Quallika - Zatwierdzone

Punkt składania historii postaci - stale otwarty.
Regulamin forum
Wzór historii postaci pojawi się automatycznie przy zakładaniu nowego tematu. Można go pobrać jednak także ręcznie, z tego tematu.

Bezwzględnie proponujemy także zapoznanie się z tym tematem z największą dokładnością, wliczając w to lekturę Regulaminu.
Awatar użytkownika
Quallika Vessan
Adept
Posty: 10
Rejestracja: 28 wrz 2025, 22:25

Quallika - Zatwierdzone

Post autor: Quallika Vessan »

1. Postać
a. Imię i nazwisko: Quallika Vessan
b. Wiek: 25
c. Pochodzenie: Coruscant
d. Rasa: Człowiek
e. Wygląd: Już się znalazł w pierwszej kolejności w historii jako jej część, więc nie będę powtarzać i psuć klimatu
f. Historia:

W biurze Noventis Coruscant wszystko błyszczało: durastalowe blaty, obudowy konsol, datapady, posadzki. Jak na biuro bezimiennej firmy, atmosfera też była nienaganna.

- Hej, cześć, przynoszę wszystkie dyski w sprawie tych zaległości u kurierów, szef świeżo dzisiaj wszystko sprawdził i podpisał… straaasznie przepraszam, że dopiero teraz, kompletnie nie moja wina, kompletnie nie mogłam tego dzisiaj upchać do kalendarza szefa wcześniej, gryzonie ze skarbówki planetarnej… nie mieliśmy pojęcia, ile czasu u nich zejdzie, a i tak zeszło jeszcze więcej… - wyłuszczała wymęczonym, ale nadal serdecznym tonem, Quallika do twi’lekańskiej pracownicy biura prawnego. Nazywanie tego biurem prawnym było trochę na wyrost, to nie był typ firmy, która miałaby całe zespoły prawnicze, ale jakoś tak wszyscy nazywali ten skromny pokoik, w którym pracowało dwoje prawników. W tym jeden tak po prawdzie był bardziej para-prawniczym archiwistą od przepisywania hologramów.

- Aha. Okej. Jasne, nie ma problemu, nie twoja wina. Dzięki - odparła twi’lekanka dyżurnym uprzejmym głosem nr. 1. Niby uprzejmie, niby serdecznie, nawet z uśmiechem, ale nie trzeba było doświadczonego pracownika korporacji obytego w latach formalności i uprzejmości, by widzieć w tym całą definicję sztuczności.

Umówmy się, nie była w tym sama. Quallika bardziej czmychała przez resztę biura, starając się nie zwracać na siebie niczyjej uwagi, przemknąć jak cień i zamknąć się w pokoju sekretarki prezesa Noventis. Stanowisko wyjątkowo intratne w tych czasach - odpowiedzialność niewielka, płaca nienajgorsza, a przede wszystkim, prezes Noventisu, Derrivor Thaed, był na tyle zamożny, że praca jako jego sekretarka wiązała się z przypadkowymi benefitami w zasadzie każdego dnia. Byle asystowanie mu przy towarzyskim spotkaniu z prezesami partnerskiej firmy oznaczało kolację, na którą nie byłoby stać wielkiej części Corustanczyków, zwłaszcza z niższych Poziomów planety. Kubek cafu na ziarnach w cenie typowego obiadu. Bycie tanim skrybą prezesa Thaeda wiązało się z przypadkowym kontaktem z kawałem luksusu i blichtru. Przy takim stanowisku nie mogła dziwić niechęć reszty pracowników, którzy mieli znacznie poważniejszą pracę, pozornie znacznie lepsze zarobki, a i tak nie mogli marzyć o kontakcie z takim luksusem. Tym gorzej, że Quallika nie była szczególnie wykwalifikowana. Nie by czegoś jej brakowało, nikt nie miał szczególnego powodu do krytykowania jej, była bardzo zwyczajną absolwentką Finansów Międzyplanetarnych z Akademii Finansów imienia Kanclerza Valoruma - niesłynącej może z bycia tanią fabryką dyplomów dla dyletantów, ale też pozbawioną jakiejkolwiek renomy. Wnosiła podstawowe, elementarne kompetencje, wywiązywała się ze swoich zadań dobrze. To wszystko. Na jej stanowisko było wielu innych kandydatów z większymi kwalifikacjami. Wielu z nich to krewni kogoś, kto pracuje już w firmie. Trudno więc dziwić się zaciskanym dyskretnie zębom.

Quallika zdążyła usiąść przy biurku, kiedy drzwi do pokoju uchyliły się bez pukania. Wszedł Marlen Deyt, przedstawiciel działu logistycznego - człowiek, którego twarz przypominała hologram w trybie oszczędzania energii. Dla Qualliki całe jego istnienie wydawało się zaprogramowane na jeden ton głosu i jeden zestaw gestów.

- Dzień dobry, pani Qualliko - powiedział z tym charakterystycznym brakiem emocji, który można było pomylić z uprzejmością, jeśli ktoś miał bardzo bogatą wyobraźnię. - Przyszedłem z formularzami do weryfikacji celnych od przesyłek międzysektorowych. Potrzebny podpis prezesa.
- Świetnie, to proszę zostawić tutaj, panie Deyt - odparła, wskazując na róg biurka. - Przejrzę i dam do podpisu jeszcze dzisiaj.
- Nie, to… - Marlen zawahał się, jakby każde słowo wymagało autoryzacji z centrali. - Właściwie, jest drobna niezgodność w protokole C-Form. Numer wniosku nie pokrywa się z numerem autoryzacji z systemu portowego. Trzeba będzie to… skorygować.
- Jasne. - Quallika westchnęła, już sięgając po datapad. - To ten słynny formularz, w którym rubryka „Uwagi” nie mieści żadnych uwag, tak?
- Tak, właśnie ten. - odparł bez śladu ironii. Patrzył wszędzie, byle nie na Quallikę. Nie można było do końca powiedzieć, by wyglądał na spiętego, nie wyglądał na obdarzonego jakimikolwiek emocjami.

Przez chwilę trwało milczenie, przerywane jedynie odgłosem stukania w klawiaturę i delikatnym buczeniem filtrów powietrza. Quallika przewracała kolejne strony formularzy z rosnącym znużeniem, a Deyt stał nieruchomo, jakby jego ciało nie znało pojęcia siedzenia. Patrzył w kontrolkę klimatyzatora.

- Wiem, że nie możemy nic wpisać w rubryce „Uwagi”, ale możemy dodać komentarz w sekcji „Załącznik dodatkowy” - mruknęła po chwili. - Tak, żeby wyglądało, że coś poprawiliśmy.
- Tak, to byłoby zgodne z procedurą. - Skinął głową z powagą, jakby właśnie uczestniczył w jakimś rytuale biurokratycznej magii.
- Świetnie. - Uśmiechnęła się sucho. - W takim razie niech pan zostawi te dokumenty. Jak tylko prezes wróci z lunchu, dopilnuję podpisu.
- Prezes ma dziś spotkanie o trzynastej trzydzieści z panią Teyla z Działu Kredytów Planetarnych - powiedział natychmiast, tonem kogoś, kto recytuje raport pogodowy. - Więc przewiduję, że wróci około czternastej piętnaście.
- Tak, wiem, panie Deyt. - Uśmiechnęła się szerzej, tym razem z autentycznym rozbawieniem. - Nie musi pan się martwić, pilnuję jego kalendarza. Od tego tu między innymi jestem.

Marlen zamilkł, po czym przez sekundę wyglądał, jakby próbował wymyślić, jak wyjść z pokoju w sposób proceduralnie poprawny. W końcu skinął głową i odwrócił się, ruszając ku drzwiom z tą samą płynnością, z jaką droid wyłączał się po zakończeniu programu.

Gdy drzwi się zamknęły, Quallika wypuściła powietrze z przeciągłym westchnieniem i zajęła pracą nad formularzami. Kwestie celne to zawsze była jej najgorsza strona, na szczęście była tutaj tylko pośrednikiem, który nie musiał umieć się w tym rozeznawać. Z prawem ogólnie było jej nie po drodze, a co dopiero, jak na złość, w prawie szerszym niż lokalne - sprawy Sojuszu, kontaktów między planetami i tak dalej. Nie wiedziała o prawie, a zwłaszcza o takim, nic a nic, nie rozumiała tego świata, więc i niespecjalnie rozeznawała się w konkretnych podgałęziach prawnych z czasów studiów. Prawo finansowe jeszcze akceptowalnie, celne i inne ledwo zdała i nic nie pamiętała. Klepała to na oślep.

Najgorzej, że Quallika spędziła na tym stanowisku już pół roku. Po tym czasie, nawet nielubiana i pomijana, dobrze wiedziała, czemu jest w tej pracy, czemu jej się udało. Trudno nie złożyć przez pół roku obrazu całości nawet słysząc przypadkowe jedno zdanie na tydzień, gdy plotkujący koledzy na sekundę podnieśli głos za bardzo. Pan prezes Thaed to chodzący stereotyp. Zdradzał żonę ze swoją poprzednią asystentką, która dostała pracę, bo podobnie jak Quallika prezentowała akceptowalną przeciętność i była naprawdę, naprawdę ładna. Podobno jeszcze zanim jego ojciec nagle zmarł, a sam prezes Thaed był jeszcze analitykiem finansowym, były inne tego typu historie. Quallika była naturalną kontynuacją tej historii, ale w chyba jeszcze gorszy sposób. Otóż zupełnie każdy w biurze wiedział, że Quallika została asystentką prezesa, bo bije wszelkie rekordy brzydoty. Wystarczy rzut oka na jej twarz, by wiedzieć, że kochanki pierwszego wyboru dla zamożnego prezesa niezłej firmy, to z niej na pewno nie będzie. Nasza bohaterka wyglądała jak chłopak i to pół biedy, gdyby wyglądała jak ładny chłopak, na tak wielkiej planecie jak Coruscant na pewno znajdą się amatorzy specyficznych gustów, ale Quallika wyglądała jak najbrzydszy facet miasta. Naturalnie łyse i kredobiałe Rattatakanki potrafiły cieszyć się większą sympatią mężczyzn. Już łatwiej było znaleźć fetyszystę Kel Dorek i Bithanek, niż kogoś kto patrzyłby na Quallikę z minimum przychylności.

Żona Derrivora Thaeda mogła spać spokojnie, wiedząc że jej mąż odciął się od grzechów przeszłości i przestał rozbijać rodzinę.




Siedem dni później.

- ...nie, panie oficerze, zapewniam, że gdybyśmy wiedzieli o jakichkolwiek nieprawidłowościach, reakcja byłaby natychmiastowa - głos prezesa Derrivora Thaeda to była esencja korporacyjnego świata Coruscant w tym dobrym wydaniu, mimo stresującej sytuacji i subtelnych sygnałów, drżenia rąk tu i tam, człowiek wysławiał się z pełnym spokojem i nie dawał popchnąć się do przesadnego tempa, potrafił zawahać się na kilka sekund namysłu bez zapychania tego "hmmm mmm yymmm", a po prostu spędzić kilka sekund patrząc w ciszy na ścianę, myśląc nad dalszymi słowami. - Noventis nie zajmuje się handlem, my pośredniczymy w transakcjach między kontrahentami, to… zupełnie inna sfera.

Revos Laan, który przyszedł wcześniej do firmy i siedział tam od ósmej, miał na mundurze plakietkę z kolorami oznaczającymi rangę "podinspektora". Szybkie przewertowanie archiwów HoloNetu i informacji na temat hierarchii służb pozwoliło prezesowi... i pewnie innym ciekawskim... odkryć, że typowy podinspektor służby celnej to oficer z "grubszej" grupy, typowo z 15 latami pracy na koncie. Nie była to więc byle jaka sprawa i byle jaki oficer. Podinspektor Revos był niemal jak droid, ale nie droid w typie Marlena Deyta, owszem chłodny, oziębły wręcz, jałowy, ale nie smętnie dukający puste słowa. Miał dużo do powiedzenia, szybko i z bystrym wzrokiem. Jego chłód nie wyglądał na produkt bycia osobą pustą w środku, a na zawodową surowość i skupienie.

- I właśnie dlatego zastanawia nas, skąd wzięły się fałszywe wpisy w deklaracjach przewozowych. Wersje dokumentów, które pani Quallika przekazała do systemu, zawierają korekty ręczne, numery wniosków nie istniejące w bazie portowej i błędne pieczęcie systemowe.

Thaed rozłożył dłonie. - Nie znam się na formularzach celnych. Od tego są moi pracownicy. - Wskazał na Quallikę, która siedziała kilka metrów dalej, z twarzą bladą jak kreda i oczami wbitymi w stół. - Ona dostaje te dokumenty z działu logistyki, od pana Deyta, i przekazuje mi do podpisu. Tyle.

- Tak było! - odezwała się Quallika, zrywając się z miejsca. Głos jej zadrżał. - Ja niczego nie przerabiałam, panie oficerze! Dostałam te formularze od pana Deyta, wszystko jak zawsze - miałam tylko sprawdzić, czy są podpisy, i przesłać do archiwum!

Podinspektor Laan skinął głową powoli. - Sprawdziliśmy komputery w dziale logistyki. Na terminalu pana Deyta nie znaleźliśmy żadnych wersji tych dokumentów, ani w folderach bieżących, ani w backupach systemowych. - Spojrzał na nią uważnie. - Na pani terminalu za to znaleźliśmy wszystkie cztery pliki, edytowane manualnie, z poziomu lokalnego użytkownika.

- To… to niemożliwe! - Quallika zrobiła krok do przodu, a strażnik stojący przy drzwiach od razu napiął się, jakby czekał na rozkaz. - Ja ich nawet nie otwierałam, przysięgam! Może… może ktoś się włamał! Albo przeniósł je tam zdalnie!
- Terminal był odłączony od sieci w chwili edycji - przerwał jej Laan chłodno. - A log z biometrycznej autoryzacji wskazuje pani kod.

W pokoju zapadła gęsta cisza. Nawet klimatyzator jakby ucichł.

Prezes Thaed odchrząknął. - Panie kapitanie, jeśli mogę… Quallika jest z nami od pół roku. To nie jest ktoś z długim stażem, ale… powiedzmy, że zatrudniłem ją, bo potrzebowałem kogoś, kto nie jest uwikłany w układy wewnętrzne firmy. Kogoś, kto nie ma znajomości wśród dyrektorów, kto nie będzie pośredniczył w żadnych przysługach. - Skrzyżował dłonie na biurku. - Być może… to był błąd w ocenie charakteru.

- Nie! - wyrwało się jej. - To pan Deyt! On przyniósł te papiery! Przysięgam, on je miał pierwszy, on zawsze ma formularze z portu!
Laan uniósł brew. - Pan Deyt potwierdził, że przekazał pani dokumenty, ale dodał, że były w pełni zgodne z protokołem.
- Bo on kłamie! - Quallika uderzyła dłonią w blat. - On jest zbyt… - urwała, próbując złapać oddech. - On jest zbyt zimny, żeby się do czegokolwiek przyznać. On nawet nie wygląda, jakby wiedział, co to emocje!
- Emocje nie są dowodem - odparł Laan spokojnie, notując coś w datapadzie.

Thaed spojrzał na nią z nieokreślonym wyrazem twarzy - może współczucia, a może ulgi, że nie on będzie dziś wyprowadzany w kajdankach.

- Qualliko - powiedział cicho, niemal łagodnie. - Lepiej, żeby pani poszła z nimi. Jeśli to pomyłka, wyjaśni się. Jeśli nie… cóż, współpracowanie może tylko pomóc.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem. - Panie prezesie… pan przecież wie, że ja…
- Wiem - przerwał jej miękko. - I właśnie dlatego proszę, żeby pani nie utrudniała.

Młodszy funkcjonariusz dołączył do podinspektora, prowadzić Quallikę do drzwi z wyczuwalną mocą.

- Proszę się nie martwić - dodał Thaed, z westchnieniem, jakby mówił to bardziej do siebie niż do niej. - Coruscant zna tysiące takich historii. Może tym razem ktoś jeszcze zechce wysłuchać twojej.
Kiedy drzwi zamknęły się za Qualliką i oficerami, w biurze zapanowała cisza. Thaed oparł się o blat, masując nasadę nosa.

Podinspektor Laan schował datapad. - Sprawdzimy jeszcze serwery portowe. Jeśli okaże się, że logi transferu wychodziły z innego działu, poinformujemy.
- Oczywiście - odparł prezes sucho. - Proszę tylko… delikatnie. Firma nie może pozwolić sobie na medialne zamieszanie.

Laan skinął głową. - Zrobimy wszystko, by zachować dyskrecję.

2. Gracz
a. Imię: Sylwia
b. Wiek: 25
c. Zainteresowania/Hobby: larpy, fantasy, kiedyś trochę cosplayu w którym byłam fatalna i zrezygnowałam, poza tym milion zainteresowań które umierają po pół roku po dotarciu do poziomu zagrania trzech akordów na gitarze.
d. Kilka zdań o sobie i swoim charakterze: Neeeeeerd z dystansem do świata i siebie, mało czasu spędzam w domu, ale i tak jestem strasznym nerdem, ciągle gdzieś latam po larpach, po muzeach, wystawach, bez przerwy jeżdżę po wystawach figurek, do szkół muzycznych na koncerty dyplomowe, do domu kultury na jakieś spotkania karciane, zawdzięczam czas i energię na to nudnej bezwartościowej społecznie pracy którą kocham i nie zamieniłabym na nic innego.
e. Nazwa konta Steam: nigdy nie używałam, gram tylko w Minecrafta i spiracone Simsy

3. Doświadczenie z RP
a. Formy rozgrywki: LARP i spotkania D&D z przypadkowymi grupami w moim mieście, ale to nigdy nie było takie RP jakie znacie z różnych gier, jest bardziej powiedziałabym dorywcze, więc nie traktujcie mnie jak weteranki proszę, nie mam pojęcia o roleplayu pisanym, ani na komputerze
b. Projekty/Grupy/Miejsca gry: dox alert
c. Staż: 10 lat

4. Informacje dodatkowe
a. Czego szukasz w organizacji RP i co przekonało Cię do złożenia historii postaci? Myślę, że to co mnie najbardziej przekonało, to niesamowity rozmiar wszystkiego, setki stron wszędzie, cały serwis zakopany pod długaśnymi tekstami od iluś tam lat, ale na pewno znalazłyby się inne rzeczy, w dużym stopniu odpowiedzialny będzie za to na pewnym etapie Grokk, który był wspaniałym wariatem :)
b. Skąd wiesz o naszej organizacji? Samodzielne przeglądanie sceny Jedi Academy, w które zaznaczę że nie grałam, a tylko interesowałam się, co żyje w internecie w kwestii gier Star Wars.
Awatar użytkownika
Liren Monper
Padawan
Posty: 166
Rejestracja: 17 gru 2022, 19:50

Re: Quallika

Post autor: Liren Monper »

Damn, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Człowiek z Coruscant to taka esencja najbardziej oczywistego wyboru i pójścia w "opcję default" i zaakceptowałaś to z całym dobrodziejstwem inwentarza i wykorzystałaś do maksimum, bez żadnych kompromisów. Bezdennie normalna korpo-praca, najnormalniejszy korpo-świat; nie korpo-dystopie z Sektora Korporacyjnego, Gildii Górniczej, czy Federacji Handlowej, a po prostu esencja normalności. Bez żadnych opcji pośrodku, poszłaś maksymalnie w "default" i zrobiłaś z tej postaci kogoś indywidualnego i konkretnego mimo tego, że nie ma tu żadnych kontrowersji, zadnych hot take'ów. "Normik", that's it.

Motyw asystentki zatrudnionej ze względu na skrajną brzydotę, by nikt nie posądzał szefa o #MeToo to ideał, genialnie barwna, świeża rzecz, a przy tym tak naturalna, wiarygodna i ludzka, że lepiej się nie da.

Niby drugie pół tekstu to wątek kryminalny, ale tutaj też normalność aż kipi. Pomysł i podejście naprawdę mi imponują. Jestem ciekaw jak to wyjdzie, to aż świeżo normalne. Cieszę się przy tym, że uniknęłaś opisywania poglądów, podejścia i reakcji Qualliki ostentacyjnie w tekście, w sumie nic nie wiemy o tym co ona sama myśli o swojej pracy i powodach rekrutacji i bardzo mnie to cieszy. I tak pomysłów pokazane dość.

Nie ma tu Mocy, nie ma tu niczego jedajowego, nie ma żadnego kierunku minimalnie związanego z przyszłością Jedi, buuut w tym wypadku to dla mnie nie wada, zakończenie jest niebywale otwarte. Przy w miarę ciekawej i konkretnej historii ten element nie jest aż tak potrzebny. Jest problemem, gdy historia to tylko suchy biogram bez punktów zaczepienia i kończy się na "poleciał sobie w kosmos pozwiedzać".

Definitywnie za, oby Ci się tu spodobało!
Awatar użytkownika
Aven'sillian'Xalhk
Padawan
Posty: 108
Rejestracja: 22 lut 2018, 15:15

Re: Quallika

Post autor: Aven'sillian'Xalhk »

Historia bardzo mi się podoba i mogę tylko gratulować. Pomysł naprawdę świetnie zrealizowany, pójście na całość w wiarygodną historię "normiczki" z Coruscant, z bezgraniczną normalnością i realistycznymi perypetiami, gdzie nawet wrobienie w przekręty i historie kryminalne trąci bardziej "reality-based" normalnym story kryminalnym zupełnie pospolitym dla służb mundurowych. A przy tym mamy kopalnię bardzo konkretnych i bardzo osobliwych motywów. Gwódź programu w postaci dziewczyny tak brzydkiej że prezes z historią romansów i zdrad rekrutuje taką by nie było podejrzeń to dla mnie definitywny hit xD Niezwykle pomysłowy w swojej prostocie i przewrotności motyw, czapeł bas. ;D

Tak naprawdę od strony "czy postać się nadaje" nie ma tu szczególnie o czym gadać, wszystko jest na miejscu i mogę tylko życzyć powodzenia i od razu powiedzieć - za, lecimy dalej, nie ma dyskusji. Mam sporo do powiedzenia w kwestiach "co dalej", ale dlatego od razu daję pozytywa, bo nie chciałbym by ktoś myślał że robię jakieś chore analizy i dzielenie włosa na czworo w kwestii samego KP, a jedynie mam do zaoferowania można powiedzieć hmm przemyślenia/wskazówki na dalszy etap, nie zaś coś do samego wstępnego KP.

Mianowicie uważam że pomysł wzięłaś naprawdę trudny do realizacji i mający wiele wymagań. Postacie z bardziej "przygodowymi" zawodami łatwo zaczepić o RP - pilot statku zawsze łatwiej znajdzie punkt zaczepienia, coś do wykazania się, naturalne tematy i robotę w ekipie Jedi. Żołnierz z wysokimi skillami od blasterów i tym podobnych będzie mieć z natury niesamowicie bogaty zasób opcji w kwestii samoobrony, a wreszcie "normalsom" którzy jednak sami z siebie podążali za światem mistycyzmu i paranormalności łatwiej znaleźć przynajmniej własne motywacje i punkty zaczepienia i rozwoju. Twoja postać na wstępie nie ma w zasadzie nic do zaoferowania - nie ma mowy by szło sensownie, bez naciągania, wpleść że korpo-sekretarka o takiej biografii jak Twoja ma np. Pilotaż *** bo hobbystycznie robiła kurs pilotażu myśliwcami wojskowymi czy Mechanikę ***... czy w zasadzie jakikolwiek skill powyżej poziomów podstawowych. ;d Całym tekstem implikujesz raczej, że nie miała ona raczej żadnych niezwykłych dodatkowych kompetencji, w końcu nawet dosłownie pojawia się o tym zdanie, że przeciętne CV zwykłej absolwentki i tyle, niezbyt by mi się dodawało by taka dziewczyna potajemnie chowała gdzieś skille inżynierskie solidnego mechanika droidów xD Będzie Ci trudniej niż innym których postacie mają określone zdolności z "cywila" do wniesienia do życia Jedi. Oczywiście jak najbardziej widzę milion pól w jakich korpo-asystentka może mieć całe stosy świetnych myśli i cennego inputu i pomysłów w sprawach infiltracji świata biznesu, rozgryzienia licznych zagadek, zwłaszcza gdy nasza obecna fabuła to dosłownie walka z dystopiczną międzyplanetarną korporacją, ale wymagać to będzie od Ciebie więcej warstw do połączenia, więcej abstrakcji. Dużo więcej wysiłku wymyśleć jak znajomość korpo-nawyków i procedur przyda się w zarekrutowaniu się do antagonistów na infiltrację i kradzież fake-faktur, niż "ja jestem pirotechnik, mogę zaminować teren badań by wróg nas nie napadł" :D Mam nadzieję że masz to na względzie.
Awatar użytkownika
Redoran Mallre
Były członek
Posty: 106
Rejestracja: 02 lut 2020, 18:54

Re: Quallika

Post autor: Redoran Mallre »

Fajna historia! Miło i lekko się czytało.

Można by się czepiać na siłę pozbawionych znaczenia detali, w stylu lekkiego zamotania z formatowaniem i enterami czy sposobem zapisu dialogów, ale bez obaw, w historiach postaci nie chodzi o ocenianie czy ktoś umie szeroko rozumianą "formę" wokół pisania opowiadań, w końcu szeroko rozumiana struktura tekstu opowiadaniowego, to nie ma nic wspólnego z RP, liczy się jeszcze szerzej rozumiana "treść" z naciskiem na postać. A od tej strony jest strasznie ładnie, tak jak już Liren i Aven napisali, więc ja się tylko podpiszę, wszystko gra i można lecieć dalej :D
Awatar użytkownika
Ashtar Tey
Mistrz Jedi
Posty: 2373
Rejestracja: 08 kwie 2010, 10:47
Nick gracza: Gluppor
Kontakt:

Re: Quallika

Post autor: Ashtar Tey »

Tak skrajnie normalna historia osadzona w najmniej ciekawym jak to tylko możliwie środowisku korporacyjnym powinna być nudna, ale jakimś cudem udało Ci się sprawić, że wcale tak nie jest :D Mamy tu ciekawą, otwartą do dalszej interpretacji intrygę, nienarzucają się ale wyraźną charakteryzację postaci i bardzo naturalnie, świetnie płynące dialogi. Dodatkowo tak jak nie jest to zwyczajowe kryterium oceny, to muszę również pochwalić sam język i styl, w którym piszesz. Wyjątkowo przyjemny w czytaniu, naszpikowanymi w nienachalny sposób różnymi ironicznymi żartami i komentarzami, lekki i naturalny. Z tak banalnego i błahego setupu stworzyłaś coś, co jest pełne kreatywności i, na przekór smętności korpo, uroku - wielkie za!
Obrazek
Autor: Bart
Awatar użytkownika
Walter Graves
Rycerz Jedi
Posty: 1492
Rejestracja: 18 wrz 2015, 13:09

Re: Quallika

Post autor: Walter Graves »

Chłopaki świetnie to wszystko rozpisali. Umiałaś wziąć naprawdę szary, maksymalnie przyziemny scenariusz i opowiedzieć go z polotem, ciekawie i z jakąś intrygą w tle. Całość mi się podoba i jestem tym bardziej ciekawy, co pokażesz w grze na żywo. Za.
Awatar użytkownika
Jareth Seran
Padawan
Posty: 70
Rejestracja: 13 cze 2025, 19:27

Re: Quallika

Post autor: Jareth Seran »

Mi się ten tekst bardzo miło czytało. Są dwie najważniejsze rzeczy. Spójna i logiczna fabuła jak należy, a nawet wiele więcej, na medal, kulisy zatrudnienia Qualliki to ideał sprytnych i nietypowych, a cudownie logicznych motywów. Cała reszta równie logiczna i naturalna, wszystko jest spójne i w żaden sposób z niczym się nie gryzie. Pomysł na postać także definitywnie jest, to nie jednodniowa postać. Nie zostaje nic innego jak zasłużone "zielone światło" :)
Awatar użytkownika
Aiden Veros
Adept
Posty: 36
Rejestracja: 27 cze 2025, 15:31

Re: Quallika

Post autor: Aiden Veros »

Na liście wielu zalet tej historii jest dla mnie to, że nie ma tu zupełnie żadnych odniesień do odbudowy Coruscant po wojnie, czy do obecnie trwającej wojny domowej z sagi LOTF. Może to Twój wybór, może przypadek, ale dla mnie to wielka zaleta, bo dobrze widzieć postać, dla której nawet takie centralne wydarzenia nie mają większego znaczenia. Przy biografii i zawodzie tego rodzaju jest ogromna szansa, że to tylko coś co dzieje się w tle. Ot jest sobie dajmy na to czasem jakaś sytuacja w pracy, że jakieś szlaki handlowe partnerskiej firmy mają problem i to wszystko. Dla postaci o tak zwyczajnej pracy, z bardzo lokalnym usadowieniem, jest wielkie prawdopodobieństwo, że nie ma to dla niej żadnego znaczenia. Osobiście uważam, że próby przesadnego umocowania wydarzeń w danym timeline i lore, zamiast urealniać historię i mocniej osadzać ją w świecie... przewrotnie działają na odwrót i prowadzą do lekkiego naciągania. Nawet gdy Coruscant jest bardzo ważne w wojnie domowej Sojusz-Konfederacja, dla wielkiej ilości normalnych pracowników tego typu firm nie będzie to nawet tło ich życia ani coś w obrębie ich zainteresowań. Tak jak mówię, może to świadomy wybór pomimo znajomości tej historii, a może wręcz przeciwnie, nawet o tym nie wiesz, ale w każdym wypadku to dobry rezultat. Także i dobry pokaz, że choć ma się sporo więcej opcji tworzenia, gdy zna się timeline i ogólne lore świata i można zrobić naprawdę niezłe mieszanki, tak można też stworzyć miliony dobrych historii, które sobie po prostu operują na bazie "default ecumenopolis" i można śmiało wejść do zabawy jako widz prequeli.

Koncepcja sekretarki tak brzydkiej, że zatrudnionej, by prezes-bawidamek był poza standardowymi podejrzeniami to dla mnie w ogóle to, co najlepsze we wszelkiego rodzaju "sztuce", i tej poważnej pełnometrażowej i hobbystycznego RP. Najfajniejsze i najbarwniejsze pomysły to proste, chwytliwe i troszkę przewrotne rzeczy, które da się opisać w 2 zdaniach, nie zagmatwane zawiłości na 20 warstw. Fajnie jak to drugie też się pojawia, ale moim zdaniem na przedzie musi być coś charakterystycznego i chwytliwego. Trudno o to bez przerysowania czy nieprawdopodobności (mimo że tutaj to znacznie prostsze, Star Wars nie da się ukryć iż bazuje na dziesiątkach bardzo spolaryzowanych i skrajnych społeczności, w tym opartych o ekstremalnie odmienne tendencje biologiczne), co póki co udało Ci się naprawdę świetnie.

Bardzo podoba mi się, że unikasz opowiadania bezpośrednimi opisami o cechach postaci i podejściu do spraw. Tu i tam znajdzie się wzmianka w naturalnym toku narracji, dotycząca tylko pojedynczych wydarzeń z danych momentów tekstu. Mamy pewne zachowania i sugestie, zaczynając na przykład od pełnego zrozumienia dla powodów antypatii wobec siebie, dyskretnego przemykania, akceptacji cudzej niechęci i pozostania przy uprzejmości i profesjonalizmie. Są wyraźne i widocznie świadomie spisane reakcje postaci na wydarzenia, wyraźna część planu na postać, lecz bez podkreślania czy niepotrzebnego wyjaśniania.

Założenie postaci sprawia, że zaczyna karierę naprawdę jako stuprocentowo normalna, zwyczajna osoba. To nawet o krok dalej niż "po prostu lekarz z Bastionu". Jestem bardzo ciekaw jak taka esencja normalności odnajdzie się wśród Jedi.

Do zobaczenia na serwerze, za!
Awatar użytkownika
Fell Mohrgan
Rycerz Jedi
Posty: 341
Rejestracja: 24 kwie 2018, 21:33

Re: Quallika

Post autor: Fell Mohrgan »

Nie mam nic do dodania, co nie byłoby powtórką po poprzednikach :D Zgadzam się z praktycznie każdym ich głównym punktem, nie ma sensu żebym nudził swoim wywodem od zera dla różnic w szczegółach. Za, hf!
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
Posty: 2934
Rejestracja: 03 lip 2011, 14:29

Re: Quallika

Post autor: Elia »

Ja również jestem za, bardzo przyjemna historia, coś innego niż zwykle. Aż mi było przykro że już koniec i nie ma nic dalej :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Rada Jedi
Posty: 445
Rejestracja: 08 kwie 2010, 10:47

Re: Quallika

Post autor: Rada Jedi »

Podanie otrzymało 8 głosów pozytywne, w efekcie czego zostaje zaakceptowane. Dalsze informacje zostaną przekazane kandydatce za pośrednictwem prywatnej wiadomości.
Obrazek
Zablokowany