Strona 1 z 1

Carlson - Zatwierdzone

Post: 21 kwie 2019, 22:32
autor: Ogrorec
1. Informacje bazowe
a. Imię: Miłosz
b. Wiek: 18
c. Zainteresowania/Hobby: Sport, nauka języków obcych, technologia, gry komputerowe
d. Kilka zdań o sobie i swoim charakterze: Bardzo łatwo wchodzę w kontakty z nowymi osobami, lubię poznawać ludzi i sądzę, że jestem otwartym człowiekiem, mimo że czasem wolę zostać cicho z tyłu i nie lubię zwracać na siebie uwagi. Nie przepadam za uczestniczeniem w konfliktach i rzadko udzielam się w problemach między ludźmi, chętnie za to pomagam innym w tym, co mogę zrobić.
e. Kontakt:
- email: carlsontrin@wp.pl
- steam Carlson

2. Scena RP/RP w JK3
a. Formy rozgrywki: Koleżeńskie gry z kolegami w D&D, w których na pewno bardzo kaleczymy zabawę :D Kilka razy spróbowałem gry na multiplayerze Gothica i The Old Republic.
b. Organizacje/Grupy: Gothic: serwer U Zaranya i kilka, których nazw nie pamiętam, The Old Republic: serwer Ebon Hawk
c. Staż: Gothic - kilka tygodni 2014-2015 -- Old Republic - kilka miesięcy 2015 -- Z kolegami gram nadal
d. Powód zakończenia gry: Na Gothicu dobrze piszący ludzie byli rzadkością, styl gry był kiczowaty i często opierał się na dziadowskim biciu leveli, nie przemówiło do mnie, a sam byłem wtedy dzieciakiem, na Old Republic brakowało mi jakiejś stałej grupy.


3. Postać
a. Imię i nazwisko: Carlson Tral
b. Wiek: 18
c. Pochodzenie: Sriluur
d. Rasa: Człowiek
e. Wygląd: Wysoki, chudy człowiek o wielu bliznach z niezaleczonych ran w niewoli, blondyn o nierówno przyciętych włosach, ubierający się w tanie ciuchy typowe dla biednych.
f. Historia:

Carlson narodził się na Sriluur i wychowywał wśród Weequayów. Pochodzi ze statku kosmicznego, ale nigdy nie dowiedział się, o tym, skąd pochodzi, Weequayanie znaleźli go, we wraku statku, kiedy miał 2 lata, który rozbił się na pustyni. Rodzice byli martwi na pokładzie, nigdy ich nie poznał, przez co Weequayanie pochowali zwłoki jego rodziców i pewna rodzina przygarnęła go i adoptowała, wychowali jak własnego syna i dbali o niego. Życie na Sriluur mijało normalnie. Przez wiele lat Carlson interesował się lotnictwem. Wiele razy, całe życie, biegał do portu handlowego i prosił pilotów, by pokazywali mu, jak lata się ich okrętami. Większość nie chciała o tym słuchać, ale zdarzały się wyjątki. Dwa razy pozwolono mu nawet pod okiem dorosłych pobawić się kilka minut sterami poza orbitą, gdzie nie mógł niczego zepsuć. Za oszczędzone kieszonkowe zrzucali się z kolegami na paliwo do starego Incom Skyhoppera, taniej maszyny, którą prowadziło się jak mały, atmosferyczny myśliwiec. Była to własność dziadka jednego z weequayańskich kolegów, w którego paczkę Carlson z trudem się wkupił. Nabywał tak pewne rozeznanie w swojej największej pasji.

W 26 ABY na planetę napadli przybysze spoza galaktyki, Yuuzhan Vongowie, którzy wykonali pełen atak na planetę i podbili ją, tego dnia wielu Weequayan zginęło bez żadnej winy, byli na drodze potwornych morderców, najeżdżających na cały świat, niczym nie zasłużyli sobie na to, co ich spotkało. Carlson nie wiedział, co stało się z jego rodziną. Podczas najazdu był poza domem, wszystko trwało bardzo szybko, nie zdążył znaleźć swoich rodziców i dowiedzieć się, co się z nimi stało. Była to bezlitosna i wstrętna masakra, w której Carlson był jednym z milionów nieznaczących istnień. Jego los nie miał żadnego znaczenia. On i grupa Weequayów schowali się w piwnicy pobliskiego sklepu z właścicielem, czekając na ocalenie, które nie przyszło, po kilku dniach zostali znalezieni i złapani.

Carlson i wielu innych zostało niewolnikami służacymi Brygadzie Pokoju i Yuuzhanom. Mieli traktować zdrajców, którzy pracowali z Yuuzhanami, jak swoich panów i im służyć. Yuuzhanie i Brygada Pokoju bezlitośnie zabijali każdego, kto nie chciał służyć. Carlson został kucharzem pewnego grubego Weequayanina, który pomógł Yuuzhanom podbić swoje własne miasto. Wyładowywał się na nim, obrażał go, często bił, kazał mu spać na podłodze. Pewnego dnia Carlson nie wytrzymał, nienawidził go z całego serca, nienawidził go bardziej niż Yuuzhanów. Pewnego dnia przyszedł bić go po raz setny po dwóch latach niewolnictwa, a Carlson nie mógł już dłużej się powstrzymać, nienawidził każdego dnia i życie było dla niego cierpieniem. Wpadł w amok i użył jednego z noży w kuchni. Grubas nie spodziewał się, że po tylu latach jego zabawka nie wytrzyma nerwowo. Carlson pamiętał tylko, że dźgał go nożem tyle razy, że nie wiedział, ile minęło czasu. Kuchnia była we krwi, wnętrzności grubasa spływały po ścianie, a Carlson zrozumiał, że inni członkowie Brygady Pokoju szybko go zabiją, gdy to znajdą. Znalazł w zwłokach kartę dostępu do statku. Uciekł z kuchni do garażu, w którym znajdował się statek kosmiczny. Tam spotkał członka Brygadzisty Pokoju, który spał pod statkiem. Nie chciał go zabijać, mimo że był mordercą rodzin jego i przyjaciół, ale nie miał wyboru, powiadomiłby innych, o kradzieży statku, dlatego zabrał mu blaster, a kiedy się obudził, zastrzelił go. Wszedł na statek i postanowił spróbować ucieczki. Nic innego mu nie zostało, dlatego nie bał się i włączył statek. Był to Jacht Nubian z dawnych czasów, bardzo stary, który prawie nie działał. Udało się go włączyć i zacząć odlatywać, musiał lecieć bardzo szybko, gdyż niedługo statki Yuuzhan na orbicie dowiedziałyby się, o jego ucieczce i zestrzeliłyby go w mgnieniu oka, dlatego wyleciał z hangaru bardzo szybko, przez co statek oberwał, gdyż Carlson nigdy nie latał. Latał na oślep, wiedza o sterowaniu mniejszymi maszynami jak Skyhopper, pomogłaby do pilotowania X-Wingów, lecz tutaj było to za mało. Leciał na oślep, tak jak umiałoby wiele osób, trzymać maszynę prosto. Jego start zabiłby każdego pilota, ale uratowały go tarcze, inaczej młodzieniec zabiłby się razem z całym jachtem. Leciał z poprawką na swój brak doświadczenia i obycie z mniejszymi maszynami, prosto za orbitę.

Wyleciał bardzo daleko, ale w pewnym momencie, statki Yuuzhan otworzyły ogień, wiedział, że musieli dowiedzieć się o dwóch zwłokach w posiadłości Brygadzisty Pokoju, ale Nubian był już blisko ucieczki. Carlson pierwszy raz w życiu usiadł za sterami większej niż Skyhopper maszyny i jedyne, co umiał, to lecieć prosto przed siebie. W międzyczasie kilka razy zwymiotowałby, albo zemdlał, gdyby nie adrenalina i walka o życie. Pierwszy raz leciał tak szybko i tak daleko, przez co zmieniające się warunki na pokładzie doprowadziły do mdłości i okropnego bólu głowy. To, że przeżył, to tylko szczęście. Po jednym strzale, z tarcz nic nie zostało, zdążył wylecieć za orbitę, a wtedy drugi raz go trafiono i ogromnie uszkodzono Nubiana. Carlson wyskoczył w nadprzestrzeń i nigdy w życiu nie czuł się tak cudownie, ale szybko zaczął myśleć o swojej przyszywanej matce, zastanawiał się, czy jeszcze żyje, ale nie mógł jej pomóc, będąc trupem, musiał uciekać i miał nadzieję, że kiedyś do niej wróci. Hipernapęd zaczynał przeciekać, statek nie działał poprawnie, musiał wyjść z nadprzestrzeni. Wtedy więcej systemów przestało działać. Był sam w kosmosie i nie miał gdzie szukać pomocy. Znowu zaczął się bać i rozumieć, że to może być jego ostatni dzień. Na szczęście znalazł trochę starych zapasów na statku. Oszczędzał energię i ogrzewanie, zamieszkał w małej kajucie, z jedzeniem i piciem, które bardzo oszczędzał i nadawał sygnały z prośbą o pomoc, na które nikt nie odpowiadał, ale on nie tracił nadziei. Została mu tylko ona i odstresowanie pisaniem pamiętnika pokładowego, ale pewnego dnia przybyła pomoc, był to statek najemników Kartelu Hutt, którzy uciekli przed inwazją i go znaleźli. Okazało się, że ich statek też nie jest w dobrym stanie i brakowało paliwa, na bezpieczny wylot do bezpiecznego miejsca, Jacht Nubian miał paliwo, a najemnicy złożyli mu propozycję nie do odrzucenia, hologram kapitana zaoferował, że w zamian za paliwo z Jachtu Nubian, zabiorą go na swój statek i razem polecą, w bezpieczne miejsce, ale kosztowności ze statku będą ich. Byli jego bohaterami, nie zamierzał z tym walczyć, a było ich więcej i mieli broń.

Najemnicy Kartelu Hutt zabrali go w podróż na daleką Mon Calamari, bezpieczne miejsce, rządzone przez potężnych Mon Calamarian i ich legendarną flotę, wiedzieli, że są bezpieczni. Na Mon Calamari, było wielu takich jak on, nie wiedział, co może ze sobą zrobić, nie miał gdzie mieszkać, ale Mon Calamari często ratowali żebraka jedzeniem, a miasta były ciepłe, dlatego spędził tak wiele czasu, ale takich jak on były miliony i Mon Calamarianie musieli coś zrobić. Miał do wyboru opuścić Mon Calamari, lub pracować w Stoczni i mieszkać na jej terenie, oczywiście się zgodził i pracował tam rok. Po roku pracy zaoszczędził trochę pieniędzy i postanowił opuścić pracę i spróbować znaleźć dla siebie miejsce we wszechświecie.

Załapał się do najbliższego portu, w którym wybrał statek, na który najtaniej można było kupić bilet. Znalazł sie w przedziale dla 4 osób, ale był tam tylko on i pewien Twi'lek, bardzo stary, mógł mieć 70 lat.
- Gdzie się zatrzymujesz, kolego? - Zapytał spokojnie.
- Na razie nie wiem. Szukam czegokolwiek, co mogę ze sobą zrobić. Polecimy, zobaczymy, co się trafi.
- Yh, młodziaki, chyba stu takich widziałem przez tą wojnę. Pełno młodych, którym legło wszystko, nie mają szkoły, pracy, rodziny, nie wiedzą co ze sobą zrobić... Paskudne czasy, jak za Imperium...
- Dobrze pan mówi. Zobaczymy, co mi się trafi, na Mon Calamari są miliony takich jak ja, tak samo przetrąconych przez życie, bez planu. Muszę znaleźć inne miejsce, a potem - zobaczymy...

(Podziękowania dla Elii i Fenderusa za wiadomości PW :D)

4. Informacje dodatkowe
a. Czego szukasz w RP w organizacji i co jest dla Ciebie w grze najważniejsze? Klimat Star Wars.
b. Skąd dowiedziałeś się o organizacji? Z postu "Fella".


Re: Carlson Ep. II

Post: 22 kwie 2019, 9:42
autor: Elia
Jestem za! Wszystkie poprawki, które wprowadziłeś, są po prostu w punkt. Nawet język jest lepszy, piszesz staranniej w nowych fragmentach. Dla mnie to jasny sygnał, że Ci zależy, rozumiesz problemy i potrafisz nad nimi z dużym sukcesem pracować. Nie zawiodłam się :)

Re: Carlson Ep. II

Post: 22 kwie 2019, 12:36
autor: Zosh Slorkan
Bardzo fajna poprawa motywu z lotem statkiem, może i na Szlakach i tak by się skończyło grobem, ale w większości książek na świecie by spokojnie przeszło, a motywy są naprawdę sensowne, zwłaszcza mocno kupiły mnie opisy tego, że praktycznie jedyne co mu się udało to lot w prostej linii wcześniej prawie się o hangar zabijając XD Tak jak Gluppor pisał, dorzuciłeś mały dialog, widać że trochę bardziej na siłę, ale widać też, że umiesz napisać rozmowę, co się naprawdę klei. Pozbyłeś się dziwnego motywu z ojcem postaci, poprawiłeś te niektóre dziwne zdania. Ode mnie zdecydowanie pozytyw, warto żebyś się sprawdził na żywo x)

Re: Carlson Ep. II

Post: 22 kwie 2019, 15:06
autor: Siad Avidhal
Bez zbędnego gadania - pozytyw. To co miało być uwzględnione - zostało. Nie ma sensu powielać głosów z poprzedniego podania.

Re: Carlson Ep. II

Post: 23 kwie 2019, 9:36
autor: Tanna Saarai
No i bardzo ładna poprawa. Poprawiłeś wszystkie błędy, które przeszkadzały w poprzednim podaniu, a i kreacja postaci nawet na tym zyskała :') Oczywiście oddaję swój pozytywny głos.

Re: Carlson Ep. II

Post: 23 kwie 2019, 12:29
autor: Alora Valo
Jestem za weryfikacją podczas gry. Trochę szkoda, że nie pokusiłeś się o przeredagowanie całości, ale tak czy siak - to co mamy tutaj jest już okej.

Re: Carlson Ep. II

Post: 23 kwie 2019, 18:56
autor: Edgar Alexander
Jestem ZA. Opowiadanie wyraźnie poprawia błędy z poprzedniej wersji. Jest to prosta, wystarczająco kompetentnie napisana historia. Resztę sprawdzi Wprowadzenie.

Re: Carlson Ep. II

Post: 24 kwie 2019, 15:36
autor: Ashtar Tey
Fajnie, że zdecydowałeś się na drugie podejście, bo widać wyraźną poprawę właściwie w każdym aspekcie historii. Językowo nadal nie jest bez błędów, postać nadal moim zdaniem jest trochę zbyt słabo zarysowana, ale jako całość podanie zdecydowanie zachęca do przetestowania Cię w grze, tak samo, jak przekonywało mnie ostatnio. Jestem za.

Re: Carlson Ep. II

Post: 26 kwie 2019, 21:53
autor: Rada Jedi
Podanie zostaje zatwierdzone. Siedmiu członków na ośmiu decyzyjnych oddało głosy pozytywne, w efekcie czego wynik nie może zostać zmieniony. Dalsze instrukcje zostaną przekazane na PW.