Sprawozdania

Re: Sprawozdania

Postautor: Arelle Deron dodano: 15 wrz 2019, 21:21

Kolejny atak Thona

1. Data, godzina zdarzenia: 14.09.19, 21:00-1:30

2. Opis wydarzenia:

Zamówione paliwo jest już w bazie, a Pitek tankuje wszystkie pojazdy - na tym dobre informacje się kończą. Ale przejdźmy do szczegółów.

Połączenie o od kuriera, który nie mógł wjechać swoim transportowcem na most, dostałyśmy z Violet wczoraj wieczorem. Po krótkich zawirowaniach logistycznych wyjechałyśmy po paliwo - Violet myśliwcem, ja śmigaczem. Wydawało się nam, że zrobimy kilka kursów i wrócimy do swoich zajęć, ale wystąpiły pewne komplikacje.
W czasie, gdy ładowaliśmy paliwo, podjechał do nas młody chłopak, który twierdził, że jego mama zasłabła. Błagał o pomoc i był wyraźnie roztrzęsiony. Po wszystkim, co nas spotkało w terenie na Hakassi, zaczęłam podejrzewać, że to zasadzka, ale zdecydowałyśmy się zaryzykować i udzielić pomocy kobiecie. Violet poleciała myśliwcem, żeby z góry ocenić sytuację, ja zawróciłam do bazy po medpakiet, a pan kurier wykazał się niezwykłym zrozumieniem i obiecał zaczekać.

Kiedy dojechałam, na miejscu czekała na mnie już Violet, chłopak i jego nieprzytomna mama. Oceniłam wstępnie jej stan i podałam stymulant. Pewne było jedno - kobieta potłukła się po upadku. Niestety, nie byłam w stanie określić czy stało się to w wyniku zwykłego zasłabnięcia, czy ataku Thona. Postanowiłyśmy przewieźć ją do bazy, ale wtedy na drodze stanął nam uzbrojony Weequay.
Dla odmiany, tym razem był to Weequay, który nie tylko nie chciał nas zgwałcić, ale wziął nas za gwałcicieli i stanął w obronie nieprzytomnej kobiety. Po dłuższej chwili przekonaliśmy go jakoś, że chcemy jej tylko pomóc. W zasadzie, bardziej przekonał go medpakiet i trupioblady syn kobiety niż nasze słowa, ale przynajmniej doszliśmy do względnego porozumienia. Weequay polecił nam zabrać pacjentkę do *ośrodka naukowego za mostem* i ostrzegł, że będzie nas obserwował ze swojego śmigacza powietrznego, żebyśmy nie próbowali zabrać jej gdzie indziej. W sumie, chociaż straciłyśmy trochę czasu, to było to całkiem miłe z jego strony.
Kiedy już byliśmy na miejscu, wyciągnęliśmy kobietę z myśliwca. Plan był prosty. Ja miałam skoczyć po obiad dla kuriera (tak w ramach przeprosin), a Violet z Tarenem (synem kobiety), wyciągnąć z Y-TIE beczkę z paliwem. Potem Violet miała polecieć po resztę zamówienia, a ja zająć się nieprzytomną. Niestety, po powrocie na dach, zastał mnie widok Violet i chłopaka z beczką na stopach. Taren nie ucierpiał zbyt mocno, ale jak się okazało później, Violet jak najbardziej. Zlekceważyłam wtedy jej stan, podałam medpakiet i pobiegłam za chłopakiem ledwo wlokącym bezwładną matkę.

Już ambulatorium, zaczęłam badać kobietę nieco dokładniej. Nie miała żadnych złamań, a wyniki (niski puls, ciśnienie, temperatura ciała i poziom składników odżywczych we krwi) wskazywały na silne osłabienie pochorobowe. Jej syn jednak uparcie twierdził, że na nic nie chorowała. Atak Thona ciągle chodził mi po głowie i już miałam powiedzieć Tarenowi, że zatrzymuję jego mamę na obserwację, gdy kurier przekazał mi, że z Violet jest coś nie tak.
Kurier był wyraźnie zmartwiony stanem Adeptki, która ponoć była potwornie słaba. Przyznaję, lekko wtedy spanikowałam i nawet nie dopytałam czy jest przy transportowcu, w drodze do bazy czy w samej bazie. Zostawiłam Tarena z w miarę stabilną matką i pobiegłam na zewnątrz. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że Violet jest wciąż razem z kurierem i nawet odpaliłam już śmigacz i przejechałam kawałek, ale zawróciłam w końcu i odnalazłam myśliwiec bezpiecznie zaparkowany na dachu.
Weszłam do środka i wyciągnęłam zupełnie bezwładną Violet, po czym przeniosłam ją do ambulatorium. Po szybkich oględzinach, doszłam do wniosku, że jej stopy, chociaż potwornie zbite i opuchnięte, nie mogą stanowić źródła problemu. Funkcje życiowe Violet słabły pomimo podania stymulantu. Ledwo już oddychała. To musiał być Thon. Chwilę wcześniej, odesłałam Tarena do kuriera, żeby przywiózł resztkę paliwa. Zostałam sama ze świadomością, że nie dam rady wciągnąć Violet do wanny z gorącą wodą. Wcześniejsze noszenie kanistrów, matki Tarena i Violet naciągnęło mi chyba każdy mięsień w ciele, ale trzeba było coś zrobić. Zepchnęłam Adeptkę z łóżka i pociągnęłam pod prysznic. Jakimś cudem się udało. Potem odkręciłam bardzo gorącą wodę. Nie wiem ile miała stopni (może 60, może 70), ale parzyła. Pomyślałam jednak, że lepsza poparzona Violet niż martwa i skierowałam na nią strumień chcąc odciąć ją od działania Thona. Kiedy zobaczyłam, że Violet zaczyna reagować, zmniejszyłam temperaturę wody do poniżej 50 stopni i ogrzewałam ją dalej. W tym czasie Taren zajmował się dowożeniem nam paliwa.

W końcu Violet zaczęła odzyskiwać przytomność. Widząc bąble na jej ciele, znów odrobinę zmniejszyłam temperaturę do wody. W łazience było jednak tyle pary, że miałam nadzieję, że Thon już tam nie wróci. Po jakimś czasie (całe ogrzewanie zajęło koło godziny), Taren dojechał z ostatnią partią paliwa. Razem z nim wyciągnęliśmy Violet spod prysznica, osuszyliśmy i przebraliśmy. Potem, wspólnymi siłami, zaciągnęliśmy ją do ambulatorium. Jej temperatura utrzymywała się na poziomie około 36 stopni, a puls 45 uderzeń na minutę. Stan matki Tarena również się nie pogarszał. Rozłożyliśmy termosy na ciałach obu poszkodowanych i przykryliśmy je. Nie podawałam im jeszcze ani glukozy, ani witamin, żeby nie kusić Thona do powrotu. W międzyczasie spryskałam jeszcze poparzenia Violet bactą. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie.



3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:

  • Thon znowu zaatakował poza obrębem jeziora. Ciekawi mnie jednak to, że jeśli matka Tarena też była jego ofiarą (a tego wciąż nie wykluczam), to dlaczego zostawił jej syna w spokoju. Wyczuł zbliżającą się Violet? Nie mam pojęcia. Porozmawiam z kobietą, kiedy odzyska przytomność. Może ukrywała jakieś wcześniejsze problemy ze zdrowiem z troski o syna.
  • Przy Tarenie wypsnęła mi się nazwa *życień*. Chłopak myśli, że to choroba, od której się mdleje i którą się leczy podgrzewaniem chorego. Nie wyprowadzałam go z błędu, żeby po powrocie do domu nie wzbudzał paniki u innych.
  • Terral Undo, kurier z PPT Virn-Dur wykazał się ogromną cierpliwością i został przed bazą do czasu dostarczenia ostatniego kanistra. Obiecałam wysłać do jego firmy mail z oficjalnym podziękowaniem (zaraz wysyłam wiadomość). W razie, gdyby miał kłopoty z wytłumaczeniem się przed szefami, załączam dane do jego firmy. Może wiadomość od kogoś ważnego go uchroni przed potencjalnymi konsekwencjami.
    Terral Unda, PPT Virn-Dur, częstotliwość 23745:42:11:47. Skrzynka holomail: ppt_virn_dur//hk.en

4. Autor raportu: Adept Arelle Deron
Awatar użytkownika
Arelle Deron
Adept
 
Posty: 85
Rejestracja: 08 cze 2019, 11:25

Re: Sprawozdania

Postautor: Edgar Alexander dodano: 03 paź 2019, 20:39

Rozmowa z Thonem

1. Data, godzina zdarzenia: 25.09.2019 23:30-02:00

2. Opis wydarzenia:

Jak zapowiedziałem, tak czynię. Przed wami sprawozdanie z poprzedniej konfrontacji z aurożercą Thonem.

Po ostatnim treningu z mistrzynią Elią i Denarskiem, wymęczeni ciężkimi ćwiczeniami, usłyszeliśmy głos. Najłatwiej można ten głos przyrównać do odległego wiatru, płynącego z gór, który jakimś cudem układa się z sylaby, próbując tworzyć jakąś namiastkę mowy. Dźwięk ten słyszany był przez każdą osobę obecną wtedy w bazie, bez względu na miejsce pobytu – tj. przeze mnie, Denarska, mistyk Elię oraz Arelle i Violet. SDK nie wykryły żadnego głosu, ale wykryły jakieś zmiany w powietrzu.

Po kilku tego typu wymianach ja straciłem wzrok – dosłownie, przestałem widzieć cokolwiek, tylko całkowitą czerń. Na początku spanikowałem, nie wiedząc, co się stało. Gdy odzyskałem świadomość, postanowiłem wykorzystać ten moment i sięgnąć poprzez Moc ku źródłu tej straty. Na początku oczekiwaliśmy, że to sprawka Thona lub Sitha. Moje – oraz równoległe mistrzyni – użycie Mocy potwierdziło, że to ten pierwszy. Sięgając mentalnie poprzez nurt Mocy ku temu, co odebrało mi wzrok, poczułem tą samą mieszaninę cierpienia, chaosu i śmierci, istny huragan. Doświadczyłem również coś nowego – miałem wrażenie, że widzę jakiś związek z Prakith oraz z wojną. Nie jestem pewien, jaka była natura tego połączenia. Być może był to aspekt tego, jak Thon powstał. Być może było to to, co Thon pochłonął z aur swoich ofiar – nie wiemy.

W końcu medytacja udała się – jak, nie mam pojęcia. Wybudziłem się z niej otwierając oczy, do których trafiło światło tak, jak powinno. Nie wiem, jak długo tak trwałem, ale byłem zlany potem. Od Denarska usłyszałem, że cały czas krzyczałem niemiłosiernie – pewnie efekt tego huraganu cierpienia. W tym czasie mistyk Elia – jak wspomniałem powyżej – również zbadała Thona. Stała na skraju wody jeziora, czyniąc nieznane nam rzeczy poprzez Moc. Ja sam nie do końca pojmowałem wydarzenia wokół siebie, byłem niejako w transie.

Zacząłem przemawiać w stronę nieba, w stronę aurożercy, licząc, że odpowie. Gdy spytałem go wprost, patrząc w stronę jeziora, dlaczego pozbawił mnie wzroku i czy miało to związek z moim wcześniejszym doświadczeniem go, usłyszałem ten sam głos oraz poczułem zawirowanie powietrza wokół siebie. Na tym komunikaty się skończyły.

Ja i Denarsk dołączyliśmy do mistrzyni, będąc gotowymi do spróbowania ochronienia jej w razie ataku Thona. Momentami zdecydowanie mieliśmy powody do rozpatrywania ataku. Im dłużej mistrzyni sięgała ku Thonowi, tym bardziej byt reagował. W oddali na tafli jeziora kłębiły się coraz to większe masy wody. Ostatecznie powstał potężny huragan wody. Trwało to kilka minut, lecz w ostatecznie przestało. Woda uspokoiła się, SDK zakomunikowały zniknięcie dziwnych zachowań powietrza, a mistrzyni przestała korzystać z Mocy, podeszła do nas i wyjaśniła wszystko.

Thon uciekł w wyniku działań mistrzyni. Odkryła ona, że nie jest jeszcze świadomą istotą, ale powoli może się nią stawać. Ponadto, nie żywi się aurą samą w sobie. Odżywia się tymi częściami naszych aur, które odpowiadają wspomnieniom i wpływowi śmierci i cierpienia na nas. Jak mistrzyni powiedziała, Thon "żywi się naszym rozpamiętywaniem śmierci". I z tego, co zjada, buduje swoją własną osobę – nawet jeśli nieświadomie i mimowolnie. A uciekło dlatego, że jego natura zbudowana jest ze śmierci i cierpienia, a mistrzyni pokazała mu w jaki sposób może przetworzyć tą jego istotę w coś przeciwnego, w życie. To go przestraszyło.

Teraz opiszę swoje własne oraz innych wnioski. Stracić mogłem wzrok przez to, że wcześniej umysłem sięgnąłem do Thona. Kontakt z nim fizyczny daje mu możliwość zjadania aur... być może kontakt poprzez Moc również to umożliwia, ale w inny sposób. Być może moje sięgnięcie ku niemu również go spłoszyło. Żerowanie na cierpieniu byłoby dobrym wyjaśnieniem tego, że aurożerca miał niewielki wpływ na Violet, w porównaniu z tym na Ninę – ta druga zdecydowanie więcej się w życiu nacierpiała. Co więcej, Thon mógł wybrać to miejsce na legowisko nie ze względu na nas, a ze względu na ilość wraków i zwłok w jeziorze – to miejsce pełne śmierci.

Kolejne wnioski z pewnością pojawią się w nadchodzących czasach. Thon ewoluuje, rozwija się – i domyślam się, że nie minie dużo czasu, zanim przemówi świadomie. Bądźcie czujni.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:

4. Autor raportu: Padawan Edgar Alexander
Awatar użytkownika
Edgar Alexander
Padawan
 
Posty: 431
Rejestracja: 18 wrz 2015, 12:09

Re: Sprawozdania

Postautor: Violet Suntessi dodano: 11 paź 2019, 13:20

Thon i jego nowa umiejętność

1. Data, godzina zdarzenia: 10.10.19; 20:00 - 01:00

2. Opis wydarzenia: Właśnie szykowałam się na trening swojej grupy, gdy usłyszałam komunikaty, które wyraźnie sugerowały, że coś się stało. Wyszłam na zewnątrz, a moim oczom ukazała się Arelle i Edgar. Mówili, że Redge zabrał jeden ze śmigaczy, dokładnie ten stary policyjny... I wjechal nim do wody. Alora go odwiozła do hangaru, ale jest zniszczony, odpadły z niego jakieś części, które przyniósł SDK i położył na półce w hangarze, obok bramy. Trening adeptów, SDK sprawdzał postępy Arelle w róży wiatrów. Ja stałam z boku, rozmawiałam z Alorą, przypomniała mi teorię z obrony, którą przerabiałam prawie miesiąc temu z Fellem, Edgar pojedynkował się z Redgem w walce wręcz, bo ten chciał się pobawić w adepta. Najpierw wykonał sto przewrotów na belce, potem chciał walkę wręcz z Edgarem, ale chyba zmienił sobie moc na protezach, więc Padawan się zgodził. SDK uznał, że belka nie stanowi dużego wyzwania dla Arelle, więc przenieśliśmy się ponownie na zewnątrz. Wskazał jej jedną z poręczy, kazał na nią wejść i tak ćwiczyć. To bardzo dobry sposób, sama tak ćwiczyłam przed zaliczeniem z róży.

Trening trwał w najlepsze, Arelle wykonywała ciosy coraz lepiej, coraz bardziej nad sobą panowała. Trening niedługo po tym się zakończył, a ja wskazałam Adeptce nieco lepsze miejsce do treningu róży, na murku, lądowisko Y-TIE. Podczas gdy Arelle ćwiczyła - dołączył do nas Edgar z Redgem. Padawan wrócił właśnie po rozmowie, gdyż przychodziło połączenie od Sił Specjalnych Sojuszu Galaktycznego, a adresatem był nie kto inny, jak właśnie nasz Padawan. Redge udał się do bazy, a nasza czwórka zaczęła rozmawiać o Edgarowym klonie, o którym ten rozmawiał z Sojuszem. Nie minęła chwila, a nasze rozmowy przerwał znany już dobrze głos. Głos Thona.

Nie zwlekając udaliśmy się do środka, przystanęliśmy na korytarzu obok sali konferencyjnej i biblioteki, nad kantyną. Arelle chyba poszła chwilę wcześniej odprowadzić Redge'a i zajrzeć do Rycerza Ashtara. Stojąc tak na korytarzu, słyszęliśmy cały czas ten przerażający głos. Alora skojarzyła, że jest on związany w jakiś sposób z mową Yuuzhan Vong, Edgar zaczął medytować, próbując najwidoczniej wejść z nim w ponowną interakcję, a ja... Cóż. Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu, bo wzrok mam nienajgorszy... I zauważyłam, że wiatr, kurz, piach spod butów unosi się w zupełnie inną stronę, niż mogły na to wskazywać działające wentylatory. I wtedy stało się coś bardzo dziwnego. Ukazała nam się... Uczennica. Tanna Saarai. Siedziała zaraz przed drzwiami na zewnątrz, do przejścia pomiędzy budynkami. Zniknęła dość szybko, na tyle, że Edgar jej nie zauważył. Thon najwyraźniej... Tworzy manifestacje, korzystając z aur zaatakowanych osób. Zaraz po zniknięciu Tanny weszła Arelle, powiedzieliśmy jej wszystko, a nim się obejrzeliśmy - kątem oka zauważyłam bothanina w sali konferencyjnej. To był Denarsk. Próbowałam mu się przyjrzeć, by zauważyć coś nienaturalnego... Ale to coś nie chciało, bym się wpatrywała. Nie potrafię tego nazwać, w jakiś sposób mi przeszkadzało - skutecznie.

Patrzyliśmy na Denarska, ustaliliśmy, że Thon najwyraźniej chce się z nami porozumieć, właśnie poprzez te dziwne manifestacje. Zauważyliśmy jedną nienaturalną cechę - wszystkie z aur, które widzieliśmy, stały w maksymalnym bezruchu. Byli niczym posągi. Denarsk zniknął, a my szukaliśmy kolejnej manifestacji. W tym samym miejscu co Tanna, pojawił się żółtoskóry Duros. Myślimy, że to może być kolejna ofiara... Na to wygląda. Arelle spróbowała go naśladować, gdyż ten jakoś dziwnie się obracał wokół własnej osi. Zniknął, a chwilę później pojawił się zaraz przed twarzą Adeptki. Edgar odskoczył, ale po chwili pociągnął Arelle, chcąc ją zasłonić - Duros zniknął.

Padawan poradził mi, bym stanęła między nimi, by mnie tak łatwo nie dopadł. Słusznie. Zeszliśmy potem do kantyny, gdzie ukazał się po raz kolejny Denarsk. Stał na szklanej poręczy, przy schodach na dół, obok wejścia do piwnic. Edgar zapytał go, czy chce nas zaprowadzić do piwnic, tam, gdzie Thon miewał swoją bazę, a może i dalej ma... Nie odpowiedział. Denarsk po prostu stał, jak posąg. Alora postanowiła zanurzyć się w Mocy, próbując się z nim skontaktować, a my nie wiedzieliśmy co mamy robić. Chwilę później Denarsk zamienił się w Tannę... I teraz chyba najdziwniejsze. Manifestacja ciągle zmieniałą swoją postać. Tanna - rodianin - Tanna - rodianin - Tanna... cały czas. Arelle twierdzi, że zmieniał się w tym samym momencie, w którym ona mówiła. Gdy mówiła Tanna - zmieniał się w Tannę, gdy mówiła rodianin - w rodianina. Nie wiemy kim jest owy rodianin. Manifestacja zniknęła, szukaliśmy kolejnej, a Alora tkwiła w medytacji.

I poczułam to znowu. Przenikliwy chłód przeszył moje ciało, tak samo, jak przy każdym ataku Thona. Powiedziałam, że znowu czuje chłód i po prostu stąd jadę. Wybiegł za mną Edgar, pojechaliśmy do łazienek, rozebrałam się przy jego pomocy i wsadził mnie do wanny z gorącą wodą. Tym razem jednak nie podziałało... gdy byłam już bardzo czerwona, robiło mi się coraz słabiej, ledwo oddychałam i po prostu przegrywałam z gorącem - myśleliśmy, że wywołaliśmy oczekiwaną gorączkę i jest już dobrze. Edgar mnie wyciągnął... I od razu powrócił chłód, wpadłam w drgawki, było mi bardzo słabo. Wsadził mnie do wanny z powrotem, gotowałam się ponownie... I za każdym razem przynosiło to takie samo ukojenie. Przyszła Alora i Arelle, Edgar im o tym powiedział. Myśleli, że chodzi o szok termiczny, że go doznałam. Tym razem gotowali mnie, ale stopniowo zmniejszali temperaturę wody, bym nie doznała szoku. Dowiedzieliśmy się, że Redge pływa w jeziorze, więc Arelle pobiegła z Edgarem go wyciągnąć. Alora została ze mną, a ja czułam, jak woda - choć ciepła - robiła się coraz zimniejsza, a mi było bardzo słabo przez zmiany temperatur. Edgar i Arelle wrócili. W pewnym momencie straciłam panowanie nad swoim ciałem, powieki samoistnie mi się zamykały, a ja nie miałam nawet siły, by je otworzyć. Wyciągnęli mnie, myśląc, że to tylko szok termiczny. Wytarli... Ale ponownie wpadłam w drgawki, chłód znowu przeszył moje ciało... To nie był szok. To był Thon.

Wsadzili mnie po raz kolejny do wanny, gotowali mnie, chcąc zmieniać się w nocy, by mnie pilnować, bym się nie utopiła. Tym razem naprawdę mnie gotowali, ciągle się ruszałam, by nie stracić panowania nad ciałem. Alora poszła do kwatery, Edgar poszedł się przespać, by mógł w nocy wytrwać. Chwilę później do łazienki wszedł Major Leecken, który dał tu bardzo ciekawą sugestię... Powiedział, że miał koszmar. Koszmar, w którym ktoś został zaatakowany przez Thona i Ci "debile" zamiast go gotować, to trzymali go w ciepłej wodzie. I to była trafna uwaga, bo nie wywołaliśmy gorączki żadnym gotowaniem, bo woda nie była dostatecznie ciepła. A Mistrzyni tyle razy powtarzała, że trzeba ją wywołać... A nikt nie pilnował temperatury mojego ciała, ja byłam zbyt wyczerpana, żeby normalnie myśleć, myślałam tylko o tym, by się nie utopić, by wytrzymać. Tym razem chyba się udało, Arelle wywołała gorączkę, Redge trzymał drzwi, by kłęby pary mogły się ulatniać. Co my byśmy bez niego zrobili...

Wyciągnęli mnie z wody, opatulili w koce, Redge przeniósł mnie do kwatery, gdzie Arelle dodała jeszcze termofory i postawiła termos przy moim łóżku. Powiedziała, że dzisiaj śpi ze mną, bo musi mnie pilnować w nocy.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Thon potrafi tworzyć iluzje, manifestacje osób, których pożarł aury. Manifestacje są jak posągi, nie ruszają się. Gotowanie wyraźnie pomaga - dzięki niemu, działanie Thona jest zdecydowanie słabsze. Potrafi działać na mnie przez ponad dwie godziny, by w końcu mnie położyć. Nie bagatelizujcie uczucia chłodu, nawet podczas zimnych wieczorów. To się tyczy tylko tych, którzy byli gotowani... Czyli tylko mnie. Trzeba naprawić śmigacz policyjny, części są w hangarze.

4. Autor raportu: Adept Violet Suntessi
Awatar użytkownika
Violet Suntessi
Adept
 
Posty: 82
Rejestracja: 11 cze 2019, 15:39

Re: Sprawozdania

Postautor: Alora Valo dodano: 13 paź 2019, 17:34

Kościół Ciemności - Hakassi

1. Data, godzina zdarzenia: 05.10.19; 21:00 - 00:00

2. Opis wydarzenia:

Zbadałam opisane przez Adeptkę Deron doniesienia o Kościele Ciemności, którego przywódca zdawał się wiedzieć dość sporo na temat dziwnego bytu, z którym zmagamy się już od dłuższego czasu. Thona, Życienia, Aurozjadacza, czy jak aktualnie kto teraz go nazywa. Przeszukałam informacje w holonecie i znalazłam coś, co zdawało się pasować do tej “organizacji”. Znajdowała się ona w małym miasteczku w Regionie III na Hakassi. Miejscu oddalonym od naszej aktualnej bazy o kilkanaście godzin podróży śmigaczem. U celu jednak nie było trudno ich znaleźć. Było to jedyne miejsce w centrum dość zrujnowanego, ubogiego miasteczka, które przypominało kościół, czy kaplicę.

Myślę, że większość z nas miała styczność z najróżniejszymi sektami tego typu, przykładem z Prakith - Kościół Voliandera. Nikogo raczej nie zdziwi, że postanowiłam rozpocząć konwersację z osobami w środku incognito. Dość szybko się jednak okazało, że nie była to konieczna ostrożność. Co z początku miało być dziwną sektą - okazało się zgrupowaniem całkowicie normalnych istot, a większość z nich łączyła tylko jedna rzecz. Doktnięcie przez to, co nazywam Thonem. Sami siebie nazywali Kościołem Uchodźców, a swojego przywódcę, nauczyciela - Prorokiem. Wypowiadali się o nim w samych superlatywach, wymieniając między innymi porównania takie jak “ktoś, kto w dwa tygodnie nauczy się lepiej twojego fachu, przy którym spędziłeś całe życie”. Opinię i przydomek, z którym mieliśmy styczność zawdzięczali opinii publicznej. Ciężko się dziwić. Ludzie często podchodzą z tego typu dystansem do organizacji skupionych na czymś... mniej przyziemnym. Poprosiłam o spotkanie, rozmowę z nim i nie mieli z tym żadnego problemu.

Dołączył do nas Cerenianin, ich przywódca o imieniu Vim-Ha. Ja sama zaś nie musiałam się przedstawiać. Z początku nie ukryłam tylko jednego faktu, że jestem Miraluką. Ich nauczyciel widać bardzo obeznany był w tym co się dzieje. Słyszał pogłoski o Jedi, którzy osiedlili się na Hakassi, wiedział jak nieliczną rasą jesteśmy my - Miraluka - i skojarzył, kim jestem. Nie wypierałam się. Wydawali się naprawdę poczciwymi istotami. Dalej przeszłam już do sedna sprawy. Próbowałam wybadać skąd i co wie na temat Życienia. Nie było łatwo z nim rozmawiać. Na pierwszy rzut oka wydawał się niezwykle inteligentny. Sam temu nie zaprzeczał, ale nie zaprzeczał też temu, że ciężko mu się rozmawia z innymi. Był wyjątkowo specyficzny. Ponad wszystko cenił sobie jedną rzecz. Wiedzę. Po kolejnych próbach okazało się, że czytał kiedyś o czymś podobnym, ale na znacznie mniejszą skalę. Były to jakieś stare, archaiczne pisma wykopane przez archeologów z planety Ossus, za czasów Nowej Republiki. Zaś to, z czym do czynienia mamy teraz to kolejny krok ewolucji. Istota znajdująca się w innym wymiarze, niż nasz, będąca fizycznie w naszym świecie tylko na tyle, na ile musiała. Coś niepowstrzymanego, co powstało samoistnie, naturalnie - by nas zastąpić. Zbudować nowy porządek świata. Tego też nauczał resztę tej organizacji. Pomagał im zaakceptować to jako coś niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju. Nie pogrążali się w żałobie. Wydawali się szczęśliwi, że przychodzi im spotkać się z czymś przełomowym. Na własne oczy zobaczyć kształtowanie się kolejnego etapu dla naszej galaktyki. Większość spostrzeżeń ich przywódcy mniej więcej pokrywało się z naszymi, jak między innymi to, o czym wspomniała Arelle, a odkrył Fell - ogień. Z tym, że doszedł do tego drogą dedukcji. W jakiś sposób to musi istnieć w naszym świecie. Organicznie. Czy to jako rój, czy coś innego. Twierdził też, że praktycznie niemożliwym jest go zniszczenie. Że jest w stanie przemieszczać się z wielkimi prędkościami, być w wielu miejscach jednocześnie. Doświadczyliśmy też tego na Prakith, ale sama nie byłabym jeszcze tego taka pewna. W drodze rozmowy stwierdził, że może gdyby spalić całą planetę, to udałoby się to powstrzymać. Niestety źródło, które rozpoczęło pogłębianie przez niego wiedzy na temat Thona - księgi z których korzystał przetrwały próbę czasu tylko w jego głowie.

Pomyślałam, że ktoś taki z pewnością mógłby się nam przydać w rozwikłaniu tej zagadki. Miał jednak wątpliwości, a przede wszystkim - nie chciał, by ten wyższy byt został powstrzymany. Słyszał o naszej grupie i naszej tendencji do przeciwstawiania się niemożliwemu. Możliwe jednak, że udało mi się go przekonać, a przynajmniej skłonić do przemyślenia tej propozycji. Zagłębiając się z nim w rozważania na temat filozofii ewolucji stwierdziłam, że jeśli miałoby się nam to udać, to byłby znak, że temu czemuś nie jest przeznaczone nas zastąpić, a jeśli byłoby odwrotnie - przynajmniej miałby większą szansę zgłębić tajemnicę tego, z czym przychodzi nam się spotkać. Powiedział, że przemyśli to. Przeczyta kilka książek na ten temat i dopiero wtedy podejmie decyzje. Poprosił, by skontaktować się z nim za przynajmniej kilka dni, żeby dać mu czas. Myślę, że miał już dość czasu na przemyślenia. Warto by spróbować ponownego kontaktu.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Otrzymałam od nich częstotliwość kontaktową. Nie jest to kanał do kontaktu bezpośrednio z nim, bo takiego nie posiada, a raczej ogólna częstotliwość do ich placówki. Jeśli ktoś próbowałby dzwonić - pytajcie o ich Proroka, albo Pana Vim-Ha.

4. Autor raportu: Uczeń Jedi Alora Valo
Obrazek
Awatar użytkownika
Alora Valo
Uczeń Jedi
 
Posty: 445
Rejestracja: 23 gru 2016, 17:21
Nick gracza: Oem

Poprzednia

Wróć do Informacje

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron