Effie Eyan - Zatwierdzone

Punkt składania aplikacji - stale otwarty.
Regulamin forum
Przy składaniu podania należy wykorzystać wzór pojawiający się przy zakładaniu nowego tematu w tym dziale. Można go pobrać jednak także ręcznie, z tego tematu.

Bezwzględnie proponujemy także zapoznanie się z tym tematem z największą dokładnością, wliczając w to lekturę Regulaminu.

Effie Eyan - Zatwierdzone

Postautor: Effie Eyan dodano: 05 cze 2019, 1:48

1. Informacje bazowe
a. Imię: Bartosz
b. Wiek: 19
c. Zainteresowania/Hobby: Muzyka, sport, filmy i seriale, rekonstrukcja historyczna, gry komputerowe, technologia, informatyka.
d. Kilka zdań o sobie i swoim charakterze: Znam się na tyle dobrze, że bez problemu mogę stwierdzić o sobie parę faktów. Jestem pogodnym, uprzejmym i naprawdę bardzo cierpliwym człowiekiem. To, co może, aczkolwiek nie musi mnie wyróżniać na tle innych to moja niecodzienna bezkonfliktowość - po prostu nie trawię zbędnych kłótni i nieporozumień, więc na ogół staram się ich unikać jak ognia. Jeżeli pomiędzy mną, a jakąś inną osobą jest jakaś "zła krew" to ja zawsze staram się to w jakiś sposób naprawić. Poza tym wydaje mi się, że potrafię bardzo dobrze dogadywać się z innymi, dlatego też nawiązywanie nowych znajomości nie stanowi dla mnie większego problemu.
e. Kontakt:
- email: TheXanoxPL@gmail.com
- steam: https://steamcommunity.com/profiles/76561198171824942/

2. Scena RP/RP w JK3
a. Formy rozgrywki: Swoją przygodę na serwerach Roleplay prowadziłem w głównej mierze w grach takich jak GTA: SA, czy też GTA V, ale również i Gothic. Jeżeli chodzi o platformy multiplayerowe zarówno w GTA SA, jak i w GTA V to będą to SAMP/MTA/GT-MP/RAGE-MP, a jeśli o te, które powstały w Gothicu to GMP, później zaś G2O. W samym JK3 nie mam kompletnie żadnego doświadczenia.
b. Organizacje/Grupy: Mój staż jest na tyle duży, że NAPRAWDĘ ciężko byłoby mi to wszystko zliczyć, więc napomnę tutaj tylko o paru serwerach, z którymi miałem styczność przez trochę dłużej, niż kilka dni. SAMP: blrp, GT-MP/RAGE-MP: LSVRP (Serwer był przenoszony z jednej platformy, na drugą), RAGE-MP: District-RP, GMP: Aderthad-RP.
c. Staż: Mam ledwo dziewiętnaście lat, więc pewnie nie jedną osobę zdziwi fakt, że mam aż 9 lat stażu w tym zacnym trybie rozgrywki, jakim jest Roleplay. Oczywiście może być to liczba trochę przesadzona, bo normalnym jest, że nie grałem przez cały ten czas, ale moje pierwsze zetknięcie się z tym trybem datuję jakoś na półmetek 2010 roku. To właśnie od tamtej pory zacząłem wkręcać się w ten prosty, ale i wielce satysfakcjonujący tryb rozgrywki, na bieżąco szlifując swoje umiejętności dotyczące... no cóż - samego grania, na co w głównej mierze chyba składa się coraz to lepsze i bardziej przemyślane prowadzenie postaci, ale i "ewolucja" stylu pisania. Wszystko to oczywiście z biegiem czasu.
d. Powód zakończenia gry: W żadnym wypadku nie mogę powiedzieć, że skończyłem swoją przygodę z tym trybem rozgrywki, ba - przez cały czas gram na jednym z serwerów, które wymieniłem powyżej. Chodzi mi tutaj o serwer District-RP, na którym to, jako gamemaster, piastuję funkcję opiekuna projektów IC. Jeżeli zaś chodzi o powód zakończenia gry na serwerach, na których już nie gram to zazwyczaj były to ich upadki, a z mojej strony często najzwyklejsze wypalenie, spowodowane znużeniem i brakiem pomysłu na postać, co teraz zdarza mi się naprawdę bardzo rzadko.


3. Postać
a. Imię i nazwisko: Effie Eyan
b. Wiek: 19
c. Pochodzenie: Dantooine
d. Rasa: Twi'lek
e. Wygląd: Wyjątkowo wysoka Twi'lekanka rutiańska o smukłej budowie ciała. Wyrastające z tyłu głowy lekku bezwładnie opadają jej na plecy, w pewnym stopniu kołysząc się na boki przy każdym, najmniejszym nawet ruchu. Ciężko pominąć fakt, że zarówno wyraz twarzy, jak i samo, jakby nieobecne zresztą spojrzenie kobiety, praktycznie nieustannie wyraża głęboki żal i smutek. Gdyby nie wyraźne blizny znajdujące na jej twarzy, szczególnie zaś w okolicach oczu i na nich samych, niektórzy mogliby uznać ją za atrakcyjną, co jednak może być znacznie utrudnione przez te szpecące, chaotycznie naniesione rany, zapewne świadczące o jakimś nieciekawym wydarzeniu, bądź też wydarzeniach z przeszłości.
f. Historia:

Dantooine. Położona w Zewnętrznych Rubieżach planeta, o bardzo zróżnicowanej faunie i florze, czyli o dwóch czynnikach będących doskonałym świadectwem bogactwa walorów estetycznych tego świata. Niektórzy być może pokusili by się o nazwanie jej "rajem", jednak opinia ta miałaby uzasadnienie i jakiekolwiek oparcie wtedy i tylko wtedy, gdyby nie tragiczna przeszłość zarówno samego miejsca, jak i jego mieszkańców. To właśnie tutaj, w jednej z niewielkich ludzkich osad, w roku 11 ABY urodziła się i dorastała Effie - Twi'lekanka, której rodzice, należący do klanu Eyan, pragnąc wyrwać się z rozległych kompleksów jaskiń, opuścili niegdyś rodzimą planetę Ryloth, na rzecz, jak wtedy przypuszczali, lepszego życia gdzie indziej. No i tak po prawdzie to wcale jakoś specjalnie nie minęli się z prawdą, gdyż większość życia na Dantooine przeżyli stosunkowo spokojnie, na co dzień zajmując się rolnictwem, będącym dla nich głównym źródłem pieniędzy, jak i samego pożywienia. Ustabilizowani majątkowo, żyli na dostatnim poziomie, nie musząc martwić się o przyszłość swoją, ani ich kochanej córki. Jako dawna członkini Sesk'ryvak, matka Effie była na tyle obeznana ze sztuką medycyny, że w wolnych chwilach, chcąc, aby jej córka posiadała chociaż namiastkę jej umiejętności i być może w przyszłości użyła ich w jakimś konkretnym celu, ochoczo wpajała w nią podstawową, a z czasem i troszkę bardziej zaawansowaną wiedzę na temat tej dziedziny nauki. Ojciec natomiast obrał sobie za cel zapoznanie jej z elementami kultury Twi'lekańskiej, gdyż wychodził z założenia, że jako przedstawiciela tej rasy, powinna rozumieć kim tak naprawdę jest i skąd pochodzi. Inna sprawa, że młoda, niesforna mackogłowa wcale nie chciała tej wiedzy przyswajać i często nauki rodzicieli przelatywały jej mimo receptorów słuchowych, co dobitnie pragnęła pokazać swoją wyraziście okazywaną ignorancją na uderzające w nią słowa. Effie po prostu tak miała, że pomimo pogody ducha i radości z otaczającego ją świata, niezwykle łatwo ulegała irytacji, której zapalnikiem najczęściej była druga, rozumna istota. Uczucie to potęgowało się w niej z każdym, kolejnym kierowanym do niej słowem, dając upust dopiero po chwili osamotnienia w błogiej, niczym nie skażonej ciszy. Pomimo cech samotniczki, jakie od zawsze wykazywała, chcąc, nie chcąc, udało jej się zaprzyjaźnić z będącą w tym samym wieku dziewczyną imieniem Adma - ludzką kolonistką z tej samej osady, co ona. Dziewczyny od razu znalazły wspólny język i w ich niewielkim, osadniczym gronie, były doskonale znane ze sprawiania kłopotów i grania na nerwach dorosłym, czyli zazwyczaj ich rodzicom. Niesubordynacja i działanie na przekór były ich mottem przewodnim, czym niejednokrotnie doprowadzały do szewskiej pasji osoby, które najbardziej się o nie troszczyły.

25 ABY

Liście drzew dantooińskiej sawanny delikatnie powiewały na wietrze, powoli i stopniowo opadając coraz niżej, finalnie lądując na suchej, miejscami zielonkawej, poruszającej się w rytm wiatru trawie. Brithy co jakiś czas przelatywały sobie nad koronami drzew, czerpiąc ze swojego życia tyle, ile na swój sposób były w stanie, błogo unosząc się w powietrzu, z dala od nieinteresującego ich podłoża. Całkiem niespodziewanie, błogostanem tego dotychczas wyciszonego i spokojnego miejsca wstrząsnął rytmiczny, regularnie narastający dźwięk, a raczej mieszanka kilku, komponujących się ze sobą odgłosów.

Zrezygnowana Adma momentalnie się zatrzymała i odwróciła się przez prawe ramię, żeby zawiesić swój wzrok na oddalonej o paręnaście dobrych metrów Effie, szczerząc się od ucha do ucha, równocześnie biorąc przy tym kolejny, głęboki oddech. Dziewczyna zamknęła oczy, głośno przełknęła ślinę, położyła sobie na biodrach ręce i rozpoczęła intensywny proces wymiany gazowej, mający na celu dostarczyć jej odpowiednią ilość tlenu po biegu, który przed krótką chwilą sobie urządziła.
- Żar- żartujesz sobie? Mówisz, że ścigamy się do najbliższego drzewa i tak po prostu sobie odpuszczasz? - z trudem odparła Adma, w ciągu dalszym nie do końca radząc sobie z wysiłkiem, którego właśnie doświadczyła. Strużki potu dopiero teraz zaczęły powoli spływać po jej skroniach, wędrując tak sobie aż do podbródka, gdzie łączone w pojedyncze krople, regularnie skraplały się na ziemię.
- Daj już sobie może spokój, co? - Effie przewróciła oczami i westchnęła ciężko, wolnym, aczkolwiek długim krokiem zbliżając się w kierunku swojej przyjaciółki. Przystanęła zaraz obok niej, założyła na siebie ręce i spojrzała na nią z góry z wyraźnym politowaniem, kiwając przy tym na boki głową. - Naprawdę myślisz, że takie "Kto ostatni przy drzewie, ten spasły, obślizgły Hutt!" jeszcze na mnie działa? Na dodatek próbujesz wcisnąć mi kit, że to niby mój pomysł? Niewiarygodne... - dodała cicho, wyraźnie akcentując przy tym każde swoje słowo z odrobiną wyczuwalnej w głosie irytacji.
- A mam ci przypomnieć, której z nas bliżej wyglądem do Hutta? - błyskawicznie zaatakowała Adma, słysząc znajomy ton głosu swojej towarzyszki. Zasyczała przeciągle, próbując stłumić w sobie salwę śmiechu mimowolnie napierającą na jej usta, które to błyskawicznie zakryła dłońmi, chcąc ukryć za nimi swój głupkowaty uśmiech przed wzrokiem rutianki.
Effie bez najmniejszego problemu dostrzegła zarówno gest, jak i również przemawiające za nim intencje, toteż jej lekku momentalnie zadrżało. Synchronicznie z wprawieniem się w ruch wyrastających z jej głowy macek, co dość specyficzne, poczęła się również unosić prawa górna krawędź jej ust i wraz z policzkiem podrygiwać w swoim własnym, nieskoordynowanym rytmie.
- Znowu to masz! Uwielbiam, kiedy się denerwujesz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak słodko wtedy wyglądasz, naprawdę! - skwitowała Adma, widząc zachodzący na twarzy Effie proces, który najtrafniej można opisać jako jakieś niekontrolowane skurcze mięśni, występujące na niewielkim obszarze prawej strony twarzy, prawdopodobnie pod wpływem nerwów.
- Uch... zamknij się! Chociaż raz sobie odpuść i po prostu chodź. - warknęła Twi'lekanka, dość mocno trąciła Admę w bark i szybkim krokiem ruszyła przed siebie.
- No zaczekaj! Jesteś ode mnie prawie dwa razy wyższa, więc mam do zrobienia prawie dwa razy tyle kroków, co ty. - zachichotała pod nosem, starając się nadgonić swoją towarzyszkę.
- I pomyśleć, że jeszcze chciałaś się ze mną ścigać. - przewróciła oczami, ani na chwilę nie zwalniając kroku i nie odwracając się za siebie.
- Przecież wiesz, że zrobiłam to tylko dla- no... - po raz kolejny uśmiechnęła się głupio, jednak nie dokończyła zaczętego przez siebie zdania i w milczeniu kontynuowała wędrówkę za swoją niebieską towarzyszką.
Niezbyt długa podróż minęła im w przyjemnej w mniemaniu Effie atmosferze, ponieważ żadna z dziewczyn nie odezwała się w jej trakcie ani słowem. W pewnym momencie rutianka po prostu przystanęła w miejscu, wygięła usta w szyderczym uśmiechu i założyła na siebie ręce, wlepiając swój wzrok w znajdujące się przed dziewczynami drzewo. Lekko skonfundowana Adma z początku po prostu się jej przyglądała, co jakiś czas przerzucając swój wzrok na Bogu ducha winne drzewo, które najwidoczniej zostało obrane za cel jakiegoś niecnego procederu, którego wkrótce dokonać miałaby na nim niebieskoskóra.
- No... co jest? Dlaczego tutaj stoimy i dlaczego przez tyle czasu gapisz się na to głupie drzewo? - odezwała się Adma, w końcu przerywając niezręczną w jej mniemaniu ciszę. - Mówiłaś, że chcesz mi coś pokazać. Chyba nie miałaś na myśli... tego? - spojrzała z wyrzutem na Effie, delikatnie marszcząc przy tym brwi. - No odpowiedz w końcu! Przyszłyśmy tutaj tylko dlatego, żeby popatrzyć sobie na kawałek drewna? Effie!
Pomimo tego, że rutianka przez dość długo nie dawała za wygraną to w końcu odpuściła i parsknęła śmiechem, przerzucając swoje rozbawione spojrzenie na niską przedstawicielkę rasy ludzkiej.
- Zemsta! - uśmiechnęła się cwaniacko, kilkukrotnie zaklaskała dłońmi i na krótką chwilę wzniosła swoje lekku nad głowę. - Nie, nie przyszłyśmy tutaj tylko dlatego, żeby pogapić się na fragment spróchniałego kawałka drewna, spokojnie. - wypowiedziawszy te słowa odgarnęła kawałek płótna, który do tej pory zakrywał lewą część jej pasa, sięgnęła tam dłonią prawej ręki i pochwyciła za przedmiot, który się w ów miejscu znajdował. Zaraz po tym wyciągnęła przed siebie rękę, ukazując Admie trzymany w niej blaster. Twi'lekanka kilkukrotnie sugestywnie podrzuciła brwiami, kątem oka zerkając przy tym na swoją towarzyszkę.
- Ale... Chwila! Czy to nie jest blaster twojego taty? Ten, którego, przypominam, "pod żadnym pozorem nie możesz dotykać"? - Adma podrapała się po głowie, przerzucając swoje skonfundowane, ale i równocześnie niejako podekscytowane spojrzenie z blastera na twarz Effie.
- No i co z tego, co? - rutianka przewróciła oczami, równocześnie kiwając przy tym na boki głową. Wyciągnęła przed siebie blaster, odpowiednio ustawiła się bokiem, delikatnie przygryzła dolną wargę i przymrużyła lewe oko, obierając sobie za cel znajdujące się przed nią drzewo. Wyraźnie gotowa do oddania strzału, stojąc w pozycji, której nie powstydził by się żaden imperialny szturmowiec, ponownie uniosła kąciki ust i spojrzała na stojącą obok Admę. - Po pierwsze to nie "blaster", tylko pistolet blasterowy DH-17. - odparła swoim typowym, prześmiewczym tonem. - A po drugie to doskonale wiesz, jakie mam zdanie na temat tego, co powiedział tata. Po prostu boi się, że zrobiłabym sobie krzywdę, no ale proszę cię... Poza tym przecież nie będzie go przy mnie przez całe życie, więc lepiej niech od razu przyzwyczaja się do tego, że nie zawsze będę go słuchać i niech uświadomi sobie to, że potrafię o siebie zadbać. Przecież nie jestem już taka mała, co nie? - pociągnęła nosem, opuściła w dół rękę, w której trzymała blaster i odwróciła się w stronę swojej towarzyszki. - Poza tym to ja i tak nie mam zamiaru mu mówić o naszym małym wypadzie i mam nadzieję, że ty też nie. - uśmiechnęła się.
- Nie, nie - oczywiście, że nie. - pogładziła się dłonią po karku, rozglądając się przy tym wokół. Przez chwilę trwała w tej czynności, jakby się wahając, jednak w końcu odezwała się słowami. Rozumiem - po prostu pytam. Ale nie obawiasz się, że jeżeli się dowie, to za taką akcję będziesz miała naprawdę NIEŹLE przerąbane? No bo to w końcu broń, no i... można kogoś zabić, czy coś. - powiedziała z wyraźnie wyczuwalną w głosie nutką niepewności, krzywiąc się przy tym nieznacznie.
- A cooo? - uśmiechnęła się szyderczo - Boisz się, że coś ci się STANIE? - wraz z wypowiedzeniem ostatniego słowa, Effie błyskawicznie odskoczyła do tyłu i wycelowała blasterem prosto w drobne ciało swojej przyjaciółki, marszcząc przy tym brwi i wykrzywiając usta w przerażającym uśmiechu.
- Eff! - krzyknęła przestraszona, mimowolnie zasłaniając się przy tym rękoma. - Powaliło cię?!
Rutianka wybuchnęła śmiechem, opuszczając w tym samym czasie w dół pistolet blasterowy.
- Chyba nie myślałaś, że strzelę? - chichocząc, wolnym krokiem podeszła do Admy, położyła wolną rękę na jej głowie i zaczęła czochrać ją po włosach, na co ta druga od razu zareagowała pacnięciem ją w dłoń i wycofaniem się w tył, spoglądając wilkiem w kierunku swojej oprawczyni.
- Nie wiem! A gdyby tak sam wystrzelił, albo coś? Nie pomyślałaś o tym?! Jesteś jakaś pojebana - zostaw mnie! - odparła z wyraźnie wyczuwalną w głosie frustracją, odwróciła się na pięcie i drżąc z nerwów, stanowczym krokiem zaczęła oddalać się w kierunku osady.
- Ojeju, tylko się nie popłacz, co? - upuściła blaster, złożyła ręce jak do modlitwy i przechylając na bok głowę, z prześmiewczym politowaniem odprowadziła wzrokiem swoją przyjaciółkę. - I nie poskarż się rodzicom! - zakrzyknęła na tyle głośno, żeby Adma mogła ją usłyszeć, po czym parsknęła, pokiwała na boki głową i schyliła się po broń, która leżała jej pod nogami. - Jak chcesz! Sama sobie z niego postrzelam! To tylko i wyłącznie twoja strata!
Effie po raz ostatni zerknęła w kierunku dezerterki, uśmiechnęła się pod nosem i wróciła wzrokiem na stojące przed nią drzewo. Teraz, gdy zostali tak sam na sam, dziewczyna zaczęła odnosić paranoiczne wrażenie obecności. Czuła się zupełnie, jakby drzewo, albo ktoś wewnątrz drzewa wlepił w nią swoje przeszywające spojrzenie, nie mając zamiaru go z niej spuścić. Dziewczyna przez chwilę po prostu stała tak w bezruchu, spoglądając na swojego domniemanego oprawcę z malującym się na twarzy grymasem niezadowolenia.
- No co? Ty też jesteś na mnie złe, bo w ciebie celowałam? - parsknęła, od niechcenia uniosła rękę i ponownie ulokowała lufę pistoletu w takiej pozycji, że gdyby oddała strzał to zapewne wiązka blasterowa przeszyła by drewnianego nieprzyjaciela na wylot.
Nie myśląc zbyt długo, tak też zrobiła, a w każdym razie chciała tak zrobić. W momencie, gdy palec Effie nacisnął na spust pistoletu, nie stało się zupełnie nic. Zdziwiona Twi'lekanka, myśląc, że być może użyła zbyt małej ilości siły, kilkukrotnie powtórzyła tą samą czynność, a finalnie wcisnęła spust do samego końca i wraz z palcem po prostu go tam zostawiła, myśląc, że może to przyniesie jakiś efekt - nie dało.
- Pieprzone ustrojstwo! - nie zastanawiając się nad tym ani przez chwilę, po prostu cisnęła blasterem w drzewo, jednak gdy przebiegło jej przez myśl to, co właśnie zrobiła, błyskawicznie rzuciła się za będącym jeszcze w locie pistoletem, panicznie próbując ocalić własność swojego ojca.
Wprawiony w ruch przedmiot oczywiście w pewnym momencie dobrnął do swego celu, a w momencie, gdy trzasnął obudową o korę drzewa, z jego lufy nieprzewidywalnie wystrzeliła pojedyncza wiązka energetyczna. Widząc to, Effie intuicyjnie pisnęła z przerażenia, zasłoniła się rękoma i odskoczyła do tyłu, na dość długą chwilę zastygając w takiej pozycji z zaciśniętymi oczyma. Jako, że zupełnie nic więcej się nie stało, rutianka w końcu zebrała się na odwagę, żeby otworzyć oczy i wolnym, niepewnym krokiem zbliżyć się w stronę leżącego na ziemi obiektu, który to ostrożnie złapała za uchwyt i po prostu podniosła. Wiedząc, że jej tato jest przewrażliwiony na każde, najmniejsze nawet uszkodzenie jego własności i że z całą pewnością zauważyłby, gdyby coś się stało, Effie zbliżyła pistolet do twarzy i z wielką uwagą zaczęła mu się przyglądać, w poszukiwaniu każdej, najmniejszej nawet ryski, która mogłaby wzbudzić podejrzenia ojca i być podstawą do zbędnych pytań. Nie dostrzegając żadnej oznaki uszkodzenia głęboko odetchnęła z ulgą, uśmiechnęła się i wymamrotała pod noskiem.
- Działa?
Pociągnęła za spust pistoletu.
Huk, oślepiający błysk, przeszywający ból i dobiegający z oddali głos Admy to ostatnie z rzeczy, które pamięta, zanim ogarnęła ją zupełna, wszechogarniająca ciemność.

Wydarzenia mające miejsce na przestrzeni kilku kolejnych chwil, godzin dni i miesięcy

Dobrze, że Adma była wtedy w pobliżu. Gdy tylko zorientowała się, że z Effie stało się coś niedobrego, błyskawicznie pognała do niej z zamiarem pomocy. Zastała ją nieprzytomną, leżącą na ziemi w pobliżu walających się wokół odłamków pistoletu blasterowego. Twi'lekanka była w opłakanym stanie. Jej twarz, zupełnie wtedy zmasakrowana, krwawiła obficie z powodu ran, które w głównej mierze wyrządziły powbijane w nią odłamki wadliwego DH-17. Przyjaciółka Effie, zachowując trzeźwość umysłu momentalnie pobiegła do osady, informując wszystkich o zaistniałej sytuacji, w celu udzielenia pomocy swojej towarzyszce.

Pomimo, że w jednej z placówek medycznych Twi'lekankę udało się uratować, następne dni i tak były dla niej istnym piekłem. Gdy tylko dowiedziała się, że penetrująca działalność odłamków spowodowała u niej rozległe uszkodzenia nerwu wzrokowego i że już nigdy niczego nie zobaczy, popadła w tak wielką apatię, że przez kilka tygodni w ogóle nie ruszała się z rodzinnego domu. Wegetowała w łóżku, łkała w poduszkę i przeklinała wszystko i wszystkich, nie dostrzegając żadnej, najmniejszej nawet nadziei na lepsze jutro. Piękno otaczającego ją świata i możliwość jego podziwiania była dla niej niemal wszystkim, co kochała w życiu robić, a bez tego czuła się kompletnie zrujnowała - wolała po prostu umrzeć. Tylko dzięki nieustannej opiece i przejęciu rodziców, a także innych przyjaciół, których to niejednokrotnie dosadnie skrzywdziła słownie, podczas, gdy ci po prostu chcieli ją jakoś wesprzeć. Po tych kilku długich tygodniach, Effie w końcu "wróciła do żywych". Wiecznie niepocieszona, odizolowana od wszystkich jeszcze bardziej, niż zazwyczaj, po prostu błąkała się po osadzie i okolicznych terenach, chcąc, nie chcąc, ucząc się przy tym obycia ze stanem, w którym przyszło jej się znajdować.

Widmo Yuuzhan Vongów od jakiegoś czasu wisiało już w powietrzu, ale i tak nikt nie spodziewał się tak nagłego ataku. Nie było zbyt dużego wyboru - można było zostać i czekać na pewną śmierć, lub próbować uciekać. Co kompletnie naturalne, jak zapewne postąpiłyby każde inne rozumne istoty bez zbytniego doświadczenia, jakże i zapału do walki, rodzina Twi'leków niezwłocznie podjęła odpowiednie kroki, mające na celu umożliwienie im opuszczenie planety. Uciekając z osady, szczęśliwym trafem dostrzegli lądujący nieopodal frachtowiec, do którego to błyskawicznie skierowali swe kroki zarówno oni, jak i kilka innych dość sporych grup - zapewne rodzin. Pech chciał, że z powodu zbyt dużej ilości osób zbierającej się pod statkiem, gdy rodzina Eyan zbliżyła się na odpowiednią odległość, torgutańska kapitan definitywnie stwierdziła, że nie wpuszczają już nikogo więcej, ponieważ na pokładzie zwyczajnie zaczyna brakować już miejsca. Rodzice Effie błagali, aż w końcu wybłagali - dowódca okrętu okrętu zgodził się na tylko ten jeden, niewielki wyjątek. Wyjątkiem tym była niewidoma Twi'lekanka. Pomimo stanowczych obiekcji, zmuszona przez swoich rodziców ostatecznie znalazła się na pokładzie frachtowca, który to po krótkiej chwili opuścił atmosferę planety, zostawiając wielu liczących na jego pomoc mieszkańców na pastwę losu.

To, co działo się później, aż do 30 ABY

Torgutańska kapitan statku, Ashoshaa Rin, okazała się być niezwykle pomocną, ale i również empatyczną osobą, co zapewne w pewnym stopniu było po prostu "winą" jej starszego wieku. Uchodźcy z Dantooine mogli liczyć na szczerą rozmowę, ale również i pomoc, jeżeli chodzi o dostanie się na planety, na których to mogliby spróbować rozpocząć nowe życie. Właśnie w ten sposób, latając od planety do planety, od układu do układu, Effie spędziła na pokładzie frachtowca kilka naprawdę długich w jej odczuciu dni, po których została jedyną uchodźczynią na statku. Nieustannie bezcelowo krzątając się po pokładzie, odrzucała każdą okazję do szczerej rozmowy zwyczajnym zbyciem, czy też ucieczką, stając się dla kapitan niemałym zmartwieniem. Ani Ashoshaa, ani załoga jej statku nie mieli zielonego pojęcia, co zrobić z nieletnią Twi'lekanką. Kilka osób notorycznie proponowało, żeby odstawić ją na jakiejś losowej planecie, jednak dzięki swojej stanowczości i autorytetowi, pani kapitan regularnie wybijała im te pomysły z głowy. Nie zmieniało to jednak faktu, że niewidoma Effie, bez rodziców, pozostawiona samej sobie, po prostu nie dałaby sobie rady, o czym Rin doskonale zdawała sobie sprawę, a przecież musiała coś zrobić.

Los chciał, że Effie została na pokładzie frachtowca znacznie dłużej, niż ktokolwiek mógłby początkowo przypuszczać. Ashoshaa nie miała serca, żeby tak po prostu przy pierwszej lepszej okazji pozbyć się nieletniej Twi'lekanki, a więź, którą z czasem ze sobą zawiązały, tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że dziewczyna powinna zostać przy niej, stając się zarówno częścią załogi, jak i kimś dla niej bliższym. Przedstawicielka rasy Twi'lek zdążyła polubić panią kapitan, a że i tak nie miała jakoś specjalnie wielu perspektyw to ucieszyła się, gdy pozwolono jej zostać. Rin utwierdziła ją w przekonaniu, że dokona wszelkich starań, żeby upewnić się, czy jej rodzina przeżyła atak Yuzhaan Vongów na Dantooine. Ponadto, wyjątkowo poruszona losem, który dotknął rutiankę, kapitan załatwiła jej specjalne urządzenie odczytujące tekst, dzięki któremu Effie mogła bezproblemowo zapoznać się z większością tekstów pisanych, bez konieczności posiadania zmysłu, jakim jest wzrok. Beztroska i nieinteresująca się do tej pory niczym dziewczyna, niejako zmuszona przez okoliczności, musiała w pewnym stopniu zmienić w końcu tryb swojego życia, więc całkowicie pochłonęła się studiowaniu wszelakiej maści lektur, jakimi regularnie obdarowywała ją Ashoshaa. Oczywiście Torgutka nie mogła pozwolić, żeby Effie nie zajmowała się niczym innym, poza przesłuchiwaniem tekstów, więc w trosce o jej poczucie własnej wartości i zachowanie celu egzystencji, wyznaczyła listę obowiązków, którą Twi'lekanka musiała regularnie wykonywać zarówno na statku, jak i poza nim, u boku swojej wybawicielki, żeby nie czuć, że jest bezużyteczna.

Mijały lata, a wiedza, którą Effie nieustannie pozyskiwała z przesłuchiwania książek, przez cały czas sukcesywnie się powiększała. Dzięki dużej ilości czasu, ciekawości świata i sprawnie działającemu urządzeniu, którym przed laty obdarowała ją Rin, Twi'lekance udało się pozyskać wiedzę na tematy, którymi nigdy wcześniej się nie interesowała. To właśnie wtedy dziewczyna jeszcze bardziej zainteresowała się medycyną, którą od najmłodszych lat wpajała jej do głowy matka, innymi rasami, ich kulturą, a także Mocą, która to kompletnie ją zafascynowała. Gdy tylko usłyszała o Miralukanach, którzy dzięki swojej wrodzonej wrażliwości na Moc mogą niejako "widzieć", przez kilka tygodni, ostro nakręcona wizją odzyskania wzroku, robiła na statku wielki szum związany ze swoją nadzieją na przywrócenie jej tego ukochanego zmysłu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że "Wzrok Mocy" nijak ma się do znanego przez nią pojęcia widzenia, z którym to miała do czynienia przez większość swojego życia, ale wychodziła z założenia, że to i tak lepsze, niż to, co jest teraz - kompletna pustka, wszechogarniająca ciemność. Pomimo, że przez długi czas głęboko wierzyła w to, iż pewnego dnia posiądzie umiejętność "widzenia Mocą", jej zapał zaczął z czasem coraz bardziej maleć, ponieważ coraz dobitniej zaczęła zdawać sobie sprawę, że użytkowników Mocy jest niewielu i są to głównie Jedi, do których przecież nijak nie miała podejścia.

Przez wszystkie lata, które Effie spędziła na frachtowcu, latając od planety do planety w celu sprzedaży dóbr, udało jej się w naprawdę zadowalającym stopniu udoskonalić sztukę poruszania się. W związku z brakiem zmysłu jakim jest wzrok, zaczęły dominować inne, takie jak słuch, dotyk, czy też węch. Przytłaczająca ilość czasu, jaką Twi'lekanka spędziła na pokładzie Lethiska, pozwoliła na naprawdę dobre zapoznanie się jej z jego wnętrzem. Dziewczyna była w stanie bez żadnego problemu odtworzyć sobie w umyśle własną pozycję, a także wizualny wygląd wygląd rzeczy, które ją otaczają w skali niemalże 1:1. Załoga niejednokrotnie z uśmiechem obserwowała, jak niewidoma Twi'lekanka porusza się po pokładzie, radząc sobie jak zupełnie zdrowa osoba. Gorzej, kiedy ktoś położył coś na ziemi, albo nie w porę usunął się Effie z drogi, co zawsze trochę ją demotywowało i było powodem frustracji.

Mówią, że czas leczy rany - zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Effie mogłaby częściowo zgodzić się z tym stwierdzeniem, gdyby nie fakt, że wydarzenia z przeszłości odcisnęły na niej spore piętno, którego naprawdę bardzo ciężko się pozbyć. Pomimo tego, że częściowo znowu stałą się "starą, młodszą sobą" to niejednokrotnie przychodziły też takie chwile, w których po prostu nie dawała sobie rady. Często zdarzało jej się, że uciekała do ładowni, gdzie zazwyczaj nikogo nie było, chowała się za stertami towaru i łkała w samotności, rozpamiętując o życiu, jakie niegdyś prowadziła... o bliskich, których kiedyś posiadała. Szczęście, że i tutaj miała osobę, która bez względu na wszystko się o nią troszczyła. Kapitan Rin otoczyła młodą Twi'lekankę uczuciem, które bez problemu można porównać do typowej, matczynej miłości. Rutianka doskonale o tym wiedziała i bolało ją to, że jej często dający się we znaki charakter krzywdził Ashoshę tak samo, jak niegdyś robił to z jej rodzicami. Mimo wszystko ich silna więź była w stanie przetrwać wszystkie zgrzyty, które dziewczyny kiedykolwiek między sobą miały i wyjść na tym bez szwanku.

30 ABY

Kładąc kolejny krok na spieczonej powierzchni planety Tatooine, ekscytacja jeszcze bardziej zabuzowała w ciele rutianki, powodując, że na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Doskonale wiedziała, że nie powinna bez opieki opuszczać pokładu frachtowca, ale nigdy tego nie robiła i pokusa była po prostu zbyt wielka. Poza tym wydawało jej się, że jeżeli po tak długiej wędrówce na własną rękę bez problemu wróci na statek to Rin, ku wielkiej uciesze zobaczy, że udało jej się w końcu usamodzielnić. Czując, jak jej poczucie własnej wartości rośnie z każdym kolejnym krokiem, jeszcze pewniej stawiała kolejne, dokładnie obrazując sobie w głowie trasę, którą uprzednio przeszła.
- Jest! Przed kilkunastoma minutami słyszałam dźwięki dobiegające z kantyny od prawej strony, a teraz słyszę je od lewej, czyli na pewno idę w dobrym kierunku! No dalej, Effie - no dalej! - powiedziała sama do siebie, nie mogąc opanować buzującej w jej głowie radości i zadowolenia z siebie.
Kilka kolejnych minut minęło jej w dokładnie tym samym, radosnym humorze, jednak gdy według swoich wyliczeń miała właśnie stanąć na obniżonej do wejścia platformie statku, zamarła. Dla pewności zrobiła jeszcze kilka kroków w przód, na boki, zaczęła robić kółka i... dalej nic. Serce podeszło jej do gardła. Przez parę dobrych minut po prostu tak stała, przysłuchując się wszechogarniającemu ją zgiełkowi, nie mając zielonego pojęcia, co ma ze sobą zrobić. W pewnym momencie zaczęła krzyczeć, wydzierać się na całe gardło, ale zupełnie nikt nie odpowiadał. Przez głowę zaczęły przelatywać jej tysiące myśli, ale jedna - ta jedna myśl wyróżniała się na tle wszystkich innych i pojawiała się na okrągło, nie dając jej spokoju.

Co teraz?


4. Informacje dodatkowe
a. Czego szukasz w RP w organizacji i co jest dla Ciebie w grze najważniejsze? Wiem, że nie jestem oryginalny mówiąc "klimatu", ale to niewątpliwie jedna z rzeczy, której tutaj szukam. Poza tym chciałbym oczywiście dobrze się z wami bawić, jak najwierniej wczuwając się podczas rozgrywki w kreowaną przeze mnie postać. Jeżeli chodzi o to, co jest dla mnie najważniejsze to niewątpliwie mogę stwierdzić, że budowane pomiędzy postaciami relacje. To właśnie one, przynajmniej według mnie, nadają grze wyjątkowości i zachęcają, żeby do niej wracać i móc te relacje rozwijać.
b. Skąd dowiedziałeś się o organizacji? Ostatnio pomyślałem sobie - "RP w Star Wars? Whoa, to mogłoby być super!" - no dobra, może nie do końca tak pomyślałem, ale w każdym razie na pewno jakoś podobnie. xD Wpisałem w googlach "Jedi Academy RP PL" i jedną z czołowych pozycji był post na forum gry-online, zamieszczony tam przez berta.

Kilka dodatkowych słów:

Domyślam się, że napisałem już wystarczająco dużo, ale pozwolę sobie dodać parę rzeczy od siebie.

Pierwsza sprawa. Przed złożeniem tego podania, przez dwa, albo trzy dni uważnie przeglądałem sobie wasze forum, czytając wszystkie ważniejsze zamieszczone przez was tematy. Jestem bardzo zaskoczony profesjonalizmem i starannością, z jaką do tego wszystkiego podchodzicie, więc pisząc to podanie starałem się podejść do tego najlepiej jak tylko potrafię - mam nadzieję, że w miarę mi to wyszło, ale nie mnie to oceniać. :)

Druga sprawa. Może i szukałem trochę zbyt mało, ale ciągle nie jestem do końca pewien, jak wygląda rozgrywka na serwerze. Oczywiście nie poszukuję na to pytanie odpowiedzi pod tym podaniem. Chciałem tylko powiedzieć, że pomimo różnic, jakich zapewne doświadczę pomiędzy tym co jest tutaj, a RP na innych platformach to i tak jestem pewien, że o ile się dostanę, to na pewno będzie nam się bardzo przyjemnie grało.

Trzecia, ostatnia i chyba najważniejsza dla mnie sprawa. Zapewne zorientowaliście się, że kanon Star Wars, a już szczególnie Legend jest dla mnie nie do końca znany. Jeśli mam być szczery, to jest on dla mnie kompletnie nieznany, bo jeżeli już chodzi o te Gwiezdne Wojny to do tej pory nie interesowałem się niczym, poza filmami i kilkoma grami. Zaczynając pisać to podanie wiedziałem, że chcę grać przedstawiciela rasy Twi'lek i w zasadzie to... tyle. Co dalej? xD Oczywiście doskonale wiedziałem jaką postać chcę grać i jak mniej więcej potoczy się jej historia, ale po prostu nie miałem do tego wszystkiego ŻADNEGO punktu zaczepienia. Próbowałem robić research i wydaje mi się, że jakoś to wyszło, ale jeżeli pojawią się jakieś nieścisłości, niezgodności z kanonem, albo jeżeli coś jest przesadnie naciągane to ja naprawdę bardzo za to przepraszam.

Czuję, że spędziłem nad tym wszystkim zdecydowanie zbyt dużą ilość godzin, ale mam nadzieję, że było warto. Przeczytałem to tyle już razy, że już po prostu nie mogę już na to patrzeć - skoro już tu jesteście to mam nadzieję, że dobrze wam się czytało. Klikam wyślij i uciekam. :v

Pozdrawiam!

Awatar użytkownika
Effie Eyan
Adept
 
Posty: 25
Rejestracja: 01 cze 2019, 14:07

Re: Effie Eyan

Postautor: Gluppor dodano: 05 cze 2019, 13:48

Zacznę od tego, że włożone w to podanie czas i wysiłek widać w każdym podpunkcie, a Twoja dbałość o szczegóły jest wręcz imponująca. Dawno nie widziałem tak starannej i przemyślanej aplikacji, za co już na start masz olbrzymi plus. W większości przypadków pewnie byłoby to przerostem formy nad treścią, ale u Ciebie ilość tekstu idzie w parze z jakością - i to nie tylko w samej historii. Nawet nie patrząc na postać mogę stwierdzić, że wydajesz się mieć spory talent i być w porządku gościem, z którym chciałbym spróbować gry na serwerze.

W kwestii historii i postaci mogę w zasadzie powtórzyć wcześniejsze wnioski. Pomimo braku rozbudowanej fabuły czy intrygujących motywów, całość czyta się bardzo dobrze i widać, że jest przemyślana. Podoba mi się sposób przedstawienia postaci, jej relacji z innymi czy tego, jak reaguje na to, co się jej przytrafia. Powiedziałbym, że to bardzo żywa kreacja, która jest w zgodzie z naszym podejściem do RP, co dobrze rokuje w kontekście rozgrywki. Bardzo podobały mi się też dialogi - pozbawione sztuczności i wiarygodne, a przy tym pasujące do postaci i ich charakteru. Generalnie wszystko ma sens, jest spójne i logiczne, a przy tym opisane z taką precyzją i lekkością, że nie widzę niczego, do czego można by się przyczepić w warstwie merytorycznej.

Widzę tak naprawdę tylko dwie problematyczne kwestie, jedna czysto subiektywna, druga niestety może Ci mocno utrudnić grę. Zacznę od pierwszej - Twój kwiecisty, precyzyjny styl pisania ma minus w postaci wielu rozbudowanych, wielokrotnie złożonych zdań, które znacznie utrudniają czytanie i zrozumienie, o co dokładnie chodzi. Czasami musiałem wracać do początku zdania i czytać jeszcze raz, także z powodu przecinków w dziwnych miejscach. Z drugiej strony prowadzi to czasem do takich potworków, jak "rozpoczęła intensywny proces wymiany gazowej, mający na celu dostarczyć jej odpowiednią ilość tlenu po biegu", które są moim zdaniem trochę niepotrzebne. Tak jak jednak wspomniałem, to tylko moje subiektywne odczucia i taki po prostu masz styl, którego nie musisz zmieniać. Nie wpływa to też w żaden sposób na moją ocenę, bo w RP rzadko kiedy pisze się duże bloki nieprzerwanego tekstu.

Drugi problem to tak niestety Twoja postać, a dokładnie to jej ślepota. Motyw jest ciekawy i świetnie opisany pod każdym kątem i sprawdza się świetnie w kontekście historii, ale niestety będzie Ci niesamowicie utrudniał grę. Większość graczy, którzy nie mieli nigdy styczności z naszym RP ma problemy z wejściem w świat i klimat odgrywając postaci zupełnie zdrowe i w pełni sprawne. Mam nadzieję, że podołasz temu zadaniu, ale postawiłeś sobie wyjątkowo wysoką poprzeczkę, bo nawet podczas samego wprowadzenia widzę dziesiątki potencjalnych problemów, z którymi będziesz musiał sobie jakoś poradzić. Nawet przy perfekcyjnym wykonaniu, postać może być w wielu przypadkach po prostu niegrywalna. Otwiera to przed Tobą sporo możliwości, ale jeszcze więcej zamyka, dlatego wolę to podkreślić wcześniej, żebyś zdawał sobie z tego sprawę.

Podsumowując, jestem oczywiście jak najbardziej za.

Już poza oceną podania, skrótowe odpowiedzi na kwestie poruszone przez Ciebie pod koniec podania.

Druga sprawa. Może i szukałem trochę zbyt mało, ale ciągle nie jestem do końca pewien, jak wygląda rozgrywka na serwerze.


Ciężko opisać to w paru słowach, ale nasza rozgrywka opiera się na realistycznym, spójnym i w możliwie jak najbardziej pozbawionym umowności świecie, gdzie postaci zachowują się racjonalnie. Większość rozgrywki napędzają interakcje między postaciami i ich reakcje na niezależne od nich wydarzenia, podobnie jak przedstawiłeś to w swojej historii. Jeśli ktoś pobije kogoś na środku ulicy, może spodziewać się problemów z prawem. Jeśli ma się otoczonym przez bandę uzbrojonych piratów, to raczej nie rzuca się na nich z pięściami. Jeśli Twoja postać, czyli niewidoma Twi'lekanka, próbowałaby komuś grozić, to raczej nie zostałaby wzięta na poważnie. Itp. itd. Gdybyś miał pytania czy chciał dowiedzieć się więcej, to pisz śmiało do każdego z nas - postaramy się to rozjaśnić. Z racji Twojego doświadczenia z RP w SAMP i GMP polecałbym Fella jako kontakt, bo będzie w stanie Ci dobrze wytłumaczyć różnice z racji bycia znawcą w temacie.

Trzecia, ostatnia i chyba najważniejsza dla mnie sprawa. Zapewne zorientowaliście się, że kanon Star Wars, a już szczególnie Legend jest dla mnie nie do końca znany. Jeśli mam być szczery, to jest on dla mnie kompletnie nieznany, bo jeżeli już chodzi o te Gwiezdne Wojny to do tej pory nie interesowałem się niczym, poza filmami i kilkoma grami. Zaczynając pisać to podanie wiedziałem, że chcę grać przedstawiciela rasy Twi'lek i w zasadzie to... tyle. Co dalej? xD


Tym bym się na Twoim miejscu w ogóle nie przejmował. Po podaniu zdaje się, że masz to niezbędne minimum wiedzy, by być w stanie normalnie grać. Po prostu nie próbuj udawać, że Twoja postać wie więcej, niż Ty - jeśli nie masz pojęcia, jak opisać sterowanie myśliwcem, to prawdopodobnie danie jej w systemie RPG pilotażu 5 nie jest najlepszym pomysłem. To samo tyczy się Kanonu - Twoja postać ma prawo mieć ograniczoną wiedzę, stąd nie musi znać wszystkich wydarzeń czy postaci.
Obrazek
Awatar użytkownika
Gluppor
Rycerz Jedi
 
Posty: 1608
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Re: Effie Eyan

Postautor: Tanna Saarai dodano: 05 cze 2019, 19:58

Zacznę od tego, że jestem na tak.

Historia, choć chwilę jej to zajęło, wciągnęła mnie i polubiłem Effie, polubiłem też Admę - szkoda, że nie wiem co się z nią stało ^^'
Piszesz fajnie, wydarzenia mają sens, są logiczne i prawdziwe. Spory plus za obeznanie się z podstawowymi informacjami o Gwiezdnych Wojnach, jak wojna z Yuuzhan Vong, planety, smaczki o rasie... Nawet jeśli nie posiadasz bogatej wiedzy z Legend lub jak twierdzisz wcale (co sam tekst obala, bo w końcu Twi'leków już znasz ;')) to widać, że zgłębiasz wiedzę, gdy jej potrzebujesz. To bardzo dobrze o tobie świadczy.

Również, jak Gluppor, miałem problem momentami z tymi rozbudowanymi zdaniami. Gubiłem się, musiałem czytać dwa razy, a niektóre opisy przywołały mi traumatyczne wspomnienia z prób czytania Nad Niemnem Orzeszkowej - nie widziałem sensu w takiej formie (wspomniana wymiana gazowa ^^'). Ale czytało się bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, gdy bohaterka straciła wzrok - wtedy mnie pochłonęło.

No ale właśnie... Jak mówi Gluppor to będzie bardzo trudne zadanie, zagrać osobę niewidomą. Zwłaszcza, że widać, iż Effie jeszcze uczy się żyć z tym kalectwem. Wiem z doświadczenia, że osoby niewidome potrafią świetnie sobie w życiu radzić i często w życiowych czynnościach nie odstają niczym od osób widzących. Ale właśnie... Po pierwsze zajmuje im to sporo czasu, by się nauczyć żyć w ten sposób (a widzimy, że Effie dopiero uczy się samodzielnie poruszać) i po drugie nasza grupa, nasi Jedi, nie prowadzą normalnego życia, nie zajmują się jedynie prostymi życiowymi czynnościami. Bardzo, bardzo ciężko będzie Ci w to wejść już na samym wprowadzeniu, które będzie najprostszym eventem/misją, jakie kiedykolwiek u nas zagrasz... A co dopiero, gdy faktycznie twoja postać będzie musiała coś zrobić.

Cóż... życzę Ci powodzenia i bardzo chętnie bym zobaczył jak sobie radzisz. Mam nadzieję, że będzie mia dane, bo po tym podaniu można wywnioskować, że jesteś bardzo fajną, w porządku osobą i mam wrażenie, że mógłbyś się u nas odnaleźć.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 803
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Kraków
Nick gracza: Binol

Re: Effie Eyan

Postautor: Edgar Alexander dodano: 06 cze 2019, 13:37

Podanie mi się zdecydowanie spodobało, opowiada wystarczającą ilość rzeczy o Effie, aby móc poznać rysy jej charakteru i zbudować oczekiwania względem jej zachowania. Wszystkie wydarzenia są spójnie napisane i logiczne. Wydarzenia i relacje z przeszłości, nawet jeżeli opisane pokrótce, budują tło dla postaci Effie, czyniąc z niej w miarę rzeczywistą postać. Widać tutaj kilka osobnych etapów jej rozwoju, z których każdy dodaje czegoś do jej osobowości, niemniej jednak zachowując pewien rdzeń cech. W końcowym akapicie poczułem, że polubiłem ją jako postać i że chciałem zobaczyć, jak dalej jej losy się potoczą, jest to zatem niewątpliwy sukces. Ponadto, zakończenie twojego opowiadania zostawia dużo pola do popisu w organizowaniu wprowadzenia. Effie - tak samo jak ty, jako nowy gracz - trafia w zupełnie obce, nieznane jej środowisko, co sądzę wyjdzie na plus. Uważam, że dużo łatwiej grać na początku, jeśli rozumie się położenie swojej postaci bardziej osobiście.

Gdybyś nie powiedział o tym, zapewne nie wiedziałbym, że nie masz wiedzy o Legends, ponieważ sprawnie wplotłeś te elementy świata, które były niezbędne dla stworzenia tła dla rozwoju Effie i wydarzeń w jej życiu. Poradziłeś sobie z tymi informacjami dobrze, więc jestem pewien, że będziesz w stanie poradzić sobie z tym, jak świat Szlaczków jest zbudowany.

Zgodzę się jednak z tym, że korzystanie z postaci niewidomej może się okazać trudne. Pomysł na używanie Widzenia Mocą jest ciekawy, natomiast Twi'lekowie nie mają tej zdolności naturalnie, więc rozwinięcie jej u Effie będzie raczej długofalowym, zajmującym być może całe szkolenie procesem. Samo granie osoby niewidomej nie jest niemożliwe, o ile dobrze pamiętam, był przynajmniej jeden przypadek, gdzie gracz grał ślepą postać w skutek odniesionych ran, w okresie kilku tygodni. Na pierwszą postać może się ono okazać jednak niezwykle trudne, więc tak jak szanuję ambicję i chęć podjecia się takiego wyzwania, mam nadzieję, że nie będzie mieć fatalnych skutków.

IC osoba wrażliwa na Moc ma dostęp do swoich instynktów, do słuchu, węchu, dotyku, zmysłu równowagi itd. Jako gracz, będziesz mieć rzeczywiście tylko mocno ograniczony zmysł wzroku, plus możliwość korzystania z narracji jako wspacia. Jednak sama narracja nie będzie w stanie pomóc ci podczas walki, czy ogólnie bardziej dynamicznych akcji - a tych u nas grze niemniej jednak jest dużo. Liczę, że dasz sobie radę, ale ważne, aby pamiętać o możliwych trudnościach.

Oczywiście jestem ZA. Sprawiaż wrażenie naprawdę pozytywnej osoby, liczę, że odnajdziesz się w i spodoba ci się nasza rozgrywka. Powodzenia - oby - na Wprowadzeniu.
Awatar użytkownika
Edgar Alexander
Padawan
 
Posty: 399
Rejestracja: 18 wrz 2015, 12:09

Re: Effie Eyan

Postautor: Alora Valo dodano: 07 cze 2019, 16:26

Bardzo fajna historia. Nie opowiada o czymś niezwykłym, a o tym, o czym w gruncie rzeczy powinna. O życiu bohaterki, jej charakterze, podejściu do świata. Spodobało mi się, że naprawdę potrafisz dobrze pisać. Osobiście nie przeszkadzały mi zdania wielokrotnie złożone, gdyż sam tak swego czasu pisałem. Nie było to na tyle ekstremalne, by się w tym nie połapać. Nie tak efektowną historię i pojawiające się w niej postaci potrafiłeś przedstawić w sposób ciekawy, naturalny, wciągający. O ile jest dłuższa niż "standardowa", tak dzięki temu wcale nie dało się tego odczuć. ^^

Nie sposób się jednak nie podpisać pod jednym, praktycznym mankamentem związanym z samą rozgrywką. Granie osoby prawdziwie niewidomej - technicznie, warsztatowo może być niesamowicie trudne, wymagające. O ile nie jest to czymś niemożliwym, tak dla gracza może być to bardzo ograniczające. Ośmielę się stwierdzić, że do stopnia, w którym długofalowo łatwo będzie się wypalić, o ile postać w ogóle zdoła się w nowym świecie odnaleźć. Dodać do tego właśnie, że będzie starała się zostać kandydatem na Jedi... Tak może być ciężko. Naprawdę ciężko.

Mimo to, nie da się tutaj postawić negatywa. Solidnie, przemyślanie i ciekawie napisane podanie. Świetna lektura. Jestem za weryfikacją podczas gry.
Obrazek
Awatar użytkownika
Alora Valo
Uczeń Jedi
 
Posty: 435
Rejestracja: 23 gru 2016, 17:21
Nick gracza: Oem

Re: Effie Eyan

Postautor: Zosh Slorkan dodano: 07 cze 2019, 17:22

Historia jest naprawdę super i ode mnie praktycznie automatycznie pozytyw za podejście. Odwaliłeś kawał dobrego researchu, wszystko osadziłeś ładnie w stosownych miejscach, wydarzeniach i czasie, dobrze poznałeś środowiska pochodzenia swojej postaci i po prostu widać efekty. Historia naprawdę mocno pokazuje postać i jej otoczenie jako prawdziwe, żywe, naturalne postacie, wszystko co się dzieje dookoła jest przekonujące, życiowe, wpasowane w klimaty środowiska, a dalej po prostu wciągające. Wszystko jest naprawdę świetnie wyważone i zdecydowanie widać po tym dryg do tworzenia dobrego RP, właśnie przez to jakie jest świetnie osadzone w świecie dookoła, jak przeplata ze sobą wszystkie motywy, jakie jest naturalne i życiowe i właśnie na tej bazie wychodzi ciekawe i unikalne.

Na pewno tu i tam widać zdanio-akapity, tu i tam jakieś typowe niedoróbki z serii "przerabiałem zdanie i zjadłem słowo/zostawiłem jakieś", ale to pierdoły poziomu 0,1 %. Tak jak Gluppor mówił, wszystkie wady, co tu widać, to tak naprawdę i tak później ani trochę na RP nie przechodzą, a i tak jedyny wymóg to po prostu pisać zrozumiale i bez bólu oczu dla czytającego, więc nie mam nad czym się rozpisywać.

Ja bym być może na Twoim miejscu pomyślał nad lekkim... ułatwieniem sobie. Akurat z tekstu widać, że postać się nauczyła żyć w miarę bez wzroku, ale pomyślałbym raczej nad okaleczonym wzrokiem, a nie całkowitym brakiem. Widzenie w 10 % poprzez jakieś implanty stymulujące resztki wzroku na tyle, by widzieć na odległość 2 metrów jednym okiem chociażby. (Tu tak od razu wyjaśnię, po zaakceptowaniu podania ma się tydzień na sprawy pokroju karty postaci itp i w tym czasie też można dać zmiany w historii) Przemyślałbym to, bo mówimy tutaj o małej grupce Jedi, w której wszyscy są częścią ekipy, w której Adept jest częścią zespołu i uczy się na Jedi równolegle do bycia częścią wszystkiego, co szlaczkowi Jedi robią. Każdy Adept jest przyjmowany jako część ekipy i musi działać razem z nią, nasza grupa nie jest żadną świątynią szkoleniową, nikt nie przyjmie do niej kogoś po prostu do opieki, każdy musi być na swój sposób w takiej grupie przydatny, a tu mówimy o postaci ledwo zdolnej do zaczęcia szkolenia Jedi, ledwo zdolnej do samodzielnych wypraw... Kto o zdrowych zmysłach (pun niezamierzony XD) przyjmie taką postać z czystym sumieniem? Taka postać będzie mieć ostro pod górkę nawet z samym przekonaniem, czy jest sens by została z Jedi. Widać, że umie sobie poradzić, że się oswoiła, ale dla np. obu moich postaci to by było dość oczywiste, że zdolność do samodzielnego życia z takim problemem dalej nie zmienia tego, że to masakra dla takiej osoby uczestniczyć w działalności Jedi. I np. Fenderus by był po prostu ostro przeciw, bo dla niego to by było totalne skazywanie takiej nieszczęsnej babeczki na śmierć praktycznie. Mogę Ci dokładniej poopowiadać na PM, już dość sporo rozpisałem i tak. Dla mnie motyw postaci z takim problemem jest super i to będzie naprawdę ciekawa rzecz, ale trzeba to wyważyć z grywalnością. Jakbyś to przerobił na stratę wzroku do poziomu widzenia na 2 metry przed siebie z rozmazaniem na poziomie ledwo rozpoznawalnych postaci, to wciąż jest świetna i nowa rzecz, a po prostu nie jest jak pistolet przy głowie.

Historia jest po prostu rewelacyjna, świetna rzecz, pozytyw jest po prostu oczywisty x)
Obrazek
Awatar użytkownika
Zosh Slorkan
Rycerz Jedi
 
Posty: 495
Rejestracja: 16 wrz 2013, 20:33

Re: Effie Eyan

Postautor: Elia dodano: 08 cze 2019, 17:39

Bardzo podobało mi się to podanie. Moi przedmówcy świetnie wyjaśnili, co w nim dobrego, a pod tym:

Tanna Saarai pisze:Historia, choć chwilę jej to zajęło, wciągnęła mnie i polubiłem Effie, polubiłem też Admę - szkoda, że nie wiem co się z nią stało ^^'

zdecydowanie mogę się podpisać :)

Chciałam dorzucić moje trzy grosze do grania osoby niewidomej. Kiedyś bardzo blisko trzymałam się z niewidomą dziewczyną (mieszkałyśmy razem i przez kilka lat praktycznie wszystko robiłyśmy razem) i mam mniej-więcej pojęcie jak to wygląda od strony praktycznej. Ty, jak widzę, też - wszystko tu jest absolutnie spójne. Wybrałeś uraz nie do naprawienia sztucznymi oczami. Coś, co robi z niej kalekę na zawsze. To świetny motyw. Kiedyś Effie może nauczyć się postrzegać kształty przez Moc, ale na to będziesz musiał naprawdę długo czekać i nie mówię tu o tygodniach, a bardziej o kilkunastu miesiącach czy nawet kilku latach. Do tego czasu Twoja postać będzie mieć duży problem ze wszystkim, a część fizycznych czynności będzie dla niej niedostępna - nie nauczy się akrobatyki, jeśli nie będzie widziała gdzie i na co ma skakać. Nie nauczy się szermować nie widząc ruchu miecza przeciwnika. Odetniesz sobie dostęp do aspektów gry, którymi inni gracze się bawią. Z tego musisz zdawać sobie sprawę, jeśli będziesz grał swoją Effie. Ale! To nie znaczy, że nic Ci nie zostanie i będziesz się nudził :)

Uważam, że motyw niewidomej postaci jest bardzo trudny, ale bardzo ciekawy. Jeżeli naprawdę chcesz ją grać - graj. Nie ma znaczenia, że jest to pierwsza postać. Jeżeli dla Ciebie postać Effie to nie tymczasówka na próbę, tylko ta jedna jedyna, której losy chcesz budować, to masz moje pełne poparcie. Jeśli jednak masz wątpliwości i nie jesteś zbytnio przywiązany do tej kreacji, naprawdę pomyśl o zmodyfikowaniu jej. Alternatywą dla wersji Fenderusa jest osoba niewidoma czuła na światło, to zawsze nieco ułatwi.

Jeśli do tej pory nie było to oczywiste, jestem za.
Obrazek
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
 
Posty: 1705
Rejestracja: 03 lip 2011, 13:29

Re: Effie Eyan

Postautor: Rada Jedi dodano: 11 cze 2019, 15:25

Podanie otrzymało sześć głosów pozytywnych - aplikacja zostaje jednogłośnie zaakceptowana. Dalsze instrukcje zostaną przekazane na PW.
Obrazek
Awatar użytkownika
Rada Jedi
 
Posty: 441
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Podania

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości