Nifdas Calarth - Zatwierdzone

Punkt składania aplikacji - stale otwarty.
Regulamin forum
Przy składaniu podania należy wykorzystać wzór pojawiający się przy zakładaniu nowego tematu w tym dziale. Można go pobrać jednak także ręcznie, z tego tematu.

Bezwzględnie proponujemy także zapoznanie się z tym tematem z największą dokładnością, wliczając w to lekturę Regulaminu.

Nifdas Calarth - Zatwierdzone

Postautor: Nifdas Calarth dodano: 08 gru 2019, 15:09

1. Informacje bazowe
a. Imię: Remigiusz
b. Wiek: 19 lat
c. Zainteresowania/Hobby: RP pisemne głównie na serwerach discord, gry komputerowe, anime, manga, słucham różnej muzyki jednak najczęściej rocka. Lubię też muzykę, która skłania mnie do przemysleń. Piszę nowelkę, którą może wydam jeżeli uznam ją za dobrą. Chodzenie na konwenty też można nazwać moim "hobby", to są miejsca gdzie po prostu czuję się sobą
d. Kilka zdań o sobie i swoim charakterze: W realnym świecie jestem człowiekiem kompletnie niepewnym siebie, bojaźliwym i wstydliwym. Często mam problemy z pytaniem ludzi o różne przecież normalne rzeczy, boję się, że jestem utrapieniem. W sieci jednak jest mi łatwiej nawiązywać kontakty i rozmawiać z ludźmi.
e. Kontakt:
- email remek0077as@gmail.com
- steam Cat

2. Scena RP/RP w JK3
a. Formy rozgrywki: RP pisemne na serwerach discord, zarówno w stylu książkowym jak i "scenariuszowym"
b. Organizacje/Grupy: grupki znajomych
c. Staż: 7 lat jeżeli doliczymy do tego zwyczajne wygłupianie się za pomocą wykreowanych postaci. Jeżeli nie to 5 lat
d. Powód zakończenia gry: Jeśli chodzi ogólnie to nigdy nie skończyłem gry na żadnym serwerze rp na jakim byłem, no chyba, że akurat admini zamykali serwery.


3. Postać
a. Imię i nazwisko: Nifdas Calarth
b. Wiek: 21 lat
c. Pochodzenie: Dantooine
d. Rasa: Człowiek
e. Wygląd: Nifdas jest niewysokim ale też nie przesadnie niskim człowiekiem o czarnych włosach sięgających do ramion, które jednak związuje w kucyk. Ma brązowe oczy i orientalne rysy twarzy
f. Historia: CZĘŚĆ 1: PODRZUTEK I JEGO DZIECIŃSTWO NA DANTOOINE
Ten, którego zwą Nifdas urodził się najprawdopodobniej na planecie Dantooine chociaż nie wiadomo do końca kim byli jego rodzice, przynajmniej ci biologiczni. Niemowlę zostało znalezione przed domem dwójki farmerów, Aerii i Nakhana Calarthów. Nikt nie wiedział jak to się stało, poza dzieckiem nie było śladów aby ktokolwiek tamtego poranka znalazł się w tej okolicy. Nikt nic nie widział i nikt o niczym nie słyszał. Nic również nie wskazywało na to aby na tej planecie wylądował w tamtych okolicach jakiś statek. Także przy małym chłopcu nie było żadnych informacji. Oczywiście para nie miała serca by zostawić dziecko same na pastwę losu toteż wzięli je pod swoją opiekę. Mimo wszystko przez wiele tygodni szukano prawdziwych rodziców chłopca, jednakże nie znaleziono nikogo, kto by się do niego przyznał. Tak samo nie był do nikogo podobny, jego rysy twarzy zupełnie nie pasowały do ludzi z tej planety. Uznano, że był niechcianym dzieckiem rezydentów, którzy mieszkali na Dantooine poza osadą. Jako, że rodzice się nie znaleźli to para musiała wziąć pod swoje skrzydła chłopczyka. Mimo, że ani Aeria ani Nakhan nie chcieli nigdy mieć dziecka to nagłe pojawienie się chłopca wzbudziło w tej dwójce rodzicielskie instynkty. I mimo, że nie należał do nich to dbali o niego tak dobrze jak tylko mogli, chłopca nazwali Nifdas. Przygotowali dla niego specjalnie pokój, karmili go dobrze, bawili się z nim. Chłopiec miał szczęśliwe dzieciństwo aż do szóstego roku życia kiedy to zaczął chcieć bawić się z innymi dziećmi. Było ich parę w okolicy, jednak w żadnym chłopak nie znalazł żadnego przyjaciela bądź przyjaciółki. Nikt go nie odrzucał otwarcie jednak chłopiec nie czuł się mile widziany w ich towarzystwie. W końcu kiedy miał osiem lat stało się, ktoś zdradził przed młodym Nifdasem tajemnicę, którą ukrywali przed nim jego rodzice. Tego dnia chłopiec dowiedział się, że jest podrzutkiem. Przez następne dni dzieciak był przygnębiony, siedział w swoim pokoju obrażony na świat i nie chciał stamtąd wyjść. Jego rodzice byli zmartwieni stanem emocjonalnym chłopca, który był zły na rodziców za to, że mu nigdy o tym nie powiedzieli i zaczynał nawet rezygnować z jedzenia tylko po to by im zrobić na złość. Zrozpaczony ojciec Nifdasa poszedł po radę do swojego przyjaciela, który mu poradził aby znaleźć chłopcu jakieś hobby, a nuż poprawiłby mu się humor. Nakhan postanowił skorzystać z owej rady i zaczął rozglądać się za czymś co mogłoby zainteresować młodego chłopca. Powoli tracił nadzieję gdy jeden z wędrownych handlarzy zaoferował mężczyźnie przybory artystyczne, powiedział mu, że to będzie idealny prezent dla dorastającego dziecka. Ten błysk nadziei wystarczył ojcu chłopca aby zakupić zestaw. Nakhan od razu pobiegł z przyborami do domu i dał je w prezencie synowi. Z początku Nifdas nie chciał tego przyjąć, wciąż był zły na rodziców. Zrezygnowany ojciec chłopca zostawił mu to w pokoju i po prostu odszedł. Nie miał serca go bić zwłaszcza, że sam Nifdas niczemu nie zawinił. Gdy tylko rodzic opuścił pokój ośmiolatka ten podszedł do przyborów nadal trochę zły ale i nieco zaciekawiony. Wziął przedmioty do ręki...I zaczął malować, początkowo nie wychodziło mu to dobrze ale za to pozwalało mu wyrazić wszystkie swoje emocje w inny sposób niż tupanie malutką nóżką. Chłopiec był oczarowany “nowym światem”, który w ten sposób został przed nim odkryty. Nieświadomie malunkami odebrał sobie całą złość i całe rozgoryczenie. Ośmiolatek w ciągu paru dni znowu był pełen życia i uśmiechu ponieważ znalazł coś co dawało mu szczęście. Przyniosło to jego rodzicom ulgę a sam Nifdas wybaczył im ukrywanie przed nim prawdy akceptując wreszcie to, że być może robili to dla jego dobra. Lata mijały, Nifdas dorastał i coraz bardziej kochał sztukę a jednocześnie stawał się coraz bardziej dociekliwy otaczającego go świata.

CZĘŚĆ 2: INWAZJA I POSTANOWIENIE
Gdy miał 13 lat na Dantooine pojawili się nowi ludzie, przychodzili do jego osady co jakiś czas popytać o różne rzeczy. Chłopak zastanawiał się kim oni byli i skąd przybyli jednak nie udało mu się początkowo znaleźć na te pytania odpowiedzi. Chłopak tak samo polubił chodzenie poza osadą. W dziczy mógł znaleźć natchnienie do swoich nowych obrazów, jednak czaiło się tam również wiele niebezpieczeństw. Toteż zaniepokojony o bezpieczeństwo chłopaka ojciec Nifdasa nauczył młodego malarza strzelać z blastera i odpędzać zwierzęta wibroostrzem. Nie było nic dziwnego w tym, że farmer z Dantooine posiadał takie zdolności. Planeta była dzika i zawsze trzeba było jakoś bronić swoich upraw, zwierząt czy rodzin przed drapieżnymi kathami. Ten jeden dzień wydawał się taki jak każdy inny, słońce świeciło pięknie i nie było żadnych przeciwwskazań aby Nifdas wyszedł znów szukać natchnienia. Wziął lornetkę, którą kupił za swoje kieszonkowe zarobione na pomocy w domu i na polu, zabrał blaster, pożegnał się z matką i wyruszył. Nic nie wskazywało na to by miał doświadczyć czegoś niecodziennego...A jednak, nie minęło wiele czasu gdy wkroczył na tereny poza osadą gdy w oddali zobaczył dziwny kształt. Nie sądził aby był to człowiek jednak poruszało się to na dwóch nogach więc nie mógł być to też Kath. Sprawdził czym była ta “istota” za pomocą lornetki i to co zobaczył nadzwyczaj go zdziwiło. Otóż był to droid, chłopak za żadne skarby nie znał się na droidach jednak tutaj nie było pomyłki. To był jakiś dziwny droid kręcący się wcale nie tak daleko osady, w której mieszkał. Chłopak postanowił szybko się wycofać wiedząc, że jeżeli droid okaże się agresywny to czeka go pewna śmierć. Wrócił szybko do domu opowiedzieć mamie o tym co zobaczył. Ta z początku uznała to za wybujałą wyobraźnię chłopca ale już niedługo po tym wydarzeniu w osadzie wrzało od plotek odnośnie tych właśnie droidów. Początkowo osadnicy byli zaniepokojeni ich obecnością jednak gdy przez dłuższy czas maszyny ich nie zaatakowały uznano, że można je zignorować...Błąd. Nie minęło wiele czasu kiedy usłyszano o pierwszym ataku maszyn, padło na wójta z innej osady. Nifdas był tak samo przerażony jak inni ludzie, nie było tu prawdziwych wojowników czy żołnierzy. Osada składała się z farmerów żyjących z dnia na dzień. Czas mijał a coraz więcej ataków zostało przeprowadzonych, Nifdas nie mógł już wychodzić szukać inspiracji w naturze, mógł jedynie siedzieć w domu i w wolnym czasie obserwować dzicz przez lornetkę...I właśnie w ten sposób w oddali zobaczył jego, nieznanego mu mężczyznę z mieczem świetlnym pokonującego jednego z droidów. Chłopak był zafascynowany tym widokiem, chciał to uwiecznić, namalować. Wiedział, że właśnie zobaczył jednego z Jedi. O ile rodzice mu nigdy nie opowiadali o tych wojownikach o tyle często słyszał historie od starszych ludzi w osadzie. Historie o nieustraszonych strażnikach pokoju walczących niezwyciężoną bronią, odbijających pociski blasterów i władających tajemniczą Mocą. Nifdas zastanawiał się co tu robili Jedi, czy przyszli ich ocalić przed droidami? Skąd właściwie wzięły się tu te droidy? Czego tu szukały? Te pytania ciążyły mu w głowie a on nie miał jak na to zdobyć odpowiedzi. Od tamtego wydarzenia minął miesiąc i nadszedł kolejny atak. Tym razem wymierzony w osadę, w której mieszkał Nifdas. Droidy weszły i do osady i zaczęły strzelać we wszystko co się ruszało. Rodzice chłopaka kazali mu się ukryć. Chłopak więc skrył się pod łóżkiem i leżał tam dopóki zamieszanie nie ucichło. Gdy wyszedł zastał wręcz piekielny krajobraz. Droidy zniknęły zostawiając po sobie zniszczenie i martwych ludzi. Przez resztę dnia mieszkańcy osady szacowali straty i chowali zmarłych, głupim szczęściem czy zrządzeniem losu nie było wśród nich ani ojca ani matki chłopaka. Rodzice Nifdasa na szczęście przeżyli. Chłopakowi wręcz spadł kamień z serca, miał jednak nadzieję, że drugiego ataku nie będzie. Na szczęście nie było go, niedługo po tym ataku droidy zniknęły. Z tej okazji osady zebrały się na świętowanie, było w końcu co świętować. Koniec strachu o własne życie, koniec obawiania się śmierci ze strony maszyn. Nifdas namalował nawet obraz z tej okazji, był to piękny, chwytający za serce obraz prostych ludzi, szczęśliwych i bezpiecznych. Chłopak jednak chciał wiedzieć skąd wzięły się i czego szukały droidy, które zakłóciły pokój tej pięknej planety. Postanowił więc, że kiedy będzie w odpowiednim wieku ruszy w kosmos szukać odpowiedzi. Wiedział, że mógł się przydać na statku, umiał gotować, mógł sprzątać, nawet radził sobie też z blasterem. Przedstawił swoje postanowienie rodzicom, ci wiedzieli już od dawna, że ich syn jest zbyt uparty więc nie mogli go powstrzymać. Przez następne lata Nifdas starał się być najbardziej przydatny dla rodziców jak tylko mógł, w końcu w swoje osiemnaste urodziny spakował swoje najważniejsze rzeczy, w tym blaster oraz przybory do malowania i o świecie wyszedł z pokoju. Rodzice czekali na niego już przy wyjściu z domu. Ich pożegnanie było pełne łez, nie było co się dziwić. Aeria i Nakhan wiedzieli, że mogą nigdy więcej nie zobaczyć swojego dziecka, syna który dodawał im szczęścia przez tak wiele lat. Bali się o niego jednak nie mogli go tu zatrzymywać. Nifdas wiedział, że łamie serca swoim rodzicom jednak nie mógł tego zostawić. Czuł, że to jego przeznaczenie, że coś go ciągnie w stronę tak rozległej galaktyki. Pożegnał swoją ukochaną rodzinę i ruszył w miejsce gdzie zazwyczaj lądowały statki. Tam wsiadł w pierwszy statek, który był gotów go zatrudnić jako kucharza. Tak zaczęła się jego podróż w nieznane.

CZĘŚĆ 3: PODRÓŻ I POSZUKIWANIE JEDI
Pierwsze miesiące na statku były ciężkie dla Nifdasa. Nie chodziło o to, że jego praca była ciężka czy niewdzięczna. Młody już mężczyzna nie był przyzwyczajony do podróży i do takiego towarzystwa. Leciał statkiem handlarzy z Tatooine a jak wiadomo towar potrzebuje również ochrony więc i ochroniarze tam byli. Dla Nifdasa wydawali się oni nieco straszni jednak byli niczym przy przerażających droidach, które były powodem podróży Nifdasa. Jednak to co było dla niego ciężkie to to, że na samym statku, na którym spędzał większość swojego czasu nie było miejsca na natchnienie, jego artystyczna dusza z tego powodu cierpiała. Nie było to wielkie cierpienie, sam Nifdas pewnie by to określił jako dyskomfort. Mimo wszystko nie było mu z tym dobrze, wiedział jednak, że musi to przeboleć. Wykonywał więc swoje obowiązki sumiennie a gdy lądowali na jakiejś planecie i chłopak mógł się rozejrzeć po mieście to od razu rozpoczynał swoje małe śledztwo dotyczące droidów, rozmawiał z przedstawicielami różnych ras i starał się uczyć ich języków by efektywniej zadawać pytania. Ten proces trwał przez dwa lata, artysta miał już dwadzieścia lat. Powoli zaczął tracić nadzieję, że uda mu się odkryć tajemnicę pochodzenia droidów. Jednak przypomniał sobie o Jedi, którego podejrzał walczącego z jedną z maszyn. No tak! Jedi mogli coś wiedzieć, jednak gdzie ich znaleźć? Nie miał pojęcia, miał nadzieję, że los pozwoli mu jakiegoś spotkać. Gdy tak myślał w kuchni to nagle w statku rozległ się alarm. Nifdas wybiegł z miejsca swojego pracy i zobaczył prawdziwą bitwę. Piraci przeprowadzili n anich abordaż kiedy wylecieli z tunelu nadprzestrzennego i mieli już wlatywać w drugi. Sparaliżowany Nifdas obserwował walkę przez dłuższy czas, na szczęście piraci byli zajęci ochroniarzami i nie zwracali większej uwagi na jakiegoś tam kucharza. Kiedy walka zdawała się dobiegać końca Nifdas poczuł się dziwnie. Spojrzał na jednego z ochroniarzy i szybko go powalił. Akurat gdy w rodianina miał trafić laser blastera. Było naprawdę blisko. W tej chwili Nifdas odwrócił się w stronę ocalałego pirata i sam go zastrzelił...To był pierwszy raz kiedy zabił istotę rozumną. Zrobił to jednak by ocalić życie towarzysza. Podczas gdy załoga świętowała a rodiański ochroniarz dziękował Nifdasowi młody człowiek stał zszokowany, nie tylko tym, że teraz miał czyjąś krew na rękach ale także tym co się właściwie wydarzyło. Nie sądził, że był na tyle szybki by ocalić kogoś przed lecącym laserem blastera. Schował blaster i zakłopotany powiedział rodianinowi, że to nic takiego i że musi wracać do pracy w kuchni. Jednak rodianin, któremu zaimponował Nifdas zaproponował, że w takim razie mu pomoże z czystej wdzięczności. Jako, że zbliżała się pora posiłku Nifdas przystał na propozycję. Razem przygotowali posiłek dla całej załogi a młody człowiek mógł pójść odpocząć. To było dla niego wystarczająca ilość wrażeń na ten dzień. Mijały miesiące, Nifdas zaprzyjaźnił się z rodianinem i podszlifował swój rodiański. Jednak jednocześnie miało miejsce dziwne zjawisko, chłopak zaczął miewać dziwne sny, które czasami się poniekąd sprawdzały. Przykładowo kiedy przyśniło mu się, że jeden z ochroniarzy zostanie potrącony przez śmigacz i złamie nogę to na następnej planecie na tego ochroniarza spadł kawał metalu łamiąc mu właśnie nogę. Chłopak nie wiedział jak miał to impretować. Oczywiście śledztwo też nie dawało żadnych efektów, nie znalazł również Jedi. Do czasu aż wylądowali na Kashyyk. Jak zwykle w takich momentach chłopak poszedł się rozejrzeć i popytać czy ktoś nie widział jakichś Jedi bądź droidów, które opisał, na tej planecie wreszcie spotkał przełom. Pewien wędrowny Twi’lek widział Jedi całkiem niedawno na innej planecie. Z tą nową nadzieją chłopak popędził jak najszybciej na statek, wziął swoje rzeczy, zwolnił się u pracodawcy i z zaoszczędzonych pieniędzy, które dostawał na statku, na którym pracował wynajął przewoźnika, który zabrał go na planetę, o której mówił Twi’lek. Czuł, że znajdzie tam Jedi i że z ich pomocą znajdzie osobę odpowiedzialną za droidy, które zaatakowały jego dom.


4. Informacje dodatkowe
a. Czego szukasz w RP w organizacji i co jest dla Ciebie w grze najważniejsze?
Chcę zaspokoić swoją ciekawość co do RP w grze zamiast pisemnego RP na discordzie. W grze najważniejsze jest dla mnie to aby wszyscy dobrze się bawili, najlepiej bez niepotrzebnych dramatów pomiędzy uczestnikami choć nie zawsze można tego uniknąć. No w każdym razie to co się dla mnie liczy to dobra zabawa
b. Skąd dowiedziałeś się o organizacji?
Dowiedziałem się od wujaszka Google, szukając serwerów roleplay Jedi Academy mój wzrok przyciągnął artykuł na filmwebie o tejże właśnie organizacji. Uradowany, że nie będę musiał kaleczyć języka angielskiego postanowiłem przystać tutaj

Nifdas Calarth
 
Posty: 5
Rejestracja: 08 gru 2019, 1:35

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Fell Mohrgan dodano: 08 gru 2019, 22:44

Przy większości spraw nie piszę niczego dłuższego, niż jedna linijka i stawiam szybkość ogarnięcia tematu miliony rzędów nad jakąś rozwlekłością, ale przy podaniach zawsze wychodzą mi jakieś kolosalne opinie, także z góry przepraszam za męczącą lekturę.

Zacznijmy od podstawki, czyli języka itepe. Jest okej, wszystko jest pisane zrozumiałym, jasnym językiem, nic nigdzie nie uderza w oczy. Dołączam do lwiej części starszyzny szlakowej, która jest zdania, że póki ktoś pisze jasno, zrozumiale, poprawnie i oko nie boli, jest okej i tak dokładnie jest. Uderza mnie nieco pewien nawyk czatowy, mianowicie ja na wszelakich komunikatorach prawie wcale nie używam przecinków i piszę słowotokiem i mam jakieś wrażenie, że tu może być podobnie, bo w 3/4 miejsc, gdzie powinny być, żadnych znaków interpunkcyjnych tu nie ma, mimo że rozumiesz jak poprawnie pisać i wszystko jest zupełnie okej poza właśnie tym xD Nie uważam tego za żadną poważną sprawę, ale to na pewno coś, na co warto zwrócić uwagę. Nie wiem, jak to się dzieje, ale o ile w szybkich msg na steamach i discordach to nie robi różnicy, to dłuższe teksty czyta się o wiele lepiej i swobodniej z normalną interpunkcją. Tak czy siak, wymagania wszystko spełnia i na tym skończę, aż szkoda tyle o tym klepać.

Przechodząc do rzeczy czyli fabuły. Forma biograficzna raczej z samej natury wymusza spłycenie wielu rzeczy do prostych ciągów przyczyna->skutek bez większej niuansowości, taka jest tutaj forma, więc nie widzę powodu czepiać się, że złożone kwestie emocjonalne są tu streszczone często do pojedynczego zdania, bo taka forma tekstu to kiepskie miejsce na ukazywanie na tym polu czegoś więcej. Skupiając się zaś na tym, co jest tutaj łatwe do wykonania i oceny powiem, że ciąg wszystkich wydarzeń jest cudownie logiczny, prosty i naturalny. Z tego wynika też właściwie największa zaleta tekstu, jak i postaci. Wszystko jest przekonująco autentyczne. Mimo streszczenia wielu kwestii, są one na tyle dobrze pokonstruowane, że to streszczenie w żaden sposób nie przeszkadza w zbudowaniu bardzo przejrzystej i przekonującej wizji opisywanych wydarzeń i postaci. Fabularna spójność jest absolutnie udana. Martwiłem się tutaj, czy nie wyjdzie tak, że coś się źle zazębia z datowaniem ataku yuuzhańskiego (w końcu droidy to 23 ABY, a Vongi to 25), ale z tego co widzę, wszystko gra. Bohater jest przekonujący i autentyczny. Opisywane zachowania, decyzje, są jak mówiłem skrócone, ale na tle całej reszty całkowicie wiarygodne. Życiorys nie ma w sobie żadnych fajerwerków i ozdobników, żadnych cool-factorów, co tylko podsyca wyjątkowo naturalny obraz zwyczajnego dantooińskiego dzieciaka przez 3/4 historii. Duża ogólność historii po opuszczeniu Dantooine sprawia, że ten obraz się utrzymuje, może błędnie. Dość trudno powiedzieć, jak dokładnie postać przez te wszystkie dalsze lata wyrosła i wydaje mi się, że tutaj trochę źle, że tak to się rozmyło, w końcu to cała kupa lat w najważniejszym okresie rozwoju psychologicznego i szkoda, że jest bardzo mało hintów na to, jak się ostatecznie zmienił. Z drugiej strony, o tyle mnie to cieszy, że nie jest nam wyłożone na talerzu, jak w 100% będzie ta postać wyglądać na wprowadzeniu.

Wrzucenie postaci w Dantooine i wątki Jedi w sposób bardzo naturalny, nienachalny, nieprzesadzony, to świetna rzecz i jedna z moich głównych pochwał. To mindset, który trzeba chwalić dla promowania dobrych standardów xD Patrzenie na wpasowanie w fabułę Szlaczków to coś, co warto mieć zawsze na każdym kroku, bo gra się z ekipą we wspólnym świecie i taki jeden mały motyw ogromnie ułatwia znalezienie spoiwa postaci ze światem Szlaków w początkowym okresie gry i może bardzo łatwo rozpędzić dalszy tok RP i jest bardzo obiektywną i oczywistą wartością dodaną. Tylko tu wspomnę, że z tego co pamiętam (bo ja też wtapiałem historię w fabułę Szlaczków) co mi mówiono kupę czasu temu, to gdy Kaan-droidy zaczęły na Dantooine syfić, jedynym trupem był tamten wójt. W innych wypadkach były to tylko demolki, rozpierdziel, pożary, połamani goście, szpitale, krew, ale innych trupów nie było. Łatwa rzecz do korekty, a trauma i stopień wstrząsu, zwłaszcza dla losowego Dantooińczyka na sielankowej nudo-planecie to wciąż ogrom i absolutnie niczym ta poprawka nie zaburzy rytmu historii.

Głosuję za i życzę powodzenia i polecam się jakby co z pytaniami o wszystko. :D
Awatar użytkownika
Fell Mohrgan
Padawan
 
Posty: 117
Rejestracja: 24 kwie 2018, 20:33

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Zosh Slorkan dodano: 09 gru 2019, 21:02

Fell świetnie wszystko opisał i ciężko coś dodać. Wszystko co trzeba jest na miejscu, normalna, konkretna historia, jest konkretny pomysł na postać, konkretna charakterystyka, sensowny i logiczny życiorys i tak jak Fell powiedział, ogromny plus za pomysł osadzenia historii w fabule Szlaczków. Nie mam po co powtarzać całej reszty świetnej analizy Fella (zgadzam się z każdym kawałkiem). Po akcepcie podania poprawić tylko kwestię tych droidów Kaana, bo poza syfem, zamętem i zniszczeniem, trup był tylko jeden tak jak Fell wspomniał. ZA x)
Obrazek
Awatar użytkownika
Zosh Slorkan
Rycerz Jedi
 
Posty: 499
Rejestracja: 16 wrz 2013, 20:33

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Ashtar Tey dodano: 09 gru 2019, 23:32

Historia w swojej prostocie bardzo mi się spodobała, sensownie i wystarczająco wyjaśniasz motywację postaci, zdradzasz co nieco o jej charakterze i środowisku, a jednocześnie dajesz sobie punkt zaczepienia pod naszą fabułę, co zawsze jest sporym plusem i ułatwia wejście w rozgrywkę. Na pewno dałoby się tu zrobić i opisać dużo więcej, ale w kontekście braku doświadczenia w odgrywaniu postaci w grze na żywo uznałbym to raczej za pozytyw. Ciekawe motywy , złożona osobowość czy bezpośrednie zaplątanie postaci w wydarzenia w kontekście historii są oczywiście pożądane, ale dla początkującego gracza okazują się raczej ciężarem i utrudniają skupienie się na podstawach. Moje jedyne poważniejsze zastrzeżenie (poza kwestiami poruszonymi wcześniej) dotyczy decyzji o opuszczeniu Dantooine przez Nifdasa. Z jego perspektywy dużo większy sens miałoby rozpoczęcie poszukiwań na swojej planecie, bo w końcu to tam widział zarówno droidy, jak i Jedi. Dopiero po wyczerpaniu wszystkich opcji pomyślałby pewnie dopiero o odlocie. Uznaję to bardziej za niedopowiedzenie niż konkretny błąd, ale może wpłynąć na wiarygodność postaci i jej przyszłe interakcje z innymi. To trochę tak, jakby ktoś szukał grupy łysych ludzi, którzy napadli na wieś w Małopolsce i policjanta ze świecącą pałką, ale zamiast rozpocząć poszukiwania w obrębie gminy, wybrał się do Australii (i to w dużo większej skali, bo mówimy tu o całej galaktyce). Radziłbym przemyśleć tę kwestię, bo mimo, że motywacja jest jak najbardziej sensowna, to warto mieć w zanadrzu jakiś plan, choćby, by wyjaśnić to osobom, które mogą kwestionować same poszukiwania.

Generalnie jednak całość oceniam bardzo pozytywnie - jestem za.
Awatar użytkownika
Ashtar Tey
Rycerz Jedi
 
Posty: 1698
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47
Nick gracza: Gluppor

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Nifdas Calarth dodano: 09 gru 2019, 23:46

Powiem tak Ashtar, mógłbym ci w sumie przyznać rację co do tego zarzutu odnośnie poszukiwań Jednak też weźmy poprawkę na to, że kiedy droidy zniknęły to Nifdas miał bodajże 13 lat, a kiedy odleciał to miał lat 18. Co daje nam to, że 5 lat siedział jeszcze na Dantooine i przez te 5 lat ani nie widział tych droidów na żadnej wycieczce "po natchnienie" ani też nie słyszał wieści o jakichkolwiek dalszych atakach, domyślnie uznałem, że ten terror trwał w ciągu jednego roku. Chociaż prawdą jest, że ta kwestia jest niedopowiedziana to myślę, że można się tego domyślić. Niemniej dziękuję za ocenę ^^
Nifdas Calarth
 
Posty: 5
Rejestracja: 08 gru 2019, 1:35

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Elia dodano: 10 gru 2019, 4:17

Pomysł z wpasowaniem się w historię Szlaczków jest zawsze strzałem w dziesiątkę i za to należą Ci się brawa, dobra robota. Ogólnie podanie jest dobre, od razu zaznaczę, że jestem za, choć mam dla Ciebie też nieco krytyki.

Motyw tajemniczego sieroty o cechach fizycznych, które bardzo wyróżniają go na tle społeczeństwa jest bardzo cliché. U Ciebie tym bardziej to widać, bo nie ma to żadnej wagi fabularnej. Wyjęcie tych dwóch rzeczy z historii (odmiennego wyglądu i bycia podrzutkiem) kompletnie nie zubożyłoby treści. Człowiek nie musi inaczej wyglądać i być nie-wiadomo-skąd, by nie pasować do swoich rówieśników. Wiem, że całe zainteresowanie sztuką u Nifdasa oparłeś na motywie adopcji, ale to trochę overkill, bo jeśli ktoś nie ma smykałki do sztuki to trauma jej nie wyzwoli i vice versa - jeśli ktoś ją ma, nie trzeba jakiegoś wybuchu w życiu, by wyszła na jaw.

Przybrani rodzice Nifdasa nigdy nie chcieli mieć dzieci i nagle zachciewają, gdy on się pojawia. Generalnie większość ludzi chce mieć dzieci. Jeśli nie, czasem instynkt się budzi, gdy rodzi się własny potomek, to z biologicznego punktu widzenia ma sens - nasze geny chcą przetrwać w naszych dzieciach. Instynkt rodzicielski w przypadku obcego dzieciaka to coś naprawdę wyjątkowego, zwłaszcza jeśli dziecko kompletnie nas nie przypomina. Naturalną reakcją przybranych rodziców Nifdasa byłoby oddanie go jak najszybciej komuś, kto już ma dzieci, kocha je i wie, co z nimi zrobić. Tymczasem samo pojawienie się Nifdasa magicznie robi z pary, która nie chciała mieć nic wspólnego z dziećmi, cudownych, kochających rodziców. Dla zobrazowania... Wyobraź sobie, że ktoś podrzuca Ci teraz pod drzwi noworodka. Nie wiesz co to za dziecko i czyje i kompletnie nie masz pojęcia co się robi z dziećmi. Jaka jest szansa, że uznasz, że będziesz od teraz wspaniałym tatą?

Odniosłam wrażenie, że Twoja postać to z założenia odludek i introwertyk. Skupia się na sztuce, biega po dziczy, nie znalazł przyjaciela, ma tylko rodziców. I nagle ten odludek stwierdza, że zabiera manatki i leci z kompletnie obcymi ludźmi w świat, którego nie zna, najęty jako pomoc na statku, a dyskusja z nim nie ma sensu, bo "jest uparty". Wiem, że piszesz skrótowo, ale ta decyzja Nifdasa jest dla mnie - kogoś, kto stara się wczuć w historię - kompletnie niezrozumiała. Nie wiem jak osoba o jego charakterze mogłaby logicznie uznać, że to dobry pomysł. Co więcej - ta podróż nosi znamiona najważniejszego i najodważniejszego wyboru, który zmieni całe jego życie. Nifdas musi zainwestować w nią całą odwagę, jaką ma i jednocześnie walczyć ze swoim introwertyzmem, swoim wycofaniem i zamiłowaniem do prostego życia. Brakuje mi tu jakiegoś wytłumaczenia, zapewnienia ze strony autora, że widzi wagę tego momentu, że widzi zmagania swojego bohatera, który postępuje wbrew sobie. Albo wręcz przeciwnie - udowodnienia, że Nifdas postępuje zgodnie ze swoim charakterem.

Frustracja związana z brakiem weny na statku także mnie nie kupiła. Nifdas to ktoś, kto nauczył się radzić z emocjami za pomocą sztuki. Na pewno na tym statku emocji (zwłaszcza negatywnych) miał pod dostatkiem. Nowi ludzie w ciasnej przestrzeni, niemożność ucieczki w naturę, niepewność, jakie niebezpieczeństwa go czekają, stres związany z pierwszą pracą, strach i tęsknota za domem, bo nigdy nie był tak daleko i nie wie, czy kiedykolwiek wróci... Ja tu widzę milion powodów, by malować swoje demony i radzić sobie z emocjami, w końcu artyści mają najwięcej natchnienia, gdy cierpią, bo muszą dać upust temu, co się w nich zebrało. Nie widzę natomiast warunków, by to robić - i to mogłoby być dla Nifdasa i krzywdzące, i uciążliwe. Nie brak weny, a raczej brak swobody. Brak sił. Wyczerpanie psychiczne. Ale o niczym takim nie piszesz.

To są rzeczy, które nie skreśliły dla mnie podania, ale sprawiły, że Twoja postać wydała mi się sztuczna. Próbowałam się w nią wczuć, ale mi się nie udało. Co jest przykre, bo w teorii artysta-introwertyk to "mój człowiek" i naprawdę chciałam polubić Nifdasa.
Obrazek
Awatar użytkownika
Elia
Mistrz Jedi
 
Posty: 1966
Rejestracja: 03 lip 2011, 13:29

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Nifdas Calarth dodano: 10 gru 2019, 7:44

Dziękuję za słowa konstruktywnej krytyki. Z samym wyglądem fizycznym chodziło mi o to, że po prostu nie był podobny do nikogo z tej planety albo i przynajmniej osady. Kolejna sprawa, dziecko było z parą co najmniej tydzień jak nie kilka kiedy szukali jego prawdziwych rodziców, czasem (przynajmniej z tego co widziałem w paru anime czy serialach) tyle wystarczy aby się przywiązać do bezbronnej i uroczej istotki, w tym przypadku dziecka. Co do sprawy ze sztuką, potem motywem podróży to...zdaję sobie sprawę, że spłyciłem mocno i mogłem się też bardziej skupić na jego charakterze, rozpisać to. Ogólnie introwertyk artysta to jest to w co celowałem, jednak nie celowałem, w introwertyka, który celowo by się zamykał na innych a bardziej na takiego, który po prostu jest taki ponieważ się wstydzi co miałoby podłoże w dzieciństwie (wykluczenie z grona rówieśników, dowiedzenie się o adopcji). Tak ostatnimi słowami wydaje mi się, że te wyróżniające rysy twarzy jednak dawałyby więcej wiarygodności co do tego, że inne dzieci go wykluczają. W sensie...z osobistego doświadczenia wiem jak na to potrafią zwracać uwagę. Niemniej dziękuję za ocenę i krytykę, będę uważał na to na co zwróciłaś uwagę w czasie pisania różnych dzieł :)
Nifdas Calarth
 
Posty: 5
Rejestracja: 08 gru 2019, 1:35

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Edgar Alexander dodano: 11 gru 2019, 21:20

Bardzo podoba mi się sposób wprowadzenia postaci w historię szlaków. Wprowadzenie jest subtelne, niezobowiązujące, pozwala na sensowne nakierowanie postaci na naszą grupę, jak i nadaje jej pewien początkowy wektor rozwoju. Na pewno zgadzam się z większością krytyki Elii. Postać Nifdasa nie wciągnęła mnie, nie byłem zbytnio zainteresowany jej losami. Czytałem, bo piszesz w spójny i ciekawy sposób, ale ciekawość nie wynikała z tego, jaką postacią był Nifdas, a z tego, że byłem ciekawy co poruszysz w opowiadaniu. Poza tą drobną uwagą podpisuję się na większością powyższej krytyki.

Wyłączając same opowiadanie, podoba mi się to jak się wypowiadasz, twoje podejście, wypisane zainteresowania itd. Na pewno sprawiasz wrażenie osoby sensownej, zdolnej wczuć się w rozgrywkę, z którą będzie się fajnie rozmawiało. Trzymam kciuki za proces rekrutacji, z chęcią zobaczę dalszy jej rozwój

ZA
Obrazek
Awatar użytkownika
Edgar Alexander
Uczeń Jedi
 
Posty: 617
Rejestracja: 18 wrz 2015, 12:09

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Nifdas Calarth dodano: 13 gru 2019, 21:12

Zosh Slorkan (Priv) pisze:
Powiem tak Ashtar, mógłbym ci w sumie przyznać rację co do tego zarzutu odnośnie poszukiwań Jednak też weźmy poprawkę na to, że kiedy droidy zniknęły to Nifdas miał bodajże 13 lat, a kiedy odleciał to miał lat 18. Co daje nam to, że 5 lat siedział jeszcze na Dantooine i przez te 5 lat ani nie widział tych droidów na żadnej wycieczce "po natchnienie"


W tekście powiem szczerze, że tego nie zauważyłem (Fell o dziwo też), ale wobec tego musisz pewną kluczową rzecz poprawić. A jaką... To w sumie przypadkowo napisał Fell.

Fabularna spójność jest absolutnie udana. Martwiłem się tutaj, czy nie wyjdzie tak, że coś się źle zazębia z datowaniem ataku yuuzhańskiego (w końcu droidy to 23 ABY, a Vongi to 25)


No innymi słowy, to jakby siedział faktycznie 5 lat po ataku droidów... To by nie żył albo został uchodźcą, bo dwa lata po atakach droidów Dantooine zostąło zmienione przez Vongów w zgliszcza XD

Nie jest to jakiś dramat do korekty. Najlepiej jakbyś dodał postaci rok lub dwa życia więcej i zrobił, że atak był gdy miał 14/15 lat, a potem w wieku 16/17 lat odleciał, tuż przed Vongami i wtedy nic więcej nie musisz zmieniać.
Oh, rozumiem. W takim razie jest mi...dość głupio. Kiedy tylko będę mógł to to skorektuję. Dzięki ^^'
Nifdas Calarth
 
Posty: 5
Rejestracja: 08 gru 2019, 1:35

Re: Nifdas Calarth

Postautor: Rada Jedi dodano: 14 gru 2019, 16:12

Podanie otrzymało pięć głosów pozytywnych i zostało zaakceptowane. Dalsze instrukcje zostaną kandydatowi przekazane za pośrednictwem prywatnej wiadomości.
Obrazek
Awatar użytkownika
Rada Jedi
 
Posty: 442
Rejestracja: 08 kwie 2010, 9:47


Wróć do Podania

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości