Aetas Hyenn - Zatwierdzone

Punkt składania aplikacji - stale otwarty.
Regulamin forum
Przy składaniu podania należy wykorzystać wzór pojawiający się przy zakładaniu nowego tematu w tym dziale. Można go pobrać jednak także ręcznie, z tego tematu.

Bezwzględnie proponujemy także zapoznanie się z tym tematem z największą dokładnością, wliczając w to lekturę Regulaminu.

Aetas Hyenn - Zatwierdzone

Postautor: Aetas Hyenn dodano: 04 wrz 2017, 19:31

1. Informacje bazowe
a. Imię: Maciek
b. Wiek: 21
c. Zamieszkanie: Warszawa
d. Zainteresowania/Hobby: Świat Wiedźmina, piłka nożna - ta kopana jak i oglądana, przed wprowadzeniem ostatniej postaci zapisałem się na boks. Kolekcjonuję cały czas whisky.
e. Kilka zdań o sobie i swoim charakterze: Jestem pozytywnym gościem, staram się być zawsze wyluzowany i nie przejmować się rzeczami na które nie mam wpływu, staram się nie wdawać w konflikty z innymi. Cenię sobie szczerość.
f. Kontakt:
- email - wilku445@tlen.pl
- steam - Bao

2. Scena RP/RP w JK3
a. Formy rozgrywki: Krótkie RP w Jedi Knight
b. Organizacje/Grupy: Szlakiem Jedi
c. Staż: ok miesiąca/półtora
d. Powód zakończenia gry: Brak czasu na grę i brak pomysłu na postać.


3. Postać
a. Imię i nazwisko: Aetas Hyenn

b. Wiek: 25 lat

c. Pochodzenie: Eshan

d. Rasa: Echani

e. Wygląd: Szczupły, dobrze zbudowany facet. Bardzo jasna cera, miejscami na twarzy skóra może wydawać się być bardzo wysuszona i szorstka. Biały, kilkudniowy zarost osłania znaczną część policzków, natomiast srebrne oczy wydają się być cały czas zmęczone. Krótko obcięte włosy w kolorze śnieżnobiałym.
Zazwyczaj ubrany w szarą koszulkę i brązową, skórzaną kamizelkę. Mimika twarzy dosyć prosta, skupiając się na rozmowie często mimowolnie unosi prawą brew. Przy dłuższych wypowiedziach, słychać małą chrypę.

f. Historia:

Rozsiadłem się wygodnie na balkonie w samej bieliźnie, barierki były otoczone ciemnym materiałem, który mnie zasłaniał. Chociaż nawet i bez tej zasłony walnąłbym się na fotel, miałem gdzieś to co ludzie w tym momencie o mnie myśleli, człowieka na kacu zwykle mało co obchodziło na początku dnia.  
Zaciągnąłem się powoli papierosem, którego trzymałem w ustach i zamknąłem oczy starając się wyłapać jakiekolwiek wspomnienia z ostatniej nocy. Dosyć sprawnie jak na mój stan przypomniałem sobie, że całą knajpę właściciel udostępnił nam na dwie doby, w ramach częściowej opłaty za nasze usługi. Zaśmiałem się cicho, jednak szybko moje parsknięcie zamieniło się w typowy dla palacza kaszel. Cholera, musze to rzucić. Przejechałem fajką po stoliku gasząc ją i wrzuciłem do szklanki, w której jeszcze wczoraj znajdował się rum. Mam nadzieję, że był to rum. 
Wszedłem powoli do pokoju, spojrzałem na zegar i pomyślałem, że jest to odpowiednia godzina na śniadanie. Na łóżku cały czas leżała naga kobieta z którą się wczoraj zaprzyjaźniłem, widocznie potrzebowała więcej odpoczynku, mimowolnie uśmiechnąłem się do siebie. Podszedłem do krzesła na którym znajdowały się ubrania, szybko zarzuciłem na siebie spodnie, bluzkę i kamizelkę oraz jednego buta.
Cholera... to byłoby zbyt proste, pomyślałem. Na szczęście szybko zorientowałem się, że drugi but jest w łazience, gdzie się udałem.
Oblałem się zimną wodą i spojrzałem na siebie w lustrze. Oczy miałem dalej lekko przekrwione, zarost zdążył znacznie urosnąć przez te ostatnie dwa dni, a na głowie miałem śnieżną zamieć - przynajmniej tak to wyglądało. Przylizałem sobie włosy do tyłu wodą i wyszedłem powoli kierując się do stalowych drzwi od pokoju. Wyciągnąłem z kamizelki kilkadziesiąt kredytów i położyłem je na stoliku na środku pokoju, spojrzałem raz jeszcze na chrapiącą kobietę i dołożyłem kilka dodatkowych pieniędzy.  
Drzwi od pokoju rozsunęły się błyskawicznie jak tylko do nich podszedłem, kątem oka zerknąłem jeszcze na zegar - minęło dopiero 5 minut od kiedy wróciłem z balkonu, a mogłem się założyć że to było co najmniej 15 minut.

Zszedłem po schodach, minąłem małą wnękę w której znajdowały się muzyczne hologramy. Powoli kierowałem się w stronę baru na samym środku kantyny, przy którym siedziała dobrze mi znana trójka mężczyzn. Podszedłem i szybko spojrzałem co Zabrak ma na talerzu prosząc o to samo, sekundę później kiwnąłem głową do całej trójki i przysiadłem się. 
Cała załoga Neptuna w komplecie.
Zerknąłem na siedzącego najdalej ode mnie Kel Dora, Yhip Leem - można by rzec, że to był nasz szef, każdą sprawę wszyscy omawiali właśnie z nim, kwestie finansowe, kontrakty, zlecenia itp. ''Szefo'' zna bardzo dużo języków, nie spotkałem się jeszcze z żadną rasą z którą nie mógłby się dogadać, szczerze powiedziawszy to on zaraził mnie chęcią do poznawania obcych mi języków, sam zresztą często proponuje mi lekcje z których naprawdę wiele wynosze. Yhip jest cholernie tajemniczy, wiem tylko tyle że wcześniej dużo podróżował razem z właścicielem naszego lekkiego frachtowca. Mam dziwne wrażenie, że od kiedy przyłączyłem się do nich to cały czas się mną tak jakby... opiekuje? Kurde, sam nie wiem jak to nazwać, ale spędza ze mną więcej czasu niż z pozostałą dwójką. 
Przeniosłem wzrok na osobę, która siedziała obok Szefa, był to nasz pilot, Jek Rykesom - ''jeden z najlepszych'' według Yhipa, na początku wydawało mi się że to zwyczajna bajka aby poprawić morale pilota, jednak ten stary skurczybyk faktycznie rzadko kiedy popełniał jakieś błędy podczas trasy. Jek zwykł kurwić co drugie słowo, nie wiem skąd to się wzięło, chyba nawet Szefo do końca nie wiedział czemu ma to służyć, taki już był a jak komuś to się nie podobało to zawsze ''mógł wypierdalać na następnym kurwa porcie''. 
Nareszcie przyszło moje śniadanie. Jadłem powoli, głównie chciałem nacieszyć się smakiem za którym zatęsknię jak tylko zjemy coś co będzie dostępne podczas lotu, ale również cały czas towarzyszył mi jebany kac. 
Po chwili usłyszałem głośne chrząknięcie siedzącego obok Zabraka. Rogg Wak, gość był po prostu wielkim bykiem. Zazwyczaj pomagał mi załadować towar na statek, ale oczywiście robił również za strzelca i wychodziło mu to naprawdę dobrze, zresztą z tego co opowiadał wynikało, że kiedyś był łowcą nagród, stąd jego umiejętności bojowe. Ogólnie był bardzo przyjaznym typem, kiedy tylko prosiłem go o jakąś poradę dotyczącą walki, chętnie mi pomagał... W sumie to często z braku zajęcia robiliśmy sobie jakieś małe sparingi, oczywiście ja cieszyłem się jak kończyło się to małymi siniakami, ale czasami zdołałem go zaskoczyć techniką, której nauczyłem się na ojczystej planecie. 
Po kilkuminutowej luźnej rozmowie, Szefo powiedział że dostaliśmy propozycję robótki za sporą kasę, tak jak to było z każdym zleceniem - decyzję podejmowaliśmy wspólnie. Z tego co zrozumiałem to mieliśmy trochę czasu na podjęcie decyzji, ale w sumię robotę na Hapes już skończyliśmy, więc postanowiliśmy polecieć na Nal Hutta po konkretniejsze informacje co do zlecenia.  Ja osobiście też już czułem się lepiej, jednak dobre śniadanie jest lekarstwem na wszystko. 
Szefo powyznaczał nam zadania zanim wyruszymy - Rogg miał skombinować trochę jedzenia, aby uzupełnić braki na statku, a ja miałem pomóc Jakowi przygotować Neptuna do lotu. 
Kilkadziesiąt minut później Rogg wrócił z dwiema skrzynkami prowiantu i załadował je na pokład, Jak rozsiadł się w kokpicie na swoim miejscu, a ja obok niego. Ja byłem drugim pilotem, który ewentualnie zastępuje Jaka gdy ten chce odpocząć, albo też jest na jego zawołanie, moim zadaniem również było załadowanie towaru na frachtowiec, ale czasami też Yhip zabierał mnie ze sobą na spotkania dotyczące zleceń, miałem wtedy zamknąć morde i po prostu słuchać, uczyć się co zresztą robiłem. 
Chwilę później unosiliśmy się już nad planetą i ruszyliśmy wyznaczonym kursem na Nal Hutta. 
Jak po jakimś czasie stwierdził, ''że jest kurwa zmęczony'' i idzie się położyć, oczywiście tradycyjnie dodał ''że mam go kurwa nie budzić z byle pierdołami''. Jasna sprawa kapitanie, zaśmiałem się na co też rzucił kurwą.
Zostałem sam w kokpicie. 

Trzymając za stery wpatrywałem się w ciemną przestrzeń przede mną i akurat wtedy musiałem zacząć rozmyślać nad rodziną. 
Sapnąłem ciężej, utrzymuje z nimi regularny kontakt, tak co dwa, trzy tygodnie rozmawiamy ze sobą przez kilkadziesiąt minut, ale jednak fajnie byłoby się z nimi spotkać... Mam młodszego brata, dzięki czemu rodzice nie czują aż takiej wielkiej pustki w domu, niestety ze mnie staruszek nie zrobił dumnego wojaka, choć nauczyłem się wystarczająco dużo by podczas różnych starć powalić jednego czy dwóch przeciwników. Matka sama jak była młoda to sporo podróżowała z dziadkami, myślę że przyzwoicie mnie wychowała, ale przede wszystkim to ona zainspirowała mnie do podróży. Westchnąłem, cały czas za nimi tęsknię, spełnili się jako rodzice... A czy ja spełnię się jako syn? Cholera, mam nadzieję, że będą ze mnie dumni, że kiedyś usłyszą o mnie w holonecie. W sumie może za jakiś czas wrócę na Eshan, na kilka dni. Wyprowadziłem się od rodziców kilka tygodni po moich dziewiętnastych urodzinach, złapałem transport do Środkowych Rubieży, na Naboo, podłapałem tam pracę jako pilot kilkuosobowego śmigacza, dało się zarobić, stać mnie było na jakieś normalne warunki do życia. Jak tak się teraz nad tym zastanawiam, to nigdy nie wyznaczyłem sobie jakiegoś konkretnego celu, zawsze chciałem trochę zarobić i zobaczyć co przyniesie los. Niby teraz jestem częścią grupy, zostałem jakimś tam przemytnikiem, ale kurwa... W sumie to nie jest to jakiś powód do dumy. Zacisnąłem żuchwę mimowolnie, starając się odgonić od siebie te chujowe przemyślenia. Nienawidziłem tego, jak tylko miałem chwilę spokoju, chwilę dla siebie to zawsze wracało to do mnie... Dlatego nie lubiłem kiedy Jak zostawiał mnie samego przy sterach. 
O wilku mowa. Usłyszałem jak pilot nadchodzi, gadał coś do siebie i rzucał kurwami. Wszedł do kokpitu i usiadł na swoim miejscu pozwalając mi zająć się czymś innym. Posiedziałem z nim chwilę, porozmawialiśmy o ostatnim przemycie ludzi na Hapes. Koniec końców dało się porozmawiać z Jakiem, jeśli tylko ktoś był w stanie wyłączyć się na kurwienie. 
Wstałem chwilę później i poszedłem do sypialni. Zatrzymałem się przy wejściu, zobaczyłem siedzącego do mnie tyłem na podłodze Yhipa. Dziwne... Pierwszy raz się z tym spotkałem, cokolwiek robił wolałem mu nie przeszkadzać, jednak zaprosił mnie i usiadł na krześle. Szefo spokojnym tonem oznajmił, że widzi to że mam problem. Cholera, pomyślałem... Komu jak komu ale jemu na pewno warto powiedzieć co się dzieje. Przedstawiłem mu całą sytuację, zauważyłem że dosyć nerwowo odpowiadałem też na jego dalsze pytania, tak jakby od tego miało zależeć moje życie. Rozmawialiśmy o mnie ładnych kilkadziesiąt minut. Yhip oznajmił, że wkrótce otrzymam szansę na zmiany w moim życiu i abym się nie bał podjąć jakiejkolwiek decyzji, ponieważ w żadnym wypadku nie będzie ona błędna. Kel Dor poradził mi również, abym się skupił na teraźniejszości, na tym co się dzieje w tym momencie... Podobno on tak żyje i jest szczęśliwy. Kiedy Szefo wstał i wyszedł z sypialni, położyłem się na łóżku, rozmyślałem o tym co mi powiedział. 
Nie rozumiałem do końca wszystkiego co mi przekazał, używał trudnych słów... Ale czułem się jakby... Lżejszy po tej rozmowie, cieszyłem się w duchu i czułem pewność siebie. 

Resztę podróży spędziłem w kokpicie obok Jaka, który opowiadał mi już chyba setny raz tą samą historię, o tym jak musiał awaryjnie lądować większym frachtowcem, którego przegrał kiedyś grając w pazaaka. 
Nal Hutta. Dosyć często zatrzymywaliśmy się w tym samym miejscu, więc wszystko odbyło się szybko i sprawnie. Yhip oznajmił nam, że ma spotkać się z naszym kontaktem w kantynie, w której też bywaliśmy dosyć często, jednak nie podał konkretniejszych informacji, przynajmniej nie przy chłopakach. Szefo zabrał mnie ze sobą, po drodze powiedział tylko że osoba z którą się spotkamy to Morrsk'k Dah'llerijja'kam, Chiss który oferuje nam ładne kilkadziesiąt tysięcy kredytów za zrealizowanie zlecenia oraz za dotrzymanie tajemnicy. Prawdę mówiąc nie wiedziałem czego się spodziewać, ale kurwa... Szykowała się ładna kasa. Idąc krok w krok z Yhipem czułem na sobie spojrzenia innych, jednak przywykłem do tego już kilka lat temu, na Naboo kiedy moi pasażerowie zachwycali się moimi śnieżnobiałymi włosami. Przyznam, że też rzadko spotykałem innych Echani podczas moich podróży z załogą. 
Weszliśmy do kantyny, wielkiej kantyny w której oprócz głośnego występu grupy jazzowej słychać było wiele rozmów, cała kantyna była przyciemniona, a kolorowe... Ta kolorowe - oczojebne neony oświetlały unoszący się dookoła dym. Odpaliłem papierosa i włożyłem go do ust, zaciągając się co jakiś czas. Yhip się nie rozglądał, podszedł do wolnego stolika i usiadł a ja razem z nim. Wytłumaczył mi, że nasz kontakt wie kim jesteśmy i jak wyglądamy, że sam za chwilę do nas przyjdzie. Widząc nadjeżdżającego do nas droida, Yhip zapytał mnie na co mam ochotę - tradycyjnie rum, wpatrywał się we mnie chwilę, a kiedy droid zapytał się co podać, Szefo poprosił o trzy szklanki rumu. Uniosłem brew i kaszlnąłem, zrozumiałem wszystko bez problemu pomimo że krótka rozmowa odbyła się w języku huttańskim, nie zrozumiałem tylko nazwy rumu, ale spodziewałem się czegoś z wyższej półki jak na takie spotkanie. Droid wrócił dosłownie minutę później i rozłożył na stole trzy szklanki, Yhip odsunął jedną od siebie i przestawił naprzeciwko, obok drugiej. Pomimo żarzącego się papierosa pod nosem, poczułem ostry zapach przyniesionego alkoholu, ostry, drażniący nozdrza zapach. Westchnąłem, musiałem poczekać na gości aby skosztować rumu, który wybrał Szefo. Na moje szczęście dosłownie dwie, trzy minuty później w kantynie zjawił się Chiss a za nim najpewniej jego ochroniarz, duży Weequay. 
Szefo wstał, a ja chwilę później, wszyscy uścisnęliśmy sobie ręce i wszyscy zajęli swoje miejsca przy stoliku. 
Rozmowę zaczął Yhip... Cholera, Cheunch... Trochę mnie Szefo uczył tego języka, jednak ciężko było mi się go nauczyć, nie wiem czemu... Kurwa. 
Rum był wyborny, wyciągnąłem na chwilę papierosa aby wziąć kolejnego łyka... Pyszne. Starałem się nie przyglądać Chissowi, nie wiedziałem czy powinienem, Weequay nie zerknął ani razu na Yhipa, cały czas patrzył się albo na mnie, albo na tancerki w oddali, wyraźnie nie rozumiał ani słowa z dosyć zaciekłej konwersacji. Zerkając gdzieś na ścianę obok, starałem się wyłapać jak najwięcej słówek które znam, a resztę dopowiedzieć sobie tak aby wszystko miało jakiś sens. Zrozumiałem tylko tyle, że jest to pilna sprawa i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nagle zauważyłem jak Chiss kładzie na stole mały datapad, który Yhip wziął do ręki i przyglądał się uważnie. Gdyby nie głośny jazz, to przy naszym stoliku zapanowałaby dosyć niezręczna cisza. 
Kilka sekund później, Szefo podniósł wzrok i wyciągnął rękę w stronę Chissa, który uścisnął ją z uśmiechem na twarzy, jednak w tym uśmiechu coś mi nie pasowało... Może nawet nie w uśmiechu, ale coś po prostu wydawało się być kurwa nie tak. Zgasiłem papierosa i dopiłem rum, Chiss spojrzał się na mnie i również wypił swoją zawartość szklanki, natomiast Weequay zrobił to na samym początku spotkania, przechylił szklankę na raz. 
Morrsk'k oraz jego dryblas wstali i wyszli z kantyny, spojrzałem się na Yhipa, a ten wpatrywał się w milczeniu w stół. Wolałem nie zadawać żadnych pytań w tym momencie. Sam po jakimś czasie skinął na mnie głową i wyszliśmy z baru, ja odpaliłem kolejnego papierosa. 
Yhip wyjaśnił mi, że towar który będziemy przemycać to cztery wielkie skrzynie, dwie wypełnione bronią i pozostałe dwie to tajemnica, której nie powie mi dla mojego własnego dobra... Dokładnie w tym momencie zorientowałem się, że z całej załogi ufa mi najbardziej, wyjaśnił mi że reszcie oznajmi iż wszystkie skrzynie zawierają broń i takiej wersji mam się trzymać. Z jednej strony czułem że mogę się wpakować w gówno, jeśli oszukam pozostałych, jednak z drugiej strony byłem coś winien Yhipowi. Postanowiłem trzymać się jego wersji, chociaż sam byłem cholernie ciekawy o co chodziło z tymi dwoma skrzyniami. 
Towar będziemy musieli przetransportować na Prakith, przyznaje - zmartwiłem się... Głębokie Jądro jest ciężkie nawet dla tak dobrego pilota jakim był Jak, ja osobiście nigdy tam nie byłem. Dodatkowo w przestworzach nie jest już tak bezpiecznie jak kiedyś, głównie przez nowe zagrożenie o którym mówi się coraz częściej. 
Dotarliśmy z Szefem do naszego frachtowca YT-2000, z którego wyszła pozostała część załogi. Yhip wyjaśnił im ze szczegółami na czym będzie polegać ta praca, transport czterech skrzyń z bronią na Prakith, osoba z którą mamy się kontaktować na miejscu jest znana tylko Kel Dorowi, co nam się kompletnie nie spodobało. Jak zagroził, że jeśli zaraz się nie wyjaśni kim jest nasz kontakt to ''kurwa pierdoli to i nigdzie się nie rusza''. Byłem tego samego zdania, zawartość skrzyń to jedno, ale kurwa o co chodziło z naszym kontaktem i czemu Yhip sam był wkurwiony tym, że nie może nam tego powiedzieć. 
Na całe szczęście, albo i nieszczęście zbliżały się do nas powoli dwa transportowce ze skrzyniami. Razem z pomocą robotników Chissa zapakowałem cały towar na statek. 
Po kilkudziesięciu minutach, kiedy wszystko było już załadowane, ja skończyłem palić papierosa. Jednak pojawiła się pewna przeszkoda... Okazało się, że Jak nie potrafi dolecieć na Prakith. Yhip skontaktował się z Chissem, który znał pilota kursującego na Prakith dosyć często, jednak warunkiem ''wypożyczenia'' jego usług była połowa nagrody jaką mieliśmy otrzymać za wykonanie zlecenia. 10 tysięcy kredytów miało trafić na nasze konto, a kolejne 10 tysięcy na konto tego pilota. Kurwa... Atmosfera w naszej załodze stała się jeszcze bardziej napięta, ale cholera... Lepsze to niż nic. Zgodziliśmy się. Morrsk'k oznajmił nam, że pilot jest już w drodze. Godzinę później dotarł do nas tajemniczy pilot, który przedstawił się jako Jorec, był człowiekiem. 

Neptun znajdował się już nad planetą Nal Hutta, Jak pokazał Jorecowi wszystkie dostępne mapy jakimi dysponował, co prawda pilot od Chissa nie był nimi zachwycony, ale powiedział że da radę. Yhip nakazał Roggowi co jakiś czas siedzieć w panelu sterowania wieżyczką, wydawał się być bardzo zdenerwowany... Cały czas znajdował się w kokpicie z Jakiem i tajemniczym pilotem.
Yhip po pewnym czasie zadecydował, że będziemy się wymieniać, Jorec będzie przesiadywać z nim, a Jak ze mną - tak aby każdy trochę odpoczywał.
Całe szczęście nie spotkaliśmy się z piratami czy też z innym zagrożeniem, naszym głównym przeciwnikiem była zajebiście trudna droga. Momentami nie dawałem rady, wtedy wkurwiony Jak kazał mi siedzieć cicho i po prostu przebywać z nim w pomieszczeniu. Całą drogę nie przeklinał...

4. Informacje dodatkowe
a. Czego szukasz w RP w organizacji i co jest dla Ciebie w grze najważniejsze? Cały czas to samo - Szukam pomocnych ludzi z którymi mógłbym stworzyć dalsze losy swojej postaci jak i być częścią czyjejś historii :) W grze najważniejsze jest dla mnie rozwijanie się i zdobywanie doświadczenia, które jak najbardziej chciałbym posiąść.
b. Skąd dowiedziałeś się o organizacji? Byłem członkiem kilka miesięcy temu, a wcześniej z listy serwerów.

Awatar użytkownika
Aetas Hyenn
Były członek
 
Posty: 37
Rejestracja: 23 mar 2017, 11:51

Re: Aetas Hyenn

Postautor: Zosh Slorkan dodano: 05 wrz 2017, 19:36

Fajnie, że sobie nie odpuszczasz bo... tu się mogę tylko powtórzyć. Może miałeś spore problemy się odnaleźć tutaj, ale zdecydowanie jesteś bardzo fajnym i sensownym człowiekiem i super, że dalej się starasz. Ja to myślę, że takie nieudane wprowadzenie i bolesna nauczka wszystkiego co mogło być nie tak mogły Ci nawet pomóc.

Widać, że nieźle zmieniłeś podejście. Historia "opowiadaniowa" z pierwszej osoby to niezła nowość, bardzo ładnie to napisałeś i bardzo podoba mi się zmiana podejścia z liniowego życiorysu na próbę rozpisania tego w ten sposób, z perspektywy myśli postaci, wrażeń, zrobienia dokładnego toku rozumowania i esencji swojej postaci. Ok, to nie jest wciągająca super lektura, ale to bardzo dobry pomysł, bardzo fajne wykonanie i bardzo fajne podejście, widać, że pracujesz nad tym jak zmienić "głowę" x) Mnie to przyznam bardzo pozytywnie nastawia (mimo że nawet bez tej zmiany byłbym za). Pozytyw.
Obrazek
Awatar użytkownika
Zosh Slorkan
Rycerz Jedi
 
Posty: 492
Rejestracja: 16 wrz 2013, 20:33

Re: Aetas Hyenn

Postautor: Siad Avidhal dodano: 08 wrz 2017, 18:16

Jak można się spodziewać - z pisaniem historii postaci nie masz najmniejszego problemu, jeśli chodzi o jej akceptowalność. Gorzej z faktyczną rozgrywką w "czasie rzeczywistym". Mam nadzieje, że tym razem pójdzie lepiej. Za.
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1341
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Aetas Hyenn

Postautor: Tanna Saarai dodano: 09 wrz 2017, 15:33

Za
To tak na wstępie :-)

Szanuję zapał do poprawy i dążenie do celu. Chęci to pół biedy, gdy nie ma zaangażowania. (Kasuję to zdanie bo za bardzo popłynąłem ze swoim tokiem myślowym, który jest zrozumiały i logiczny chyba tylko dla mnie xD I po problemie xP) A to u Ciebie widać. Choćby już za to należy ci się pozytywny głos :-)
Ponadto jesteś sensownym gościem i bardzo chętnie widziałbym Cię w naszych szeregach :-)

Historia jest krótka, prosta, konkretna, a mimo wszystko bohater jest całkiem konkretnie zarysowany. Wydaje się sensownym gościem, bez wydziwiania w żadną stronę i to mi się bardzo podoba. Tak samo przebieg tego krótkiego wątku; wszystko zdaje się być poprawne, prawidłowe przez co zbudowany przez ciebie wątek wpasowuje się w klimat Star Wars idealnie.

Bardzo intrygujące jest tu jednak jaki wątek poruszyłeś. Chiss, tajemniczy ładunek, przemyt na Prakith... w świetle ostatnich wydarzeń w naszej historii wydaje się to być wręcz niezwykłym zbiegiem okoliczności. Oczywiście to tylko bardzo pozytywny aspekt, z którego ja się ogromnie cieszę :-)
Mam nadzieję, że Twoje wprowadzenie okaże się być czymś naprawdę godnym zapamiętania (tym razem pozytywnie ^^).
Powodzenia!
Obrazek
Awatar użytkownika
Tanna Saarai
Uczeń Jedi
 
Posty: 791
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Kraków
Nick gracza: Binol

Re: Aetas Hyenn

Postautor: Alora Valo dodano: 10 wrz 2017, 19:16

Bardzo porządna historia. Spójna, trzymająca się klimatu SW. Przyjemnie się ją czytało. Bez wątpienia: ZA

Nie zgrzeszę, jeśli już teraz będę życzył powodzenia na kolejnym wprowadzeniu! ;)
Obrazek
Awatar użytkownika
Alora Valo
Uczeń Jedi
 
Posty: 425
Rejestracja: 23 gru 2016, 17:21
Nick gracza: Oem

Re: Aetas Hyenn

Postautor: Angar Makkaru dodano: 10 wrz 2017, 19:42

Chciałem wydać opinię jakiś czas temu, ale nie miałem okazji tego zrobić, dlatego przepraszam, że dopiero teraz.

I to był mój błąd, bo czytając treść, widzi się znaczną poprawę w stosunku do poprzednich podań - tutaj ewidentnie górę ponad historię bierze przedstawienie postaci. Gigantyczny plus. Naturalnie jestem za. Głównie też dlatego, że wychodzę z założenia, iż każdy powinien dostać swoją szansę.
Obrazek
Ukryte:
Awatar użytkownika
Angar Makkaru
Adept
 
Posty: 494
Rejestracja: 05 cze 2014, 17:59
Lokalizacja: Prakith
Nick gracza: Fr4nsis

Re: Aetas Hyenn

Postautor: Rada Jedi dodano: 12 wrz 2017, 12:39

Podanie otrzymało pięć głosów pozytywnych - aplikacja zostaje zaakceptowana. Kandydat otrzyma dalsze wytyczne poprzez prywatną wiadomość.
Obrazek
Awatar użytkownika
Rada Jedi
 
Posty: 447
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Podania

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość