Sprawozdania

Sprawozdania

Postautor: Rada Jedi dodano: 16 wrz 2007, 21:39

Po włączeniu jednego z terminali, widzisz jedną z podstawowych, ogólnodostępnych sekcji - zawierającą wszystkie raporty, opisujące bieżące, ważne wydarzenia. Wszystkie dane są automatycznie uporządkowane na podstawie kolejności dodania wpisów do bazy.
Sprawozdania są możliwe do odczytu w formie tekstowej i głosowej.


Każde sprawozdanie musi przestrzegać następującego wzoru.

Kod: Zaznacz cały
[center][b][size=150][url=opcjonalny link do tematu misji]Tytuł[/url][/size][/b][/center]

[b]1. Data, godzina zdarzenia:[/b] Data, godzina rozpoczęcia zdarzenia-godzina zakończenia

[b]2. Opis wydarzenia:[/b]




[b]3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:[/b]

[b]4. Autor raportu:[/b] [Ranga + imię]
Obrazek
Awatar użytkownika
Rada Jedi
 
Posty: 386
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Postautor: Gluppor dodano: 09 lis 2007, 11:07

Pierwsze spotkanie z Mrocznym Jedi

1. Data, godzina zdarzenia: 27.10.07 godz. 14-17

2. Opis wydarzenia:

Trzy dni przed opisywanymi wydarzeniami mistrz Kyle Katarn znalazł mnie półżywego z poważnie uszkodzoną ręką na głównym placu Akademii. Umieścił mnie w pojemniku z bactą i próbował porozumieć się z mistrzem, lecz nie odniosło to skutku. Jak mi potem powiedział w sali skoków znalazł resztki robota treningowego, a w mojej zaciśniętej dłoni kable prawdopodobnie wyrwane z tego samego robota. Niestety to co się stało znikło z mojej pamięci chyba pod wpływem silnego uderzenia w głowę.

Po trzech dniach kiszenia sięw bakcie obudziłem się. Pierwsze co zobaczyłem, to mistrza Kyle'a Katarna oraz padawanów Cacorana i Strangera. Po krótkiej rozmowie mistrz zadecydował, że mam zostać i odpoczywać a on z pozostałymi uczniami pójdą zbadać co stało się trzy dni wcześniej. Nie czułem się jednak źle i ręką była w miarę sprawna więc dołączyłem do reszty. Nie znalazłszy niczego ciekawego w sali skoków postanowiliśmy zejść na niższe poziomy. Mistrz dał na specjalne linki za pomocą których bezpiecznie spuściliśmy się na dół.

Na dole zastaliśmy dziwny widok. Podziemia Akademii były wiekowe, mogły pochodzić jeszcze sprzed czasów Starej Republiki. Gdzieś w oddali słyszeliśmy wrzaski howlerów i jeszcze innych, nieznanych nam stworzeń. Zaczęliśmy powolną i mozolną przeprawę. Musieliśmy być niezwykle ostrożni, ponieważ wystarczył jeden nieostrożny krok i spadlibyśmy w przepaść. Po dłuższym czasie wydawało się, że jesteśmy już na końcu drogi. Mistrz Kyle przyspieszył i zniknął nam z oczu. Nagle usłyszeliśmy strzały z blasterów i buczenie miecza świetlnego. Po chwili wszystko to ucichło. Gdy dotarliśmy do miejsca walki ujrzeliśmy dwa roboty leżące na ziemi. Przypomniałem sobie, że taki sam robot treningowy trzy dni wcześniej udzielał nam lekcji. Mistrz kazał nam wyjąć z robotów wszystko co się dało i wracać na górę.

Droga z powrotem przebiegła bez większych problemów. Jednak kiedyweszliśmy na plac główny Akademii wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Szybko odkryliśmy, że Akademia została opanowana przez roboty. Okazało się również, że sala mistrzów jest zamknięta. Mistrz Kyle zajął się drzwiami a my likwidacją robotów. Po dosyć długiej walce wróciliśmy do mistrza, który nadal nie mógł otworzyć dzwi. Powiedział nam, żebyśmy przyłożyli swoje miecze świetlne w jeden punkt. Czego nie mógł zrobić jeden miecz dokonały cztery. Część drzwi z hukiem upadła na podłogę. Resztę dopełnił mistrz używając Mocy. Okazało się, że sala mistrzów również jest opanowana przez roboty. Po rozprawieniu się z nimi mistrz sprawdził, czy system bezpieczeństwa działa. Przy okazji opowiedział nam o misji mistrza Sasa na Bissimari i roli jaką odegrał tam były jedi imieniem Nero Hadiga. Przypuszczał, że to wraz z armią robotów zaatakował Akademie. Kazał nam zamknąć sięw sali mistrzów i nic nie robić. Wyszedł nie mówiąc nam gdzie idzie. Siedliśmy tak, by mieć dobry widok na główny plac. Zobaczyliśmy mistrza idącego w prawo, do ogrodu z pamiątkowymi hologramami. Nagle usłyszeliśmy potężny wybuch i zobaczyliśmy mistrza Kyle'a, który przeleciał przez cały plac, uderzył w ścianę i opadł bezwładnie. Spojrzeliśmy po sobie i zbiegliśmy na dół. Cały ogród z hologramami był w duszącym dymie. Bezslinie próbowaliśmy wypatrzeć coś w gęstej zasłonie. Cacoran zaczął się dziwnie zachowywać i wyglądał, jakby miał stracić przytomność. Wtedy zobaczyliśmy ludzki kształt, wyłaniający się z dymu...




Uderzył całą siłą swego gniewu i nienawiści. Usłyszał głuche uderzenie ciała o kamienną śnianę i z lubością wsłuchał się w ciszę jaka zapadła.

- Teraz czas na uczniów - wyszeptał sam do siebie. Czuł, że idą prosto do niego, w gęsty dym. Jeden z nich był wyjątkowo obiecujący, pełno w nim było strachu i niepewności. Skierował swoje złe myśli właśnie ku niemu. Zdziwił się, gdy jego cel nie okazał się człowiekiem, lecz Nautolaninem. Usmiechnął się do swoich mrocznych myśli.

-Czas odpłacić Sasowi!

Zaatakował znienacka, szybkim cięciem od dołu. Zobaczył kątem oka, że zaatakował wysokiego człowieka w białej szacie. W ostatniej chwili zmienił kierunek ataku i poczuł, że człowiek traci równowagę. Błyskawicznym obrotem uniknął ciosów drugiego człowieka. Rozejrzał się i zobaczył dwóch ludzi z mieczami świetlnymi o niebieskich ostrzach, a także Nautolanina stojącego z boku.

-Caco, co ty robisz? - krzyknął ten z blond włosami. Na ten okrzyk Nautolanin otrząsnął się i także włączył miecz zielonego koloru.

-Nero...Nero Hadiga... - wyszeptał blondyn.

-HAHAHA. Bystry jesteś, szkoda że będziesz musiał zginąć - Nero sam nie wiedział czemu tak bardzo go to rozbawiło. Spojrzał na swój własny miecz. Rączka była istnym dziełem sztuki, wspaniale rzeźbionym i wykończonym. Ostrze miało kolor jasno fioletowy. Pamiętał, jak budował ten miecz, wiele lat temu. Szybko wyrzucił te niemądre myśli z głowy. Uczniowie czekali. Tym razem nie zaatakował, a tylko przeskoczył im nad głowami. Wbiegł na środek placu, a następnie w kierunku sali mistrzów. Ci idioci biegli za nim, tam, gdzie chciał. Wjechał windą do sali mistrzów i rzucił na ziemię ładunek wybuchowy. Najbardziej niecierpliwy z adeptów wbiegł prosto na niego. Wybuch wstrząsnał ścianami budynku.

-Stranger! - krzyknął Nautolanin. Na jego twarzy malowało się cierpienie oraz złość. Rzucił się na Nero bez zastanowienia. Zaatakował silnym ciosem z góry, które z łatwością zostało zablokowane. Każy jego cios był bez wysiłku parowany przez Nero.

- Jednak myliłem się co do ciebie. Nie jesteś wart mojej uwagi - powiedział Nero. Zwarł swój miecz z mieczem Cacorana w śmiertelnym tańcu. Dwie smugi światła złączyły się na chwilę w jedną, tworząc niesamowite połączenie. Przez chwilę żadna ze stron nie zyskiwała przewagi, lecz nie trwało to długo. Powoli ostrza obu mieczy zbliżały się ku twarzy Cacorana. Na twarzy Nero pokazał się paskudny uśmiech. Nagle błyskawicznie cofnął miecz i ciął potężnym uderzeniem nieco nad biodro. Ostrze przeszło jak przez cienki materiał nawet na chwilę się nie zatrzymując.

- Teraz twoja kolej - wysyczał Nero. Z tym jednym nie poszło mu tak łatwo. Walka była długa i wyczerpująca. Upadły jedi poczuł coś, czego nigdy nie czuł. Strach. Czuł jego obrzydliwy oddech na plecach. Poczuł śmierć. Wpadł w panikę i zaczął uciekać, byle dalej od tego uczucia. Wybiegł na zewnątrz i stanął na środku ogrodu. Młody adept wybiegł za nim. Nero wyciągnął komunikator i szybko wysłał wiadomość. Na niebie z hukiem pojawił się stary myśliwiec TIE. Nero wskoczył na niego i wszedł do środka, po czym odleciał. Młody adept wyłączył miecz i padł na kolana chowając twarz w dłoniach...

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Sprawozdanie niedokończone, gdyż nie skończyliśmy końcowego pojedynku. Dość powiedzieć, że 3 adeptów na jednego upadłego jedi to jednak za mało ;) . Chyba pomyliłem się co do dat i kilku szczegółów. Jeśli tak proszę o pm.

4. Autor raportu: Adept Kal'Dar
Obrazek
Awatar użytkownika
Gluppor
Rycerz Jedi
 
Posty: 1507
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Postautor: Xarthes dodano: 17 sty 2008, 20:40

Wycieczka do jaskini

1. Data, godzina zdarzenia: 17.01.08 16:00

2. Opis wydarzenia:

Ten dzień był niesłychanie długi i nużący dla młodzików Xarthesa oraz Erniego. Po krótkiej rozmowie postanowili wyjść na przechadzkę po dżungli bez wiedzy Mistrza Sasa. Wymknęli się główną bramą. Spacer zaczął męczyć Erniego lecz Xarthes namawiał go dłuższej podróży. W pewnym momencie, zszedł w bok i odkrył jaskinie. Już przy samym wejściu czuli niezwykłość tego miejsca. Skalne ściany wprawiały w trwogę, a woda spływająca po ścianach, oraz kałuże zwiększały poczucie niebezpieczeństwa. Gdy spacerowali po nieznanej im lokacji nagle usłyszeli przeraźliwy pisk. Niebieskie oraz zielone ostrze wysunęło się z rękojeści. Ernie słysząc krzyk Xarthesa informującego o położeniu wroga rzucił się w jego kierunku. Niestety bestia znajdowała się zbyt wysoko. Zaczęli gorliwie poszukiwać drogi na górę. Udało im się, dostali się do celu.Ujrzeli go. Był to Howler. Zginął ciosem w bok zadanym mieczem Xarthesa. Przerażeni młodzicy szli przed siebie zabijając koleje stworzenia. Momentem zgrozy była niedoszła śmierć Erniego – Jaszczur przewrócił go, lecz nie doszło do wypadku przez szybką interwencje drugiego młodzika.

Nagle na ich drodze pojawiła się duża grupa Howlerów. Xarthes rzucił się do boju. Oszołomił go widok pomarańczowego światła wydobywającego się z broni nieznanego im Jedi. Parę cięć mieczem wykończyło grupę bestii. Shadal Hooker- tak się nazywał Strażnik Jedi, po serii pytań wywnioskował przynależność Młodzików do Akademii nr 1 na Yavin IV. Oznajmił iż nie zostawi ich samych po zmroku, a rano odprowadzi za bezpieczne mury. Przemierzali jaskinie zabijając kolejne stwory w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na obóz. Każdy udał się by ściąć liście na których mieli zamiar spędzić noc. Przebiegło to bez większych problemów, lecz Strażnik Hooker chyba natknął się na pare Howlerów – wnioskuje to po odgłosach walki w oddali które wydobyły się podczas nieobecności naszego „wybawiciela”. W jaskini panował mrok, ponieważ Gazowy Gigant zasłonił słońce całej planecie co utrudniało rozpoznanie sytuacji. Xarthes i Ernie byli zdumieni umiejętnościami Strażnika Shadala Hookera . Pokazał jak mocą można uspokoić zwierzęta. Nawet dotknięcie Howlera nie wywołało u niego agresji. Trzy godziny spędzili na rozmowie. W pewnej chwili ujżali zbiżającą się postać. W podziemiach rozjaśniało od kling mieczy świetlnych. Młodzicy rozpoznali w przybyszu Padawana KalDar'a który przybył im na ratunek. Zostawiliśmy nowo poznanego Jedi i ruszyliśmy w drogę. Padawan odeskortował nas bezpiecznie do Akademii.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jeśli pomyliłem rangę Shadala Hookera ( Czy też jego imię/nazwisko ) proszę mi wybaczyć.

4. Autor raportu:Adept Xarthes oraz Adept Ernie Ordo.
Obrazek
Awatar użytkownika
Xarthes
Były członek
 
Posty: 178
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Lublin

Postautor: Xarthes dodano: 28 sty 2008, 9:56

Starcie w dżungli

1. Data, godzina zdarzenia: 24.01.08

2. Opis wydarzenia:

Usłyszałem o wypadku Rasiego od Młodzika Binola. Nie miałem pojęcia o tym co działo się w Akademii ponieważ pogrążony byłem w medytacji. Zmartwieni wydarzeniami które nastąpiły, postanowiliśmy udać się na miejsce wypadku Rasiego. Nie sprawiło nam to problemów, ponieważ placówka była pozbawiona jakichkolwiek zabezpieczeń – zostały one uszkodzone. Po krótkim spacerze po dżungli zorientowałem się, że przy moim pasie nie ma miecza. Znalazłem go przy jednym z drzew. W ten oto sposób znaleźliśmy się blisko Rancorów. Gdy przyglądaliśmy się im nagle, nie wiadomo skąd wybiegły na nie nieznane nam istoty. Otworzyły do nich ogień. Nie wiedzieliśmy co robić. Spieraliśmy się czy bronić istot czy Rancorów. Gdy bestie padły , cyborg i stwór nieznanego pochodzenia ruszyły w naszą stronę. Próbowaliśmy się z nimi porozumieć, jednak nam się to nie udało. Zorientowaliśmy się ,że istoty nie mają dobrych zamiarów. Wycofaliśmy się, tak samo jak i napastnicy. Słyszałem ich rozmowy, uważali, że my jako młodzi głupi Jedi zaatakujemy ich pierwsi i wpadniemy w zasadzkę. Jednak to oni wyruszyli na nas. Próbowaliśmy się chować, uciekać lecz to nic nie dało. Binol padł od strzałów z Kuszy Wookie. Poddałem się. Próbowałem ukryć swój miecz by użyć go później. Stwór wyciągnął siłą mój miecz spod mego płaszcza. Niezdarnie włączył broń i uciął sobie dłoń. Wykorzystałem moment i podniosłem Miecz i Binola.

Ukryłem się razem z rannym kolegą w Jaskini. Cyborg namierzył mnie, próbowałem walczyć lecz nie udało mi się. Upadła mi broń. Zostałem przyparty do drzewa, a następnie związany przez Łowcę Głów. Próbował wyciągnąć ode mnie informacje o pozycji mojego kolegi. Nie dałem się. Niestety pod wpływem emocji wyjawiłem mu, że na Yavin IV znajdują się inni Jedi, którzy przybędą nam na ratunek. Potem robot poszedł gdzieś, myślę ze w poszukiwaniu mojego kompana, lub by wysłać informacje do swojego zleceniodawcy czym bardzo się zmartwiłem. Podejmowałem próby przyciągnięcia swojego miecza, lecz przekonałem się ,że jestem zbyt mały w moc by dokonać takiego wyczynu. Wykorzystałem więc jego obecność na wpisanie kodu alarmowego w mój komunikator. Napastnik powrócił do miejsca gdzie mnie przetrzymywał. Próbowałem go namówić do oddalenia się ode mnie. Gdy wymienialiśmy zdania, do akcji włączył się ranny Binol. Nie zawahał się ani sekundy i rozciął sznury przy drzewie. Byłem przerażony, kazałem mu uciekać. Nie zwrócił uwagi na moje słowa i rzucił się do boju. Pobiegłem po swój miecz. Walczyliśmy chwilę z Łowcą. Zabiłem go odbijając jego strzały. Próbowaliśmy ogarnąć to co się stało. Ujrzałem za krzakami nieznaną postać. Zdawało mi się, że to następny wróg. Złapałem go. Gdy usłyszałem jego niezwykle spokojny głos, zalecający mi puszczenie go, zrobiłem to bez zastanowienia. Zauważyłem miecz w jego ręce. Przedstawił nam się. Był to Luke Skywalker. Padliśmy na twarze przed Mistrzem. Podczas naszej rozmowy przybył Mistrz Sas. Za jego poleceniem zabrałem Binola na pojazd i ruszyłem do akademii. Mistrz został w dżungli by zbadać "pobojowisko". Droga powrotna odbyła się bez większych problemów. Przenieśliśmy rannego Binola do centrum medycznego. Tam odbyła się jego kuracja. Ja wyszedłem z tego prawie bez szwanku...

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Za wszelkie pomyłki/rozbieżności proszę mi wybaczyć, minęło już parę ładnych dni od tamtego wydarzenia. Wiem, to nie jest usprawiedliwienie, jednak proszę mnie zrozumieć. Z góry dziękuje.

4. Autor raportu: Adept Xarthes
Obrazek
Awatar użytkownika
Xarthes
Były członek
 
Posty: 178
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Lublin

Postautor: Xarthes dodano: 23 mar 2008, 23:40

Pierwsze spotkanie z Aurrą Sing

1. Data, godzina zdarzenia: 22.03.08, około godziny 14

2. Opis wydarzenia:

W końcu mogę zabrać się za konstrukcje miecza- pomyślałem uradowany faktem, że dostaliśmy części oraz instrukcje która miała mnie przeprowadzić przez żmudny proces składania własnej broni. Parę minut później odezwał się komunikator.

-Xarthesie, wychodzę poza mury Akademii by obadać teren -usłyszałem głos Mistrza Ablazera.

Odłożyłem ledwo zaczęty miecz do kufra i udałem się do sal treningowych. Zebrałem młodzików i nakazałem im trening róży wiatrów którą mieli zdawać tego samego dnia. Był to tylko pretekst by zebrać ich do jednego pomieszczenia i zaoszczędzić mi biegania po Akademii oraz zamartwiania się każdym z osobna. Wezwałem droida który miał zapisany hologram z instrukcją co do konstrukcji mego miecza. Zaniepokojony jego spóźnianiem się zostawiłem adeptów samych. Przechadzałem się zamyślony po ogrodzie. Wróciłem do sali młodzików po komunikacie jednego z nich o przybyciu R2D5. Miałem zamiar kontynuować pracę nad mieczem świetlnym lecz dziwne uczucie przeszyło moje myśli.

-Już to czułem..-Mówiłem sam do siebie. Po chwili wszystko już wiedziałem.. niemal wszystko.

Wybiegłem do ogrodu zdenerwowany nie informując o moim przeczuciu nikogo. Adepci nieco się niepokoili lecz zignorowałem ich. Musiałem biec ile sił w nogach by sprawdzić co lub raczej kto złożył nam wizytę. Przede mną otworzyło się grodzie do większego ogrodu. Nie wierzyłem temu co ujrzałem. Dziwnie ubrana kobieta, uzbrojona aż po zęby zmierzała w moją stronę. Za nią kroczył olbrzymi tresowany Rancor. Bezzwłocznie zaalarmowałem młodzików oraz nakazałem zamknięcie się w Sali Mistrzów. Ruszyłem do walki. Kobieta nieznanej mi rasy była Łowczynią, używała wszelkich sztuczek by pozbyć się mnie jak najprędzej. Jedną ręką parowałem jej ciosy, a drugą próbowałem skontaktować się z mistrzem. Gdy usłyszała moje próby wybuchła śmiechem.

-Ten staruch w dziwnych łachmanach to był Mistrz?! Hahahahahaha!! Już dawno nie żyje!! Był bezbronny jak dziecko! Hahaha!

-By.. był? Nie wierze! Nie!! Mistrz!

Ryknąłem przeraźliwie. To był krzyk rozpaczy. Z furią zaatakowałem Aurre Sing- tak się nazywała. Parowała moje ciosy z łatwością, lecz jej ataki również nie docierały do mojego ciała. Siły wydawały się wyrównane, lecz wtedy wezwała swego „pupilka”. Nic innego mi nie zostało- musiałem uciekać. Parę slalomów oszukało głupiego stwora. Łowczyni kryjąc się za Rancorem strzelała do mnie, lecz odbijałem jej strzały bez większych problemów. Znowu doszło do starcia na miecze. Prowadził mnie gniew, przez co ona zyskiwała coraz większą przewagę. Zacząłem się wycofywać. Dotarłem do korytarza w którym była winda do sali mistrzów. Odbyła się następna walka. Teraz to ona została poszkodowana. Straciła lewą dłoń. Z furią rzuciła się na mnie.

Oniemiałem gdy mój miecz treningowy został przedzielony na dwie niemalże równe części. Termodetonator wylądował tuż pod moimi nogami. Odskoczyłem. W locie poczułem okrutny uścisk w brzuchu. Spojrzałem na swoje obolałe ciało- widok był przerażający. Z brzucha wystawał mi kawałek metalu- najprawdopodobniej odłamany od czegoś podczas wybuchu. Czołgałem się uciekając przed Łowczynią. Młodzicy usłyszeli moje błaganie o pomoc. Zrobiłem to co było ostatecznością. Wezwałem ich do walki. Komunikator się wyczerpał, nie mogłem nic więcej zrobić. Młodzi walczyli dzielnie. W boju chyba okrążyli całą Akademie. Każdy z uczestników bitwy wykonywał liczne manewry- raz to uciekał przed ciosami Łowczyni, potem doskakiwał do niej. Walczący wykonali finalne starcie w korytarzu przed salami treningowymi. Adepci polegli. Poturbowani leżeli na ziemi. Zebrałem siły, powstałem, chwyciłem miecze treningowe które mieli przy sobie. Znowu stanąłem naprzeciw brutalnej Aurrze Sing. Tym razem bogatszy w doświadczenia z walki sprzed niecałych piętnastu minut, oraz opanowany. Teraz płomienie gniewu jarzącego się we mnie były moją bronią. W tak krótkim czasie nauczyłem się wykorzystywać złe emocje w walce. Natchniony mocą zmusiłem kobietę do ucieczki. Zdawało się, że już nie wróci. Razem z Squellem- który przetrwał jako jedyny zanieśliśmy rannych do ambulatorium. Poinformowałem Młodzika Squella, że udaje się na poszukiwania mistrza. Pobiegłem do hangaru, wskoczyłem na Speedera i popędziłem przed siebie.

W gąszczu wracały wspomnienia, przypominał mi się każdy szczegół wyprawy sprzed paru miesięcy. W oddali ujrzałem rozmazane przez mgłę rysy jakiejś postaci. Byłem przekonany, że był to mistrz. Zawiodłem się niezmiernie- to znów była ona. Starliśmy się ponownie. Aurra Sing wykonała szybki skok, wylądowała na moim speederze i odjechała. Załamałem się.

-Bez pojazdu nigdy nie znajdę Mistrza- mówiłem do siebie.

Opanowałem się i postanowiłem ponownie odnaleźć łowczynię. Płomienie oraz dźwięk wybuchu mojego śmigacza doprowadził mnie do celu. Po krótkiej wymianie ciosów Aurra zniknęła mi z oczu. Podążałem jej śladami. Po jakichś 15 minutach starłem się z grupą howlerów. Moje zmysły podpowiadały mi, że mistrz jest bardzo blisko. Wybiegłem na równinę. Kilkadziesiąt metrów przede mną stał statek TIE do którego wsiadała Łowczyni ciągnąc nieprzytomnego Mistrza Sasa Ablazera za szatę. Krzyczałem znakiem sprzeciwu. Było już za późno. Padłem na kolana i schowałem głowę w obolałych rękach. Ból z przeciętego brzucha minął, lecz potworne uczucie opanowało mój umysł..

Wokół wszystko pociemniało, deszcz i mgłą wydawała się bardziej wyrazista. Wszystko nabrało innych kształtów. Spojrzałem po sobie- nie było żadnych śladów walki na moim ciele. W większe zdziwienie wprawił mnie mój miecz- znowu zajarzył się żółtym światłem.

-Przecież mój miecz został zniszczony- rozmyślałem.

Po paru sekundach porzuciłem wszystkie myśli. Przed moimi oczami pojawiła się znajoma postać

-Mistrz.. Mistrzu? To ty?
-Tak, Xarthesie, znalazłeś mnie.

Poczułem dziwną aurę miejsca w którym się znajdowałem, efekt potęgowała nieznana mi do teraz aura postaci stojącej przede mną. Nie byłem przekonany kim jest mężczyzna. Wyglądał jak Mistrz, lecz nie dałem ponieść się emocjom i zachowałem w sobie nutę rozwagi.

-Zostałeś wybrany. Udało Ci się- Rozbrzmiewały echem słowa osoby podającej się za Mistrza.

W jednym momencie przez mój umysł przebiegły setki tysięcy różnych myśli. Ten ktoś je wyczuł. Czerwone ostrze rozbiło mrok panujący wokół. Rzucił się na mnie z furią. Zacząłem wycofywać się, parować jego ciosy. Z jego ust panowały liczne docinki na mój temat. Po paru sukcesywnych blokach wykorzystałem moment w którym „Mistrz” chciał oszukać mój umysł, oślepić moje zmysły. Padł pozbawiony głowy.

Dżungla ponownie rozświetliła się od promieni wiosennego słońca. Powstałem chwiejąc się na nogach. Obok mnie stanął żołnierz patrolujący obszar. Zabrał mnie do Akademii bez chwili zastanowienia.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Brak

4. Autor raportu: Padawan Xarthes
Obrazek
Awatar użytkownika
Xarthes
Były członek
 
Posty: 178
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Lublin

Postautor: Tanna Saarai dodano: 24 mar 2008, 0:16

Ponowny atak

1. Data, godzina zdarzenia: 22.03.08

2. Opis wydarzenia:

Gdy wyszedłem ze swojego pokoju po długiej medytacji zastałem Padawana Xarthesa przechadzającego się po głównym placu i adepta Savka. W oczy rzuciły mi się od razu oddziały Wojsk Nowej Republiki. Coś jest nie tak? – pomyślałem. Gdy rozpocząłem konwersacje z Xarthesem nic nie wskazywało na powagę sytuacji. Okazało się, że Mistrz Ablazer został porwany przez łowczynię Jedi Aurre Sing. Jest ona specjalistką w swym zawodzie jednak porwanie, jak dowiedziałem się od Xarthesa sprawiło jej trudności. Gdy skończyłem rozmowę z Padawanem a ten udał się konstruować swój miecz świetlny udałem się do Sali Mistrzów. Drzwi jednak były zamknięte a we wnętrzu Sali trwało zebranie, któremu dowodził Generał Kannos. Udałem się, więc ponownie do Padawana Xarthesa, który znajdował się już w swojej komnacie i tworzył swoje dzieło. Spytałem czy Mistrz Ablazer nie zostawił także części dla mnie. Xarthes potwierdził, że części są dla każdego Padawana a instrukcja znajduje się w R5. Ja jednak wiedząc ile trwa konstrukcja miecza postanowiłem, że spróbuję czegoś innego. Udałem się w stronę wyjścia jednak nie było mi dane opuścić akademię, bowiem cała została obstawiona przez oddziały Nowej Republiki. Musiałem zostawić to na inną okazję. W tym czasie Generał Kannos zwołał zebranie. Rozdzielił nam on zadania, które mieliśmy wykonać, gdy on uda się na poszukiwanie Mistrza Ablazera. Jednak nawet to nie było mu dane. Gdy miał wyruszać placówka została zaatakowana przez nieznaną nam formę życia. Generał Kannos rozkazał Xarthesowi iść z nim powstrzymać napastnika, który wyraźnie odgrażał się, że nas zabije a mi kazał pilnować młodzików. Generał Kannos i Xarthes udali się w stronę Sali Mistrzów a ja wraz z młodzikami wedle instrukcji Generała do ogrodu z pomnikami. Po pewnym czasie usłyszeliśmy odgłosy walki. Generał i Xarthes walczyli z tajemniczym napastnikiem. Wróg wyraźnie znał techniki walki na miecze świetlne. Gdy zbliżyli się na niebezpieczną odległość wkroczyłem do akcji. Kazałem młodzikom zostać pod pomnikiem i nie ruszać się, gdy w tym czasie my będziemy starać się pokonać wroga. Napastnik wyzwał Generała Kannos na pojedynek jeden na jeden argumentując swoją decyzję tym, że nasza walka jest sprzeczna z Kodeksem Jedi. Generał dał się nabrać. Gdy prawie poległ zareagowaliśmy z Xarthesem instynktownie. Zaatakowaliśmy Mrocznego Jedi. Ten powiedział, że skoro tak bardzo chcemy będziemy walczyć według naszych zasad. Wezwał na pomoc swoje droidy bojowe uzbrojone w miecze świetlne. Nie sprawiły one ani mi ani Xarthesowi żadnego problemu. Wdaliśmy się w walkę z Mrocznym Jedi. W walce wróg mnie zranił i powalił na ziemię jednak zebrałem w sobie siły i podniosłem się z powrotem na nogi. Xarthes upadł. Wróg miał mu zadać śmiertelny cios jednak w ostatniej chwili odepchnąłem go a mój towarzysz mógł się podnieść. Walka trwała, trwała i trwała. Wydawało się, że nigdy się nie skończy.

W pewnym momencie wróg zaatakował Xarthesa a ten źle przyjął cios. Zginąłby jednak obroniłem go swoim mieczem. Przypłaciłem to jednak stratą prawej dłoni, którą Mroczny Jedi mi odciął. Upadłem na ziemię, podczas gdy walka trwała nadal. Generał Kannos i Xarthes walczyli zażarcie a ja leżąc na ziemi starałem się skoncentrować energię, by odzyskać siły i ewentualnie wesprzeć towarzyszy w ciężkiej chwili. Ten proces jednak trochę trwał. Leżałem na ziemi a wokół mnie sterta droidów pokonana wcześniej przeze mnie i Xarthesa. Całość działa się w korytarzu między ogrodem a głównym placem. Z korytarza tego Generał wraz z Xarthesem wyciągnęli wroga. Leżałem bezbronny jak dziecko, ponieważ starałem się skoncentrować energię do procesu leczenia. Gdy odzyskałem siły pobiegłem, czym prędzej po młodzików. Nie byłem w stanie walczyć jednak mogłem się poruszać. Kazałem im biec za mną jednak nie wszyscy zastosowali się do tych poleceń. Niektórzy jak Shao czy Tiger wdali się w walkę z napastnikiem. Xarthes w między czasie został poważnie ranny w nogę. Zaprowadziłem część młodych do Sali Mistrzów i kazałem się im tam zamknąć. Gdy wróciłem po resztę Shao był umierający a Xarthes prawie stracił przytomność. Wziąłem rannego Xarthesa na barki i pobiegłem z nim do Sali Mistrzów. Wróciłem po Shao i w tym momencie przebiegł obok mnie Tiger, który cały palił się do walki. Kazałem mu biec za mną. Ten bardzo się opierał, lecz ostatecznie zastosował się do moich poleceń. Wziąłem na wpół żywego Shao na barki i pobiegłem z nim i Tigerem do Sali Mistrzów. Nie miałem zielonego pojęcia, co działo się z Generałem Kannosem. Zaraz po dotarciu do Sali Mistrzów podałem Shao leki, które miały mu uśmierzyć ból. Z Xarthesem nie poszło tak łatwo. Jego rana była na tak poważna, że potrzebowała natychmiastowej pomocy chirurga. Została mu może godzina życia. Powiedziałem sobie, że nie mogę dopuścić do jego śmierci ale niewiele mogłem zrobić. Oderwałem kawałek szaty i starałem się zatamować krwotok z rozległej rany. Gdy ukrywaliśmy się w Sali Mistrzów wróg zaczął się dobijać do grodzia. Wiedzieliśmy, że nie mamy najmniejszych szans z nim w bezpośrednim starciu. Wiedzieliśmy, że jeżeli mamy zginąć to zrobimy to w walce. W pewnym momencie usłyszeliśmy odgłosy walki a po chwili odgłos upadającego na ziemię miecza świetlnego. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje. Kto walczył z tajemniczym Mrocznym Jedi i czy jest on po naszej stronie? Niepewnie otworzyliśmy jedno grodzie wielkich drzwi do Sali Mistrzów i ujrzeliśmy znajomą sylwetkę. Wybawienie, to był Kyle Katarn Rycerz Jedi który pokonał Jerca, Dessana, Yuna, któremu oszczędził życie. Był trenerem Rosha Penina i wielkiego Rycerza Jedi Jadena Korra. Wpuściliśmy go do Sali Mistrzów i wyjaśniliśmy wszystko. Po chwili odezwał się nieznajomy głos. Ktoś nareszcie odpowiedział na nasz sygnał SOS, który wysłaliśmy podczas ataku. Postać chciała wiedzieć, co zaszło w Akademii i gdzie podziewa się Rycerz Jedi Kal’Dar. Gdy oznajmiliśmy mu, że nie mamy pojęcia, co dzieje się z Kal’Darem kazał nam, gdy tylko dowiemy się czegoś o jego losach poinformować go niezwłocznie. Zobowiązaliśmy się to zrobić. Po pewnym czasie przybyli medycy i opatrzyli nasze rany. Ja dostałem nową rękę a Xarthes przeszedł operację uszkodzonej kończyny. Kolejne trzy dni minęły spokojnie, o ile niepokój, co dzieje się z Mistrzem Ablazerem można nazwać spokojem. W akademii panowała nie miła atmosfera. Adepci byli przerażeni i nie wiedzieli, co teraz z nimi się stanie. Ja wraz z Xarthesem opiekowaliśmy się całą placówką i młodymi przyszłymi Jedi. Nie wiedzieliśmy czy damy sobie radę jednak nie mieliśmy większego wyboru. Coś zrobić musieliśmy a ponieważ że byliśmy najwyżsi stopniem był to ni jako nasz obowiązek. Po trzech dniach do placówki przybył Kal’Dar. Powiedział, że o wszystkim wie i wyjaśni nam wszystko w swoim czasie. Żyliśmy w wielkim niepokoju, co dzieje się z Mistrzem. Nie wiedzieliśmy czy żyje jednak słowa Rycerza Kal’Dara, uspokoiły nas.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jeżeli pomyliłem jakieś wydarzenia bądź nazwiska z góry przepraszam.

4. Autor raportu: Padawan Binol
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 655
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Kraków
Nick gracza: Binol

Postautor: Xarthes dodano: 23 kwie 2008, 19:30

Nar Shaddaa cz. I

1. Data, godzina zdarzenia: 13.04.08

2. Opis wydarzenia:

Odnawiany myśliwiec typu X-Wing z dwoma pasażerami osiadł na powierzchni księżyca Nar Shadda. Po jakiejś minucie wyszli z niego dwaj młodo wyglądający mężczyźni. Podejrzanie się rozglądali i namawiali po cichu. Zaczepił ich pracownik promu:

-Hej stoicie tu czy jedziecie promem?!
-Promem? Dokąd prowadzi ten prom?- Do pracownika podszedł jeden z nich, przyodziany w złotą zbroję
-Do drugiej części miasta- Rzekł trochę zaskoczony dla niego głupim pytaniem.
-Skorzystamy więc- odrzekł spoglądając na towarzysza w ciemnych szatach gdy akurat podjechał prom
-Bileciki proszę?
-Bilety? Gdzie je można zakupić?-Kontynuował trochę pośpiesznie
-W biurze obok- strażnik wskazał ręka.

Angar i Jack – takie przybrali sobie pseudonimy, weszli do budynku. Długi korytarz doprowadził ich do biura w którym stało dwóch Granów w tym jeden za biurkiem. Po krótkiej rozmowie młodzi Jedi zakupili bilety, a następnie namyślili się też na obejrzenie panoramy miasta. Winda dowiozła ich do wierzy obserwacyjnej. Wpatrywali się przez okno i szukali Cafe Melton, gdzie miała znajdować się Aurra Sing. Zaskoczył ich widok Grana z blasterem za ich plecami.

-Dawać wszystko co macie! No już- stali jak wryci
-DAWAĆ KREDYTY! -wrzasnął

Jack czyli Xarthes położył na ziemi wszystko co miał. Gdy Gran schylił się po jego przedmioty ten uderzył go z całej siły w potylice po czym napastnik padł bez ruchu. Zeszli na dół gdzie zastali urzędnika pocącego się ze strachu. Włączył alarm. Rozpoczęła się walka lecz Padawani nie wykorzystali swych mieczy świetlnych by się nie zdemaskować. Pobili agresywnych obcych i przeszukali biurko mając nadzieje na znalezienie jakichś wskazówek. Tylnymi drzwiami do biura wbiegła jakaś kobieta, stała jak wryta patrząc na pobojowisko. Binol i Xarthes wybiegli z budynku i wsiedli czym prędzej na prom. Miasto było zatłoczone mimo późnej wieczornej godziny. Gdy znaleźli się w drugiej części Nar Shadda nie wiedzieli co czynić. Jack zaczepił jakiegoś przechodnia wypytując o Cafe Melton. Ten odpowiadał nieznanym mu językiem lecz gestykulując przekazał Padawanom by szli za nim. Przebiegli parę ulic nie pewni tego co robią. Lecz nie mieli wyboru, inaczej mogli by nigdy nie znaleźć Mistrza. Przewodnik zaczepił jakiegoś Rodianina. Nawiązała się między nimi dość agresywna rozmowa która doprowadziła do wymiany ognia. Rodianin uciekł a nasz nowy „kompan” rzucił się w bieg by jak najszybciej pokazać nam nasz cel. Zatrzymaliśmy się na dużym placu i istota uciekła. Angar próbował ją gonić lecz ta skutecznie ukryła się za polem siłowym. Wróciliśmy do miejsca gdzie zostawił nas humanoid. Na środku dużego placu stał statek typu T.I.E. a wokoło niego mnóstwo ludzi w czym większość uzbrojona po zęby. Xarthes skądś kojarzył akurat ten egzemplarz lecz porzucił rozmyślenia by jak najprędzej dostać się do Cafe Melton która była tuż przed nimi..

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jest to pierwsza z 3 części sprawozdania. Następne pojawią sie na dniach.

4. Autor raportu: Padawan Xarthes
Obrazek
Awatar użytkownika
Xarthes
Były członek
 
Posty: 178
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Lublin

Postautor: Xarthes dodano: 02 maja 2008, 9:22

Nar Shaddaa cz. II

1. Data, godzina zdarzenia: 13.04.08

2. Opis wydarzenia:

Cafe Melton było przepełnione, niemal przy każdym stoliku siedziało po kilka osób w tym wielu z tubylców przechadzało się po barze raz w tą, raz w drugą.
Wiele głów zwróciło się w kierunku wchodzących dwóch młodych i nieznajomych mężczyzn. Xarthes szybko siadł przy barze natomiast Binol chwile stojąc za nim postanowił się przysiąść. Xarthes zamówił parę
drinków by zachować pozory. Wtem podeszło do nich dwóch awanturników

-Nie podobacie się mojemu kumplowi!
-Co tu robicie?! -Kontynuował
-Spokojnie.. siądź i się napij z nami- Namawiał Padawan Xarthes- Stawiam kolejkę!

W tym samym czasie Binol próbował uspokoić drugiego bandziora. Xarthes nie mogąc wytłumaczyć obcemu normalnymi metodami zaatakował jego umysł. Na twarzy Rodiana pojawił się dziwny grymas. Po chwili wyciągnął blaster i bez skrupułów zabił swojego dawnego przyjaciela. Wziął kieliszek i wypił drinka którego zamówili młodzi Jedi. Xarthes jeszcze nie pewny swoich umiejętności źle posłużył się mocą. Z braku innej możliwości obrali drogę na górę. Gdy podchodzili do schodów rozległ się hałas. Na zewnątrz działo się coś, Padawan Xarthes chciał to sprawdzić lecz Binol zachował zimną krew i kazał mu zostawić sprawę w spokoju. Drogi po schodach strzegł uzbrojony mężczyzna. Padł na ziemię gdy Binol uderzył go barkiem by utorować nam drogę. Piętro na którym teraz się znajdowali było kompletnie puste, wokół panował mrok zakłócany jedynie przez odrobiny światła wpadające przez duże okna. Rozejrzeli się po lokalu, po czym jeden z nich podbiegł do okna by sprawdzić co dzieje się na zewnątrz. Rozgrywała się jakaś bitwa. Strzały blasterowe latały po całym placu uderzając w przypadkowe cele. Po chwili wszystko ucichło. Do Padawanów zszedł masywny Rodianin.

-Co tu robicie? Kto was tu wpuścił?
-Strażnik na dole.
-Skoro was wpuścił.. musicie być kimś ważnym. Siądźmy jak cywilizowane istoty.
Xarthes zasiadł przy stole, Binol z braku drugiego krzesła stał obok.
-No więc.. słucham.
-Szukamy niewolnika, a ty wyglądasz nam na kogoś kto jest specjalistą w tym fachu.
-No tak.. podajcie jakieś szczegóły. Wtedy Padawani zaczęli wymieniać mnogie cechy które mogły by nakierować myślenie Rodiana na Mistrza Ablazera.
-A może Jedi?-Powiedział Xarthes wybuchając śmiechem pozorując, że był to żart.
Rodianin odebrał to jako żart, po czym złożył propozycje.
-Mam coś co by wam mogło pasować. Za 10 000 kredytów.
-Hmm.. Xarthes głośno myślał. 5 tysięcy teraz, 5 tysięcy po dostarczeniu go.
-Umowa stoi.
-Zaczekajmy jeszcze z tą decyzją- dodał Binol
-Chcemy obejrzeć twoje wszystkie specjalne ,,towary”.
-Dobrze więc, musicie porozmawiać z moim pracodawcą. Tak się składa, że dziś zatrzymała się tu najlepsza łowczyni. Zaczekajcie tutaj, poinformuje ją o waszym przybyciu.

Gdy Rodianin poszedł na górę Xarthes zajął się ukrywaniem swojej twarzy pod kapturem by Aurra Sing go nie rozpoznała. Rodianin wrócił po paru minutach i wskazał im windę prowadzącą na góre. Winda zawiozła ich bardzo wysoko, znaleźli się w czymś co przypominało wieżę obserwacyjną. Xarthes trzymał się z tyłu, a Binol przystąpił do konwersacji z Aurrą Sing.
Wymieniał opis który mógłby wskazać Aurrze Sing, że chodzi im o kogoś takiego jak Mistrz Ablazer.
Ciemność została rozbita przez klingę czerwonego miecza.

-MYŚLELIŚCIE, ŻE JESTEM TAKA GŁUPIA? -Rozpoznała Xarthesa
-JEDI SZUKAJĄ SWOJEGO MISTRZA! TO BYŁO OCZYWISTE!

Przeskoczyła nad nami i zjechała windą na dół. Binol i Xarthes czym prędzej zjechali za Aurra Sing. Biegiem przemierzyli wszystkie piętra Cafe Melton i wybiegli na zewnątrz. Został otworzony do nich ogień. Biegli jak najszybciej do statku X-wing w którym znajdowała się Aurra Sing najprawdopodobniej z Mistrzem. Gdy już byli blisko ta zaczęła do nich strzelać, ale po chwili uruchomiła statek i odleciała. Padawani musieli rozprawić się z pomocnikami łowczyni. Ostatniemu z nich Xarthes uciął rękę i zaczął przesłuchiwać. Dowiedzieli się, że Aurra Sing może znajdywać się na stacji kosmicznej jednego z bogatych przemytników. Ich informator zemdlał od obszernych obrażeń. Binol wziął go na barki i zaniósł do baru.

-Zajmijcie się nim! Krzyknęli i wyszli z lokalu.

Padawani pobiegli do swojego statku X-wing na którym spał jakiś mężczyzna. Xarthes wskoczył do kabiny pilota i czekał aż Binol zajmie się „blokadą” statku. W pośpiechu wykorzystał moc, a mężczyzna zsunął się ze statku prosto w przepaść nad którą było umieszczone lądowisko. Binol rzucił mu linkę by dać mu szanse ratunku o ile jeszcze żył. Dwaj wsiedli do statku i wylecieli z Nar Shadda..

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: To jest 2 z 3 części sprawozdania z misji na Nar Shadda.

4. Autor raportu: Padawan Xarthes
Obrazek
Awatar użytkownika
Xarthes
Były członek
 
Posty: 178
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Lublin

Postautor: Tanna Saarai dodano: 12 maja 2008, 21:37

Nar Shaddaa cz. III

1. Data, godzina zdarzenia: 13.04.08

2. Opis wydarzenia:

Smród, smród i smród… To pierwsze, co poczuli Binol i Xarthes wysiadając ze swojego X-Winga, którym wylądowali w opuszczonej stacji na Nar Shadda.

Nie traćmy czasu i bierzmy się za szukanie Mistrza – powiedział po chwili Binol

Szli pewnym krokiem przed siebie wiedząc, że za każdym rogiem czai się potencjalne niebezpieczeństwo. Doszli do windy, uruchomili ją i gdy tylko zaczęła zjeżdżać w dół poczuli obecność oddziału szturmowców. Spojrzeli na siebie.

Też to czuje – rzekł Xarthes dobywając miecza świetlnego

Binol także po chwili odpalił swój miecz i razem czekali na oddział. Winda zatrzymała się. Po chwili otworzyło się grodzie i rozległy się strzały. Padawani poradzili sobie z tym mało znaczącym zagrożeniem jednak po takim przywitaniu wiedzieli, że nie czeka ich tu nic dobrego. Jednak misja jest misja pomyśleli, Mistrza trzeba odbić. Ruszyli razem do windy. Wjechali na górę i pewnym, lecz ostrożnym krokiem udali się przed siebie. Przed kolejnymi drzwiami zatrzymali się.

Dobra wchodzimy – powiedział Xarthes i z włączonym mieczem wbiegł do Sali

Wyraźnie przestraszył tubylców, którzy sięgnęli po broń, którą mieli przy ręku i zaczęli strzelać do Padawanów. Xarthes nie czekał na specjalne zaproszenie i ruszył żwawo na wrogów szatkując ich na kawałki. Binol zdobył wcześniej blaster typu E-11, więc ostrzeliwał przeciwników z oddali. Pokonali wszystkich jednak coś im mówiło, że źle zrobili. Zebrawszy broń od martwych agresorów wyszli z pomieszczenia udając się dziwnym korytarzem w głąb stacji. Po chwili doszli do zamkniętych drzwi.

Tędy nie da rady – powiedział Binol – Musimy znaleźć inne wejście – dodał po chwili
Tak… Bierzmy się za szukanie – odparł Xarthes

Szukając wejścia mieli wrażenie jak by coś ich ciągnęło do tego pomieszczenia.

Tu nic niema – powiedział Xarthes – Szukamy na daremno
Chyba masz racje, ale to chyba jedyna droga… - rzekł Binol
Wracajmy może coś przeoczyliśmy – odparł szybko Xarthes

Wracając w kierunku poprzedniego pomieszczenia Padawani spostrzegli dwóch oprychów wychodzących spod platformy, na której stali.

Tam jest to wejście – szepnął Xarthes

Dwóch obcych zorientowało się jednak, że ktoś ich obserwuje. Odwrócili się w stronę młodych Padawanów i zaczęli strzelać. Ta walka sprawiła młodym trochę trudności, ponieważ obcy byli wprawionymi w boju mordercami jednak po dłuższej chwili padli od swoich własnych strzałów odbijanych przez dwójkę padawanów.

Ciężko było – powiedział Xarthes
Tak, ale ruszajmy dalej. Nie mam chwili do stracenia – odparł Binol




To chyba jakieś kanały… Strasznie śmierdzi – powiedział Binol z obrzydzeniem w głosie
Nie chyba a na pewno – odrzekł Xarthes - Szukaj wyjścia na, zewnątrz bo się udusimy w tym smrodzie – dodał po chwili

Szukając wyjścia trafili na dziwny akumulator wodny.

Spróbujmy tam zejść –powiedział Binol
Tylko ostrożnie – dodał Xarthes
Spokoj… - urwał się głos Binolowi, który zsunął się po śliskiej ścianie do wody
Binol… Binol – rozległ się krzyk Xarthesa

Binol przepłynął pod wodą spory kawałek, znalazł wejście do dziwnej maszyny a w jej wnętrzu schody. Przyjaciele zostali rozdzieleni na chwilę, po czym rozległ się cichy i nie wyraźny głos Binola w komunikatorze.

N..c m… est – głos Binola, przerywany przez szmery ledwo dało się usłyszeć – P..ń p…d

Xarthes niewiele zrozumiał, ponieważ łączność w komunikatorze nagle została zerwana jednak wiedział, że musi skoczyć do wody za kolegą. Tak też uczynił. Wziął głęboki oddech i wskoczył do wody. Gdy tylko wpadł zaczął płynąć przed siebie szukając jakiegoś przejścia albo wyjścia. Znalazł tajne przejście do wnętrza akumulatora jednak nie starczyło mu powietrza i zaczął się krztusić… Znalazł jednak resztki sił by wypłynąć na schody, na których stał Binol. Gdy ten tylko zobaczył rozpaczliwe próbował wydostać się na powierzchnie Binol złapał kompana za rękę i wyciągnął go na schody.

Dzięki - powiedział z trudem Xarthes – Jeszcze chwila i było by zemną krucho
Nie ma sprawy – odrzekł Binol

Wchodząc na górę wiedzieli już, że czeka tam na nich kilku przeciwników. Dzięki treningowi pod okiem Mistrza Ablazera i innych Mistrzów nauczyli się wyczuwać obecność wroga w takim stopniu, że wiedzieli, gdy czeka ich zagrożenie. Jednak nadal mieli za małe umiejętności, aby stwierdzić ilu jest napastników, jak są uzbrojeni i innych ważnych szczegółów. Uzbrojeni w dość ogólną wiedzę o zagrożeniu pewnym krokiem weszli na górę dziwnego akceleratora energii. Nie zdążyli się zorientować, gdy już rzuciła się na nich grupa wrogów. Dwóch z mieczami i kilku szturmowców z blasterami typu E-11. Binol rozprawił się dość szybko z szturmowcami w czasie, gdy Xarthes odwracał od kolegi uwagę napastników z mieczami. Po chwili Binol dołączył do kolegi i razem rozprawili się z Mrocznymi Jedi.

Mroczni Jedi? Tutaj? – Zdziwił się Xarthes
To dość dziwne zachowanie jak na łowcę Jedi… Czemu akurat tu przyleciała – mówił również zdziwiony Binol

Ruszyli dalej, zabijając po drodze spotkanych przeciwników. Nagle stało się coś niespodziewanego. Coś, czego nikt się nie spodziewał.

Cholera! – Krzyknął, Xarthes
Co się stało? – Spokojnym głosem zapytał Binol
Mój miecz. Po prostu przestał działać – zdumiał się Xarthes
Jak to przestał działać? – Binol lekko zdziwiony zapytał kolegę
Nie wiem. Trudno muszę iść z blasterem. Nie mam czasu na naprawę – nadal lekko zaszokowany odparł Xarthes

Ruszyli dalej w drogę. Po chwili uświadomili sobie, że jakieś 10 minut temu walczyli z Mrocznymi Jedi, którzy mieli Miecze świetlne. Ruszyli, więc w drogę powrotną, aby Xarthes miał broń, którą umie się najlepiej posługiwać. Gdy zdobyli miecz biegiem ruszyli nadrabiać stracony czas.

To chyba jakaś stacja z paliwami – powiedział Binol – Spójrz na te kontenery
Chyba masz rację – odrzekł Xarthes – Co też ją tu przywiodło?

Ruszyli dalej przed siebie. Po drodze spotkali jeszcze parę oddziałów uzbrojonych żołnierzy jednak szybko się z nimi uporali. Gdy dotarli na pas zauważyli jak Łowczyni Nagród ładuje na swój statek zamrożonego w Karbonicie. Ten widok ich przeraził jednak czuli, że Mistrz żyje. Czuli emanującą od niego energię życiową.

Nie! – Krzyknął Binol na widok Łowczyni, która wsiadała już do swojego statku

Ta jednak szybko uruchomiła silniki swojego statku i wzbiła się w powietrze. Padawani musieli szybko reagować. Binol wyciągnął nadajnik GPS i rzucił w statek łowczyni. Gdy tylko nadajnik sięgnął statku ten odleciał w nieznane. Padawani byli źli na siebie, że nie udało im się wypełnić misji jednak wiedzieli, że przyczepiony do statku nadajnik jest tropem, który doprowadzi ich do ostatecznego pojedynku z Łowczynią Jedi.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jeżeli popełniłem jakiś błąd proszę o wybaczenie.

4. Autor raportu: Padawan Binol
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 655
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Kraków
Nick gracza: Binol

Postautor: Tanna Saarai dodano: 01 lip 2008, 19:48

Wyprawa na Dantooine

1. Data, godzina zdarzenia: 28.06.08 godz. 23.00 – 23.30, 30.06.08 godz. około 23.00 - 1.00

2. Opis wydarzenia:

-Wstawaj – Powiedział przyjemnym głosem z uśmiechem na twarzy Mistrz Lightdust do medytującego - -Binol’a – Lecimy na Dantooine
-Na Dantooine? – Zdziwił się Padawan – W jakim celu?
-Zobaczysz ale na pewno będzie ciekawie – odparł Mistrz
Binol wstał powoli, otarł się z kurzu i ruszył za Mistrzem, który udał się na główny plac akademii. Gdy dotarł Mistrz powiedział:
-Na ścigaczach dostaniemy się do portu kosmicznego a stamtąd bezpośrednio na Dantooine.
Jak powiedział tak zrobili. Podróż do portu kosmicznego zajęła im godzinę. Na prom musieli czekać 30 minut. W tym czasie Mistrz Lightdust wyjaśnił Padawanowi cel wizyty na Dantooine. Ten gdy się dowiedział że pozna Mistrza Withdrawn był lekko uradowany a jednocześnie zdenerwowany. Słyszał różne historie o tym Mistrzu a większość z nich była raczej przerażająca, z pewnego punktu widzenia. Wreszcie prom przybył. Wsiedli na pokład, usiedli na swoich miejscach i odprężyli się. Po około pół godziny prom wystartował.




Podróż trwała prawie cały dzień. Przez ten czas Padawan rozmawiał z Mistrzem o postaci, jaką był Luki Withdrawn, o jego roli w Akademii i powodach odejścia. Chciał poznać bardziej postać byłego nauczyciela na Yavinie IV jednak Mistrz Lightdust odpowiadał jednak bardzo ogólnie a na pytanie o przyczyny opuszczenia księżyca Yavin’a odpowiadał:
-Nieporozumienia w kręgach władzy
Padawan Binol widział, że Mistrz Lightdust wyraźnie nie chciał mu czegoś powiedzieć.
Cóż Binolowi pozostało tylko czekać aż pozna osobę Mistrza Withdrawna. Odprężył się i starał uporządkować myśli.




Gdy dotarli do promu kosmicznego na Dantooine Mistrz Lightdust poszedł załatwić transport, który zabrałby ich do enklawy szkoleniowej Mistrza Withdrawna. Binol przez ten czas siedział na ławce i zastanawiał się nad osobą mistrza. Po głowie chodziło mu wiele pytań. „Jak wygląda? Jak się zachowuje? Czy rzeczywiście jest taki straszny jak o nim mówili inni?” Wiedział, że gdy dotrze do enklawy na wiele pytań uzyska odpowiedź a jeszcze więcej pojawi się zagadek.
Mistrz, Lightdust wrócił z jakimś mężczyzną rasy zabrak. Powiedział, że ten mężczyzna zabierze ich do enklawy. Zabrak od razu zaznaczył ile to będzie kosztowało i powiedział, że inną drogą jak na wschód od enklawy nie będzie leciał. Padawan Binol od razu wyczuł, że na tej planecie dzieje się coś niepokojącego. Pojawiło się kolejne pytanie, „Co tak niebezpiecznego znajduje się na planecie, że jedyną bezpieczną drogą jest wschodnia ścieżka?”




Wreszcie po jakimś czasie ukazał im się w oddali budynek enklawy. Od razu rzuciło się Binolowi w oczy, że jest on trochę mniejszy niż akademia, w której on się uczy. Jednak nie rozmiar ma tu znaczenie pomyślał sobie. Kilka minut później stali już przed bramą wejściową enklawy. Było bardzo późno a Mistrz i Padawan byli już trochę zmęczeni. Podróż w promie nie należała do najprzyjemniejszych zważywszy na fakt, że hałas nie dawał im zasnąć na dłużej. Wreszcie. Wielkie grodzie otworzyły się a przed Binolem i Mistrzem Lightdustem ukazała się postać odziana w czarne szaty z kapturem na głowie zakrywają praktycznie całą twarz. Widać było tylko usta postaci, na których malował się dziwny uśmiech.
-Mistrzu Kannosie – przywitał się tajemniczy mężczyzna – Cieszy mnie, że nas odwiedziłeś. Mam nadzieje, że cel twojej wizyty nie ogranicza się do pogaduch. Wiesz jak tego nie lubię
-Witaj Mistrzu Luki – Mistrz Lightdust od razu rozpoznał ciemno odzianą postać – Muszę cię zmartwić. Przybyłem jedynie porozmawiać.
-No cóż. Cały ty – odparł Mistrz Withdrawn – Musicie być zmęczeni – dodał po chwili ciszy – Zapraszam do środka, porozmawiamy, napijemy się czegoś. I przedstawisz mi swojego towarzysza. Zanim to jednak nastąpi udajcie się do pomieszczeń mieszkalnych i rozgośćcie. Muszę coś jeszcze załatwić a gdy skończę swoje sprawy. Zawołam was.
-Niech tak będzie – powiedział Mistrz Lightdust




Po kilku minutach do pokoju, w którym czekali Padawan Binol i Mistrz Lightdust przybył droid.
-Mistrz Withdrawn prosi do was, Mistrzu Jedi do Sali rady w enklawie, na Dantooine – powiedział mechanicznym głosem droid
-Dziękuję droidzie – odparł Mistrz
Mistrz Lightdust wraz z Padawanem udali się, więc na miejsce spotkania gdzie czekał już na nich Mistrz Withdrawn. Gdy przybili ukłonili się, na co Mistrz Withdrawn zareagował lekkim pochyleniem głowy w dół. Mistrz Withdrawn zamienił kilka słów z Mistrzem Lightdustem, po czym skierował swój wzrok na Padawana. Idąc wolnym krokiem w jego stronę mówił
-Twój Padawan mnie zaintrygował. Ile ma lat?
-Gdy przybyłem do akademii ostatnim razem miał około 20
Po krótkiej ciszy Mistrz Withdrawn rzekł
-Jak ci na imię Padawanie?
-Zwą mnie Binol Mistrzu… Jednak jest to jedynie przezwisko a nie imię.
-Masz już jakąś profesję?
-Nie Mistrzu
-Na wszystko przyjdzie czas…
Po tych słowach Mistrz Withdrawn udał się w stronę wyjścia z pomieszczenia
-Może napijemy się herbaty? – zapytał – Zapraszam za mną
-Z miłą chęcią – odrzekł Mistrz Lightdust
Mistrz wraz z Padawanem ruszyli za Mistrzem Withdrawnem.
-Wcale nie jest taki straszny jak opowiadaliście – szepnął Binol do Mistrza.
Po drodze Mistrz Lightdust zamienił ze swoim byłym Mistrzem parę słów. Binol jednak nie słuchał a przyglądał się Mistrzowi Withdrawnowi. Gdy szli Binol poczuł dziwną energię, gdy szedł za Mistrzami. Wiedział, że kiedyś już to czuł. Wiedział, że gdzieś tu kryje się jakaś mroczna tajemnica. Poczuł, bowiem Ciemną Stronę Mocy.
Gdy dotarli do pomieszczenia, w którym Mistrz Withdrawn przygotował im herbatę pojawił się interesujący temat. Okazało się, że na Dantooine pojawiła się odmiana Howlera, zwierza żyjącego zazwyczaj na tropikalnych planetach. Mistrz Withdrawn wyjaśnił im, dlaczego ludzie starają się poruszać tylko wschodnią ścieżką prowadzącą do enklawy i opisał po części jak wyglądają dziwne zwierzęta. Okazało się, że mają skrzydła, nie atakują swoich przeciwników głosem a niektóre z nich… plują ogniem. Zdziwiło to po części przybyszów z Yavin’a IV. Binol zaproponował, aby poobserwować zwierzęta i uaktualnić zbiory archiwów, jeżeli nie znajdą się informacje o dziwnych zwierzach. Mistrz Withdrawn powiedział, że poszuka informacji o tych osobnikach w archiwach jednak zwierzęta zostały już wpisane na listę zagrażających cywilom a co za tym idzie zostały przeznaczone do eksterminacji. Padawan był lekko oburzony jednak nie dawał tego po sobie poznać.
Gdy wyszli przejść się po enklawie Padawan znów poczuł Ciemną Stronę
-Mistrzu. Też to poczułeś – szepnął do Mistrza Lightdusta.
Ten jednak zignorował go i w ciszy szedł za Mistrzem Withdrawnem dopijając trunek. W oddali rozległ się grzmot. Zbliżała się burza. Gdy dotarli do lądowiska, na którym stał statek należący do enklawy Mistrz Lightdust poprosił Binola, aby ten zaczekał na niego chwilę, ponieważ ten chce zamienić z byłym Mistrzem parę słów. Binol dostosował się do zaleceń Mistrza. Ciekawość jednak dała za wygraną. Padawan postanowił podsłuchać, o czym rozmawiają dwaj Mistrzowie. Zamknął oczy i skupił się na rozmawiających postaciach. Mistrzowie rozmawiali o wiedzy, jaką posiadają studenci enklawy i jak daleko są z materiałem. Mistrz Withdrawn nalegał abyśmy zostali dłużej jednak Mistrz Lightdust stanowczo zaprzeczył twierdząc, że zostaniemy tu tak długo jak to będzie konieczne. W pewnym momencie Binol znów poczuł Ciemną Stronę. Tym razem energia ta była bardzo silna aż wydawało się, że można ją dotknąć. Padawan postarał się zlokalizować miejsce, z którego się wydobywa. Nie zajęło mu to dużo czasy, aby odkryć, że to statek jest przyczyną zawirowań mocy. Po chwili poczuł, że zbliżają się do niego dwie postacie. Mistrz Lightdust przywołał, Padawana machnięciem ręki. Ten po chwili dołączył do Mistrzów, którzy zmierzali już na małą przechadzkę w stronę ogrodów. Mistrzowie idąc wymieniali poglądy na różne tematy. Gdy dotarliśmy do rozwidlenia dróg Mistrz Withdrawn poprosił Padawana Binola o odpowiedzenie mu na parę pytań. Zgodził się. Podeszliśmy do dziwnego filara.
-Nie chcę być źle zrozumiany… Nie chcę by moje pytanie było zrozumiane, jako próba podszpiegowania akademii na Yavin IV a jako próba otrzymania pewnych informacji – powiedział Mistrz Withdrawn – Jak wygląda sprawa uczniów w akademii? Jak odnosi się ona do tych z enklawy?
Zanim jednak zdążył odpowiedzieć na pytanie wkroczył Mistrz Lightdust oskarżając swojego byłego Mistrza o próbę manipulacji mną w celu otrzymania konkretnej odpowiedzi. Prosił Mistrza Withdrawna, aby ten nie robił rzeczy, które mogą spowodować utratę jego zaufania do byłego Mistrza. Przechadzając się enklawie w towarzystwie rozmawiających Mistrzów, Binol czuł coraz to silniejsze przypływy Ciemnej Strony. Starał się oprzeć tej zdradzieckiej energii jednak nie było to łatwe. Mistrz Lightdust widząc, że Padawan jest nękany przez aurę enklawy postanowił, że udają się do swoich komnat na spoczynek. Pożegnali się z Mistrzem Withdrawnem i udaliśmy się do pomieszczeń mieszkalnych. Zanim jednak poszli spać doszło do małej sprzeczki. Padawan Binol chciał zostać w enklawie i poznać metody nauczania w tej placówce szkoleniowej jednak Mistrz Lightdust twierdził, że nie jest on gotów na zostanie tu jak i że popełnił błąd zabierając go tu. Binol nie rozumiał, czym różni się od studentów enklawy. Przeprosił mistrza jednak lekko rozgniewany poszedł się położyć. Mistrz Lightdust w tym czasie usiadł przy łóżku swojego ucznia i starał się odgonić Ciemną energię. Na następny dzień mieli odlecieć.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jeżeli pomyliłem wydarzenia to przepraszam

4. Autor raportu: Padawan Binol
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 655
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Kraków
Nick gracza: Binol

Postautor: Tanna Saarai dodano: 26 sie 2008, 15:58

Walka z Rancorem

Obrazek

1. Data, godzina zdarzenia: Brak Danych

2. Opis wydarzenia:

Huk silników statku łowcy przebił głuchą cisze rozpościerającą się przez cały las. Binol wraz z Tigerem wiedzieli, że muszą się jak najszybciej wydostać z lasu i dotrzeć do Akademii by powiedzieć o wszystkim Mistrzowi Ablazerowi.
Dzień zbliżał się ku schyłkowi i nocna zwierzyna powoli szykowała się do swoich czynności. Gdzieś w oddali rozniósł się ryk zwierzęcia, które jakby zostało ugodzone mieczem.
-Rancor – powiedział głośno Binol a jego głos odbił się echem i niósł się poprzez las – Szybko, idziemy
Biegli ile sił w nogach aż w końcu dotarli do miejsca, w którym zostawili Rancora. Gdy dotarli do pobliskiego generatora zauważyli zielony blask przebijający się przez ciemność lasu.
-To miecz świetlny – powiedział Tiger po krótkim namyśle
-Trzeba mu pomóc – odrzekł Binol i nim Tirger zdążył zareagować jego kolega był już na dole i walczył z Rancorem.
Tiger rzucił się także do walki z bestią. Cieli go po nogach, rękach i korpusie jednak potwór znosił ten straszliwy ból. Podczas walki Binol zadawał nieznajomemu pytania jak by nie sprawiało na nim wrażenia to, że właśnie walczy z wielką i wściekłą bestią, która jednym ruchem może rozwalić mu głowę.
-Co Rycerz Jedi robi w tych lasach? – rzekł unikając ręki Rancora
-A co robi tu Rycerz i Padawan? – odpowiedział dostrzegając kuca opadającego z włosów Tigera.
-Dwóch – przerwał wyskakując w górę i uciekając przed łapą Rancora – padwanów
-Rozumiem – dodał nieznajomy
-Dobra koniec tej zabawy – powiedział Binol wskakując potworo wina łapę. Przebiegł po niej wchodząc na bestię i starając się utrzymać równowagę wbił miecz w bok szyi bestii.
Rancor zawył a jego krzyk spłoszył pobliskie ptactwo, które zerwało się z drzew i poszybowało w nieznane. Gdy Rancor upadał młody Padawan starając się utrzymać równowagę przeszedł tył potwora stając mu na karku. Bestia uderzyła w ziemię z takim impetem, że Rycerz i Tiger podskoczyli do góry na kilkanaście centymetrów.
-Dobra robota – powiedział nieznajomy z wyraźnie malującym się uśmiechem na twarzy.
-I o co tyle krzyku? – odpowiedział nieznajomemu, Binol schodząc z martwego już Rancora.
-Może się przedstawicie? – nieznajomy rzucił pytające spojrzenie na młodych studentów
-Podaj swe imię a poznasz moje – rzekł mu Binol patrząc na Rancora i sprawdzając czy czasem bestia tylko nie zemdlała z bólu.
-Rus Sharad, Rycerz Jedi
-Padawan Tiger Voltiare a to mój przyjaciel Padawan Binol. Przybyliśmy tu zbadać, dlaczego pole chroniące pobliską Akademię słabnie a co za tym idzie różne bestie jak Howlery a nawet Rancory dostają się na teren placówki i stanowią zagrożenie - uprzedził Binola
-I jak? Udało się?
-Dowiedzieliśmy się, że łowca nagród dostał zlecenie od bliżej nieznanej nam osoby. Zlecenie to miało na celu wyłączenie pola chroniącego Akademię – odpowiedział Binol
-To dość nietypowe zlecenie.
Padawani wymienili jeszcze z nowo poznanym jedi parę zdań aż w końcu postanowili, że muszą się gdzieś ukryć, ponieważ noc już zapadła. Doszli do wniosku, że stara opuszczona baza rebelii nada się doskonale. Nie byli jednak w stanie się tam dostać, ponieważ główną bramę chroniło pole ochronne. Rycerz wiedział, że aby się tam dostać należy wyłączyć systemy w pobliskich bunkrach, więc czym prędzej ruszyli w ich stronę. Na miejscu nie zastali jednak zbyt ciekawej sytuacji. Wieżyczki ochronne wciąż działały a co gorsza były ustawione na atakowanie każdego celu, który wejdzie do bunkra. Binol, Tiger i Rus postanowili, że rycerz zajmie się komputerem a padawani będą go osłaniać przed strzałami z wieżyczek.
Hakowanie komputera zajęło chwilkę, ale ostatecznie się udało. Procedura, co to drugiego bunkra była dokładnie taka sama i przebiegła bez większych komplikacji. Gdy dotarli pod bramę pole było już wyłączone. Napotkali jednak kolejną przeszkodę, jaką było pole samego budynku. Rycerz Rus Sharad znał jednak dobrze tą bazę i wiedział, że nad nimi znajduje się szyb wentylacyjny, którym dostaną się do środka.
Wyskoczyli z szybu i znaleźli się w starym centrum dowodzenia. Sprawdzili komputery jednak wszystko od lat było zepsute i nie było mowy o wysłaniu jakiegoś sygnału S.O.S. Binol dostrzegł na starej mapie kompleksu, która wyświetlała się na jeszcze sprawnym monitorze stary hangar. Udali się tam licząc, że znajdą jakieś stare pojazdy latające, które zabiorą ich do Akademii. Przeliczyli się. X-Wingi stały, co prawda w hangarze jednak nie miały zamiaru ruszać się z miejsca z powodu braku paliwa. Rycerz wpadł na pomysł, który mógł ich wyrwać z tej z pozoru beznadziejnej sytuacji. Jedi uznał, iż radia statków są wciąż sprawne i mogą użyć ich do wysłania ko ordynatów. Tak też zrobili. Postanowili w spokoju poczekać na kogoś, kto po nich przyjdzie. Rycerz usiadł pod ścianą i rozpoczął medytację. Padawani zrobili podobnie. Noc zapadła na dobre.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jest to druga część sprawozdania z wyprawy do generatorów pola, którą piszę wspólnie z Tigerem.

4. Autor raportu: Padawan Binol
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 655
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Kraków
Nick gracza: Binol

Postautor: Avar dodano: 08 wrz 2008, 16:17

Wyprawa po kryształy

Obrazek

1. Data, godzina zdarzenia: 28.07.08, 16:30

2. Opis wydarzenia:

Kiedy wylądowaliśmy na Tatooine nie bardzo wiedzieliśmy co mamy zrobić. Znaliśmy tylko główne cele i założenia misji, ale nic poza tym. Po głębszym zastanowieniu, postanowiliśmy znaleźć kantynę. Z braku znajomości planu miasta zajęło nam to chwilę. Przez przypadek weszliśmy też do domu jakiegoś Trandoshanina, ale udało się nam wyjść z tej sytuacji bez zbędnego zamieszania. W końcu trafiliśmy do kantyny. Był to niewielki lokal, prowadzony przez Grana. W sali było tylko kilka osób, zajętych swoimi sprawami. Podeszliśmy do baru i zamówiliśmy coś do picia. Delikatnie próbowaliśmy wypytać barmana o to co się dzieje na planecie, ale nie uzyskaliśmy żadnej wartościowej informacji. Nagle zaczepił nas jakiś mężczyzna. Okazało się, że jest to miejscowy kupiec. Zaprosił nas do stolika, mówiąc, że ma dla nas pewne zadanie – pewno skojarzył miecze świetlne jako broń Jedi. Widać było, że coś go trapi. Przy stoliku opowiedział nam o tym co mamy zrobić. Dowiedzieliśmy się, że od około pół roku, z okolicznych farm znikają ludzie. W jednym z takich „zniknięć” kupiec ten stracił żonę i dzieci. Chciał, abyśmy ich znaleźli. Kiedy zapytaliśmy kto mógł to zrobić odpowiedział bez wahania: „To byli Tuskeni”. W Mocy wyczuliśmy nienawiść promieniującą z tego człowieka. Zgodziliśmy się mu pomóc. Dostaliśmy mapę z zaznaczoną lokalizacją obozu Jeźdźców. By wyruszyć w drogę potrzebowaliśmy jeszcze jakiegoś środka transportu. Polecono nam pobliski sklep ze śmigaczami. Niestety nasz skromny budżet nie pozwolił nam na kupno nawet najtańszego modelu, a sprzedawca powiedział, że nie wypożyczy nam któregoś z nich. Spytaliśmy więc o miejsce, gdzie moglibyśmy kupić to co było nam potrzebne. Sprzedawca wspomniał o składnicy złomu, która znajdowała się kilkadziesiąt metrów dalej od sklepu. Podziękowawszy za informacje, poszliśmy do sklepu. Prowadził go Jawa. Cały pokój był zagracony różnymi urządzeniami, których stan pozostawiał wiele do życzenia. Z niepewnością zapytaliśmy o śmigacze. Jawa nie miał żadnego nadającego się do użytku, ale zaproponował nam dwa zdezelowane skutery rakietowe. Chcąc nie chcąc musieliśmy je kupić, ponieważ na nic innego nas nie było stać. Próbowałem trochę obniżyć cenę, ale Squell groźbami zniweczył moje starania, a nawet zapłaciliśmy kilkaset kredytów więcej.

Pod wieczór dotarliśmy do obozu Tuskenów. Zatrzymaliśmy się w bezpiecznej odległości. Postanowiliśmy dokładnie obejrzeć obóz, zanim podejmiemy jakieś działania. Rozdzieliliśmy się – ja szedłem z lewej strony, a Squell z prawej. W pewnym momencie usłyszałem dźwięk zapalonego miecza i krzyki Jeźdźców Pustyni. Squell musiał zostać zauważony przez jednego ze strażników. Z walki udało nam się wyjść zwycięsko lecz zostaliśmy lekko ranni. Rozpoczęliśmy przeszukanie obozu. Dopiero wtedy, gdy z jednego z namiotów wybiegło kilka przestraszonych dzieci Tuskenów dotarło do nas, że wyrżnęliśmy całą wioskę i pozbawiliśmy te dzieci rodziców, a do tego zrobiliśmy to bez mrugnięcia okiem. Mam nadzieję, że nie przekroczyliśmy wtedy granicy między Ciemną a Jasną stroną Mocy. W obozie znaleźliśmy tylko parę Jawów w klatce. Uwolniliśmy te małe stworzenia, a te zaprosiły nas do swojej bazy na pustyni, która mieści się w starym bunkrze. Szybko odjechaliśmy z obozu kierując się w stronę pokazaną nam przez Jawów...

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jest to pierwsza część sprawozdania z misji. Drugą część przedstawi Padawan Squell. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi do mojego tekstu, proszę je kierować na PM.

4. Autor raportu: Padawan Avar Neus
Awatar użytkownika
Avar
 
Posty: 32
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Rodia

Postautor: Bart dodano: 10 wrz 2008, 20:36

Wyprawa po eopie - cz. I

1.Data, godzina zdarzenia: 08.09.08 - 17:35

2. Opis wydarzenia:

Gdy otrzymaliśmy od Rycerza Kal’Dara informację o rozbiciu się transportu Eopii, szybko wyruszyliśmy.Wraz z Jekkiem dosyć prędko dotarliśmy do dżungli Yavin.
Zaraz po wkroczeniu w jej gąszcz, czuliśmy że nie będzie przyjemnie. Szliśmy powoli przez dżunglę.
- Staraj się dobrze rozglądać – powiedziałem cicho do kolegi, i ruszyliśmy naprzód.
Już początek naszej misji nie zapowiadał się dobrze. Pojawiła się przed nami trójka raptorów. Nie przyzwyczajeni do walki z takimi stworzeniami, zostaliśmy szybko zepchnięci do defensywy. Raptory były szybkie, jak dla nas – za szybkie. Próbowaliśmy powalić zwierzęta mieczami, ale nasze próby nie były zbyt skuteczne.
Osłabiony i zasapany przez moment niemal wyczułem, gdzie ciąć zwierzę, aby uniemożliwić mu unik. Jednak na nic się to zdało. W chwili gdy wykonywałem cios, już poleciałem do tyłu od silnego ciosu. Uderzyłem o drzewo osuwając się z niego, mój miecz spadł pod nogi Jekka.
Trandoshanin, choć radzący sobie w walce zdecydowanie lepiej ode mnie, nie podołał samotnej walce i w chwilę po moim upadku i on otrzymał cios; lżejszy, jednak i tak zbyt silny.
Obydwaj zdołaliśmy powrócić do walki, zdesperowani i poranieni. Po tym czasie jednak wreszcie pojęliśmy w pewnym stopniu sposób myślenia i możliwości fizyczne bestii. Ostatecznie wspólnie powaliliśmy jedną z nich, biorąc ją z obu stron. Jednak w tym samym momencie na chwilę utraciłem czujność, co się zemściło; kolejny cios bestii pociął mnie po klatce piersiowej i chwilowo ogłuszył. Mój towarzysz jednak okazał się zręczniejszy ode mnie i bez większych problemów powalił bestię.

- Lepiej uważajmy…kolejne takie starcie przy naszym stanie zdrowia może się okazać dosyć chybionym pomysłem. Skradajmy się przy krawędziach skał, tam ich nie ma. – powiedziałem słabym głosem do Jekka.
Ta metoda okazała się o wiele trafniejsza, niż otwarta walka. Wymagała od nas większej zwinności, krawędzie skał były śliskie; ale ryzyko i tak wielokrotnie mniejsze. Widok również był lepszy.
- Spójrz! Co to za światło? – zapytał mnie po cichu Trandoshanin, gdy skradaliśmy się unikając bestii.
- To być może statek... te bestie na pewno nie wymyśliłyby pułapki – odparłem.
Obaj więc udaliśmy się w kierunku światła, w końcu zmierzając w głąb wyspy. Nierzadko skakaliśmy po drzewach, aby uzyskać lepszy widok, i nie zwrócić na siebie uwagi. W końcu przed naszymi oczyma pojawił się statek. Nie mógł on być niczym innym, niż celem naszej misji.
Ostatecznie dotarliśmy tuż pod niego. Słyszeliśmy niewyraźne krzyki, intuicyjnie domyślając się, że to zapewne pilot.
Statek otoczony był przez raptory i howlery.
-Howlery nie będą stanowić problemu. – powiedziałem krótko oschłym głosem, wychodząc przed siebie z mieczem.
Tak jak oczekiwałem, walka z howlerami była niezwykle krótka. Mając już z nimi obycie, wiedziałem jak unikać ich potężnego krzyku; wystarczyły mi do tego szybkie uniki poza jego zasięg. Howlery były jak najbardziej szybkie, jednak wolniejsze od raptorów, więc walka z nimi wydawała się niczym przyjacielski sparing.

- Okej, ale co z raptorami? – zapytał Jekk słusznie nie uznając zwycięstwa nad howlerami za zbyt znaczące.
- Hmm, obawiam się, że w obecnym stanie nie damy im rady – odpowiedziałem po chwili zamyślenia.
- To co robimy? – ponownie zapytał Jekk.
- Pilot i Eopie, o ile przeżyli są zapewne w środku. Jeden z nas musi odciągnąć uwagę bestii, a drugi wyciągnie nasze... ”ofiary”.
- Bestie są szybkie…ale nie mają takich zdolności akrobatycznych jak my. Możemy je od siebie odgradzać skokami ponad przeszkodami, których pokonanie zajmie im trochę czasu - dodałem.
- Ja to zrobię – powiedział krótko Jekk i bez czekania na odpowiedź zaczął zwabiać raptory.
Wierząc w umiejętności Jekka szybko pobiegłem do statku, znajdując zarówno pilota jak i eopie. Jednak okazało się, że nasze zmysły zawiodły. W okolicy czaiło się więcej bestii. Szybko udałem się z pilotem i eopią do pobliskiej jaskini, jednak tutaj moje pomysły się skończyły.

Odbierałem rozmaite komunikaty od Jekka, jednak nie miałem czasu na nie odpowiadać. Co jakiś czas przybywały nowe bestie, na szczęście howlery. Radziłem sobie z nimi, ale cała nasza trójka, w tym eopia, została poraniona. W końcu jednak uznałem, że zostanie tu nic nam nie da. Opuściliśmy jaskinię, zaraz po tym pojawiły się raptory. Walczyłem z nimi z całych sił, wielokrotnie je raniąc, jednak byłem już za słaby. Pilot i eopia zniknęli mi z oczu, nie wiedziałem co się dzieje z Jekkiem, a raptorów było za dużo – przynajmniej jak na moje mizerne umiejętności.
W przeciągu kilku sekund jedna z bestii uderzyła mnie tak potężnie, że moje ciało uderzyło o uszkodzony statek i tam wylądowałem. Potem już nic nie widziałem, tracąc przytomność pod wpływem wcześniejszych ran i tego uderzenia…

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: brak

4. Autor raportu: Adept Bart
Awatar użytkownika
Bart
Mistrz Jedi
 
Posty: 1326
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47

Postautor: Tanna Saarai dodano: 18 paź 2008, 15:15

Trening Binola: Równowaga

1. Data, godzina zdarzenia: Brak danych

2. Opis wydarzenia:

Mistrz Ablazer przedarł się razem ze swoim Padawanem przez skaliste wzgórza, po czym znaleźli się w miejscu już dobrze znanym Binolowi. To tu niegdyś odbył się jego trening, który miał na celu zwiększenie jego koncentracji i nabycia przez niego umiejętności odczytywania myśli zwierząt. Teraz trening ten miał być rozwinięty. Binol wiedział, że Mistrz przygotował dla niego coś specjalnego, inaczej nie wzięliby zapasów na tydzień oraz blasterów. Zeszli ze skarpy rozmawiając o celu przybycia. Mistrz Ablazer jak zwykle był bardzo tajemniczy i odpowiadał swojemu Padawanowi zagadkami. Gdy zeszli na dół Mistrz poinformował Binola, iż powinien być bardzo czujny, ponieważ żyjące na tym terenie zwierzęta są ostatnio bardzo niespokojne. A uspokojenie ich jest właśnie zadaniem Padawana. Ablazer kazał uczniowi wykrywać żyjące na obszarze lasu zwierzęta i w miarę możliwości ich unikać. Binol dzięki wyczulonym zmysłom omijał zwierzęta zgodnie z poleceniem mistrza aż natrafił na Rancora. Bestia była pokaleczona i naznaczona piętnem walki z Jedi. Binol rozpoznał w nim osobnika, z którym stoczył walkę kilka tygodni wcześniej podczas misji ratowania adeptów, którzy zawiedli podczas ratowania pilota i jego ładunku. Binol zbliżył się powili do bestii starając się jej nie rozjuszyć. Próbował wpłynąć na umysł Rancora przemawiając do niego za pomocą mocy. Po krótkiej chwili udało mu się to i Rancor zniknął w gąszczu lasu. Mistrz Ablazer pogratulował Padawanowi i od razu zlecił uczniowi kolejną misje. Tym razem miał odnaleźć skupienie mocy, które zaburza porządek w lesie. Miał także w miarę możliwości przywrócić równowagę w tym miejscu. Padawan zlokalizował miejsce, w którym zaburzenia mocy wydawały się najsilniejsze i wszedł tam. Mistrz jednak poinformował go, że tę misje będzie musiał wykonać samodzielnie. Bez dłuższego zastanowienia Binol wszedł do jaskini. Przedzierając się przez wąskie, ciemne i mokre od wilgoci korytarze skalne Padawan dotarł w końcu do centralnej części jaskini. Okazało się, że jaskinia to gniazdo howlerów. Binol postanowił dowiedzieć się, czemu zwierzęta są takie niespokojne. Gdy tylko zeskoczył ze skarpy od razu został otoczony przez stado rozwścieczonych zwierząt. Usiadł na ziemi i postanowił zachować spokój. Wiedział z doświadczenia, że howlery wyczują jego strach a przez to zaatakują go. Siedząc na ziemi wniknął do umysłów zwierząt, co przyszło mu z łatwością oraz przekonał je, aby oddaliły się od niego i zostawiły go w spokoju. Gdy howlery zniknęły z pola widzenia Binola ten wstał, otrzepał się z brudu, wskoczył na platformę ponad nim i ruszył przed siebie. Znalazł się blisko wodospadu w jaskini. Gdy zbliżył się do skarpy stracił na chwilę koncentracje, poślizgnął się na mokrej nawierzchni a jego miecz wyleciał mu z ręki. Howlery niżej od razu go otoczyły nie pozwalając Padawanowi go odebrać. Ten zeskoczył na dół i starał się z użyciem mocy przekonać zwierzęta, że miecz w jego ręce nie stanowi dla nich zagrożenia a jemu służy tylko do obrony przed groźnymi zwierzętami. Po dłuższej chwili Binolowi udało się przekonać howlery do jego racji. Zwierzęta oddaliły się pozwalając odebrać Padawanowi jego własność. Binol wyczuł, że dzięki temu zwierzęta stały się spokojniejsze a równowaga w tym miejscu została przywrócona. Postanowił wyjść z jaskini i poinformować o wszystkim Mistrza Ablazera.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Jeżeli pomyliłem wydarzenia to przepraszam

4. Autor raportu: Padawan Binol
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 655
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Kraków
Nick gracza: Binol

Postautor: Avar dodano: 16 lis 2008, 21:46

Bimmisaari - misja pierwsza

1. Data, godzina zdarzenia: 10.11.08, 11.11.08

2. Opis wydarzenia:

Na planetę dotarłem podczas zachodu słońca. Na ulicach nikogo już nie było, w oddali słyszałem skrzypienie patrolujących okolicę robotów. Rozglądając się uważnie ruszyłem do przodu szukając jakichkolwiek śladów ruchu oporu. Po chwili dotarłem do tunelu przy rzece, po której drugiej stronie znajdował się posterunek droidów. Aktualnie na warcie stało tylko kilka robotów, ale wciąż musiałem być bardzo ostrożny aby nie zdradzić swej obecności. Kiedy próbowałem przepłynąć na drugą stronę rzeki, jeden ze strażników musiał to usłyszeć, gdyż skierował się w moją stronę. Nagle jednak odwrócił się się i zniknął z mojego pola widzenia. Odetchnąłem z ulgą i kontynuowałem 'przeprawę'. Ledwo jednak zanurzyłem się po kolana usłyszałem metaliczne uderzenia stóp robotów o podłogę. Szybko wyskoczyłem z wody i pobiegłem do pierwszej lepszej kryjówki, którą zauważyłem. Niestety nie była ona najlepsza, a roboty zaczęły dokładnie przeszukiwać cały teren. Nie wiedziałem co robić. Pewno zostałbym odkryty, gdyby nagle nie wiadomo skąd pojawił się pewien człowiek, który pokazał mi miejsce, w którym mógłbym się ukryć. Razem z nim poczekałem, aż droidy powrócą na posterunek. Od razu domyśliłem się, że ten człowiek ma jakiś związek z ruchem oporu, dlatego też spytałem się go, czy mógłby mnie skontaktować z ich przywódcą. Nieznajomy potwierdził moje domysły i zabrał mnie do kanału pod ziemią, który okazał się bazą rebeliantów. Zostawił mnie tam, a po kilkunastu minutach do kryjówki wszedł mężczyzna który przedstawił się jako Cade Nersom. Z moich danych wynikało, że to z nim mam rozmawiać o ataku na fabrykę. Zacząłem go przekonywać do naszego planu, jednak nie chciał się zgodzić. Nagle usłyszeliśmy plusk wody. Schowaliśmy się, a do pomieszczenia wszedł robot-nurek. Omiótł on skanerami pomieszczenie i zaraz potem zawrócił. Po tej 'kontroli' kontynuowałem rozmowę z przywódcą rebeliantów, tym razem nieco ciszej. Pomimo moich usilnych starań nie chciał on się zgodzić na pomoc nam. Dopiero wtedy, gdy wspomniałem o dzieciach, które mogą żyć w wolnym świecie, przystał on na moją propozycję. Na końcu naszego spotkania powiedział też, że mam się udać do altany w pobliżu gdzie będzie czekał na mnie kontakt. Zapewnił mnie też, że jeden z jego żołnierzy pomoże mi w ucieczce z tego kanału. Kiedy wychodziłem z kanału natknąłem się na jednego z robotów. Nie miałem wyjścia - wyciągnąłem miecz i uderzyłem. Padł on pocięty na kawałki. Nie tracąc czasu ruszyłem na powierzchnię. Nad rzeką trwała strzelanina. Widać jeden z członków ruchu oporu zajął walkę droidy. Skorzystałem z otwartej drogi i wyszedłem z wody. Po drodze spotkałem kolejnego droida jednak nie miałem czasu na obejście go i ponownie użyłem broni. Wbiegłem do miejsca, w którym czekał mój kontakt. Powiedział mi, że mam się udać do innej części miasta, gdzie znajdę L'onsa. Ostrożnie przeszedłem przez wskazaną mi bramę. Tymczasem na niebie pojawiło się słońce, a na ulicach mieszkańcy. Schowałem miecz, aby nie wzbudzać podejrzeń. Podszedłem do mostu nad małą rzeczką. Nagle, gdy byłem już prawie na moście, most wybuchł. Ocalił mnie tylko refleks Jedi. Szybko zebrał się tłum gapiów, ale tylko jeden podszedł bliżej pytając się czy nic mi nie jest. Ludzie zaczęli się szybko rozchodzić - zbliżał się patrol robotów. Nie zdążyliśmy uciec i zostaliśmy (ja i ten człowiek, który 'przejął' się mną) aresztowani pod zarzutem sabotażu. Pamiętałem o broni ukrytej w kieszeni jednak nie chciałem z niej korzystać. Postanowiłem zasymulować awarię broni. Delikatnym ruchem Mocy wymierzyłem broń jednego droida w jego towarzysza i nacisnąłem spust. Korzystając z zamieszania, które powstało, zaczęliśmy uciekać. Niestety ja nie znałem miasta, a mój towarzysz wydawał się zbyt przestraszony, aby logicznie myśleć. Uciekaliśmy więc na ślepe. W końcu udało nam się zabarykadować w jakimś budynku. Był to jednak zły wybór ponieważ utknęliśmy tam, a robotów było coraz więcej. Kiedy myślałem już, że będę zmuszony przebijać się przez droidy, zauważyłem wysokiego obcego idącego w naszą stronę. Towarzyszący mi nieznajomy szepnął: "O nie, L'onse". Zgłupiałem ponieważ wydawało się, że droidy są mu posłuszne. "To jest istota, która ma przejąć władzę?!" - pomyślałem. Moje wątpliwości zostały częściowo rozwiane, gdy podszedł on do jednego z droidów i nakazał im odwołać ten alarm. Nakazał nam otworzyć drzwi i podążać za nim. Uznaliśmy, że to lepsze niż pogoń całej armii droidów, więc przystaliśmy na to. Zaprowadził nas do jego mieszkania. Kazał na usiąść. Kiedy tylko to zrobiliśmy, pozwolił człowiekowi odejść. Ten zdążył tylko szepnąć "Dziękuję" i wybiegł z pomieszczenia. L'onse zaczął ze mną rozmawiać. Od razu poznał we mnie Jedi. Przedstawiłem mu nasze warunki. Zgodził się na nie prawie natychmiast, co mnie trochę zdziwiło. Gdy już dobiliśmy targu wyszedł on z mieszkania, a mnie zostawił samego. Korzystając z tego wysłałem Grupie 2 i 3 zielone światło...

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Mam nadzieję, że nic nie pomyliłem

4. Autor raportu: Padawan Avar
Awatar użytkownika
Avar
 
Posty: 32
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Rodia

Następna

Wróć do Informacje

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron