Sprawozdania

Re: Sprawozdania !

Postautor: Siad Avidhal dodano: 02 maja 2011, 22:15

Obrazek

1. Data, godzina zdarzenia: 30.04.11, Godz. 18:00

2. Opis wydarzenia:

Ogólnie misja nie miała być trudna, jednakże czułem zdenerwowanie, które dotknęło i Aetharna.

Około godziny osiemnastej wezwano nas do hangaru, prom był gotowy. Po krótkiej pogawędce z Rycerzem Bartem, który podarował nam kilka rad, niezwłocznie udaliśmy się po rampie, na pokład Lambdy. Tam nawiązała się mała dyskusja na temat misji... Przyznam że nie mieliśmy najlepszych pomysłów, bo po prostu nie wiedzieliśmy co nas czeka.

Mało czasu spędzałem z młodszymi Padawanami, podczas ich szkoleń wstępnych, teraz stwierdzam że Aetharn jest naprawdę inteligentną osobą - co oczywiście mu się chwali.

Autopilot wystartował, informując nas o czterogodzinnym locie, który się wydłużył. Siedzieliśmy w milczeniu, lecz po chwili postanowiliśmy wykorzystać ten czas na odpoczynek. Ja oddałem się medytacji, mój kompan poszedł spać. Ocknęliśmy się pięć minut przed zakończeniem podróży, już nieopodal Gwori. Moja medytacja nie była stabilna, a Aetharn budził się co chwilę.

Zeszliśmy po rampie, oślepiło nas na chwilę blade słońce, skłaniające z wolna, by ukazać się w pełni majestatu, drugiej półkuli. Wzrok powoli przyzwyczajał się, lecz niepokój ostrzegający przed nieznanym, kwitł w nas nieustępliwie. Nadałem komunikat, by wyłączono pole siłowe, ochraniające fabrykę przed dzikimi zwierzętami. Usłuchano, i już po chwili zauważyliśmy człowieka po drugiej stronie „barykady”, który żalił nam się, i opowiadał historię swego „czarnego” życia w tym miejscu…

Bariera opadła, a my sprawnie przemieściliśmy się z rozgrzanego piasku. Na pierwszy rzut oka, fabryka nie była zbyt przyjemna… Baktoid nie inwestował w renowacje jej. Sprzęt też wyglądał na „zabytkowy”, w porównaniu z tym co zobaczyć można w nowszych zakładach przetwarzających chemikalia. Widząc nas, pracownicy rozchodzili się na boki, a przynajmniej tak się wydawało.

Pierwszym celem był gabinet Prezesa. Był wyjątkowo miły, a zarazem dało się wyczuć smród krętactwa z jego gardła. Za nic w świecie nie chciał się ruszyć z gabinetu w którym urzędował… Pan Prezes osobiście chciał nas przywitać! Jakże było nam miło, niczym w więzieniu. Ciągłe pytania, kiedy koniec inspekcji, kiedy to, kiedy tamto, jak długo chcemy tu zabawić?… Masa pytań. Pracownicy też nie byli zbytnio szczęśliwi na nasz widok.

Postanowiliśmy wykorzystać pomysł z inspekcją korupcyjną, i w sumie ciekawi mnie czy złapali się od początku do końca.. bo heh.. Ciągnęliśmy to dość długo, do przyciśnięcia prezesa – ale o tym później.

Szef zakładu nadzorował wszystko z kamer, więc ciężko było się poruszać, a poza tym, z jego centrali rozciągał się widok na całą okolicę, co znaczyć ma, że i na zewnątrz również trudno było pozostać incognito. Pomysł z bolącym brzuchem Aetharna wypalił, i zdołał wyjść rozejrzeć się pod przykrywką chęci przewietrzenia się. Ale nie… Prezes chciał mieć nas obu, więc pod pretekstem poszukania go, i ja poszedłem zwiedzać.

Zakład tonął w chaosie… Może to normalne, że robotnicy krzyczą na siebie i leją się po pyskach, nie wiem… W każdym bądź razie poszedłem mu to zgłosić… Hehe, na takich grożenie przepisami prawnymi zawsze działa. Kazałem mu przygotować spis finansów, kiedy to Aetharn doglądał dokładnie każdego pomieszczenia. Oddelegowano mnie do Trandoshana imieniem Rekk, który rzekomo miał być księgowym placówki. Wypytywałem go między innymi o spisy dochodów i takie tam.. pierdoły… O to czy nie prowadzą nic na czarno, miast pytać o najważniejsze.

Pierwszą poszlaką jaką znalazłem była skrzynia pełna ogniw oraz gazu do broni… Amunicja w firmie przetwarzającej chemikalia? Tak naprawdę wiadomym było, że coś jest nie tak, tylko trzeba było znaleźć jasne dowody.
Potem Aetharn wyciągnął od jednego z pracowników, że w pojemniku znajduje się gaz Tibanna, służący do zasilania blasterów. Gaz to gaz… fabryka chemiczna, ale wątpię by Baktoid zajmował się pozyskiwaniem owego gazu. Mój kompan nabrał większych podejrzeń. Zamknięty na amen transporter, niższe piętro, którego nie chciano nam pokazać. Wiem w czym leży błąd naszej misji… Zareagowaliśmy zbyt gwałtownie, i to powstrzymało naszą „inspekcję”.

Rekk chciał fajrant, pomyślałem że to dobra okazja by powiedzieć mu że go otrzymał, a w tym czasie pogrzebać trochę w papierach… Niestety momentalnie mnie zaskoczono, a ja wykręciłem się odnalezieniem mojej zgubionej wcześniej holodaty – nie uwierzył. Potraktowałem go jak powietrze, wykorzystując ostatnie chwile na dokładniejsze rozejrzenie się z Aetharnem po zakładzie. Wiedziałem, iż prezes nie puści płazem tak skandalicznego zachowania, jakim jest grzebanie w jego prywatnych, brudnych papierach. Aetharn dość sprawnie wykazywał się umiejętnością dyplomacji. Ruszyliśmy do gabinetu szefa, który właśnie oglądał film ukazujący moje grzebanie po szafkach. Na całe szczęście oskarżył nas tylko o kradzież, lecz złym była propozycja wyniesienia się. Po krótkiej rozmowie, i przedstawieniu warunków prawnych dał nam drugą opcję – zwiedzanie pod nadzorem strażnika. Posłużyliśmy się ponownie, przepisami , by udostępnił nam wstęp na dolny poziom, że jesteśmy tu „z góry”, i że nie ma takiej mocy by zabronił reprezentantom inspekcji korupcyjnej na oględziny. Albo zwiad pod nadzorem, albo wypad… Nie zmieniał warunków. Postawiliśmy gwałtowny krok! Ciągnąc „maskę” jaką była korupcja, wydałem oświadczenie o zmiany inspekcji w dochodzenie, a Prezes miał być aresztowany do zakończenia śledztwa.

Momentalnie buchnął w nas strumień ognia z miotacza naczelnika Baktoida. Aetharn poleciał na schody, zaś ja z trudem uskoczyłem na dół. Rozpętał się chaos. Płomień buchał w nas, a przerażeni pracownicy nie dawali dojść myślom… Nie było wyboru, dobyliśmy mieczy. Doskoczyłem do prezesa i wykonałem kilka szybkich ataków w okolice klatki piersiowej oraz brzucha. Szef chcąc uniknąć jednego z uderzeń, skłonił nisko głowę, która po nadchodzącym ataku prosto na łokieć, przeturlała się swobodnie kilka metrów od ciała. Ja zaś chciałem dokonać wcześniej zaplanowanej kombinacji – Czyli odcięcia ów ręki, a następnie pchnięcie rannym na pobliską ścianę w celu ogłuszenia. Tak też zrobiłem – z tym że miast ręki, uciąłem zupełnie inną część ciała, a bezgłowe ciało uderzyło z łomotem o mur. Kilka chwil wcześniej wezwaliśmy posiłki w postaci żołnierzy. Rozległ się alarm, a pracownicy wbiegali nawet w pole siłowe, chcąc się wydostać. Przeciw nam stanęły droidy, zapewne zwykła ochrona. Dwójka żołnierzy dołączyła do nas, a dookoła rozgrywała się mała bitwa między resztą wojsk, a droidami. Wbiegliśmy do środka, żołnierze wysadzili drzwi transportowca… W środku było coś, przez co oniemieliśmy… Masa robotów IG gotowych do walki, wyłączonych na całe szczęście! Kolejny dowód, zapewne transport dla Czarnego Słońca. Jeden z żołnierzy chciał wysadzić wszystko w powietrze, lecz odmówiłem. Zasugerowałem zabezpieczenie droidów – tak też się stało za pośrednictwem granatu jonowego. Nam kazano opuścić pole bitwy i przedostać się do promu. Pobiegłem jeszcze do komputera prezesa… Niestety wszystkie dane zostały zabezpieczone. Zostawiłem komunikat o przysłaniu technika, lecz niestety chyba nie usłyszeli… Wychodząc, zauważyłem dwójkę pracowników chcących przeskoczyć nad pole, prosto ze zbiornika. Cóż… Widząc iż żołnierze łapią tych wybiegających, postanowiłem pomóc skoczkom… Trochę bali się lecieć na drugą stronę, ale stwierdziłem że mnie boją się bardziej, więc nakłoniłem ich do tego czynu bezproblemowo, acz nie bezstresowo… Samą obecnością, ot co!

Weszliśmy na prom, który wzbił się ku gwiazdom, w stronę Hyperiona – tymczasowego domu dla Jedi z drugiej placówki szkoleniowej. Tym razem lot trwał sześć godzin, trochę wydłużonych przez „sztywny” pilotaż autopilota. Aetharn odpoczywał w fotelu, kiedy ja zszedłem niżej by w ciszy pomedytować. Przez dobrą godzinę odbieraliśmy komunikaty od różnych żołnierzy... Zamknąłem oczy by pogrążyć się w medytacji, w najmilej wspominanych chwilach. Znalazłem się na pokładzie starego Riggera, gawędząc o przyszłościowych planach z Lougem.
Obudził mnie komunikat, informujący o końcowej fazie lotu. Po chwili, stąpaliśmy po pokładzie Hyperiona.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:
Przepraszam jeśli coś jest nie tak. W razie czego PW bądź Xfire jeśli będę dostępny.

4. Autor raportu: Padawan Vinax
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1634
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Sprawozdania !

Postautor: Xarthes dodano: 26 cze 2011, 7:49

Początek badań - powrót

1. Data, godzina zdarzenia: 17.04.11 godzina 18:00 / 02.05/2011 godzina 12:00

2. Opis wydarzenia:
Rozmowa zarejestrowana przez #HoloCam#bibl#1
pomiędzy Rycerz Jedi Kal'Dar oraz Padawan Xarthes.
Przekaz zamknięty.


<Kal'Dar siedzi bez słowa, co pewien czas zarejestrowano symboliczne skinięcia głową>
-Uh... wiec.. Dotarliśmy tam po złamaniu zabezpieczeń..
<Padawan przez chwilę jąka się i zaczyna zdanie po kilkakroć, próbując dobrać słowa bądź przypomnieć sobie bieg wydarzeń>
Które i tak już naginały wszelka moja wiedzę o Mocy... ale cóż, tamto miejsce było pełne anomalii. Dotarliśmy do wielkiej, starej sali, po środku której widniała... postać. To był strażnik tajemnicy miasta Jedi.
<Padawan znów się zatrzymał, wyraźnie zaciskając zęby, jego głos jest niepewny i chwiejny>
On... powierzył nam ta tajemnice...Mieliśmy jakieś dziwne wizje... Widzieliśmy niespójne, nielogiczne obrazy... To wszystko tworzy chaos... Ale... nie tylko my dwaj mamy ta wiedzę... to najbardziej mnie martwi.
<Kal'Dar wciąż siedzi pewnie, jedynie słuchając>
Strażnik wspomniał o trzecim... który wyrwał mu te informacje. Mowa o Bestii... najpewniej.
<Xarthes zatrzymał się na parę chwil chowając głowę w rękach i przecierając oczy>
Ja... tak ciężko o tym mówić... gdy tylko próbuje to wyjaśnić, chaos narasta, wszystko komplikuje się jeszcze bardziej..

Przekaz zakończony.



Adnotacja od: Padawan Xarthes

Rycerz Kal'Dar powiedział mi, że dotarliśmy do wiedzy starożytnego Holokronu, którą nam przekazał, nie dając jednak do niej klucza, kodu symboli. Niestety, nie mogło być to zarejestrowane przez kamery z wiadomych przyczyn. Gdy poprzednim razem byłem w tamtej świątyni z Padawanem Riyukiem, mój towarzysz poległ przy łamaniu zabezpieczeń do pomieszczenia w którym był ukryty holokron. Cała placówka, w której wszystko się działo jest pełna zawiłych korytarzy i z niewiadomych przyczyn, po dwakroć była okupowana przez armię droidów Groovska.




3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Wybaczcie za to mega opóźnienie... z początku nie wiedziałem jak się za to zabrać, a potem po prostu nie miałem czasu... Mam nadzieję, że taka bardzo skrótowa forma nie jest najgorsza - po prostu, po takim czasie nie skleję niczego dokładniejszego.

4. Autor raportu: Padawan Xarthes
Obrazek
Awatar użytkownika
Xarthes
Były członek
 
Posty: 177
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Lublin

Re: Sprawozdania !

Postautor: Siad Avidhal dodano: 12 lip 2011, 14:40

Obrazek

1. Data, godzina zdarzenia: 12.07.11, ok. 20:00

2. Opis wydarzenia:

Niebo powoli stawało się coraz ciemniejsze, zwiastując tym samym zbliżające się zebranie Rady. Mistrz Sas zaproponował mi naukę pilotażu - ucieszyłem się niezmiernie, zapewnił również, iż będzie to pojazd większy od G9'tki. Postanowił zorganizować zebranie na Lambdzie, a mnie kazał przekazać, żeby pod bramą stawili się wszyscy chętni do odlotu. Wysłałem komunikat na kanał ogólny i pobiegłem się spakować.

Wchodząc na pokład, nie spostrzegłem wielkich tłumów - Mistrz Ablazer, Rycerz Duur oraz Padawan Adachi - to wszyscy.. hm. No i rzecz jasna ja. Kazano mi usiąść za siedzeniem pilota i obserwować wszystkie procedury, które i tak nie były mi obce... Lecz warto było patrzeć, by rozpracować nieco poszczególne panele w Lambdzie. Na wszelki wypadek zapisałem wszystko na holodacie.
Uruchomienie silników, wklepanie koordynatów, uruchomienie systemów obronnych, sensorów oraz tarcz - wreszcie... procedura startowa. Odpowiedź z orbitującego Hyperiona, dotyczącą pozwolenia na opuszczenie systemu przyszła niemal automatycznie. Teraz tylko czekał nas spokojny, dziesięciominutowy lot tunelem nadprzestrzennym. Przez ten czas Mistrz Ablazer zdradził nam, że lecimy na Myrkr, lecz po co? Talon Karrde przekazał Jedi swoje dwie Coreliańskie Fregaty. Jedna z nich - Dawn Beat - była już dostarczona do Prakseum. My, lecieliśmy po "Amandę Fallow".

Wylądowaliśmy... Zorientowałem się że zostawiłem na pokładzie torbę - której znalezienie zajęło mi sporo czasu... Nie wiem cóż ona robiła pod siedzeniami w części "pasażerskiej".. Przysiągłbym że kładłem ją tuż obok mojego fotela w kabinie pilota.
Po odnalezieniu jej, musiałem jeszcze odszukać Rycerza Sana, Mistrza Sasa i jego Padawana. Hm... Kompleks był dość pusty, pełen bardziej wszelakich pojazdów niż istot żywych. Jedna rzecz przykuła mą uwagę na czas dłuższy... Jedna rzecz przykuła mą uwagę na czas dłuższy - w klatce siedział rancor, najprawdziwsza bestia... Nigdy nie miałem okazji obejrzeć jej z bliska, choć doskonale pamiętam ich "najazd" na Yavinie. Przeszedłem kawałek dalej, spotykając Mistrza Ablazera, który najwidoczniej wyszedł po mnie. Poszedł się rozejrzeć, każąc mówić mi że go nie widziałem. Najwidoczniej coś mnie ominęło, bo towarzystwo nie wyglądało na trzeźwe.. A nie, Adachi chyba zawsze tak wygląda. Może mi się wydawało... Na przywitanie dostałem również z pewnego łysego czerepu w nos, przypadkiem... mam nadzieję. Nie zasiedziałem tam długo. Ba! Nie słuchałem nawet o czym mówili zebrani - za późno przyszedłem by z kimś rozmawiać, czegoś się dowiedzieć. Wyszliśmy z kantyny... jadalni... czy co to tam było, i zaprowadzono nas do statku. Przed wejściem do podziemnych hangarów dano nam kody startowe, i takie tam...

Oto i on!...ona... Amanda Fallow! Piękny statek, trochę bałaganu w środku - lecz idzie to znieść; Posprzątać, znaczy. Po zaznajomieniu się z pomieszczeniami, plakatami z... łowcą nagród... poszliśmy na mostek, by tam Kapitan Ablazer przydzielił nam zadania. Hm... Ciężko się połapać, oj ciężko... "Pierwszy lot jest zawsze najgorszy" - Przytaczając wypowiedź Mistrza Sasa. Po zaznajomieniu się ze wszystkim co się dało, nareszcie opuściliśmy planetę...
Lot nie zajął długo, też jakoś około dziesięciu minut. Przez ten czas załoga ponownie poszła szperać po statku, ja wyszedłem tylko na chwilę, wróciłem dość szybko by nadzorować pracę systemów. Czekało nas jeszcze dokowanie na Hyperionie, "zgarnięcie" Arfive, Rycerza Barta oraz jego ucznia, no i powrót na Yavin. Mistrz Sas nie pamiętał koordynatów naszej placówki, a zatem poprosił o wsparcie naszego nawigatora - Rycerza Duura. Ciekawe czy jego "nieobecność" miała jakiś związek z przyprawą znalezioną pod biurkiem - żartuję oczywiście.
Lądowanie w głuszy, a następnie powrót do placówki przez krzaki, i to by było na tyle. Mistrz Ablazer kazał wysłać DK do pilnowania Amandy... Dziwna nazwa...


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Brak

4. Autor raportu: Padawan Vinax Raxem
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1634
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Sprawozdania !

Postautor: Elia dodano: 05 wrz 2011, 14:44

Wizyta w opuszczonej świątyni

1. Data, godzina zdarzenia: 04-05.09.11, noc

2. Opis wydarzenia:
Tego wieczora długo rozmawiałam z Pau w Sali Mistrzów. On pierwszy zauważył rozsuwające się skrzydła bramy – podążyłam za jego wzrokiem, choć w ciemnościach nie widzę najlepiej. Chwilę potem głos Mistrza Barta zabrzmiał w moim umyśle: „Jeżeli chcecie opuścić Akademię, przyprowadź Praecalliego pod bramę.”

Zabraliśmy cieplejsze ubrania i puściliśmy się biegiem do wyjścia, a potem dalej, wzdłuż murów, aż lekko zdyszani stanęliśmy przed Mistrzem Bartem. Byłam pewna, że weźmiemy ścigacze, jednak okazało się, że tym razem nie będzie to tylko krótka wyprawa do dżungli. Usłyszeliśmy o opuszczonej świątyni na drugiej półkuli księżyca, która służyła Zakonowi za rodzaj schronu. Nikt nie odwiedzał jej od przeszło pół roku – wszystko, co mogliśmy tam znaleźć, pozostawało zagadką.

Mistrz zaprowadził nas do promu klasy Lambda; widziałam ich w życiu tylko kilka, wszystkie w nienajlepszym stanie. Ten był naprawdę zadbany – ktokolwiek za niego odpowiada, dobrze wie, co robi. Konsola wydawała mi się z początku dziwaczna, ale potem odkryłam, że sporo przyrządów przypomina te ze Skylera. Pilotował Mistrz Bart, ale Pau, z fotela drugiego pilota, zajmował się większością procedur manualnych. Kiedy osiągnęliśmy odpowiedni pułap, ster przejął autopilot. Sam lot trwał dość długo i naprawdę zdrowo nas wytrzęsło, nim Pau wraz z Mistrzem wspólnym wysiłkiem posadzili prom obok starej budowli.

Świątynia była naprawdę cudowna. Co prawda w powietrzu unosił się dziwny zapach (potem dowiedzieliśmy się, że wydziela go rozkładające się mięso), jednak nie to najbardziej przykuło moją uwagę. Wyglądało na to, że dżungla oszczędziła to miejsce. W Akademii pnącza atakują wszystko – byłam pewna, że świątynia będzie kipiała od zieleni i żyjących w niej stworzeń. Zamiast tego w pustych korytarzach odbijało się tylko echo naszych kroków.

Rozglądałam się dookoła bardziej z ciekawością niż ze strachem. Wiedzieliśmy oczywiście, że jest tu niebezpiecznie – ja i Pau mieliśmy trzymać się razem, odpowiadając za siebie nawzajem. Póki był z nami Mistrz Bart, nie przejmowałam się jednak niczym, pogrążona w obserwacji stropów i niezwykłych posągów zdobiących ściany. Dopiero gdy zza zakrętu wyskoczyło stado potworów kopalnianych, uświadomiłam sobie, że naprawdę trzeba uważać. Mistrz poradził sobie z nimi szybciej, niż zdążyłam dobyć miecza. Powiedział, że w dole leży wiele martwych zwierząt i zapytał nas o wnioski. Pau stwierdził, że zabiło je coś większego, ja umiałam tylko wyjąkać, że musimy być czujni. Mistrz najwidoczniej nie był zadowolony z naszych odpowiedzi. Wytłumaczył nam, że potwory kopalniane zwabiła woń gnijących ciał, które nie zostały spalone, i że powinniśmy dostrzegać takie rzeczy i łączyć fakty.

Zeszliśmy dalej w głąb świątyni. Słyszałam cichy głos Mistrza, choć mogłabym przysiąc, że nie był skierowany do żadnego z nas. Wiedziałam, że wyczuł czyjąś obecność, choć nie dodał nic więcej. Postanowił, że rozdzielimy się – zadaniem moim i Pau było sprawdzenie całego poziomu i oczyszczenie go z tylu potworów kopalnianych, ile zdołamy znaleźć. W razie większych problemów mieliśmy skorzystać z komunikatora, poza tym byliśmy zdani tylko na siebie. Mistrz natomiast miał udać się niżej, w miejsca, które były dla nas niedostępne.

Ostrożnie przemierzaliśmy komnaty, uzbrojeni w miecze świetlne. Blask błękitnych kling odbijał się od kamieni, kiedy wędrowaliśmy cicho, nasłuchując. Od czasu do czasu starałam się sięgać do Mocy, co okazało się wyjątkowo łatwe, choć wrażenia, które odbierałam, pojawiały się na krótko i były mgliste. Spotkaliśmy kilka robaków, które nie sprawiły nam większych problemów. W jednej z sal Pau odkrył ślady walki, choć nie potrafiliśmy określić, jaka broń je zostawiła. Wydawało się, że nasze zadanie właściwie dobiegło końca – większość potworów była martwa, a nam zostało do sprawdzenia tylko kilka ostatnich pomieszczeń. Wyłączyłam miecz… i nagle poczułam, że coś ociera się o moje ramię.

Rozejrzałam się niespokojnie. Pau stał kilka kroków dalej, a w pobliżu nie było nic, o co mogłabym zaczepić. Kolejny raz zatopiłam się w Moc, ale niczego nie zauważyłam. Tu, być może, popełniłam mój pierwszy błąd – zachowałam tą informację dla siebie, choć stałam się czujniejsza. Nie zapaliłam miecza, ale poprawiłam uchwyt, a palec wskazujący oparłam o włącznik. Od tej pory starałam się raz po raz sięgać w Moc.

Zauważyłam go znów dopiero w małej bocznej komnacie. Niewielkie skupisko energii – mógłby bez trudu umknąć mojej uwadze, gdybym go nie szukała. Krzyknęłam do Pau i stanęłam w wejściu, próbując zasłonić je własnym ciałem i zatrzymać istotę w środku. Nie potrafiłam jednak dłużej śledzić jej w Mocy. Musiała przemknąć się miedzy nami, bo po chwili już jej nie było.

Pau wyprzedził mnie, a ja szłam za nim, wytężając zmysły. To coś, co było tu razem z nami – jakie miało zamiary? Chce nas rozdzielić, czy tylko obserwuje? Tak, tu popełniłam drugi poważny błąd. Zamiast sięgnąć po komunikator, postanowiłam lepiej przyjrzeć się tej dziwnej istocie. Przystanęłam by zbadać przepływ Mocy w pomieszczeniu – i zamarłam z przerażenia.

Nieświadomy niczego Pau szedł korytarzem wprost na przycupniętą przy ziemi mglistą postać. Dzieliło ich już tylko kilka kroków, a ja byłam zbyt daleko, by cokolwiek zrobić. Zawołałam by się zatrzymał, po czym puściłam się biegiem, w drodze dobywając miecza. Kontakt z Mocą urwał się, jednak byłam pewna, że istota wciąż tam jest, obserwuje. Zrobiłam pierwszą rzecz, która przyszła mi do głowy – spytałam o jej imię – jednak nie odpowiedziała. Znikła, jakby nigdy jej nie było.

Pau najwyraźniej nie przejął się moimi ostrzeżeniami, być może sądził, że w ciemnościach mam przywidzenia. Ruszyliśmy dalej, tym razem jednak nie przeszliśmy nawet kilku kroków. Usłyszałam nagły trzask wyładowań, po czym smuga światła uderzyła zza moich pleców wprost w pierś Pau, odrzucając go pod ścianę. Patrzyłam, jak po jego ciele pełzają błękitne błyskawice, serce zamarło mi na moment. Odwróciłam się w stronę napastnika. Zakapturzona postać kryła twarz, jednak miała w postawie coś znajomego, choć nie umiałam tego nazwać. Podniosłam miecz, ale wszystko we mnie krzyczało, że nie powinnam walczyć. Spojrzałam na Pau – wyglądał na nieprzytomnego; kiedy znów odwróciłam głowę, nieznajomy był już przy mnie. Jego ramię objęło mnie za szyję, silna dłoń wyrwała miecz. Puścił mnie, a ja z przerażeniem patrzyłam, jak moja broń ląduje przy jego pasie. Byliśmy sami, byliśmy bezbronni – a wszystko to moja wina.

Usłyszałam cichy jęk, kiedy Pau odzyskał przytomność. To on zachował się najrozsądniej – chwycił komunikator, próbując skontaktować się z Mistrzem Bartem. Nieznajomy zareagował szybko, korzystając z Mocy wyrwał mu urządzenie. A potem zrzucił kaptur.

W pierwszym odruchu poczułam ulgę, widząc znajomą twarz Mistrza Hookera. Szybko jednak okazało się, że nasza sytuacja nie jest najlepsza. Mistrz nazwał nas szpiegami i zdrajcami. Zarzucił nam kontakty z Bestią, po czym spytał, czy szukamy tu "źródeł". Zaprzeczyliśmy, choć nasze słowa nie odniosły większego skutku. Dopiero imię Mistrza Barta dało mu do myślenia, choć wciąż był pewien wątpliwości. Twierdził, że obecność dwójki niedoświadczonych Adeptów w miejscu takim, jak to, nie wróży niczego dobrego, a nasz „trening” to marne wytłumaczenie. Potem zrobił coś, czego się nie spodziewałam – zwracając się do Pau powiedział, że teraz, przez chwilę, będzie bezbronny, więc możemy zrobić, co uważamy za słuszne – nawet zaatakować i zabić. Pau odparł, że jedyne, czego chce, to zwrot mojego miecza i kilka słów wyjaśnień. Mistrz rzucił mi rękojeść, wyraźnie zadowolony. A potem stanął w bezruchu i przymknął powieki. Podeszłam bliżej – rzeczywiście, wszedł w trans. Szukał czegoś? Czego?

Kiedy otworzył oczy nie dowiedzieliśmy się od niego wiele więcej. Stwierdził tylko, że owszem, wyczuł przybycie jednego Jedi, jednak jego aura znikła, co równie dobrze może oznaczać śmierć. Spojrzałam na Pau, ale nie dostrzegłam u niego żadnej reakcji.

Mistrz Hooker zostawił nas wkrótce potem. Przez chwilę szliśmy jego śladem, potem wspiął się na wyższe kondygnacje, całkowicie znikając nam z oczu. Postanowiliśmy wrócić do promu, po drodze próbując skontaktować się z Mistrzem Bartem. Nie było to łatwe – komunikator wydawał z siebie tylko trzaski. W chwili, w której naprawdę zaczęłam się niepokoić, urządzenie niespodziewanie ożyło. Liczne zakłócenia zniekształciły wiadomość, ale wciąż była w miarę zrozumiała – Mistrz dotarł do podziemi, gdzie udało mu się zamknąć tunele, którymi potwory kopalniane dostały się do świątyni. Nasze zadanie dobiegło końca. Spotkaliśmy się w korytarzu prowadzącym na dół i razem wróciliśmy do promu.

W drodze powrotnej Pau opowiedział o niespodziewanym spotkaniu z Mistrzem Hookerem. Cześć rozmowy umknęła mi, musiałam zasnąć – ocknęłam się dopiero przed lądowaniem. Mistrz i Pau razem posadzili prom, po czym rozdzieliliśmy się – my skierowaliśmy się do Akademii, Mistrz zniknął w dżungli.

Teraz, kiedy myślę o wszystkim, co się wydarzyło, wyraźnie widzę moje błędy. Niektóre oczywiste, inne trochę mniej. Niczego nie żałuję – to była dobra lekcja, której nie zapomnę. Im bardziej rozumiem siebie, tym bliżej mi do osoby, którą powinnam się stać.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: brak

4. Autor raportu: Adept Elia Vile
Obrazek
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
 
Posty: 1966
Rejestracja: 03 lip 2011, 13:29

Re: Sprawozdania !

Postautor: Siad Avidhal dodano: 24 wrz 2011, 13:21

Obrazek
''Velmor - Spotkanie z Czarnym Słońcem"

1. Data, godzina zdarzenia: 16.09.11, 18:00-21:30

2. Opis wydarzenia:

Pora była dość późna; na Yavinie powoli zapadał wieczór. Udaliśmy się razem z Varenem do promu, który czekał na nas przed bramą. Lot trwał długo - nawet nie sprawdziłem ile, gdyż całą podróż rozmyślałem, nie mogąc zasnąć przy odgłosach pracujących silników. Varen chyba czuł to samo.
Po dotarciu na Velmor, gdzie czekał na nas nasz "kontakt" byliśmy nieco zdezorientowani i oszołomieni podróżą. Przez chwilę zapomnieliśmy o jakże istotnym detalu, jakim jest obserwacja i świadoma analiza. Hangar do którego zawitaliśmy, był dość duży, ciemny ze względu na słabe oświetlenie jakim dysponował. Obok skrzyń, po których krążyć mogły jedynie nasze domysły i gdybania, krzątały się droidy Czarnego Słońca. Milczeniem przywitał nas nasz kontakt; Chiss w średnim wieku. Trochę zajęło nam rozochocenie go do pogawędki z naszymi osobami. Dość ciężkim zdaniem było również namówienie go, by zabrał nas do zarządcy jego sektora - lecz udało się. A dalej stała się rzecz niezwykle niespodziewana, gdyż zabrano nas na Ord Cantrell. Wcześniej, niepotrzebnie rozkazałem droidowi pozostać w hangarze i czekać na nas... Po prostu aż tak gwałtowna zmiana lokacji była dla mnie nie do przewidzenia. Cóż; nauczka na przyszłość. [Załącznik: Nagranie z Holodaty Padawana Vinaxa(1)]
Nagranie numer 1

Identyfikacja głosowa:
Nieznany#1 - Określony jako "Porton Tos"
Padawan Vinax
Padawan Varen

Ukryte:


Kilka chwil utrwaliło nas o ogromie placówki oraz niebezpieczeństwie jakie spotkać nas może za nieostrożność. Była zaawansowana technicznie, a każdy nasz krok był rejestrowany przez droidzich zabójców. Na każdej z ulic stacjonowała jakaś jednostka. Czułem napięcie, lecz spokój pozwolił mi je okiełznać.

Korzystając z godziny wolnego, rozglądaliśmy się i przeszukiwaliśmy co się dało. Na wstępie, jakiś Gran chciał nas poczęstować przyprawą i dowiedzieliśmy się że... [Załącznik: Nagranie z Holodaty Padawana Vinaxa(2)]

Nagranie numer 2

Identyfikacja głosowa:
Droid
Gran
Pracownik #1
Padawan Vinax
Padawan Varen

Ukryte:


Rozeszliśmy się, każdy w inną stronę by zdobyć więcej informacji. Większość rozmów była bezcelowa - czysta strata czasu... Ale bywali i pożyteczni informatorzy, choć kwestią sporną jest ich wiarygodność. W jakim stopniu ich słowa zawierają prawdę? Zwłaszcza, iż w ich zdania wplecione są gdybania... [Załącznik: Nagranie z Holodaty Padawana Vinaxa(3)]

Nagranie numer 3

Identyfikacja głosowa:
Nieznany #2 - Określony jako "Quitis"
Nieznany #1 - Określony jako "Porton Tos"
Padawan Vinax
Ukryte:


Po pogawędce w kantynie... W przypadku Varena: po otrzymaniu reprymendy od droida pilnującego jaskiń i wykaraskaniu się z bitki z jednym z tamtejszych pracowników... wezwano nas do kwatery kierownika "zakładu". Kompleks w środku nie był tak rygorystycznie chroniony jak jego zewnętrzne części. Choć... Jak się potem okazało, to mylne wrażenie.

Stojąc przed obliczem wszechwiedzącego i wszechwidzącego zarządcy, przez chwilę zjadał nas strach. Na umówiony wcześniej sygnał, porwaliśmy się do operacji obezwładnienia go. Pchnąłem go Mocą na ścianę, zaś Varen doskoczył do niego i zakuł... Lecz nim zdążyliśmy zatkać mu usta, ten zdążył wykrzyczeć to i owo, tym samym wszczynając alarm. I tak oto w środku opustoszały kompleks pękał w szwach od wylewających się zewsząd droidów. Wywiązała się krótka potyczka - gdyż atak ustąpił kiedy podniosłem człowieka z ziemi, z groźbą odcięcia mu głowy.... Tak jak się tego spodziewałem. Jako że wyglądał na rozgoryczonego, dalej zatykałem mu usta, gdyby na przykład w jego planach znalazło się rozwiązanie, heroicznego rozkazu "Strzelać mimo wszystko". Pozwoliłbym mu mówić, gdyby na jego twarzy malował się strach - a tak jednak nie było. Prowadziłem go przed sobą... Lecz puszki podążały za nami niestrudzenie, nie słuchając naszych gróźb... Być może postąpiliśmy nieetycznie, posługując się zastraszaniem - ale wolałem to, aniżeli wycinać w pień metalowe korowody... Co najpewniej zakończyłoby się śmiercią nas obojga.

Dalej było już tylko gorzej... Jedynym pojazdem jaki był dostępny, była Lambda którą przywieziono nas na Ord Cantrell... Nie miałem wyboru, musiałem podjąć takie kroki, jakie były dostępne.
Wyślizgnął się... Wywiązała się walka, gdyż droidy niechętnie chciały czekać na naszą reakcje w związku z powyższym. Było ciężko, gdyż grad pocisków przewyższał nasze umiejętności. Dla mnie, pomocnym okazały się ładowniki tarcz... Varen zaś chyba raz oberwał - Ciężko stwierdzić, gdyż skupiony byłem na uciekającym kierowniku oraz droidach. Sądziłem że Varen wytrzyma - nie zawiódł mnie. Skupił na sobie ich ogień, podczas tego, ja zdołałem pojmać na nowo nasz cel. Z tą różnicą, że musiałem pozbawić go kilku kilogramów, ucinając mu nogę nieco ponad kolanem. Dla mnie, było to jedyne wyjście, gdyż Moc nie pozwala mi na moim etapie szkolenia pozbawić go gruntu pod stopami, bądź nacisnąć na jego umysł na tyle, by wprowadzić go w omdlenie... Dlatego sądzę, że dobrze postąpiłem, mimo brutalności jaką się posłużyłem w tym celu.
Szybko przemieściliśmy się na pokład promu... Dalej było coraz gorzej...

Droidy z zewnątrz bez większych problemów otwierały rampę, mimo naszych usilnych działań co chwile wchodziły dwójkami. Postanowiłem pójść na żywioł i przypomnieć sobie krótkie szkolenie Mistrza Jedi Sasa Ablazera, kiedy to pokazywał mi sekwencje wiążące się z pilotowaniem Lambdy. Zapamiętałem na tyle, by unieść się w powietrze, z jednego niebezpieczeństwa wpadliśmy na drugie... Dosłownie... Po prostu brak było mi praktyki w kierowaniu tym pojazdem, przez co wpadliśmy w turbulencje jeszcze w atmosferze planety. Pułap znacznie się obniżał mimo moich usilnych prób wzniesienia tej kupy złomu w przestrzeń kosmiczną, gdzie naszym jedynym rozwiązaniem na lądowanie, byłby po prostu promień ściągający... Tak się jednak nie stało, gdyż w momencie kiedy udało mi się wznieść maszynę nieco wyżej, przywaliliśmy we fragment fabryki, jak się okazało, wart 6.5 miliona kredytów. Straciliśmy panowanie nad maszyną. Z ogromną prędkością przygrzmociliśmy w piaszczystą wydmę, a części statku rozsypały się po dość dużym obszarze. Cytując Varena - "To będzie ciężkie lądowanie...". Straciliśmy przytomność.

Dalej holodata wyłączyła się pod wpływem uderzenia, zatem przedstawienie dalszych nagrań jest niemożliwe. Wstaliśmy... Trudno powiedzieć kto ocknął się wcześniej. Od czasu tamtego wypadku jednak, przestałem wierzyć w coś takiego jak szczęście, fart, niefart i takie tam... pochodne. Kierownik leżał nieprzytomny owinięty kablami, gdzie kiedyś chyba zobaczyć można było jakiś panel... Krew ściekała mu z niewielkiego fragmentu nogi, bo jak się okazało podczas uderzenia o coś musiał zahaczyć owym kawałeczkiem kończyny, co spowodowało po prostu urwaniem znacznej części kikuta. Varen używając miecza świetlnego zatamował krwawienie, kiedy ja próbowałem skontaktować się z... kimkolwiek przez komunikator, który okazał się uszkodzony. Wyszliśmy na rozgrzaną pustynię, gdzie dostrzegliśmy lecącą nad nami Lambde... W takiej chwili można było czuć podobno ulgę i szczęście... My jednak czuliśmy jedynie niepokój - I nasze odczucia nas nie zawiodły, gdyż z pokładu promu wysypało się kilka droidów Czarnego Słońca. Varen przeniósł ciało naszego kierownika na dalszą od wyjścia część wraku...

Nie minęło więcej niż kilka minut, kiedy rozpoczęła się kolejna potyczka. Schowani za fragmentem jednego ze skrzydeł, czekaliśmy aż podejdą bliżej. Rozpoczęli ostrzał, a Varen skrył się we wraku, starając się nie dać puszkom zabrać rannego. Ja zaś pobiegłem do ich pojazdu by nadać komunikat. Varen bronił się dzielnie, lecz cholernie niemądrze przeciw granatom w ciasnym pomieszczeniu. Ma szczęście że odrzut nie rozmaślił go na suficie. Każdy z nas popełniał tutaj wiele błędów, leczu dało nam się odeprzeć atak. Jednak Varen otrzymał poważne rany, które mogły go wykończyć bez pomocy medycznej. Jak na zawołanie pojawiło się wojsko Nowej Republiki, które po przylocie zrównały z piaskiem pustyni kolejny, czyhający na nas oddział Czarnego Słońca.

Wnieśliśmy rannych na prom, gdzie popływali w bakcie... Głównie Varen porządnie się wymoczył podczas podróży. Ja przespałem tę podróż, nie mając z tym większego problemu ze względu na zmęczenie jakim dysponowałem. Misja zatem została ukończona - jednakże nie obyło się bez strat. Dwójka rannych oraz 6.5 milionowe straty w kredytach jednej z firm na Ord Cantrell.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:
Określiłem tylko te imiona, które obiły mi się o uszy. Mam nadzieję że nagrania będą przejrzyste, i w pewnym stopniu pozwolą lepiej zaprezentować co się tam działo.

4. Autor raportu: Padawan Vinax Raxem
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1634
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Sprawozdania !

Postautor: Aetharn dodano: 08 gru 2011, 19:42

Korelia - Odkryć prawdę

1. Data, godzina zdarzenia:
04.12.11, 15:30-18:00, 05.12.11 18:00-19:00

2. Opis wydarzenia:

Layfon poinformował nas o szczegółach misji i dał holonotatnik z resztą informacji i gdy odprawa skończyła się, ruszyliśmy z Xarthesem ku naszemu promowi. Po wstępnych planach i ustaleniach ruszyliśmy na Hyperiona po agenta Wywiadu, który był Keever Staad.

Parę godzin później dostaliśmy się na Korellię, gdzie przesiedliśmy się na kolejny prom - aby dostać się na stację firmy transportowej. Po przybyciu na miejsce, nie marnotrawiąc czasu, poszliśmy szukać budynku owej kompanii.
Nieopodal filii stał niewielki bar - zazwyczaj takie miejsca obfitują w plotki, więc zostało ustalone, że przepytamy barmana i jeśli jacyś się pojawią, gości. Agent Staad przygotował grunt dla Xarthesa, zaś ja wyszedłem na ulicę, aby wydobyć coś od przechodniów. Mojemu towarzyszowi udało się dowiedzieć, że w nocy po stacji krążą podejrzane osoby, a sam zarząd spółki zamieszany jest w handel przyprawą.
W budynku firmy kazano nam czekać, ponieważ prezes, Moter Stoord, musiał zająć się ważnymi interesami przedsiębiorstwa.
Pod sam koniec naszej rozmowy ze sekretarką do budynku weszła wściekła kobieta. Wykrzyczała kilka gróźb pod adresem Strooda nim udało nam się ją uspokoić. Vera Emerson - takie podała nam imię - została oszukana przez dyrektora firmy. Za przewiezienie nielegalnego towaru miała dostać jakąś kwotę pieniędzy, jednak odmówiono jej kredytów. Wkrótce pojawił się sam prezes. Za jego zgodą wyrzucono z budynku kobietę, według niego niezrównoważoną psychicznie.
Sam mężczyzna traktował nas protekcjonalnie, jednak zapewnił wszyskie dane. Podczas zgrywania tras lotu transporterów, Xarthes i Keever wraz z droidem rozglądali się po reszcie budynku, jednak nic nie znaleźli. Ja pilnowałem zgrywania plików z głównego terminalu firmy, tak aby nic nie zostało zatuszowane.
Z prezesa nic nie udało nam się wyciągnąć, był odporny na wszyskie próby zastraszania. Na sam koniec wizytacji poinformował nas, że nasz prom został skradziony, jednak udało mu się zdobyć dla nas zastępczy.

Po wejściu na statek rampa zamknęła się za nami i przez wentylację wpuszczono najprawdopodobniej jakiś gaz usypiający.
Obudziliśmy się w odrębnych celach - jedynie z pryczą i niewielkimi okienkami pozwalającymi zobaczyć przeciwległą ścianę korytarza. Kilkanaście minut później pojawiły się droidy, które skuły nas i zaprowadziły do swojego pana. Nie udało nam sie zobaczyć dużo, jednak kompleks wyglądał na solidnie ukryty i bardzo rozległy.
Zawleczono nas do gabinetu, w którym czekał na nas już mężczyzna rasy humanoidalnej, w średnim wieku.
Cobecto Olako - bo jeśli wierzyć plakietce na jego biurku, tak się nazywał - zaproponował nam umowę. Za to, że zapomnimy o nim i o jego interesach, wypuści nas wolno wraz z częścią naszego ekwipunku. Próba Xarthesa, by telekinezą zadaziałać na mężczyznę zawiodły - droidy cały czas miały nas na celowniku i reagowały przy najdrobniejszym ruchu. Zgodziliśmy się zawrzeć ugodę. Olaka uśmiechnął się jedynie i pożegnał nas, usłyszałem tylko, jak droid uderza kolbą blastera w głowę Xarthesa i sam padłem ogłuszony. Reszta historii jest znana - żołnierze znaleźli nas na Korelli: bez mieczy, bez zdobytych danych, bez połowy ekwpiunku...



3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:
(Ymm, starałem się napisać to, tak aby wyszedł suchy tekst, bez emocji i nieistotnych szczegółów.)

4. Autor raportu: Padawan Aetharn Calius
Awatar użytkownika
Aetharn
Były członek
 
Posty: 115
Rejestracja: 14 lip 2010, 14:06
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Sprawozdania !

Postautor: Siad Avidhal dodano: 17 gru 2011, 21:11

Oczyszczanie terenów treningowych

1. Data, godzina zdarzenia:
10.12.11; Godz. nocne

2. Opis wydarzenia:
Otrzymałem komunikat od HD, z prośbą o stawienie się w bibliotece - jak się okazało, na niewielką odprawę...Ze względu na, jak mniemam, późną porę, stawiły się tylko dwie osoby - ja oraz Elia. HD wytłumaczył nam, że niewielki ośrodek szkoleniowy znajdujący się na terenach Prakseum, został zaatakowany przez dzikie zwierzęta. Do dyspozycji otrzymaliśmy niewielki myśliwiec T-47- jednego z tych co stoją i rdzewieją na dachu placówki. Kiedy dolecieliśmy na miejsce, już po wyjściu z pojazdu dało się usłyszeć wszelkiej maści porykiwania i krzyki z wnętrza dobrze schowanego kompleksu szkoleniowego... W którym swoją drogą, kiedyś miałem treningi - jeszcze nim zostałem Padawanem; kiedy placówka została zaatakowana przez ducha Nagi Sadowa, a my przegonieni przez niego do dżungli... Przyznam że tęsknię za tak bliskim kontaktem z naturą. To uczucie trochę wzmogło unowocześnienie, wkradająca się do pradawnych murów świątyni Massassich - chciałbym kiedyś takie miejsce, w którym mógłbym czuć kontakt naturą, nie wychodząc poza placówkę - ogród? To tylko trzy drzewa i dwa krzaki. Wracając do meritum: w środku znaleźliśmy trzy raptory, które sprawnie ogłuszyliśmy przy pomocy blasterów wziętych wcześniej ze zbrojowni. Dalej w salach po bokach zaczęły do nas strzelać droidy treningowe - zapewne ustawione na obronę placówki, które wzięły nas za wrogie istoty. Po rozprawieniu się z nimi czekał na nas jeszcze jeden kłopot - droid dowodzący kompleksem treningowym. Pierwsza ogłuszona została Elia jednym ciosem, kompletnie zaskoczona.. Równolegle: podczas walki z droidami uzbrojonymi w broń palną, zostałem trafiony. Droid dowódca, korzystając z tego że nie mogę się ruszyć - wrzucił mnie do wody gdzie przeleżałem sporą część czasu, zaś Elia została schowana za skrzynie. Kiedy się obudziła, zaczęła z nim walczyć, tym razem oberwała całkiem "uczciwie", ogłuszona cięciem wcelowanym w pas, zostawiając przy okazji ranę. Ocknąłem się, i niemrawo wyszedłem z wody, po czym udałem się z powrotem, gdzie po (jak na blaszaka) długiej walce pokonałem droida... Wprawdzie nie był wymagającym przeciwnikiem, lecz kłopot sprawiała jedynie sprawna obrona. Po uporaniu się z nim, pozostało nam ogłuszyć raptory które zdołały się obudzić, a następnie przy pomocy jednego z ocalonych robotów wynieśliśmy zwierzęta do lasu. Zarówno Elia jak i ja odnieśliśmy lekkie rany, które w późniejszym czasie opatrzył droid KL.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego.
Ostatni dzień na napisanie raportu + Słaby nastrój na pisanie - Jeśli jest coś do dodania to proszę xf/pw.

4. Autor raportu: Padawan Vinax
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1634
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Sprawozdania !

Postautor: Elia dodano: 06 mar 2012, 22:26

Zasady przetrwania w dżungli na Yavin IV
na podstawie doświadczeń własnych (i Ucznia Xarthesa)
autorstwa Padawan Elii Vile


1. Data, godzina zdarzenia: 06/07.01.12 (noc)

2. Opis wydarzenia:

Wprowadzenie

Dżungla na Yavin 4 jest pięknym miejscem, ale nie dajcie się zwieść! Choć zwierzęta żyją tu spokojnie, podróżni już takiego spokoju nie mają. Wystarczy nie zauważyć, zagapić się chwilę, a już można wpaść na śpiące howlery albo spaść z urwiska. Ten raport jest krótkim podsumowaniem tego, co może się zdarzyć i tego, jak najlepiej wyjść z najpowszechniejszych dżunglowych tarapatów.

Część pierwsza – przygotowania do podróży.

Jeśli podróż jest zaplanowana, warto poświęcić trochę czasu na skompletowanie ekwipunku. Do rzeczy niezbędnych należą:

1. Woda i prowiant na kilka dni – chyba że lubicie polować.
2. Naczynie, w którym można zagotować wodę – poza źródlaną, każdą inną znalezioną w dżungli wodę najlepiej przegotować przed wypiciem, na wszelki wypadek.
3. Ciepłe ubranie – nawet jeśli jest pora letnia; nocne ulewy to nic wesołego, a płaszcz zawsze się przyda.
4. Drobne narzędzia, a zwłaszcza nóż – odkręcanie śruby czy budowa szałasu mieczem świetlnym to zły pomysł.
5. Linka z zaczepami – sami pomyślcie w ilu sytuacjach może się przydać kawałek solidnego sznura!
6. Środki przeciwbólowe, opatrunkowe lub cały medpakiet – tylko upewnijcie się, że wiecie jak tego używać, inaczej po co to zabierać?
7. Mapa, kompas – dżungla ma to do siebie, że wszędzie wygląda podobnie; dobra orientacja to podstawa.

Ps.: Pomyślcie nad bronią inną niż miecz świetlny; pamiętajcie jednak, że to wszystko waży i w razie ucieczki czy przy większym skoku może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Ps.2: Jeśli bierzecie ścigacz, polecam spakować koc i skarpetki na zmianę.

Część druga - zwierzęta

Niezależnie od tego czy dane wam było się spakować czy nie, jesteście teraz w dżungli. Przed wami długa i samotna wędrówka – czy aby na pewno? Wokół żyje mnóstwo stworzeń zajętych tym, co zwykle robią. Te bardziej agresywne nie będą polować specjalnie na was, ale nie myślcie, że odpuszczą wam, jeśli traficie im się na obiad. Dlatego musicie mieć oczy, uszy i zmysły otwarte. To wy jesteście Jedi i to wy wyczujecie zwierzę nim ono wyczuje was. Możecie je oszukać lub zwyczajnie ominąć, pozwalając mu żyć spokojnie. To w końcu jego dom, wy jesteście tylko gośćmi.

Jeśli jednak nie uda wam się uniknąć spotkania z dzikim stworzeniem, oto kilka wskazówek:

1. Raptor – raptory bywają strasznie uparte, ale nie skaczą tak wysoko jak wy. Najlepiej znaleźć jakiś wysoki punkt (skałę, drzewo, cokolwiek) i poczekać tam, aż zwierzę upatrzy sobie lepszą ofiarę.
2. Howler – te skaczą wysoko, więc poprzednia taktyka niewiele pomoże. Howlery za to wolniej biegają i nie są tak agresywne – zwykle atakują dlatego, że czują się zagrożone. Jeśli natkniecie się na stado, które nie ruszyło jeszcze do ataku, starajcie się zachowywać spokojnie i wycofywać. Jest spora szansa, że obędzie się bez mieczy i blasterów.
3. Inne drapieżniki – jeśli nie wiesz co to, wiesz natomiast, że jest dużo większe od ciebie – uciekaj. Daruj sobie drzewa, skałki i powolne wycofywania, po prostu wiej. Możesz rzucić granat czy dwa albo poszukać dobrej kryjówki, ale przede wszystkim biegnij ile sił w nogach.

Niekiedy nie da się załatwić sprawy łagodnie. Dobrym pomysłem jest zabranie blastera ustawionego na ogłuszanie – w trakcie walki może nie być czasu na zmianę parametrów. Poza tym, jeśli nie jesteś pewien, że poradzisz sobie bez rozlewu krwi, nie ryzykuj. Kiedy zagrożenie jest prawdziwe, wszyscy mamy takie same prawa do obrony.

Część trzecia – teren

Nie tylko zwierzęta mogą stanowić problem – sama dżungla nie jest najlepszym miejscem do urządzania spacerów. Pełno tu roślin, nierzadko trujących, pełno urwisk, zdradliwych korzeni i pnączy czekających tylko, by owinąć się wokół stóp i skręcić wam kostkę. Patrzcie uważnie pod nogi. Nie stawajcie na luźnych kamieniach i niepewnym gruncie; każda nieznana kałuża może okazać się głębsza, niż sądzicie. Nie ufajcie oczom. Pamiętajcie, by do waszej wagi dodać wagę wszystkiego, co ze sobą niesiecie.

Jeśli czeka was noc w dżungli, rozglądajcie się za schronieniem zanim jeszcze zacznie robić się ciemno. To naprawdę ważne – noc zapadnie nie wiedzieć kiedy i zostaniecie na pastwę wiatru, deszczu i zwierząt. Nie mówiąc już o możliwości rozpalenia ogniska, wysuszenia przemoczonych nóg, zadbania o rany i ogólnego odzyskania sił. Schronienie to podstawa.

To samo dotyczy wody – nie zastanawiajcie się skąd ją wziąć gdy już się skończy, trzeba o tym myśleć wcześniej. Najlepiej uzupełniać zapasy gdy tylko się da. Wodę źródlaną można pić wprost ze źródła, o ile nic w nim nie zdechło. Wszelką inną wodę trzeba gotować. Jedi mają niezłą odporność, ale po co kusić los? Biegunka nie sprzyja podróżom.

Część czwarta – schronienie

Naturalne czy zbudowane przez was, schronienie musi być przede wszystkim dobre. Co jest dobrym schronieniem? Czego szukać, czym się kierować? Oto możliwe typy schronień, ich plusy i minusy:

1. Jaskinie i ruiny – osłonią przed wiatrem i deszczem, łatwo się w nich bronić, można bez problemu rozpalić ognisko. Przede wszystkim jednak – są już gotowe, wystarczy wejść i mieszkać. Problem w tym, że zwierzęta doceniają te zalety nie mniej od was. Jeśli coś wydaje się świetną kryjówką, ale nic większego tam nie żyje, dobrze się rozejrzyjcie za innym typem lokatorów – na przykład potworami kopalnianymi. W nocy mogą nieźle zaskoczyć.
2. Drzewa i inne punkty położone wysoko – to dobra opcja gdy wokół pełno raptorów. Marna, jeśli jest burza, można oberwać piorunem. Na drzewie ciężko rozpalić ognisko, ale jeśli ma się płaszcz i sznur, można zrobić prosty hamak i całkiem wygodnie spędzić noc.
3. Szałas – zbudowanie szałasu może być pracochłonne, ale to czasem jedyne wyjście. Szałas można postawić właściwie wszędzie. Zyskujecie pewność, że nic więcej w nim nie mieszka, a jego właściwości obronne mogą was zaskoczyć – większość zwierząt zwyczajnie nie zwróci na was uwagi. Szałas chroni przed deszczem, a jeśli jesteście dobrymi konstruktorami, przed silniejszym wiatrem również. Rozpalenie ogniska jest możliwe tylko przy dobrej pogodzie.

Część piąta – wypadki

W dżungli nietrudno o wypadek. Skręcenia, złamania, zatrucia, wstrząsy mózgu – to tylko część tego, co może was spotkać. Jeśli podróżujecie z kimś, kto uległ wypadkowi, nie panikujcie. Spróbujcie wezwać pomoc. Jeśli możecie przenieść osobę poszkodowaną, pomyślcie nad ostatnio odwiedzanym schronieniem. Zastanówcie się czy nie ma w dżungli Mistrza Hookera albo kogokolwiek innego, kto mógłby pomóc – patroli, Mistrza Kal’Dara, KL, który lubi takie wycieczki…

Jeśli znacie się na leczeniu – to świetnie. Jeśli nie, przejrzyjcie środki, które zabraliście ze sobą. W medpakietach są zastrzyki przeciwbólowe, ale jeśli nie umiecie ich wykonać, nie eksperymentujcie, tylko spróbujcie z czymś innym – nawet alkoholem. Najlepiej jednak zgłoście się na kurs pierwszej pomocy do kogoś, kto się na tym zna, póki jeszcze możecie. Na przykład jutro. Polecam.

Podsumowanie

Dżungla nie jest złym miejscem, ale nie wolno jej lekceważyć. Nic tu nie czyha specjalnie na wasze życie, ale nic też nie wybaczy wam błędu. Bądźcie ostrożni i uważni. Szanujcie to, co wokół was, wykorzystujcie to – rośliny, które znacie i wiecie, że nadają się do jedzenia; wodę; drzewa do ochrony przed deszczem i jako punkty widokowe; drobne zwierzęta, które swoim zachowaniem mogą pokazać, że jesteście bezpieczni lub wręcz przeciwnie. To nie pole walki, to życie, a wy jesteście jego częścią.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: raport w formie poradnika - zgodnie z poleceniem.

4. Autor raportu: Padawan Elia Vile
Obrazek
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
 
Posty: 1966
Rejestracja: 03 lip 2011, 13:29

Re: Sprawozdania !

Postautor: Elia dodano: 19 mar 2012, 3:50

Zestrzelony myśliwiec

1. Data, godzina zdarzenia: 17.03.12 (22:00-23:00)
          19.03.12 (01:00-02:00)

2. Opis wydarzenia:

W środku nocy ja (w kwaterach adeptów) i Padawan Varen Arthis (nie wiem gdzie) napotkaliśmy unoszący się miecz świetlny z czerwoną klingą. Widziałam broń przelotnie - ktokolwiek nią kierował, nie był mną zainteresowany. Varen pojedynkował się chwilę z tym mieczem, potem ten zniknął mu z oczu.

Kilka minut po tym wszystkim otrzymałam prywatny komunikat od nieznanego droida astromechanicznego. Nic nie rozumiałam z jego dość nerwowego przekazu, dlatego poprosiłam o pomoc Varena, który przyniósł program tłumaczący. Dowiedzieliśmy się, że blisko akademii rozbił się myśliwiec. Varen wyruszył od razu, by pomóc pilotowi, a ja, wciąż w marnym stanie po misji, musiałam zostać w kwaterach.

Droid doprowadził Varena do myśliwca. Obok, w kałuży krwi, leżało ciało pilota - wciąż żył, ale ledwo. Nagle pojawił się uzbrojony mężczyzna i zastrzelił pilota. Varen z nim walczył i nawet go pokonał, ale kiedy pochylił się, by go przesłuchać, obcy wbił mu coś w brzuch i go sparaliżował. Sam uciął głowę pilota i zniknął.

Varen skontaktował się ze mną, a ja wysłałam DK na pomoc - przyprowadziły go, ale bez miecza i mojej holodaty. KL zaaplikował jakąś odtrutkę, ale Varen i tak nie był w stanie wrócić na miejsce wypadku.

Dopiero dwa dni później udałam się tam po wszystkie pozostawione rzeczy. Towarzyszył mi Padawan Vinax Raxem. Znaleźliśmy myśliwiec - był w marnym stanie, wszystkie konsole w kokpicie zniszczone, skrzydło urwane i mnóstwo uszkodzeń na całej powierzchni kadłuba. Po droidzie nie było śladu. Po ciele została tylko krwawa plama i kilka resztek - zbyt mało, by wskazywały na zjedzenie go przez zwierzęta. Znaleźliśmy holodatę i miecz - ktoś albo je przeoczył, albo nie interesowały go nasze rzeczy. Przed powrotem zrobiłam kilka zdjęć z miejsca wypadku, które załączam.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: Padawan Varen oraz jednostki DK-01 i DK-03 mogą posiadać dodatkowe informacje w tej sprawie.

4. Autor raportu: Padawan Elia Vile
Obrazek
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
 
Posty: 1966
Rejestracja: 03 lip 2011, 13:29

Re: Uczeń Jedi Vinax Raxem

Postautor: Siad Avidhal dodano: 07 maja 2012, 23:44

"Więzienia" Junction

1. Data, godzina zdarzenia: Brak danych

2. Opis wydarzenia:

Holodata, pomimo, iż wielofunkcyjna - nie ma dla mnie takiej wartości, jak ten stary cyfronotes. Cieszę się, że go znalazłem. Będę mógł wreszcie opisać to, co mnie nurtuje od bardzo, bardzo długiego czasu. Z tego co widzę, to prawie rok minął od ostatniego wpisu w nim. Chociaż po naprawach Elii nie wygląda tak jak dawniej (Prawie rozlatuje się w rękach), to jednak został naprawiony jedynie po to, by odzyskać stare pliki z planami HD (I nie tylko), które gromadziłem przez cały swój pobyt tutaj. Jak widać, umiejętności Elii dalece wykraczają poza moje, w dziedzinie naprawy droidów - a zwłaszcza tego jednego... Plany niekompletne, chyba do niczego jej się nie przydały, jednak miło byłoby mieć tę świadomość, że pomogły odrobinę. Chyba je uzupełniała. Będę musiał skleić Cię taśmą i wykasować rzeczy, które mogłyby mi przypomnieć jakim kretynem byłem kiedyś - to chyba dobry pomysł. Wiele się zmieniło przez ten rok - ja, otoczenie, wydarzenia. Tak naprawdę za dużo by wymieniać, a ja nie lubię rozwlekać nawet własnych wspomnień, najwyraźniej. Jednak wpis ten zamieszczam po to, by zapamiętać konkretne, dość istotne wydarzenie...

Nawet nie pamiętam już kiedy to było, jednak mam jeszcze skrawki wiadomości i nagrań z ''przygody'' mojej, Elii i Varena. Pora chyba nie była wtedy późna - pamiętam że było jeszcze jasno, a ja przebywałem gdzieś poza budynkiem... Może i nawet na dziedzińcu. Niestety, mam tylko skrawki nagrań z komunikatora, które można było wychwycić na terenie Akademii... Wcześniej, Elia lub Varen poinformowali na nim, iż HD po raz kolejny oszalał. Potem było trochę zamieszania:

Załącznik tekstowy
Ukryte:


Będąc szczerym, wszyscy myśleliśmy że to kolejny trening bojowy HD. Faktem jest, że powinniśmy być stale przygotowani na ewentualne ataki na placówkę - jednak motywy forsowane, stają się po prostu nudne i przytłaczają monotonnością, a nie potrzebą. Padawan Vile leżała z karabinem przystawionym do głowy - a my nie mogliśmy nic zrobić. Varen wciąż próbował się szamotać - jednak bezskutecznie... Gdyby to było zagrożenie faktyczne, Elia przez jego działania mogłaby stracić makówkę. Jednak z czasem coraz bardziej zaczęliśmy się obawiać tego, że ta symulacja mogłaby okazać się prawdziwa...

HD skuł nas, a następnie zaprowadził ''do swojego wiezienia'', jak sam to określił. Weszliśmy na pokład promu, gdzie kazano nam usiąść w fotelach... Byliśmy więźniami, a niepokój z czasem wzrastał. Staraliśmy sobie wciąż tłumaczyć jego działania symulacja, lecz coś tutaj nie grało. Pomimo iż wiedzieliśmy, ze HD jest w stanie przybrać prawie dowolną formę - to jednak poczuliśmy jeszcze większy niepokój, kiedy ten wcielił się w rolę... Grovvska. Był cholernie przekonujący.

Byliśmy w jego bazie. Wciąż byliśmy zakuci, lecz mogliśmy swobodnie się poruszać, nie zostaliśmy umieszczeni w celach. Grovvsk zapewnił nas, że tego nie potrzebujemy - bo stąd nie ma ucieczki. Nie wiedziałem gdzie się znajdowaliśmy, nie widziałem z kim rozmawiał nasz porywacz - jednak wychwytując poszczególne słowa, nie trudno było się domyśleć, iż planowano zapłacić za nas okup... To też wyniknęło z późniejszej wymiany zdań. W starym kompleksie, przypominającym fabrykę, chodziło mnóstwo droidów Czarnego Słońca, które nas nadzorowały i obserwowały. Nie mogąc nic zdziałać z więzami na rękach, korzystając z chwili nieobecności naszego najgroźniejszego przeciwnika, wspólnymi siłami zerwaliśmy moje okowy. Jednak Grovvsk - zaskakująco - do paczki swoich więźniów dorzucił i Rycerza Barta, który był skuty gdzie tylko pozwalało na to wolne miejsce na powierzchni jego ciała. Ja - schowałem moje ręce wiedząc, iż nie posiadając zabezpieczenia zostanę prędko spacyfikowany. Ostatecznie udało nam się odebrać jeden blaster, którym wybudowaliśmy sobie fundamenty naszej wolności - zdobywając uzbrojenie z poległych jednostek i odstrzeliwując wszystkie kajdany. Jednak Mistrz Bart dość szybko nas opuścił, ściągając na siebie większość ochrony budynku - nam pozostało się stamtąd wydostać. Varen przy pomocy swoich umiejętności informatycznych, otwierał różne przejścia - podczas kiedy ja z Elią, masowo niszczyliśmy droidy. Przyznam szczerze, że umiejętność posługiwania się bronią palną i tutaj mnie uratowała... Niejednokrotnie w przeszłości, zresztą.
Przedzieraliśmy się przez tłumnie rozstawione blaszaki, mierząc się też z droidem dowodzącym segmentem więziennym, który podarował nam w spadku broń, do której przytwierdzony był czytnik otwierający drzwi. Niektórzy z nas omal nie podusili się od zielonkawego gazu, który drażnił nasz układ oddechowy - Elia nawet straciła przytomność. Nieśliśmy ją do przejścia na następny segment, upuszczając przypadkiem tuż pod drzwiami... To byłoby całkiem zabawne, gdyby nie sytuacja w której się znajdowaliśmy.

Następne tereny kompleksu, były tylko coraz to bardziej rozległe - lecz już nie były zalewane przez trujący gaz, dzięki czemu Elia wróciła do siebie. Od obdrapanych ścian odbijały się odgłosy walki. Idąc w ich stronę, dostrzegliśmy sporawą grupkę droidów, którą oczywiście wyeliminowaliśmy. Nad niewielką przepaścią mogliśmy też przez chwile przypatrzeć się walce Rycerza Barta z HD-Grovvskiem, którzy jednak po chwili zmienili otoczenie - dla nas niestety już niedostępne. I ten segment pękał w szwach od droidów, przez które przedzieraliśmy się z niemałym problemem. Elia była lepszym szermierzem, niż przypuszczałem - na całe szczęście, gdyż nie dalibyśmy rady z kulą u nogi. Może i nie powalała kunsztownością, ale nie popełniała durnych błędów i wykorzystywała te wychwycone u przeciwnika. Varen to Varen, nie ma czego komentować - jego umiejętności wtedy już znałem.
Razem z Padawanką pokonaliśmy Anty-Jedi, osłaniając Arthisa otwierającego nam przy pomocy komputera właz, dzięki któremu mieliśmy okazję wydostać się z kolejnego segmentu. Tutaj nie obyło się bez zbędnej bieganiny nawet pomimo braku wrogów - ze względu na wyżej wspomnianą rozległość tego miejsca.

Zeszliśmy do niewielkiego pokoju, a właz zatrzasnął nam się nad głowami. Jeszcze przez chwilę słyszeliśmy z góry stukot metalowych stóp - jednak teraz byliśmy względnie bezpieczni z jednej strony. W pokoju znajdowała się winda, która zabrała nas na lądowisko, gdzie czekał na nas statek którym przyleciał tu Kel Dor. Było zadziwiająco spokojnie, lecz to tylko potęgowało uczucie wszechobecnej grozy, która informowała moje zmysły o jakimś niebezpieczeństwie - coś było nie tak. Wszędzie, po całym lądowisku, rozsiane były ślady po cięciach mieczy świetlnych, strzałach z blasterów i pęknięcia, wywołane najpewniej solidnym uderzeniem.

''Varen: To jest za proste.''

Powiedział ledwo żywy Padawan, widzący statek i szansę ucieczki. wszyscy mieliśmy już dość, a nasze rany i zmęczenie dawały o sobie znać, zalewając co raz falami bólu i dekoncentracji. Już mieliśmy wsiadać, kiedy na płytę lądowiska... Wspiął się HD - mocno poturbowany. Poniekąd to była nasza szansa, ponieważ nie było widać by jego tarcze były sprawne... Z drugiej strony nawet bez oka i fragmentów pancerza byłby lepszy od nas. Niestety - zmusił nas do walki. Przez chwilę jednak dawaliśmy sobie rade... Ilekroć upadał, przyjmował hologram jakiegoś autorytetu naszej placówki... Mimo to, nasza klęska była najpewniej jedynie kwestią czasu. W pewnym momencie zostałem sam, walczący z HD niczym dziecko - dążący uparcie do celu, pomimo pewnej przegranej. Varen został posłany w dół kanionu, nie mógł wrócić zbyt prędko; Elia zaś leżała powalona. Wtedy stało się coś dziwnego. Mój oddech uspokoił się, a sam zdawałem się czuć, jakby zimna bryza Mocy zalewała mnie od środka, rozchodząc się po całym ciele wraz z krwią. Wszystko zniknęło - wspomnienia, cele, zdawałem się zniknąć i ja sam, pomimo iż świadom swojej obecności. Zaufałem Mocy, która poprowadziła mnie do tak bardzo przełomowego w moim życiu zwycięstwa... Nie ze względu na pokonanie oponenta, jakim był HD - bo w gruncie rzeczy tylko na chwilę udało mi się go poskromić. Ale dlatego, że poczułem jak wielką siłą jest Moc, ile może ona przynieść nieoczekiwanie. Sam tak naprawdę nie pamiętam co tam się działo. Pamiętam tylko to, co czułem, wszystko, dosłownie... Jakby nic innego nie istniało przez ten ułamek sekundy - no może i jakieś pojedyncze obrazy, fragmenty tej walki. Jednak to, czego dokonałem zobaczyłem już na filmie z kamer, oraz z relacji Elii i Varena.

Ukryte:


Byłem potwornie zmęczony... Właściwie ledwo co trzymałem stery, pilnując się by nie osłabnąć. Byliśmy na Junction, więc droga na Yavin to raczej chwilka. Cała podróż była bardzo nieprzyjemna. Pomimo, iż wyszliśmy z niej praktycznie cało - straciliśmy nasze miecze i te zmartwienia, dotyczące Rycerza Barta. Wszyscy byliśmy załamani, choć Elia zdawała martwić się za troje. To zaskoczenie, kiedy czekał na nas w zimnych murach placówki. Ta chwilowa złość, kiedy dowiedzieliśmy się, że całość to test, zorganizowany przy pomocy HD, który doznał faktycznych, poważnych uszkodzeń i że znajdowaliśmy się na terenach symulacyjnych Nowej Republiki na Junction, która potajemnie czuwała nad naszym faktycznym bezpieczeństwem, w przypadku ewentualnego prawdziwego zagrożenia życia... Ta złość, kiedy okazało się, że niszczyliśmy hordy droidów z odzysku i pokonanym Anty-Jedi był HD w kolejnym hologramie... Ta złość jednak szybko przeminęła, choć pewien uraz pozostał aż do dziś - I sądzę, że nie wymażą go żadne pochwały, czy nawet uprawnienia dowódcze, która nasza trójka otrzymała od Nowej Republiki. Mimo wszystko, to było pouczające.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:

4. Autor raportu: Padawan Vinax Raxem
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1634
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Sprawozdania !

Postautor: Siad Avidhal dodano: 09 maja 2012, 17:55

Wyprawa badawcza

1. Data, godzina zdarzenia: 03.05.12

2. Opis wydarzenia:
Późnym wieczorem, Mistrz Bart kazał mi znaleźć kogoś do pomocy w pewnym zadaniu, dotyczącym przebadania jednego z zabudowań na powierzchni Yavina - należącej do starożytnych Massassich, którzy byli niższą kastą w hierarchii dawnego ludu Sithów. Z tego co mi wiadomo, byli tylko niewolnikami, wojownikami i - co sugerują kunsztowne, kamienne zabudowania - świetnymi budowniczymi. Mistrz Bart dodał też, Naga Sadow wykorzystywał ich do swoich ekseprymentów, choć te informacje są strasznie niepewne i niejasne. Po otrzymaniu koordynat wraz z Elią udaliśmy się myśliwcem typu X serii "Tandem", należącym do Rycerz Zoey Rawlings, do wskazanego nam punktu. Mieliśmy za zadanie zbadać to miejsce, opisując również architekturę budynku.

Niemalże od razu zauważyliśmy lekki ślad Ciemnej Strony, który raczej nie powinien dziwić - jednak nie odczuwałem, by miała ona na mnie jakikolwiek wpływ, a aura przypominała mi tę z kryształów Lignan. Mimo, iż miejsce to było związane z Massassi, to jednak najpewniej nie było świątynią - bardziej czymś na wzór magazynu, przechowywali lub czegoś podobnego. Brak tutaj było tej specyficznej aury tajemniczości, której to nie sposób nie zauważyć w miejscach kultu Sithów i to z samego wizerunku zabudowań... Tutaj wynikała ona jedynie z obecności Ciemnej Strony. Wszystko było aż nazbyt wzbogacone wizerunkami wydłubanymi w skale, z której zrobione były ściany. Dodatkowo, w tym miejscu, odmiennie od architektury świątyń, mury nie przytłaczały swoją obecnością. Pomimo tych znaczących różnic, już na pierwszy rzut oka widać, iż to dzieło Massassich - po prostu całościowy kształt właśnie to sugerował, wykluczając całkowicie ingerencję innej "sztuki".

Cały kompleks nie był generalnie duży - dość szybko zdążyliśmy obejść go całego, przyglądając się. W jednej z komnat, stanowiących bezprecedensowo centrum - znaleźliśmy trzy rękojeści mieczy, których niestety zabrać nie mogliśmy, ze względu na ich stan techniczny. Cylindry najprawdopodobniej rozpadłyby się nam w dłoniach, uniemożliwiając tym samym jakąkolwiek pracę badawczą... Czułem jednak, iż z podestu na którym znajdowała się starożytna broń, płynie energia nieco wyraźniejsza niż gdziekolwiek indziej tutaj. Chciałbym rozejrzeć się po tym miejscu bliżej - jednak Elia upadła wchodząc po schodach i sądzę, że było to powodem jej chęci szybszego powrotu... Być może uderzyła się boleśnie. Myślę, że to, co widzieliśmy pośród tamtych zabudowań, nie przyczyni się zbytnio do prac prowadzonych przy księdze - zwłaszcza, że to z niej wyniknęła cała ta wyprawa. Podobnież będzie takich więcej, na podstawie tych samych badań - grupy mają być kompletowane na bieżąco, w miarę kolejnych odkryć, jak nam powiedziano.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:
Elia mogłaby dopełnić moje informacje, dotyczące architektury - Nie znam się na tym, więc opisuję to, co widziałem "orientacyjnie".

4. Autor raportu: Uczeń Jedi Vinax Raxem
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1634
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Sprawozdania !

Postautor: Elia dodano: 15 maja 2012, 13:22

Awaria DK-05

1. Data, godzina zdarzenia: 14-15.05.12 (23:30-1:00)

2. Opis wydarzenia:
Wczoraj, późnym wieczorem, Mistrz Ablazer zapytał mnie, czy mogłabym zrobić duży przegląd wszystkich jednostek DK. Oczywiście zgodziłam się, to w końcu moja praca, odkąd Główny Mechanik zaczął unikać ludzi.

Jednostki zostały masowo zdezaktywowane w przedsionku. Mistrz Ablazer ściągnął z Amandy ArFive i tymczasowo wysłał na nią swojego ucznia. On sam, Mistrz Bart i Rycerz Alseif zajęli się pilnowaniem budynku.

Od razu zaczęłam pracę. Towarzyszył mi ArFive, sprawdzając oprogramowanie i czyszcząc pamięć droidów. Do mnie należał gruntowny przegląd i czyszczenie, co nie było zbyt trudne - nasze DK złożono z naprawdę świetnych części, mało tam jest do naprawiania. Właściwie przetarłam je tylko, nasmarowałam, poprawiłam okablowanie gdzie było trzeba, wymieniłam bezpiecznik czy dwa, dolutowałam to, co było luźne, dokręciłam komponenty do szkieletu, zrobiłam przegląd serwomotorów... Po małej diagnostyce pól tarcz, motywatora, akumulatora głównego i akumulatora tarcz, no i po demagnetyzacji na wszelki wypadek - właściwie praca była gotowa i jednostkę można było skręcać, w czym pomagał mi Adachi. Ale to było dużo później. Długo po tym, jak DK-05 zrobił samowolny najazd na placówkę.

Zaczęło się w zasadzie wcześnie. Mistrz Ablazer wyłączył wszystkie jednostki i poszedł, ja zabrałam się za pierwszego DK. Nie wiem kiedy DK-05 zaczął szwankować - stał ostatni w szeregu, ja byłam zajęta z przodu, niczego nie widziałam. Droid wydawał z siebie niepokojące dźwięki, poruszał się, jakby miał się aktywować. Strasznie dziwne, pomyślałam sobie. Odkręcenie klapki zabezpieczającej tylny panel obudowy na droidzie z drgawkami to nic łatwego. W końcu jednak udało mi się, podłączyłam holodatę i wysłałam komendę dezaktywacyjną. Od razu chciałam odciąć główne zasilanie tą śmieszna sekwencją przycisków, ale już nie zdążyłam - coś strzeliło, pojawiła się długa iskra i DK-05 zaczął biegać jak głupi, strzelając do czego tylko się dało.

Niewiele myśląc, zamknęłam się w zbrojowni i wysłałam komunikat na ogólny - o dziwo, nikt się nie pojawił. Usłyszałam, że strzały cichną, jakby droid się oddalał. Wyskoczyłam ze zbrojowni i pobiegłam za nim - bałam się, że zacznie strzelać do śpiących. Teraz myślę, że mogłam chwycić jakiś blaster po drodze, ale wtedy nie miałam do tego głowy.

Piętro wyżej spotkałam ArFive. Nie wiem co sobie myślał - chyba próbował bronić placówki, ale zapomniał, że nie bardzo się do tego nadaje. Będzie go trzeba naprawić w najbliższym czasie.

Sytuacja nie wyglądała za dobrze. Zwłaszcza gdy DK-05 dorwał się do generatora, odcinając go najpierw polem siłowym. Staralam się przebić przez pole, ale z moim mieczem trwało to strasznie długo, podczas gdy DK robił wszystko, by generator popsuć. W końcu uciekł - szczęśliwie, nie zaczął po drodze strzelać. Zostawiłam go i skupiłam się na generatorze. Kiedy wreszcie udało mi się dostać do środka, cały panel kontrolny jarzył się na czerwono, włączyły się chyba wszystkie możliwe ostrzeżenia. Generator przegrzewał się w zastraszającym tempie. Uruchomiłam maksymalne chłodzenie; jeżeli pomogło, to niezauważalnie. Zeskoczyłam na dół i zaczęłam szukać przyczyny awarii.

Okazało się, że ten głupi DK powgniatał rury z ciekłym azotem; przepustowość była tak mała, że nie było opcji, by chłodzenie dobrze działało. Generator zrobił się gorący jak nie wiem co, czułam, jak przepalają sie kolejne obwody. Miałam przy sobie wielonarzędzie, ale to trochę za mało przy durastalowej rurze. Zrobiłam jedyne, co przyszło mi do głowy - sięgnęłam w Moc, próbując nie zwracać uwagi na migające światła i wyjącą syrenę. Poczatkowo było bardzo trudno, ale im głebiej byłam, tym mniej mi to wszystko przeszkadzało, aż przestało mieć znaczenie. Jedyne, czego wtedy chciałam, to znów ukształtować rurę, by była taka, jak wcześniej. Pamiętam, że w pewnej chwili pojawiła się aura Mistrza Barta; mógł coś do mnie mówić, ale nie słyszałam dokładnie. Sięgnęłam w Moc głębiej...

Nie wiem co było potem. Obudziłam się w kwaterach Mistrza Barta, obolała, choć poza siniakiem czy dwoma nic mi nie dolegało. Przy windach na pierwszym piętrze spotkałam Adachiego i Mistrza Barta. Ten pierwszy został ponoć wezwany przez ArFive. DK-05, kopcąc niemiłosiernie, leżał pod ścianą, w którą wczesniej musiał przywalić. HD powiedział potem, że jest zbyt uszkodzony, by dało się go naprawić - szczerze, wcale mi nie żal.

Od razu poszłam sprawdzić generator. Jest mocno uszkodzony, ale stabilny. Musiałam odłączyć większość zbędnych systemów; w budynku działa co druga lampa, oświetlenie zewnętrzne zostało wyłączone. Tylko cztery pierwsze terminale w archiwach są aktywne; reszta (włączając terminale w kantynie i kwaterach Padawanów) została wyłączona. W kuchni działa jedynie zamrażarka i kuchenka. Zostawiłam holowizję, reszta ekranów nie działa. Nie ma też ogrzewania, ale to najmniej powinno przeszkadzać, w końcu mamy porę letnią.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:
Niedługo zostanie sprowadzona nowa jednostka DK. ArFive czeka na naprawę, tak samo generator, przy którym przyda się pomoc każdego, kto potrafi trzymać hydroklucz. Szczerze liczę na Głównego Mechanika. Powinien mieć plany konstrukcyjne generatora, bez nich będzie naprawdę ciężko. Chciałam też prosić wszystkich o to, by na razie nie szaleli ze zużyciem energii i informowali mnie od razu, gdy tylko coś dziwnego zacznie się dziać z elektrycznością (zgubienie fazy, migające czy przygasające światła, takie rzeczy). Nie chcemy w końcu wylecieć w powietrze.

4. Autor raportu: Padawan Elia Vile
Obrazek
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
 
Posty: 1966
Rejestracja: 03 lip 2011, 13:29

Re: Sprawozdania !

Postautor: Namon-Dur Accar dodano: 01 cze 2012, 17:22

Wyprawa badawcza

1. Data, godzina zdarzenia: 31.05.12, około 22:30-1:00

2. Opis wydarzenia:

Mistrz Bart wezwał wszystkich chętnych do wyprawy badawczej, by zebrali się w archiwach. Na miejscu stawili się: Elia, Vinax, Adachi, Jamus i ja. Mistrz pokrótce wyjaśnił, że wyprawa dotyczy tajemniczych budowli, o których istnieniu niedawno się dowiedziano. Wskazał nam położenie placówki, którą mieliśmy zbadać (znajdowała się na przeciwległej stronie planety) i przekazał większość potrzebnych danych Vinaxowi. Ostatecznie na ekipę badawczą złożyły się cztery z pięciu zebranych osób, gdyż Elia musiała naprawiać oświetlenie w placówce, o co poprosił ją Mistrz Bart.

Wraz z Jamusem pobraliśmy broń ze zbrojowni (Jamus wziął kuszę energetyczną, a ja karabin DH-17) i udaliśmy się do Lambdy. Start nie należał do udanych, prom przeorał podwoziem spory kawałek gruntu, a gdy byliśmy już w powietrzu, tylko pasy trzymały nas w fotelach. Wszystko ucichło dopiero po włączeniu autopilota, który bezpiecznie przewiózł nas na drugi koniec planety. Gdy zbliżyliśmy się do punktu, w którym planowo mieliśmy wylądować, okazało się, że to niewielka połać na wzgórzu, bardzo niebezpieczne miejsce do takich manewrów. Na szybko przegłosowaliśmy lądowanie w miejscu oddalonym o 10 minut pieszej wędrówki i rozpoczęliśmy podejście. To było twarde lądowanie, ale na szczęście mniej widowiskowe niż start.

Gdy przedarliśmy się przez dżunglę, powitała nas bardzo głęboka dziura w ziemi. Wewnątrz niewiele było widać i z początku nie za bardzo wiedzieliśmy co robić, aż w końcu dało się zauważyć windę, która mozolnie pięła się ku górze. Gdy w końcu dotarła na samą górę (co trwało bardzo długo), weszliśmy na platformę i… czekaliśmy. Adachi i Vinax próbowali jakoś uruchomić mechanizm, ale ten w końcu włączył się sam. Platforma równie wolno co wcześniej w górę, zjeżdżała w dół. Będąc mniej więcej w połowie drogi, winda zawróciła, a my zeskoczyliśmy na jakiś wąski element, najpewniej część konstrukcji windy. Było jednak za wysoko by skakać, więc musieliśmy poczekać, aż winda dojedzie do samej góry i zjedzie znów po nas. Weszliśmy na platformę ponownie, i znów zjeżdżaliśmy w dół. Tym razem winda zawróciła na kilka metrów od podłoża, więc wraz z Adachim zeskoczyliśmy na kolejny wąski element. Vinax i Jamus wykazali się większym refleksem, zeskakując na podłoże. Adachi, nie chcąc czekać, użył na mnie Mocy, by przetransportować mnie na dół, a potem sam zeskoczył.

Byliśmy więc w środku pomieszczenia o kształcie walca, na środku którego znajdowała się dziura na niższy poziom. W pomieszczeniu znaleźliśmy zwłoki, przy których był zabytkowy cyfronotes (został przeze mnie zabezpieczony i przetransportowany do Akademii). Vinax z zaciekawieniem dotknął wyschniętej twarzy denata, ale ta obróciła się w piasek. Po chwili zajrzeliśmy do dziury, prowadzącej na niższy poziom. Vinax zeskoczył tam i obejrzał najbliższe korytarze. Szybko stwierdził, że to raczej nie jest architektura Massassich. Po upewnieniu się, że jest bezpiecznie, pomógł Adachiemu w transporcie Jamusa i mnie na niższy poziom. Będąc na dole, niemal utraciłem zdolność postrzegania rzeczywistości mym zmysłem, jedynie postaci Vinaxa, Adachiego i Jamusa bardziej wyróżniały się z tego chaosu. Vinax i Adachi chyba również odczuli niezwykłość tego miejsca, bo transportowanie nas na dół zmęczyło ich bardziej, niż powinno. Poszliśmy dalej.

Wykonana z pamięci mapka badanego obiektu:
Obrazek
Szara powierzchnia znajduje się na podniesieniu.
Kliknij, by powiększyć.


Znaleźliśmy się w pierwszej z dwóch dużych sal. Przy ścianach znajdowały się zbiorniki z dziwnymi postaciami. Miały one zdeformowane kończyny, mechaniczne części i liczne ślady wskazujące, że były one obiektami eksperymentów. Oprócz tego, część sali oddzielona była kratą, za którą znajdowały się liczne zwłoki podobnych postaci i truchło rancora z głową jakiegoś niezidentyfikowanego potwora. W pomieszczeniu było niezwykle cicho i nie panował tam żaden zapach. Jedynie szczątki pachniały piaskiem, co po dłuższej chwili mogło być denerwujące.

Nasze ostrożne i ciche badania zmącił huk. To jedno z ciał ze zbiornika upadło na podłogę. Vinax podszedł do truchła i dotknął je. Zwłoki, które okazały się całkiem żywe, wstały i zaatakowały Vinaxa. Do walki dołączył jeszcze jeden, równie zdeformowany osobnik. Wrogowie wyposażeni byli w wibromiecze. Nasza czwórka szybko uporała się z nieprzyjacielem, by następnie dokładniej zbadać pokonanych. Pobraliśmy kawałek tkanki i ustaliliśmy, że były to cyborgi. Zabrałem jeden z wibromieczy, bo uznałem, że jego analiza również może być ważna. Niedługo po walce Vinax nadepnął na przycisk w podłodze, który otworzył tę część sali, w której znajdował się rancor. Nie znaleźliśmy tam jednak niczego wartego uwagi. Wychodząc z pierwszego pomieszczenia uwagę wszystkich zwrócił dziwny symbol na ścianie (jego zdjęcie można znaleźć w archiwach).

Drugie pomieszczenie było podobne, ale nie miało przycisku w podłodze, a sama klatka wyglądała nieco inaczej i nie dało się jej otworzyć. Wewnątrz znajdowały się zwłoki wampy i innych niezidentyfikowanych gatunków. Na jednej ze ścian widniał ten sam, dziwny symbol. Po krótkim rozejrzeniu się, zauważyliśmy poruszającą się postać. Vinax pospieszył za nią (a my za nim) do pomieszczenia, w którym byliśmy wcześniej. Nie udało się jednak ustalić, kto lub co to było. Adachi pobrał próbkę substancji, która znajdowała się wewnątrz zbiornika z ciałami. W międzyczasie Jamus krzyknął. Zaniepokojeni, podbiegliśmy do niego i spytaliśmy, co się stało. Odparł, że usłyszał szept, mówiący „Szybko, szybko… zaraz tu będą”. Vinax bardzo się tym przejął, bo sam też słyszał podobny szept, który mówił „Szybko, szybko… za tobą”. Zauważyliśmy też kolejną postać, która przeszła się po pomieszczeniu. Postanowiliśmy opuścić to miejsce.

Gdy byliśmy na platformie jadącej w górę, zaskoczył nas sobowtór Vinaxa, który wstał, spojrzał na nas i szybko zniknął. Ci, których zmysł wzroku pozostał niezmącony powiedzieli, że przed samym zniknięciem oczy postaci stały się żółte. Po uporaniu się z windą i dotarciu na Lambdę, przygotowaliśmy prom do podróży. Vinax i Jamus zasneli, więc Adachi musiał sobie poradzić sam, z moją małą pomocą. Oderwaliśmy się od ziemi i gdy już wydawało się, że gładko odlecimy, Lambda uderzyła mocno o drzewo. Mój pas nie wytrzymał, a mnie poderwało do góry. Uderzyłem głową w szybę i upadłem na podłogę statku. Gdy włączono autopilota, poszedłem poszukać narzędzi, by naprawić pas, lecz nie przyniosło to żadnych rezultatów. Lot był spokojny, a autopilot bezpiecznie poprowadził nas w pobliże Akademii. Gdy Adachi przejął stery, zwiększyłem moc tarcz i wysunąłem podwozie, a gdy zawisł bez ruchu nad ziemią, schowałem skrzydła. Statek runął w dół, głucho uderzając w podłoże. Wyłączyliśmy wszelkie systemy i wtedy zauważyliśmy, że Jamus i Vinax są dziwnie poskręcani. Oddychali bardzo płytko, więc wynieśliśmy ich poza prom i udaliśmy się z nimi w stronę placówki. W międzyczasie Adachi przez komunikator poprosił o pomoc Mistrza Barta, który szybko pojawił się przy nas wraz z Elią i droidami. Zdaliśmy krótką relację z wyprawy i udaliśmy się na spoczynek.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:

Zdjęcia z wyprawy znajdują się w archiwach. Ponadto zabezpieczono: wibromiecz, fragment tkanki cyborga, cyfronotes (wymaga napraw) i niezidentyfikowaną substancję. Prom Lambda może wymagać napraw.

4. Autor raportu: Adept Kelan
Obrazek
Awatar użytkownika
Namon-Dur Accar
Były członek
 
Posty: 554
Rejestracja: 27 gru 2010, 19:47

Re: Sprawozdania !

Postautor: Siad Avidhal dodano: 29 cze 2012, 21:24

Myśliwiec-pułapka

1. Data, godzina zdarzenia: 28.06.12, 22:30 - 1:00

2. Opis wydarzenia: Za pośrednictwem mojej wysoce rozwiniętej zdolności analizy, z łatwością dochodzę do konkluzji, iż dzisiejsze wydarzenie niewątpliwie miało związek z zamachem na Rycerz Jedi Zoey Rawlings; w którym to zablokowane zostały przyrządy sterujące pojazdu klasy myśliwiec, modelu T-65 typu "X-wing", będącego niegdyś standardowym wyposażeniem floty Rebelianckiej. Rycerz Jedi Zoey Rawlings poniosła wtedy dość znaczące obrażenia fizyczne - bez większego pogorszenia względem bazowego zdrowia mentalnego. Padawan Vinax jako niedorzecznie - jednoosobowa - ekipa ratunkowa z pewnością jest w stanie w sposób klarowniejszy przedstawić to wydarzenie.

Jako droid patrolowy, posiadający w czasie zdarzenia jasne instrukcje odnośnie protekcji terenów zwanych całościowo przez studentów potocznie "bramą", byłem w stanie zauważyć nadciągające z oddali - w kierunku placówki - pociski laserowe - uwzględniając masę, wymiary i szybkość pojedynczej wiązki oraz rejestrując dźwięk wystrzału - bezsprzecznie pochodzące z dział laserowych KX9. O modelu używanej broni poświadczyły również zadane obrażenia obiektom otoczenia - w tym kamiennemu gruntowi niespełna metr od pozycji którą w tamtym czasie przyjmowałem, trawie "dziedzińca" oraz jednemu z drzew tamtejszemu rejonowi. Po głębokości powstałych kraterów i ich średnicy, bezsprzeczne można dojść - z niemalże dziecinną niewinnością - do powyższych konkluzji. Ku mojemu zadowoleniu obiekt osadził pojazd "X-wing" na ziemi, by poddać się kapitulacji i dobrowolnemu rozczłonkowaniu za próby dokonania szturmu powietrznego na rezydentach kompleksu szkoleniowego.

Do działań dążących ku wyjaśnieniu działań zbrojnych obiektu - bezsprzecznie zasługujących na krwawą dekapitację narzędziem względnie naostrzonym - ruszyli: uczeń Shaia, uczeń Raxem oraz uczennica Vile. Ku mojego zdumieniu i - przyznam - skrywanemu zawodowi, wyrok nie odbył się, a ciąg zdarzeń doprowadził do przesłuchania obiektu, który okazał się być nieudolnym służbistą Nowej Republiki. Spostrzeżenie: W niektórych rejonach niekompetencja karana jest śmiercią niekompetentnego. Działalność chwalebna, wspierająca tak zwaną "selekcję naturalną". Pojazd ten należał do Rycerz Jedi Zoey Rawlings - został dostarczony po naprawach, będących następstwem poprzednich wydarzeń. Z relacji żołnierza wynikało, iż myśliwiec sam nagle zaczął strzelać - a on starał się nakierować pojazd w ten sposób, by pociski nie dosięgły samej budowli. Nie ingeruję w kompetencje form mięsnych - a raczej brak kompetencji - i decyzję puszczenia człowieka bez konkretnego dochodzenia; tak, jak sugerowała to Uczennica Elia.

Chciałem wrócić do patrolu, jednakowoż moją uwagę przykuła na krótką chwilę sylwetka ucznia Shaia poruszającego się sprawnie i bezwładnie, po trajektorii parabolicznej; na skutek eksplozji myśliwca, obok którego Padawan się znajdował. Wróciłem do patrolu widząc, iż uczeń znalazł się pod opieką uczennicy Elii Vile. Zaobserwowałem też, że sir Vinax Raxem udał się biegiem w kierunku doliny, próbując złapać dezerterującego pilota - Jorrana F'tila. Według doniesień, uczeń Shai zignorował charakterystycznie pikanie ładunków wybuchowych, szukając ich konkretnego źródła - co przyczyniło się do momentalnego zdeformowania, zwęglenia i zniszczenia wysokiego procenta jego tkanek. Uczeń jednak przeżył. Mogę się jedynie domyślać w jak bezkresnym i niewyobrażalnym cierpieniu się znajdował - kiedy każdy ruch, zjawisko atmosferyczne zmieniało jego metody odczuwania fizycznego w niepojęty ból. Jednak - jak już wspomniałem - mogę się jedynie domyślać za pośrednictwem analizy reakcji; przez swe cechy i budowę zdecydowanie ponad specyfikę ludzkich organizmów, które wykluczają odczuwanie wszelkich bodźców fizycznych - w tym bólu. Jak dowiodły badania, zdolności myślowych i poznawczych ucznia Shaia nie ograniczyły żadne specyfiki odurzające. Innymi słowy - obrażeń doznał przez czystą, nieograniczoną, mentalną nieudolność.

3. Ewentualne uwagi sprawozdającego:

4. Autor raportu: Jednostka patrolowa - podrzędna, DK-07
Padawan Siad Avidhal, 11.05.14
Obrazek
Awatar użytkownika
Siad Avidhal
Rycerz Jedi
 
Posty: 1634
Rejestracja: 15 lip 2010, 9:20
Lokalizacja: Ukraina, Kijów
Nick gracza: Vinax

Re: Sprawozdania !

Postautor: Xarthes dodano: 03 lip 2012, 20:44

Tatooine - Gangi

1. Data, godzina zdarzenia: 28.06.12 godzina 18:00

2. Opis wydarzenia:
Z-95 nigdy nie były dobrą platformą pod statki do jakiegokolwiek transportu - a tym bardziej do wygodnej podróży dwóch osób, czyli mnie oraz Padawana Aetharna. Sama maszyna, mimo znacznej wiekowości prowadziła się wręcz doskonale, prawdziwy rarytas dla koneserów starych technologii. Podróż minęła nam na krótkiej pogawędce, lądowanie na Tatooine, od pierwszej chwili pokazało z czym będziemy się trudzić. A było to Mos Osnoe - brudne, zaniedbane, wręcz porzucone na samym krańcu galaktyki miasteczko. Już po opuszczeniu kokpitu ujrzeliśmy zbyt wiele - ludzkie kształty, ułożone żałośnie niedaleko płyty.
Z każdym krokiem czuć było coraz wyraźniej, że mamy do czynienia z trupem spoczywającym we własnych płynach ustrojowych, więc głównie morzu wcześniej wypitego alkoholu. Szaty Jedi w które owy osobnik był odziany nigdy nie powinny zostać tak potraktowane. Obróciłem go krótkim i zwinnym ruchem, układając na plecach. To był San Duur, bądź ktoś w jego szatach, niemalże identyczną fryzurą, równie zaniedbaną brodą, acz twarzą zniszczoną i przepitą, ozdobioną mieczem świetlnym wciśniętym w zęby. Tak, od razu poznałem jego broń. Zamarłem, jednak nie moje zmysły, które od razu przekazały mojej świadomości ten sam, tajemniczy głos, te same słowa, które już słyszałem-"Sana Duura nie ma". Niezależnie od tego z kim mieliśmy do czynienia, na pewno nie był już rycerzem Jedi, więc jego śmierć nie była naszym problemem, który mój kompan zgłosił do sił republiki.
Po spacerze w przepełnionym, mimo nocnej pory - miasteczku dotarliśmy do kantyny. Wiele się tam działo, począwszy od krzyków, nawoływań do działań w obronie miasta, skończywszy na nagłym wtargnięciu wrogiego gangu. Nie było to dla nas problemem, złoczyńcy padli szybko, nie czyniąc znacznych szkód w budynku. Wtedy już wiedzieliśmy, że trafiliśmy na właściwych ludzi i, że pomogliśmy w obronie tym, którym powinniśmy. Rakke oraz Loreth wyjaśnili nam po części jak wygląda sytuacja ich miasteczka, zaraz po tym zostaliśmy zabrani do siedziby obrońców, unikając i starając zgubić się jakichkolwiek szpiegów. Obskórne podziemne lokum, w którym spotkaliśmy kolejną trójkę zdesperowanych, aroganckich i bojowo nastawionych mieszkańców było ich azylem.
Żaden z nich nie był żołnierzem, nie był politykiem, byli zmuszeni do takiego życia, do walki o przetrwanie. Odbiło się to na ich charakterach, przepełnionych nieufnością, obojętnością, a nawet agresją. Jakiekolwiek próby naszych rozmów z obrońcami zakończyły się naszą porażką i stertami oskarżeń oraz obelg. Prócz tego uzyskaliśmy najważniejsze - koordynaty kompleksu w którym ukrywał się gang.
Udaliśmy się więc do celu nastawieni na najgorsze, ciche nadzieje na dyplomatyczne rozwiązanie sporu minęły w ułamku sekundy, gdy niedługo po naszym wyjściu z kokpitu wzniesiono alarm na terenie całej bazy gangu. Rozpoczęła się regularna bitwa, chemikalia należące niegdyś do imperium były rozstawione niemalże wszędzie czyniąc walkę niebezpieczniejszą. Otrzymaliśmy lekkie rany w długim starciu, jednak stopniowo uzyskiwaliśmy przewagę dzięki sprawnemu flankowaniu i samodzielnej, rzetelnej pracy nad zyskiwaniem przewagi nad wrogiem.
Sami bandyci byli uzbrojeni w broń podstawową i nie byli wielkim zagrożeniem, do momentu aż nie spotkaliśmy się z łowcą nagród, który przedstawił się nam z dumą jako Ashim. Oczywistym było też to, że jego wibroostrze wcale nie było straszakiem, lecz narzędziem, które miało odebrać mi życie. Aetharn starał się sprawnie odganiać fale nadciągających gangsterów gdy ja mierzyłem się w szermierczym starciu. Mój oponent nie był wymagający, acz znał podstawy i wiedział, że jest w zagrożeniu. Walka szła sprawnie i bez większych problemów, aż wycieńczonego łowce pozbawiłem kończyny, prawie całkowicie dokańczając sprawe walki z gangiem. Pozostał jeszcze ich szef -Kevin Clyde.
Z nim jednak nie musieliśmy walczyć, gdyż to on pokonał sam siebie. Był pod wpływem narkotyków, zdecydowanie, opętany nieznanym mi środkiem wrzeszczał i samookaleczał się, niemalże płacząc i nawołując o przybycie tajemniczego Sitha, który miał im pomóc. Wszystko działo się przy bombowcu serii T.I.E. ozdobionego kolejnym, symbolicznym znakiem, a mianowicie wypalonym na skrzydle "1466". Sith oczywiście nie przybył, lecz nie omieszkał z nami się skontaktować za pomocą pokładowego osprzętu. Pogratulował nam sukcesu, jednak podkreślił, że ten jest daremny i zapowiedział nasze następne spotkanie. Ciężko poszkodowany przywódca gangu trafił z nami do kokpitu, odstawiliśmy go w najbliższej stacji republiki z ciężkimi uszkodzeniami czaszki.


3. Ewentualne uwagi sprawozdającego: -

4. Autor raportu: Uczeń Jedi Xarthes
Obrazek
Awatar użytkownika
Xarthes
Były członek
 
Posty: 177
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Lokalizacja: Lublin

PoprzedniaNastępna

Wróć do Informacje

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości