardzo mi się podoba, oczywiście POZYTYW.
Obrazek
Awatar użytkownika
Zosh Slorkan
Rycerz Jedi
 
Posty: 496
Rejestracja: 16 wrz 2013, 20:33

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Fell Mohrgan dodano: 08 maja 2020, 22:48

Po tylu treściwych komentarzach nie mam już w zasadzie czego powiedzieć. Fajna postać, taka jak to ujęto przede mną z krwi i kości, ze swoimi kumplami, ze swoimi relacjami, jest potwornie ludzka (durosowa xD) i bardzo łatwo poczuć w niej klimat. Zgadzam się z Ashtarem co do tego co mu nie stykało, ale poza tym, to naprawdę super historia. Czemu super, to każdy napisał i podpisuję się po trochu pod każdym przedmówcą, przede wszystkim Zoshem. Za.
Awatar użytkownika
Fell Mohrgan
Padawan
 
Posty: 118
Rejestracja: 24 kwie 2018, 20:33

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Savonir dodano: 09 maja 2020, 7:38

Dziękuje za kolejne, pozytywne głosy :)

Zosh Slorkan pisze:Co do tego wykorzystania Exploratora, to ja tu uczciwie powiem, że nie widzę tu szczególnie niczego do pochwały pod kątem zapoznania z historią naszą czy wczytania w cokolwiek, bo tu wyjaśnię reszcie co już komentowali, że Savonir mnie tu prosił o podsunięcie jakiegoś miejsca konkretnego z tego typu bitwą i jej rezultatami w konkretnym roku ABY z udziałem naszych Jedajów, więc Exploratora i tą bitwę to podsunąłem sam i totalnie na tacy wyłożyłem od A do Z odpowiednie sprawka i kupę własnych objaśnień i opisów. Wszystko było właściwie wejściem po gotowe, tylko przeczytać co ja wyszukałem i dałem i to dobrze wykonać. A wykonane akurat jest swoją drogą super i do ogromnej pochwały.


Tak, pomoc Zosha była nieoceniona. W sensie, gdybym nie dostał od niego potrzebnych informacji to wnioskując z samego sprawozdania, wątek wyglądałby kompletnie inaczej i byłby po prostu błędny. Także... Dajcie mu podwyżkę, czy coś :P

Zosh Slorkan pisze:Końcówka faktycznie do rozbudowy. Wiadomo, nie trzeba opisywać jak dokładnie postać znalazła się w swoim określonym żywocie w 31 ABY, ale jej położenie życiowe na czas teraźniejszy koniecznie trzeba dopisać. Po prostu ciężko żeby ktoś ułożył wprowadzenie dla postaci, o której na obecne czasy wiemy wyłącznie gdzie pracuje i nic więcej x)


Między innymi dla wprowadzenia stworzyłem otwarte zakończenie, żebyście nie mieli ograniczeń. Jeżeli będzie przy tym problem to zdecydowanie mogę przy tym asystować, czy właśnie rozpisać teraźniejszą sytuację. Sądziłem, że miejsce, zawód i staż wystarczą. Najwyraźniej się myliłem^^" Chciałem zostawić jak największe pole, ponieważ Corellia jest trochę oddalona od Was.
Awatar użytkownika
Savonir
 
Posty: 12
Rejestracja: 06 kwie 2020, 14:34

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Elia dodano: 09 maja 2020, 14:46

Bardzo dobre podanie. Twój bohater jest wielowymiarowy i wiarygodny - widać, że to przemyślana kreacja w wykonaniu kogoś, kto rozumie, że prawdziwa osoba to wynik doświadczeń i przeżyć, nie tylko zestaw cech. Mam nadzieję, że przeniesiesz charakter Savonira do RP, łącznie z jego traumami i problemami, że ta cześć jego osoby nie zaniknie.

Scena z końca również mi zgrzytnęła, ale wszystko zostało już o niej powiedziane przez moich poprzedników.

Co do otwartego zakończenia takiego, jakie tu zaserwowałeś, to potrafi być problematyczne. Masz rację, że do nas z Korelii jest bardzo daleko i raczej ciężko o jakikolwiek punkt zaczepienia między Twoja postacią a nami. Twoja postać nie wie, czy jest wrażliwa na Moc. Nie ma pojęcia o Jedi, Jedi jej nawet nie interesują za mocno. My nie mamy żadnych interesów na Korelii, a Twoja postać - na Hakassi, gdzie teraz jesteśmy. Podejrzewam, że sam nie masz pojęcia jak Twoja postać miałaby do nas trafić. Szkoda. Organizatorzy wprowadzeń często wychodzą z siebie, by dać kolejny motyw, którego jeszcze nie było, by ktoś kompletnie nami niezainteresowany na nas trafił. A wystarczyłby bardzo prosty zabieg - na przykład dorzucenie postaci, która podpowie Savonirowi, że może Jedi pomogą mu z traumami, bo znają się na snach i magii. Coś, co pchnęłoby Twoją postać w dobrym kierunku, co sprawiłoby, że przypadkowe spotkanie z Jedi byłoby raczej konsekwencją działań, a nie kolejnym dziełem kompletnego przypadku.

Organizatorowi wprowadzenia łatwiej byłoby też bazować na czymś, co Tobie się podoba i w czym Ty widzisz swoją postać przy starcie wprowadzenia. Tak jest wygodniej i bezpieczniej dla obu stron. Dlatego brakuje opisania choćby pokrótce warunków, w jakich teraz przebywa Twój bohater - czy ma pieniądze, czy mieszka w rynsztoku? Czy to nowa praca, czy pracuje tam już długo? Czy jest kłębkiem nerwów, który nie może spać po nocach, czy raczej doszedł już do siebie? Być może jest Ci wszystko jedno czy wystartujemy z poziomu Savonira bez grosza przy duszy w łachmanach czy z Twi'lekkanką u boku w luksusowym apartamencie, ale z perspektywy GMa to są ryzykowne kwestie, łatwo tu nie wpasować się w Twoją wizję. Bo może Ty sobie wyobrażasz Savonira jako kompletnego normika.

Zosh ma tu rację - napisz nam coś więcej o tym, jak sytuacja Savonira wygląda teraz - jak się czuje, jak mu się powodzi? To zdecydowanie ułatwi.

Nie odbieraj tego jako nagany, co prawda Edgar pisał o tym w swoim poradniku, ale takie kwestie mogą uciekać. Ciężko bez doświadczenia zgadnąć jak działa układanie fabuły pod kogoś :)

Piszesz bardzo ładnie i jedyne, co mi utrudniało czytanie, to brak zaznaczenia kto co dokładnie mówi w niektórych momentach - są czasowniki typu "rzekł", ale nie ma napisane kto rzekł. To problem zwłaszcza gdy dialog jest długi i imiona nie pojawiają się przez wiele kwestii. Lub - kiedy zamiast imienia używasz "inżynier", a w rozmowie uczestniczy ich dwóch. To jednak detal, ogólnie tekst w odbiorze był łatwy i dobrze mi się czytało.

Jestem za.
Obrazek
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
 
Posty: 1957
Rejestracja: 03 lip 2011, 13:29

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Savonir dodano: 10 maja 2020, 8:02

Elia pisze:Co do otwartego zakończenia takiego, jakie tu zaserwowałeś, to potrafi być problematyczne. Masz rację, że do nas z Korelii jest bardzo daleko i raczej ciężko o jakikolwiek punkt zaczepienia między Twoja postacią a nami. Twoja postać nie wie, czy jest wrażliwa na Moc. Nie ma pojęcia o Jedi, Jedi jej nawet nie interesują za mocno. My nie mamy żadnych interesów na Korelii, a Twoja postać - na Hakassi, gdzie teraz jesteśmy. Podejrzewam, że sam nie masz pojęcia jak Twoja postać miałaby do nas trafić. Szkoda. Organizatorzy wprowadzeń często wychodzą z siebie, by dać kolejny motyw, którego jeszcze nie było, by ktoś kompletnie nami niezainteresowany na nas trafił. A wystarczyłby bardzo prosty zabieg - na przykład dorzucenie postaci, która podpowie Savonirowi, że może Jedi pomogą mu z traumami, bo znają się na snach i magii. Coś, co pchnęłoby Twoją postać w dobrym kierunku, co sprawiłoby, że przypadkowe spotkanie z Jedi byłoby raczej konsekwencją działań, a nie kolejnym dziełem kompletnego przypadku.

Organizatorowi wprowadzenia łatwiej byłoby też bazować na czymś, co Tobie się podoba i w czym Ty widzisz swoją postać przy starcie wprowadzenia. Tak jest wygodniej i bezpieczniej dla obu stron. Dlatego brakuje opisania choćby pokrótce warunków, w jakich teraz przebywa Twój bohater - czy ma pieniądze, czy mieszka w rynsztoku? Czy to nowa praca, czy pracuje tam już długo? Czy jest kłębkiem nerwów, który nie może spać po nocach, czy raczej doszedł już do siebie? Być może jest Ci wszystko jedno czy wystartujemy z poziomu Savonira bez grosza przy duszy w łachmanach czy z Twi'lekkanką u boku w luksusowym apartamencie, ale z perspektywy GMa to są ryzykowne kwestie, łatwo tu nie wpasować się w Twoją wizję. Bo może Ty sobie wyobrażasz Savonira jako kompletnego normika.

Zosh ma tu rację - napisz nam coś więcej o tym, jak sytuacja Savonira wygląda teraz - jak się czuje, jak mu się powodzi? To zdecydowanie ułatwi.


Według identyfikatora, Savonir pracuje w Corelliańskiej Korporacji już dwa lata, głównie jako inżynier myśliwców. Taka ot specjalizacja. Aktualnie pracuje nad prototypem myśliwca, który miałby konkurować z X-Wingami produkowanymi przez Incom Corp. Powodzi mu się dobrze, ma małe mieszkanie i więcej nie potrzebuje do życia(w końcu przez większość swojego życia mieszkał w pozornie przestronnym module na stacji orbitalnej). Jednak tak jak można wywnioskować, ambicje Durosa są większe i praca w korporacji nie jest dla niego idealna. Chce pomagać tam gdzie potrzeba jest największą, a wiadomo że w strukturze korporacyjnej poczucie wartości jest kompletnie inne. Dlatego CEC jest dla niego bardziej przystankiem, niż pracą na dłuższą metę.

Po walce na Exploratorze, Savonir ceni Jedi wielkim szacunkiem. Zresztą można założyć, że słyszał o nich wiele dobrego od reszty załogi. Zatem pomoc tej grupie byłaby dla niego spełnieniem, wcześniej wspomnianych ambicji. Oczywiście nie wie, czy jest czuły na Moc i sam koncept jest dla niego czymś dziwnym.
Awatar użytkownika
Savonir
 
Posty: 12
Rejestracja: 06 kwie 2020, 14:34

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Siad Avidhal dodano: 10 maja 2020, 12:02

Bez zbędnego gadania i formalnie za. Moi przedmówcy, myślę, doskonale wyczerpali temat.
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1617
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Savonir Zhorrus

Postautor: Alora Valo dodano: 10 maja 2020, 18:32

Wiele już i treściwie zostało powiedziane, wyjaśnione. Fajnie się to czytało, postać naturalna, wiarygodna. Powodzenia podczas wprowadzenia!

Formalne: Za.
Obrazek
Awatar użytkownika
Alora Valo
Uczeń Jedi
 
Posty: 546
Rejestracja: 23 gru 2016, 17:21
Nick gracza: Oem

Następna

Wróć do Podania

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości