Kod: Zaznacz cały
Witam wszystkich. Czas na raport z drugiej sprawy, pomijając moje podsumowanie sytuacji w załodze.
Spotkałem się z Mistrzynią Elią Vile i mistrzem Mohrganem i odbyliśmy naprawdę długą i ciężką rozmowę na temat Qualliki i Rayce'a. Nie chcę robić tutaj półgodzinnego monologu, bo tyle zajęłoby porządne oddanie wszystkiego. Skupię się na najważniejszych wnioskach. Trudno to zamknąć w jednym prostym wywodzie, to była jedna z tych rozmów, po których gotuje się głowa. Jeśli coś będzie niejasne, nikogo z nas trojga nie jest trudno złapać.
Podejście Mistrzyni może na pierwszy rzut oka wydawać się zaskakujące, ale im dłużej o tym rozmawialiśmy, tym bardziej wychodziło, że jest bardzo logiczne i trafne. I szczerze mówiąc, nikt z nas nie znalazł sensownego kontrargumentu. Ten wpis NIE objaśni czemu ponad PODSTAWOWY SZKIELET i NĘDZNE ZALĄŻKI WĄTKÓW. Tu nie ma "finalnych ustaleń", to wielka dyskusja o tym "czemu" i "jak" i nie wiem jak zamknąć godziny czegoś takiego w czymś czytelnym...
Po pierwsze, samo podrzucenie nam cyfronotesu bardzo Mistrzyni śmierdzi. Nie wygląda to na rozsądną taktykę Gildii. Gdyby mieli takie narzędzie, dużo bardziej opłacałoby im się trzymać je u siebie i próbować złamać właściciela, tak jak robili choćby z Gravesem. Jasne, lubili też grać na demoralizację, ale tylko w ostatniej kolejności, dezinformacja zawsze była dla nich ważniejsza. A ta jazda to: „mamy Quallikę”. Co z tym zrobić? Najrozsądniej chyba nie zakładać z góry NIC, ale mieć z tyłu głowy, że sytuacja może być bardziej skomplikowana. Na tym kończą się niezawiłe punkty...
Po drugie i ważniejsze. Nie ma mowy, by oni nie mieli pełnego monitoringu nad całym miejscem. Maja tam dwoje naszych, to ich robota, no oni na 200% wyłącznie na nas czekają i liczą na nasze dalsze ruchy. Nieważne kto tam wejdzie, nieważne z jakim planem, Gildia będzie wiedzieć i w moment ogarnie stosowną dekonspirację i wszczęcie afery i nasze złapanie, albo naszą bijatykę i strzelaninę w środku wielkiego miasteczka policyjnego. To jest kompletnie bez wyjścia i szanse są tak naprawdę bardzo niskie, by w trakcie naszych działań z ludźmi Cesarza było inaczej, Gildia zwykle opiera się na ogromnych ilościach czujek i automatyki komunikacyjnej i tak czy siak ich ludzie tam będą, nawet w środku zamętu i burdelu, chyba że odwali się cyrk tej skali, że wybuchnie jakaś wojna domowa i atomówki wszędzie i wszyscy lojaliści danych stron sobie pójdą, no ale wtedy to po prostu tym bardziej nasi sobie poradzą. A w mniejszym rabanie, wiecie - najbardziej się im pomoże zostawiając ludzi Gildii uśpionych i bez szefostwa zajętego wszystkim innym. No i tak, koncepcja była taka, że plan włamania i wydostania ich jest na dzień jak ruszymy z wielkimi jazdami finałowymi i zrobi się to po cichu w tle grubszych spraw - ale właśnie, patrz: stały monitoring, stale ludzie tam, i tak dalej.
Zgadzamy się, że narobienie publicznego rabanu, ale takiego, który nie da uzasadnienia dla "przypadkowego strzału w zamieszaniu" może zapewnić bezpieczeństwo przed blastem w łeb, bo nawet jeśli połowa funkcjonariuszy Służby jest w rękach wroga, to muszą trzymać pozory przed drugą połową. Ale też parafrazując Mistrzynię, raban to również dokładnie pretekst Gildii, by wywozić więźniów na Koros, a wywołanie przez nas zamieszania może tym bardziej uzasadnić przewózkę, bo sprawa będzie wyglądać poważniej. Z drugiej strony oczywiście, przypadek Qualliki już jest absolutnie poważny - zagraniczny list gończy ze stolicy Sojuszu. Tak źle, tak niedobrze, ale przede wszystkim nie ma opcji, w której możemy solidnie pomóc.
Kolejny punkt krytyczny jest taki, że jeśli mieli ich wywieźć i zdjąć, to dawno to zrobili, albo zrobią w każdej chwili. Posyłanie kolejnej osoby na monitoring nic nie da, bo tam statki latają ciągle by wozić ludzi, nie będziemy mogli mieć pojęcia, który z 50 lotów tego dnia to nasi. Albo już doszło do tragedii i nic nie zrobimy, albo dalej są nadzieje, i w świetle genialnego materiału na prowokacje polityczno-medialne i utopienie naszego zbierania materiału na "bunt" przeciw Gildii, jest OGROMNA szansa, że dalej ich trzymają, a co najmniej Quallikę, bo jest wspaniałą amunicją, której wykorzystanie jest dużo cenniejsze niż likwidacja wartościowej Adeptki. Jeśli były wobec nich jakieś plany, to 5 minut po złapaniu Qualliki było już i tak za późno. Jeśli nie, nasza główna nadzieja to dać im ważniejsze sprawy.
Wniosek jest taki, że oczywiście powinniśmy pozostać w gotowości by walczyć dla nich o czas i nic nie zaszkodzi mieć w podorędziu mundur i papiery, ale jak dla Mistrzyni, w świetle złapania Qualliki nasza najlepsza opcja to uderzyć w Gildię centralnie, a nasi liczyć że dadzą radę grać na czas na własną rękę, bo jak my coś odpalimy, to oni odpowiedzą natychmiast. No i naturalnie, jak ustalimy z ekipą cesarską co dalej, to wiele się może zmienić i warto być wtedy w gotowości na wszelkie opcje. Ale tak poza tym, to raczej opcja domyślna to nie ruszać tej katastrofy i nie rozdzielać starań, bo już i tak zrobiliśmy wielki podział na zespół Hakassi i zespół Gillad i jaki stan personalny jest, to nawet podsumowałem sam.
Powtórzę, zdaję sobie sprawę że niezbyt jasno to objaśniam. Naprawdę najlepiej pogadajcie z nami, jeśli coś nie jest do końca przedstawione, to było nie wiem, ze 4 godziny debaty, którą BARDZO trudno przedstawić łopatologicznym A więc B toteż C, nie umiem tego.